Выбрать главу

– Tu Edwards, ze wzgórza 152. Słyszysz mnie?

– Słyszę – padła natychmiast odpowiedź. – Od tej chwili nosisz kryptonim: „Ogar" a my „Brytan". A teraz składaj raport.

– Zrozumiałem, Brytan. Rosyjskie transporty lotnicze w toku. Naliczyliśmy pięćdziesiąt – pięć-zero – radzieckich samolotów transportowych. Iły-76. Przylatują do Reykjaviku, wyładowują towar i odlatują na północny wschód.

– Ogar, jesteś pewien, powtarzam, czy jesteś pewien liczby, którą podałeś?

– Absolutnie pewien, Brytan. Przelatują prosto nad naszymi głowami i każdy zapisujemy na kartce. Pięćdziesiąt samolotów – Smith podsunął mu notatnik pod nos… – teraz już pięćdziesiąt trzy, ale operacja trwa. Ponadto na skraju pasa startowego numer cztery widzę sześć jednoosobowych maszyn. Nie potrafię rozróżnić typu, ale wyglądają na myśliwce. Zrozumiałeś, Brytan?

– Zrozumiałem. Pięćdziesiąt trzy transportowce i sześć myśliwców. W porządku, Ogar. Musimy szybko tę informację dostarczyć wyżej. Kontakt jak zwykle. Czy jesteście bezpieczni?

Dobre sobie – pomyślał Edwards.

– Słyszę cię, Brytan. Pozostajemy na nasłuchu.

Zdjął słuchawki i popatrzył na Smitha.

– Sierżancie, jesteśmy tu bezpieczni?

– Jasne, poruczniku. Bezpieczniej czułem się tylko w Bejrucie.

Hafnarfjórdur, Islandia

– Wyśmienicie przeprowadzona akcja, towarzyszu generale – ambasador promieniał.

– Wasza pomoc okazała się bezcenna – skłamał przez zęby generał. – Niemniej chciałbym przypomnieć, że wiele jeszcze zostało do zrobienia.

Personel ambasady radzieckiej na Islandii liczył sobie ponad sześćdziesiąt osób. Przeważnie byli to pracownicy wywiadu. Zamiast zrobić coś naprawdę pożytecznego, na przykład przejąć centralę telefoniczną, założyli mundury i urządzili obławę na przedstawicieli miejscowego świata politycznego. Większość członków Althingu, starego parlamentu islandzkiego, została aresztowana. Generał zgadzał się, że było to konieczne, ale nie należało tego robić w tak brutalny sposób; troje Islandczyków poniosło śmierć. Z wyspiarzami lepiej łagodnie – pomyślał generał. – To nie Afganistan. Islandczycy z natury nie byli agresywni i należało przyjąć w stosunku do nich łagodny kurs. Ale ten aspekt operacji leżał w kompetencjach KGB, którego zespół wiódł w ambasadzie prym.

Generał wszedł po drabince sznurowej na pokład „Fućika". Wyniknął właśnie problem z wyładunkiem sprzętu należącego do batalionu rakietowego. Wskutek eksplozji rakiety barki z tym sprzętem zostały mocno uszkodzone, a wrota do ładowni zakleszczone i trzeba było użyć palników. Generał wzruszył ramionami. Jak dotąd „Polarna Gloria" stanowiła wręcz podręcznikowy przykład wzorowo przeprowadzonej operacji wojskowej. Niezbyt duży kłopot.

Większość pojazdów – dwieście lekkich wozów bojowych i wiele ciężarówek – dawno już opuściła pomieszczenia statku, została załadowana wojskiem i odesłana do punktów przeznaczenia. Pozostał tylko batalion SA.-11.

– Mam dla was niedobrą wieść, towarzyszu generale – oznajmił dowódca SA.M-ów.

– Długo będę na nią czekać? – spytał z rozdrażnieniem dowódca. Miał za sobą ciężki dzień.

– Ocalały tylko trzy sprawne rakiety.

– Trzy?

– Obie barki zostały podziurawione. Wstrząs zniszczył kilka pocisków. Główne uszkodzenia spowodowała woda, którą gasiliśmy pożar.

– Przecież to rakiety do ruchomych wyrzutni – odparł generał. – Jakże mogły zamoknąć?

– To była słona woda, towarzyszu. Tej broni używa armia lądowa, nie marynarka. Pociski są mało odporne na wodę morską. Walczący z ogniem przyłożyli się do pracy i rakiety prawie pływały. Wystające przewody i głowice samonaprowadzających urządzeń radarowych umieszczone z przodu rakiet zostały kompletnie zniszczone. Moi ludzie sprawdzili elektronicznie każdą z nich. Tylko trzy są zdatne do użytku. Cztery następne zdołamy jakoś naprawić. Ale reszta to szmelc. Muszą nam dosłać nowe.

Generał opanował ogarniający go gniew. Taka drobnostka, a nikt o niej nie pomyślał. Pokład statku, ogień gaszony słoną wodą. Musi zamówić morską wersję tej broni. Ale tak naprawdę, to to wszystko nie było istotne.

– Rozmieśćcie wyrzutnie zgodnie z planem. Zdatne do użytku rakiety przesłać do Reykjaviku. Te, które da się naprawić, dajcie Keflavikowi. Powiadomię, że potrzebujemy nowych pocisków. Coś jeszcze?

– Na razie nic. Anteny radarowe były zatopione w plastiku, a sprzęt w transporterach ocalał, gdyż maszyny zostały hermetycznie zamknięte. Mój batalion jest gotów; potrzebujemy tylko rakiet. Możemy wyruszyć za dwadzieścia minut… I wybaczcie, towarzyszu.

– Nie wasza wina. Dobrze znacie drogę?

– Dowódcy mojej baterii zapoznali się dokładnie z mapami.

– Wyśmienicie. Do roboty, towarzyszu pułkowniku.

Generał ruszył po drabince na mostek do oficera łączności. Po dwóch godzinach samolot z czterdziestoma pociskami S A-11 ziemia powietrze wystartował z murmańskiego lotniska Kilpjawr, biorąc kurs na Islandię.

TANIEC WAMPIRÓW

USS „Nimitz"

Przez dwanaście ostatnich godzin Toland był człowiekiem cholernie zapracowanym. Wiadomości z Islandii napływały powoli, informacje były niejasne i Bob ciągle nie potrafił stworzyć sobie klarownego obrazu sytuacji. Po kilku godzinach wahań i niepewności grupa bojowa dostała nowe rozkazy. Odwołano poprzednie, w myśl których okręty miały dostarczyć posiłki na Islandię. Od dziesięciu godzin grupa lotniskowców płynęła na wschód, ku akwenom, gdzie miała uzyskać ochronę powietrzną brytyjskich i francuskich samolotów. Ktoś widocznie doszedł do wniosku, iż piechota morska, skoro nie miała już po co płynąć do Islandii, powinna wzmocnić siły w Niemczech. Początkowo Bob spodziewał się, że jednostkę amfibii morskich dostarczą do Norwegii, gdzie stacjonowała już jedna brygada tego typu, ale okazało się to trudne do wykonania. Nad północną Norwegią bowiem od dwudziestu godzin trwała zacięta bitwa powietrzna, w której obie strony ponosiły ciężkie straty. Norwegowie przystąpili do walki, dysponując zaledwie setką nowoczesnych myśliwców i teraz rozpaczliwie błagali o pomoc, która jak dotąd – nie nadeszła.

– Chcą nie tylko zniszczyć Norwegów – zauważył Toland. – Spychają ich na południe. Większość ataków poszła na bazy północne i od tego momentu nie dają im chwili wytchnienia.

– Dzięki temu będą mogli wysyłać na nas backfire'y. To oczywiste – skinął głową Chip. – Zbieraj się już na odprawę, Bob.

– No cóż – Toland sięgnął po notatki i ponownie ruszył do kwatery dowódcy. Tym razem trafił już prawie bezbłędnie.

– Tak, komandorze – odezwał się admirał Baker. – Zacznijmy od terenów nie objętych bezpośrednimi działaniami wojennymi.

– Na Pacyfiku nic się jeszcze nie dzieje. Rosjanie najwyraźniej starają się wywierać jakieś dyplomatyczne naciski na Japonię. To samo Dotyczy innych rejonów świata. Związek Radziecki usiłuje sprowadzić wszystko do tej niemieckiej intrygi.

– Mydlenie oczu – zauważył Baker.

– Oczywiście, admirale, ale taka Grecja na przykład już teraz próbuje wykręcić się od zobowiązań. Ponadto wiele krajów neutralnych i Trzeciego Świata kupiło tę historię. Tak czy owak, Rosjanie robią wielki szum wokół Wysp Kurylskich. Oddadzą je, jeśli Japonia podejmie radziecką grę. Kontekst: Japonia nie może przekazać amerykańskim samolotom atakującym Związek Radziecki baz znajdujących się na jej terytorium. Pozostaje Korea. Na zachodnim Pacyfiku dysponujemy jedną grupą bojową lotniskowca „Midway". Obecnie znajduje się daleko w morzu i nie chce samotnie ruszyć w rejony Kamczatki. Na Morzu Południowochińskim, na zachód od Filipin, zanotowaliśmy nieco większą aktywność lotniczą. W zatoce Cam Ranh Rosjanie nie mają ani jednego okrętu. Tak więc na Pacyfiku spokój, ale nie potrwa on długo. Na Oceanie Indyjskim ktoś, najprawdopodobniej okręt podwodny, wystrzelił rakietę na Diego Garcię. Straty niewielkie. Pięć dni wcześniej wszystko prawie stamtąd wysłaliśmy na morze, niemniej wyspa przykuła uwagę Rosjan. Ostatni raport donosi, iż nad Oceanem Indyjskim, na piętnastym stopniu szerokości północnej i dziewięćdziesiątym długości wschodniej pojawił się dywizjon radzieckich samolotów. Odleciał na południe. Na południowej flance NATO zupełny spokój. Turcy nie chcą samodzielnie atakować Rosji, Grecja trzyma się na uboczu, twierdząc, że to „spór niemiecko-radziecki". Tak zatem Iwan nie musi martwić się południem i wygląda na to, że układ ten bardzo mu dogadza. Słowem, w obecnej chwili Rosjanie walczą jedynie w Europie Zachodniej oraz prowadzą akcje przeciw wybranym amerykańskim urządzeniom w różnych rejonach. Trąbią przy tym na cały świat, że wcale nie zamierzają z nami walczyć. Gwarantują nawet bezpieczeństwo przebywającym w Związku Radzieckim amerykańskim turystom i biznesmenom. Zapewne wyślą ich przez Indie. Nie doceniliśmy rozmiarów tej gry. Jak dotąd wszystko pracuje na korzyść Rosjan. Teraz Europa. No cóż, tu zaczęli od dwudziestu, trzydziestu ataków grup Specnazu na terenie całych Niemiec. Większości tych akcji zapobiegliśmy, ale w dwóch przypadkach odniosły one spory sukces. Zablokowany został port w Hamburgu. W głównym kanale zatopili dwa statki handlowe. Grupie, która tego dokonała, udało się zbiec. To samo wydarzyło się w Bremie – zablokowali częściowo kanał i spalili trzy statki w jednym z terminali dla kontenerowców. Tę grupę ujęliśmy. Inne ataki skierowane były przeciw składom broni jądrowej, ośrodkom łączności, a jeden, bardzo silny, przeciw magazynom paliw. Te ataki nas nie zaskoczyły. Ponieśliśmy pewne straty, ale prawie wszyscy żołnierze Specnazu zostali zlikwidowani. Armia Radziecka przystąpiła do szturmu wczoraj przed świtem. Dobrą wiadomością jest to, że nasze lotnictwo odpowiedziało miażdżącym ciosem. Ten nowy myśliwiec Stealth, o którym krążyło tyle plotek, włączony został do służby i rzeczywiście spowodował na tyłach Rosjan istne piekło. Dowództwo sił lotniczych twierdzi, że w powietrzu posiada przewagę; tak zatem Iwan taktycznie musiał ponieść ciężkie straty. Jakkolwiek by było, pierwszy atak rosyjski okazał się dużo słabszy, niż należało się spodziewać. Posuwają się do przodu, ale do północy wdarli się zaledwie na piętnaście kilometrów w głąb Niemiec, a w dwóch punktach w ogóle zostali zatrzymani. Jak dotąd ani słowa o broni jądrowej lub chemicznej. Doniesienia mówią o ciężkich stratach obu stron, zwłaszcza w północnych Niemczech, gdzie Rosjanie wdarli się najgłębiej. Zagrożony jest Hamburg. Zaatakowali też Kanał Kiloński, ale nie znamy szczegółów. Wiadomo tylko, że jego część znalazła się pod kontrolą sowiecką. Ogólnie sytuacja jest trochę niejasna. Również na Morzu Bałtyckim zanotowano dużą aktywność. Niemcy i Duńczycy twierdzą, że błyskawicznym atakiem swych okrętów zadali mocny cios połączonej flocie radzieckiej i wschodnioniemieckiej. Ale doniesienia na ten temat są bardzo niejednoznaczne.