Toland zaczął z kolei opisywać sytuację w Norwegii.
– Główne zagrożenie stanowią tam okręty podwodne i lotnictwo. Flota podwodna Iwana jest bardzo aktywna. Otrzymaliśmy doniesienia o zatopieniu przez nią dwudziestu dwóch jednostek handlowych. Największą tragedią było zatonięcie płynącego pod panamską banderą liniowca pasażerskiego „Ocean Star", który wracał z rejsu po Morzu Śródziemnym. Osiemset mil na północny wschód od Gibraltaru trafiony został rakietą nieznanego typu, prawdopodobnie wystrzeloną z juliet. Statek spłonął. Ogromna liczba ofiar. Akcję ratowniczą i poszukiwawczą prowadzą dwie hiszpańskie fregaty. Raporty wspominają o trzech łodziach podwodnych – echu, tangu foxtrocie – krążących w pobliżu naszych torów. Może ich być tam więcej, ale z doniesień wywiadu wynika, że głównie grupują się na południe i na zachód od nas. Kiedy została zneutralizowana Islandia, straciliśmy system SOSUS na linii Grenlandia-Islandia-Zjednoczone Królestwo, co otworzyło Iwanowi dostęp na Północny Atlantyk. Dowództwo lotnictwa strategicznego na Atlantyku, by zatkać tę dziurę, posłało tam już okręty podwodne. Muszą się pośpieszyć. Mamy doniesienia o licznych radzieckich jednostkach ciągnących w kierunku Cieśniny Duńskiej.
– Ile okrętów im zniszczyliśmy? – zapytał Svenson.
– Lajes i Brunszwik donoszą o czterech zatopionych. Dokonały tego samoloty P-3. Złe wieści: jeden orion zaginął, a drugi został zestrzelony rakietą woda-powietrze. Cały czas napływają nowe informacje i koło południa powinniśmy mieć pełniejszy obraz sytuacji. W każdym razie obecnie bardziej zagraża nam lotnictwo niż flota podwodna. Ale jutro, naturalnie, może się to zmienić.
– Na razie martwmy się o dzień dzisiejszy. Wróćmy do Islandii – przerwał mu Baker.
– Wczorajszy raport był dokładny. Jest pewne, iż drogą morską przybył tam jeden pułk; reszta dywizji dociera drogą powietrzną. Transport zaczął się około czternastej i zakładamy, że obecnie już cała jednostka jest na miejscu.
– Myśliwce? – spytał Svenson.
– Żadnych doniesień na ten temat, ale możliwe, że są. Islandia dysponuje czterema lotniskami…
– Pomyłka, Toland, trzema – przerwał mu ostro Baker.
– Bardzo przepraszam, sir, ale czterema. Policzmy! Wielka baza w Keflaviku; pięć pasów startowych, dwa z nich liczą sobie około trzy i pół kilometra długości. Wybudowane zostały z myślą o B-52. Iwan przejął tę bazę całkiem nietkniętą. Przeprowadzili specjalnie atak w taki sposób, by nie uszkodzić pasów. Lotnisko drugie to cywilny aeroport w Reykjaviku. Najdłuższy pas liczy sobie dwa tysiące metrów – aż za długi jak dla myśliwców. Lotnisko leży w mieście. Atak nie spowodowałby wielu ofiar wśród ludności cywilnej. Po północnej stronie wyspy jest Akureyri – jeden twardy pas. Czwarte lotnisko, admirale, to stary Keflavik; oddalone o około trzy kilometry na południowy wschód od bazy lotniczej NATO. Na mapach występuje jako niezdatne do wykorzystania, ale rozmawiałem z kimś, kto przebywał na Islandii dwa lata. Osoba ta twierdzi, że pas nadaje się do użytku, zwłaszcza dla maszyn przystosowanych do lądowania w ciężkich warunkach terenowych, takich jak nasze C-130. Personel bazy używał go do wyścigów gokartów i samochodów sportowych. W każdym razie myśliwce mogą tam lądować. Poza tym wszystkie miasta na tej wyspie dysponują gruntowymi pasami przeznaczonymi dla krajowego ruchu lotniczego. Migi-23 i kilka innych typów radzieckich myśliwców mogą z nich z powodzeniem korzystać.
– Ma pan same dobre wiadomości – krzywiąc się, zauważył dowódca grupy lotniczej „Nimitza". – A co z urządzeniami bazy w Keflaviku, na przykład składami paliwa?
– Składy paliwa w samej bazie zniszczono podczas ataku, ale główne magazyny oraz składy w Hakotstangar pozostały nietknięte. Jeśli wpadły w ręce Rosjan, to dostali paliwo, które wystarczy im na całe miesiące.
– Czy są to informacje pewne? – chciał wiedzieć Baker.
– Mamy naocznych świadków: załogę P-3 należącego do marynarki. Zaraz po ataku oszacowali straty. RAF wysłał dwie maszyny zwiadowcze. Pierwsza dostarczyła wyraźnych zdjęć Keflaviku i okolic. Druga nie wróciła. Przyczyna nieznana.