Выбрать главу

– SAM-y – skrzywił się dowódca grupy lotniczej.

Toland skinął głową.

– Mogę się założyć. Na zdjęciach widać transportery opancerzone należące do radzieckiej dywizji powietrzno-desantowej. Islandzkie radio i telewizja milczą. Anglicy donoszą o sporadycznych kontaktach z islandzkimi radioamatorami, ale z południowo-zachodnich rejonów wyspy nie docierają żadne wiadomości. Tam zresztą żyje większość mieszkańców i wygląda na to, że region ten jest już całkowicie pod kontrolą radziecką. Cały czas pozostajemy w kontakcie z wywiadem.

– Z tego, co pan mówi, wynika, że nie możemy spodziewać się żadnych informacji ze strony Norwegów. Ponadto straciliśmy nasze placówki na Islandii. Czy dysponujemy jeszcze czymś? – zapytał Svenson.

– Tak. Możemy spodziewać się informacji ze źródła o kryptonimie „Reporter". Jeśli jakieś większe siły radzieckiego lotnictwa opuszczą Kolę, będziemy o tym natychmiast wiedzieć.

– „Reporter"? Kto to jest? – zapytał dowódca grupy lotniczej.

– Tego mi nie powiedziano.

– Okręt podwodny – uśmiechnął się lekko Baker. – Kiedy nadaje meldunki, musi go chronić sam Chrystus. No cóż, wczoraj Iwan posłał bombowce przeciw Islandii. A dokąd polecą dzisiaj?

– Jeśli chcecie, panowie, wiedzieć, to wywiad uważa, że przylecą do nas – odparł Toland.

– Dobrze jest poznać zdanie fachowców – kwaśno zauważył oficer lotnictwa. – Powinniśmy popłynąć prosto na północ i zmiażdżyć tych Rosjan… – Był doświadczonym pilotem myśliwskim. – Jednak z backfirea-mi na karku nie możemy tego uczynić. Jakimi siłami mogą nas zaatakować?

– Przyjmuję, że do akcji przystąpi jedynie lotnictwo morskie. Ich marynarka dysponuje sześcioma pułkami uderzeniowymi: trzema backfire-ów i trzema badgerów. Ponadto pułkiem badgerów z zainstalowanymi radiostacjami zagłuszającymi i pułkiem samolotów zwiadowczych klasy Bear. Do tego należy dodać tankowce powietrzne. Pułk składa się z dwudziestu siedmiu maszyn. Daje to w sumie sto sześćdziesiąt samolotów bojowych, z których każdy może przenieść dwie lub trzy rakiety typu powietrze-ziemia.

– Żeby dolecieć aż tutaj, badgery będą musiały dać z siebie wszystko. Odległość tam i z powrotem wynosiprawie siedem tysięcy kilometrów; nawet jeśli polecą nad Norwegią, Badgery to stary model samolotów – uzupełnił dowódca grupy lotniczej. – A co z ich satelitami?

Toland popatrzył na zegarek.

– Za pięćdziesiąt dwie minuty przeleci nad nami radziecki radiolokacyjny rozpoznawczy satelita morski. Namierzyli nas już dwanaście godzin temu.

– Myślę, że siły powietrzne wykorzystają broń antysatelitarną – powiedział cicho Svenson. – Skoro Iwan dysponuje ptaszkami wywiadowczymi przekazującymi informacje na bieżąco, nie potrzebuje tych przeklętych bearów. Może z łatwością wyliczyć naszą pozycję. Dla rosyjskich bombowców to tylko czterogodzinna wyprawa.

– Może po przelocie satelity zmienić kurs? – zasugerował oficer lotnictwa.

– Bez sensu – odparł Baker. – Od dziesięciu godzin płyniemy na wschód. Wiedzą o tym, a my możemy poruszać się z prędkością najwyżej dwudziestu węzłów. Oddalimy się plus minus osiemdziesiąt mil. Jaka to różnica?

Toland spostrzegł, że zarówno Svensonowi jak i oficerowi lotnictwa nie przypadła do gustu ta decyzja. Ale nie podjęli dyskusji. Baker był człowiekiem, któremu trudno było cokolwiek wyperswadować i Bob zastanawiał się chwilę, czy jest to dobra cecha dowódcy.

Wzgórze 152, Islandia

Jedyną pociechę Edwardsa stanowiło to, że trafnie przepowiedział nadejście chłodnego frontu. Zaczęło padać dokładnie w przewidzianym przez niego czasie, tuż po północy. Sytuacja mogłaby być gorsza tylko wtedy, gdyby zamiast pojawiających się przelotnych opadów zaczął lać ciągły, zimny deszcz. Prawie siedemset metrów nad ziemią kłębił się zbity wał chmur pędzonych wiejącym z szybkością pięćdziesięciu pięciu kilometrów na godzinę wiatrem.

– A gdzie myśliwce? – spytał Edwards. – Czy nikt nie słyszał, jak odlatywały?

Spenetrował przez lornetkę lotnisko w Reykjaviku, ale nie dostrzegł sześciu samolotów, o których złożył wieczorem raport. Zniknęły również wszystkie transportowce. Widział tylko jeden radziecki helikopter i dalej czołgi. Na ulicach miasta i na szosie panował niewielki ruch. Nic dziwnego. W poniedziałkowy ranek wszyscy rybacy z pewnością wypłynęli już dawno w morze.

– Nie, sir. Pogoda w nocy była taka, że całe ruskie lotnictwo mogło przylecieć i odlecieć nie zauważone. – Sierżanta Smitha niepokoiła przede wszystkim pogoda. – A może stoją w tych hangarach?

Ostatniego wieczoru, około dwudziestej trzeciej, zauważyli wprawdzie na niebie świetlne smugi, jakby startujących rakiet, ale akurat padał rzęsisty deszcz i Edwards nie przekazał tego w raporcie, podejrzewając, że mogły to być tylko błyskawice.

– A co to jest? Przecież nie czołgi. Garcia, zobacz… pięćset metrów od terminalu… – porucznik wręczył żołnierzowi lornetkę.

– No tak, to jakiś rodzaj pojazdu na gąsienicach. Wygląda jak… nie, nie działo. Widzę jakby trzy lufy… może to wyrzutnia rakietowa?

– SAM-y – podpowiedział sierżant. – Może to rakiety widzieliśmy wczoraj wieczorem?

– Tu kosmita E.T.; muszę zadzwonić do domu – Edwards zaczął montować radio.

– Ile wyrzutni i jakiego typu? – zapytał Brytan.

– Widzimy tylko jedną, a w niej trzy pociski. Trudno określić typ. Zresztą nie znam się na tym. Możliwe, że wczoraj wieczorem, o dwudziestej trzeciej, postrzelali sobie z rakiet.

– Czemuście, do licha, nam tego od razu nie powiedzieli? – zapytał Brytan.

– Bo nie wiedziałem, co to takiego – Edwards nieomal wrzasnął. – Do cholery, przekazujemy wszystko, co widzimy, a wy nawet w połowę tych informacji nie wierzycie.

– Uspokój się, Ogar. Wierzymy. Wiem, że wam tam ciężko. Wydarzyło się coś jeszcze?

– Wie, że nam tu ciężko – poinformował swoich ludzi Edwards. – Na razie nic się nie dzieje, Brytan. Jeszcze bardzo wczesna godzina, ale niebawem spodziewamy się, że więcej mieszkańców pojawi się na ulicach.

– Zrozumiałem. Dobrze, Edwards, teraz odpowiadaj szybko i bez zastanowienia. Jak na drugie imię miał twój ojciec?

– Nie miał drugiego imienia! O co…

– Nazwa jego łódki?

– „Annie Jay". O co ci, do diabła, chodzi…?

– Co przytrafiło się Sandy, twojej dziewczynie?

Jakby ktoś wbił mu w brzuch nóż. Ton głosu był najbardziej przekonującą odpowiedzią.

– Odpierdol się!

– Rozumiem – odparł głos. – Wybacz, poruczniku, ale musiałem zadać te pytania. Na razie nie mamy dla ciebie żadnych poleceń. Prawdę mówiąc, nikt nie wie, co z wami zrobić. Musicie czekać i unikać kontaktu. Teraz o naszych transmisjach. Gdyby was dorwali i chcieli robić jakieś sztuczki, każdy z kontaktów zaczynaj od słów: „jest wspaniale". Kapujesz? Jest wspaniale.

– Zrozumiałem. Jeśli usłyszycie, że jest wspaniale, znaczy, że coś nie w porządku.

Keflavik, Islandia

Dowodzącego grupą lotniczą majora, mimo że od ponad trzydziestu godzin był na nogach, nie opuszczał dobry humor. Keflavik stanowił wspaniałą bazę, a spadochroniarze przejęli ją w stanie prawie nienaruszonym. Co ważniejsze, Amerykanie bardzo dbali o sprzęt remontowy i trzymali go w różnych punktach ośrodka w bezpiecznych schronach. Dlatego przetrwał atak lotniczy. Oficer stał teraz w zniszczonej wieży kontrolnej i obserwował z satysfakcją, jak pół tuzina samochodów-zamiataczek uprząta gruz z pasa startowego numer dziewięć. Za pół godziny będą mogły wkołować tam samoloty. W pobliżu pasa stało osiem pełnych cystern, a do końca dnia powinien zostać naprawiony rurociąg. Wtedy będzie to normalnie funkcjonująca baza radzieckiego lotnictwa.