– Kiedy przybędą nasze myśliwce?
– Za trzydzieści minut, towarzyszu majorze.
– Włączyć radar.
Na jednej z barek Rosjanie umieścili kompletny sprzęt do radiolokacji, który miał należeć do przyszłej bazy lotniczej. Obecnie więc w pobliżu głównego pasa startowego zainstalowany został ruchomy radar dalekiego zasięgu, a obok niego pojazd, w którym dyżurowali naziemni technicy. W bazie znajdowały się też trzy ciężarówki załadowane częściami zapasowymi oraz pociskami powietrze-powietrze; ponadto poprzedniego dnia przyleciało drogą lotniczą trzysta osób personelu naziemnego. Pasów startowych strzegła pełna bateria rakiet SA-11, osiem ruchomych dział przeciwlotniczych oraz pluton uzbrojonej w ręczne wyrzutnie SA.M-ÓW piechoty. Już kilka godzin wcześniej dotarł nowy transport pocisków ziemia-powietrze, które obecnie stały już na wyrzutniach, gotowe w każdej chwili do odpalenia.
Żadna maszyna należąca do Paktu Atlantyckiego, nie mogła pozwolić sobie na to, by bezkarnie zatańczyć nad Islandią walczyka. Przekonał się o tym jaguar RAF-u zestrzelony w nocy nad Reykjavikiem.
– Dziewiąty pas startowy gotowy do operacji – dobiegł głos oficera radiowego.
– Wspaniale! Teraz zająć się pasem jeden-osiem. Po południu chcę mieć wszystkie gotowe.
– Coś nowego – tym razem samoloty pierwszy dostrzegł Edwards.
Z niskich chmur wynurzyły się szerokie, srebrzyste skrzydła bombowca Badger. W chwilę później mignął jakiś mniejszy cień, ale natychmiast skrył się w chmurach.
– Myśliwiec?
– Niczego nie widziałem, sir – Garcia patrzył akurat w inną stronę. Usłyszeli huk; charakterystyczne zawodzenie odrzutowych silników schodzącego do lądowania samolotu. Porucznik po mistrzowsku już potrafił obchodzić się z radiem.
– Brytan, tu Ogar, wszystko gnije. Odebrałeś?
– Rozumiem, Ogar. Masz coś nowego?
– Nad głową przelatuje nam eskadra samolotów. Kieruje się na zachód, zapewne do Keflaviku. Poczekaj.
– Słyszę je, ale nic nie widzę – Garcia podał Edwardsowi lornetkę.
– Widziałem jedną, dwusilnikową maszynę, prawdopodobnie bombowiec. Towarzyszył mu myśliwiec… tak mi się wydaje. Cały czas słyszymy huk motorów, ale na wysokości siedmiuset metrów zalega gruba warstwa chmur. Nic nie widać.
– Twierdzisz, że lecą do Keflaviku?
– Raczej na pewno. Bombowiec leci na zachód i schodzi do lądowania.
– A może moglibyście wrócić do Keflaviku i sprawdzić, co się tam dzieje?
Edwards milczał chwilę. Czyżby ten skurwiel nie znał mapy? Taka wyprawa znaczyła trzydziestokilometrowy spacer w kompletnie odkrytym terenie.
– Nie, nie ma takiej możliwości.
– Zrozumiałem, Ogar. I przepraszam. Ale miałem rozkaz zapytać. Jak będziecie wiedzieć coś nowego, łączcie się. Dobra robota, chłopcy. Pilnujcie naszych spraw.
– Pytali, czy chcemy przespacerować się do Keflaviku. Powiedziałem, że nie – oznajmił Edwards po zdjęciu słuchawek.
– I bardzo słusznie, sir – odparł Smith. Ostatecznie w lotnictwie nie pracowali skończeni idioci.
Minutę później w Keflaviku wylądował pierwszy mig-29 fulcrum. Podkołował pod wieżę, mijając po drodze bazowego jeepa. Sprawujący dowództwo major wybiegł pilotowi na spotkanie.
– Witamy w Keflaviku!
– Wspaniale. Gdzie tu toaleta? – odparł pułkownik.
Major zaprowadził go do auta – po Amerykanach zostało w bazie siedemdziesiąt jeepów oraz ponad trzysta samochodów prywatnych – i natychmiast podjechał do wieży. Amerykańska sieć radiowa uległa wprawdzie zniszczeniu, ale kanalizacja wykonana była z bardziej trwałego materiału.
– Ile?
– Sześć – odparł pułkownik. – Przeklęty norweski F-16 zaskoczył nas nad Hammerfest i zanim w ogóle zorientowaliśmy się, że tam jest, strącił jednego z naszych. Drugi spadł z powodu awarii silnika, a trzeci musiał lądować w Akureyri. Są już ludzie?
– Jeszcze nie. Został nam tylko jeden helikopter, ale dzisiaj mają przybyć kolejne. – Weszli do środka budynku. – Drugie drzwi na prawo.
Pułkownik wrócił po trzech minutach.
– Uff, dzięki, towarzyszu majorze. To ta gorsza strona latania na myśliwcach. Nie prezentujemy jej kadetom.
– Proszę, kawa. Poprzedni właściciele tego miejsca okazali się dla nas bardzo łaskawi – major odkręcił amerykański termos. Pułkownik wziął filiżankę i, smakując napój jakby to była brandy, obserwował lądowanie swoich myśliwców. – Rakiety już przygotowane. Samochody z paliwem czekają. Kiedy lecicie?
– Wolałbym, aby ludzie odpoczęli co najmniej dwie godziny i coś zjedli. Poza tym należy ukryć samoloty. Byliście już atakowani.
– Pojawiły się wyłącznie dwie maszyny zwiadowcze. Jedną zestrzeliliśmy. Przy odrobinie szczęścia…
– Tylko durnie liczą na szczęście. Jeszcze dziś pojawią się tu Amerykanie. Jestem tego pewien.
– Mamy kolejne źródło informacji na Islandii. Kryptonim: „Ogar" – oznajmił Toland. Znajdowali się w centrum informacji bojowej lotniskowca. – Jego zdaniem zeszłej nocy przybyło do Reykjaviku osiemdziesiąt samolotów transportowych i co najmniej sześć myśliwców. Taka flotylla mogła swobodnie przenieść całą dywizję. Brytan w Szkocji twierdzi, że otrzymali nie potwierdzone doniesienie, iż na Islandii lądują już radzieckie myśliwce.
– Musiałyby to być maszyny dalekiego zasięgu. Foxhoundy lub fulcrumy – odezwał się dowódca grupy lotniczej. – Nie wiem, czy mają je w nadmiarze. No cóż, na razie tam nie płyniemy. Ale problemy mogą wyniknąć. Jeśli będą stanowić osłonę bombowców…
– Czy z Wielkiej Brytanii nadeszły jakieś wiadomości o wsparciu lotniczym samolotów E-3? – zapytał Svensona Baker.
– Jak dotąd żadne.
– Kiedy pana zdaniem, Toland, mogą pojawić się nasi „przyjaciele"?
– Dwadzieścia minut temu przeleciał nad nami radziecki radiolokacyjny morski satelita zwiadowczy. Zanim wystartują, będą zapewne chcieli mieć najnowsze dane. Potem już mogą ruszać, admirale. Backfire' są w stanie tu dotrzeć za dwie godziny, jeśli będą leciały z pełną prędkością i w powietrzu uzupełnią paliwo. Najwcześniej. Ale moim zdaniem, nastąpi to za cztery lub pięć godzin.
– I co pan na to?
Dowódca grupy lotniczej najwyraźniej był zdenerwowany.
– Każdy z lotniskowców dysponuje samolotami radarowymi Hummer, którym towarzyszy para myśliwców F-14 Tomcat. Dwa następne tomcaty stoją cały czas w katapultach, gotowe do startu w pięć minut. Jest jeszcze kolejny hummer oraz tankowiec powietrzny. Reszta myśliwców może znaleźć się w powietrzu w ciągu kwadransa. Są napełnione paliwem i uzbrojone. Ich załogi znają zadanie. Nad formacją krąży prowler, start pozostałych możliwy w ciągu piętnastu minut. Dysponujemy też tankowcami powietrznymi A-7. Jesteśmy gotowi. Na „Fochu" czekają crusadery. Dobre maszyny, ale o małym zasięgu. Możemy ich używać do bezpośredniej osłony.
RORSAT – radiolokacyjny rozpoznawczy satelita morski – przeleciał nad grupą bojową o godzinie trzeciej dziesięć nad ranem. Transmiter jego radaru namierzył formację i skierował na nią kamery. Pięć minut później dane znalazły się już w Moskwie. Po kwadransie na czterech lotniskach wojskowych w pobliżu Kirowska na Półwyspie Kolskim wezwano na odprawę załogi samolotów bojowych. Piloci byli zdenerwowani i nie mniej spięci niż oczekujący ich gdzieś na morzu Amerykanie. Obie strony nurtowała ta sama myśl. Obie strony od piętnastu lat nieustannie to ćwiczyły. Miliony godzin poświęcone planowaniu, studiom, symulacjom; teraz zbliżała się godzina próby.