Dowódca rajdu powietrznego szybko zebrał wszystkie dane. Znał teraz pozycje czterech amerykańskich hawkey-ów. Współrzędne pierwszej pary wyliczono precyzyjnie dopiero, kiedy poznano położenie drugiej – znajdowała się na południe od rozpoznanej wcześniej dwójki. Amerykanie nieświadomie zdradzili miejsce pobytu grupy bojowej, a nieustanny dryf hawkey-ów w kierunku wschodnim pozwolił dowódcy dokładnie ustalić kurs i prędkość okrętów. Beary otaczały teraz Amerykanów szerokim półkolem; nadlatujące z północy badgery dzieliła jeszcze od celu odległość czterystu mil. Za pół godziny samoloty miały wejść w zasięg amerykańskich radarów.
– Do grupy A: wroga formacja na siatce 456/819; szybkość: dwadzieścia; kurs: jeden-zero-zero. Plan ataku A zrealizować o godzinie szóstej piętnaście czasu Greenwich. To samo grupa B. Kontrolę taktyczną tej grupy przekazać Koordynatorowi Formacji Wschodniej.
Zaczęła się bitwa.
Załogi badgerów odetchnęły z ulgą. Sygnały amerykańskich radarów wykryto już przed kwadransem, toteż każda kolejna mila na południe zbliżała je do chmary nieprzyjacielskich myśliwców. Na pokładzie wszystkich maszyn nawigator i bombardier pracowali szybko i sprawnie. Programowali komputery sterujące podwieszonymi pod skrzydłami rakietami Kelt.
Osiemset mil na południowy zachód piloci backfire'ów otworzyli przepustnice i skorygowali kurs zgodnie z nowymi danymi, które napłynęły od dowódcy operacji. Kontrolę nad otaczającymi szerokim łukiem amerykańską formację backfire'ami przejął teraz oficer taktyczny przebywający na pokładzie pierwszego beara. Niebawem maszyny miały wejść w elektroniczny kontakt z hawkeye'ami. Jednak, by zlokalizować je i nawiązać kontakt z formacją NATO, piloci bombowców potrzebowali ściślejszych danych. Na pokładach backfire'ów panowało podniecenie. Nadchodziła decydująca chwila. Symulacja bitwy, której plan powstał już przed rokiem, przeprowadzona została na poligonach pięciokrotnie. Cztery razy wszystko przebiegło znakomicie.
Na pokładach osiemdziesięciu badgerów piloci zaczęli odliczać brakujące do szóstej piętnaście sekundy.
– Ognia!
Prowadzący badger wystrzelił rakiety osiem sekund wcześniej. W sekundowym odstępie dwa przypominające kształtem samolot kelty opuściły wsporniki, opadły kilkadziesiąt metrów, zanim zaczął pracować ich turboodrzutowy napęd.
Pędząc na autopilocie, kelty wróciły na wysokość dziesięciu tysięcy metrów i z szybkością sześciuset węzłów pomknęły na południe. Załogi bombowców obserwowały lot rakiet przez minutę czy dwie, po czym szerokim łukiem zawróciły w stronę domu. Ich zadanie było skończone. Sześć Baderów z urządzeniami zagłuszającymi poleciało dalej na południe, trzymając się ponad trzydzieści mil za keltami. Załogi były zdenerwowane, lecz pewne siebie. Niełatwo przyjdzie amerykańskim radarom przedrzeć się przez potężne zakłócenia emitowane przez radzieckie samoloty. Myśliwce Paktu napotkają niebawem aż nadto celów, na których skupią uwagę.
Kelty leciały równym tempem i prostym kursem. Miały zainstalowaną aparaturę elektroniczną, uruchamianą automatycznie przez czujniki umieszczone w statecznikach ogonowych. Kiedy tylko wejdą w teoretyczny zasięg radarów hawkeye'ów, włączą się transpondery zainstalowane w nosach maszyn.
– Kontakt radarowy. Nalot-1. Współrzędne: trzy-cztery-dziewięć. Odległość: czterysta sześćdziesiąt mil. Liczne cele. Sto czterdzieści obiektów. Kurs: jeden-siedem-pięć. Szybkość: sześćset węzłów.
Do głównego komputera taktycznego wprowadzone zostały elektroniczne dane nadlatujących maszyn, a dwa pleksiglasowe ekrany odtworzyły to wizualnie.
– Już są – mruknął Baker. – Punktualnie. Jakieś uwagi?
– Ja… – zaczął Toland, ale nie skończył, gdyż ekran komputera raptownie zbielał.
– Okręt-baza, tu Jastrząb Trzy. Mamy jakieś zakłócenia – odezwał się starszy kontroler. – Namierzyliśmy sześć, może siedem źródeł zakłóceń. Pozycje: trzy-cztery-zero do zero-trzy-zero. Potężna emisja. Prawdopodobnie samoloty z radiostacjami zagłuszającymi. Straciliśmy kontakt z celami. Przypuszczalne spotkanie za dziesięć minut. Prosimy o zezwolenie na użycie broni. Przetniemy im drogę.
Baker popatrzył na oficera operacji powietrznych.
– Zaczynamy.
Operacyjny skinął głową i podniósł mikrofon.
– Jastrząb Trzy tu okręt-baza. Użyjcie broni, powtarzam, użyjcie broni. Rozwalcie kilka bombowców.
Svenson, marszcząc brwi, spoglądał na ekran.
– Admirale, oczyszczamy pokłady z samolotów. Proszę wydać polecenie, by okręty trzymały się blisko siebie.
Baker skinął głową.
– Do okrętów, tu okręt-baza, zwrot w lewo: dwa-siedem-zero. Wypuścić pozostałe samoloty. Wykonać natychmiast.
Jak na komendę okręty wykonały zwrot o sto osiemdziesiąt stopni przez lewe burty. Które nie uzbroiły jeszcze wyrzutni w rakiety, zrobiły to teraz. Kierujące ogniem radary skierowano na północ. Trzydziestu kapitanów czekało na hasło podjęcia akcji.
Była wkurwiona. Pewnie – myślała. – Jestem na tyle dobra, by latać. Jestem na tyle dobra, by zostać instruktorem na eagle'ach. Doświadczony pilot oblatywacz: specjalista od broni antysatelitarnej, mogę nawet dostać zaproszenie do Huston. A czy pozwolili mi wziąć udział w lotach bojowych? Nie! Wybuchła wojna, a ja pracuję jako cholerny pilot z obsługi mostu powietrznego!
– Szlag by to trafił!
Nazywała się Amy Nakamura i była majorem lotnictwa Stanów Zjednoczonych. Spędziła w powietrzu trzy tysiące godzin, z których dwie trzecie na F-15. Jak większość pilotów myśliwskich miała krępą, przysadzistą sylwetkę i tylko jej ojciec mógł twierdzić, że jest ładna. Nazywał ją Bunny – Króliczek. Kiedy to się rozniosło, koledzy-piloci natychmiast przechrzcili ją na Buns – Słodkie Bułeczki.
Z trzema pilotami-mężczyznami miała dostarczyć do Niemiec trzy nowe fabrycznie myśliwce Eagle, na których latać będą inni. Mężczyźni! W samolotach zainstalowane zostały dodatkowe zbiorniki z paliwem, by maszyny mogły pokonać dystans jednym skokiem. Na pokładzie znajdowała się ponadto jedna rakieta Sidewinder oraz 20-milimetrowe działka. W czasie drugiej wojny światowej Rosjanie pozwalali kobietom latać na myśliwcach – myślała rozżalona Nakamura. – Niektóre zostały nawet asami!
– Hej, Buns! Już trzecia. Pora meldować – odezwał się lecący obok pilot.
Nakamura miała wyśmienity wzrok, ale nie mogła uwierzyć własnym oczom.
– Butch, czy widzisz to samo co ja? – zapytała.
– Badgery…?
– Pierdolone Tu-16 badger… ja-hu! Gdzie jest Flota?
– Gdzieś w okolicy. Połącz się z nimi, Buns.
– Flota, Flota, tu transport samolotów sił powietrznych Golf Cztery Dziewięć. Lecimy na wschód czterema foxtrotami-jeden-pięć. Mamy przed sobą formację radzieckich bombowców… o kurwa, zrozumieliście?
– Kto to jest, do diabła? – zapytał pilot hawkeyea.
– Golf Cztery Dziewięć – poinformował natychmiast technik łączności. – Zidentyfikuj się. Nowa-Forma-Whisky.
Mogła to być jakaś radiowa sztuczka Rosjan. Major Nakamura zaklęła pod nosem i zaczęła wodzić palcem po wykazie kodów łączności. O, tutaj!
– Alfa-Sześć-Hotel.
– Golf Cztery Dziewięć, tu Jastrząb Jeden, podaj pozycję. Ostrzegamy przed formacją badgerów. Trzymajcie się od nich z daleka, zrozumiano?
– Jak jasna cholera. Widzę trzy badgery, lecą na północ. Pozycja: czterdzieści dziewięć szerokości północnej i trzydzieści trzy długości wschodniej.