Выбрать главу

Kapitan zmarszczył brwi. Był to jedyny prawdziwy kontakt, jaki mieli od chwili wybuchu wojny. „Chicago" znajdował się blisko północnego skraju swego sektora, ale cel zapewne był już za jego granicą. Ścigać ten okręt znaczyło zostawić powierzoną sobie strefę bez ochrony…

– Idziemy za nim – rozkazał McCafferty. – Ster dziesięć stopni w lewo, nowy kurs: trzy-pięć-jeden. Cała naprzód dwie trzecie.

„Chicago" raptownie skręcił na północ i przyspieszył do piętnastu węzłów; maksymalna „cicha" prędkość. Przy tej szybkości okręt powoduje niewielki hałas. Ryzyko wykrycia było małe, gdyż taki dźwięk wykryć można najwyżej z odległości pięciu, dziesięciu mil. W czterech wyrzutniach tkwiły dwie torpedy Mk-48 i dwie rakiety Harpoon. Jeśli cel naprawdę okaże się być jednostką podwodną lub nawodną nieprzyjaciela, „Chicago" powinien sobie poradzić.

Grafarholt, Islandia

– Co tak wcześnie, Ogar? – odezwał się Brytan.

Edwards siedział między dwiema skałkami, o trzecią się oparł, a antenę położył na kolanach. Miał nadzieję, że ustawił ją w bezpiecznym położeniu. Założył, że Rosjanie rozlokowali się głównie wzdłuż linii wybrzeża, między Keflavikiem a Reykjavikiem, daleko na zachód od toru lotu satelity. Ale bliżej znajdowały się wioski i zagrody. Jeśli więc umieścili tam jakieś posterunki…

– Musieliśmy tu dotrzeć przed świtem – wyjaśnił porucznik.

Ostatni kilometr przebyli biegiem, ścigając się ze wschodzącym szybko za ich plecami słońcem. Jedyną pociechą Edwardsa było to, że marines sapali jeszcze bardziej niż on.

– Jesteście tam bezpieczni?

– Na drodze poniżej nas panuje spory ruch. Ale jesteśmy od niej oddaleni o jakieś dwa kilometry.

– To dobrze. Czy widzicie po południowo-zachodniej stronie elektryczną stację rozdzielczą?

Edwards jedną ręką przyłożył do oczu lornetkę. Miejsce to nosiło na mapie nazwę Artun. Mieścił się tam główny transformator energii elektrycznej zasilający prądem tę część wyspy. Odchodziły od niego na wschód liczne linie wysokiego napięcia i linie zasilające.

– Tak, widzę.

– W porządku. A jak wam leci, Ogar?

Edwards w pierwszej chwili chciał powiedzieć, że znakomicie, ale przypomniał sobie umowę i poskromił język.

– Paskudnie, naprawdę, paskudnie.

– Rozumiem, Ogar. Nie spuszczajcie z tej stacji oka. Coś jeszcze?

– Chwileczkę – Edwards opuścił antenę i dokładnie rozejrzał się po okolicy. – O, właśnie! Daleko, na wschodzie, prawie na granicy widoczności posuwa się transporter opancerzony. W środku trzech… nie, czterech uzbrojonych ludzi. Niczego więcej nie widać.

– Bardzo dobrze, Ogar. Obserwujcie bacznie okolicę. Donoście o SAM-ach, jeśli się pojawią. To dotyczy też myśliwców. Notujcie liczbę zauważonych samochodów i żołnierzy. W którą stronę jadą. Dla pewności zapisujcie. Rozumiecie?

– Naturalnie. Wszystko skrzętnie zapiszemy i przekażemy.

– Działajcie ostrożnie, Ogar. Musicie obserwować i składać raporty – przypomniał Brytan. – Za wszelką cenę unikać kontaktów z ludźmi. Gdyby zbliżali się do was rosyjscy żołnierze, zaszyjcie się w jakąś dziurę i nie próbujcie się z nami kontaktować. Nawiążecie łączność, gdy minie niebezpieczeństwo.

Edwards złożył antenę i spakował radio. Potrafił już to robić z zamkniętymi oczyma.

– Coś nowego, sir? – zapytał Smith.

Porucznik chrząknął.

– Mamy tu siedzieć cicho jak myszy pod miotłą i obserwować tamtą rozdzielnię.

– Myśli pan, że chcą, byśmy nieco przygasili tu światła?

– Za dużo tam wojska sierżancie – odparł Edwards.

Otworzył puszkę z jedzeniem. Garcia trzymał wartę na szczycie pagórka, a Rodgers spał.

– Co jemy na śniadanie?

– Jeśli krakersy z masłem kokosowym, to mogę oddać za nie panu swoje brzoskwinie.

Edwards otworzył rację żywnościową i zaczął przeglądać jej zawartość.

– Zgoda, sierżancie. Układ stoi.

RIPOSTY

USS „Chicago"

Okręt podwodny musiał zwolnić, by ponownie nawiązać kontakt z celem. Ponad godzinę płynął w dużym zanurzeniu z prędkością piętnastu węzłów. Teraz, dokładnie pośrodku głębokiego kanału wodnego, zwolnił i podszedł w górę na głębokość stu siedemdziesięciu metrów. McCafferty polecił wziąć kurs wschodni, co pozwalało „ogonowi", czyli holowanej pławię hydrolokacyjnej, namierzyć przebywającą na północy jednostkę.

Rozwinięcie i ustawienie pławy zajęło kilka minut. Potem sonarzyści natychmiast przystąpili do pracy. Kiedy na ekranach zaczęły pojawiać się pierwsze dane, starszy podoficer nałożył słuchawki. Liczył na namiar akustyczny. Nie odkrył niczego. Przez dwadzieścia minut ekran pokazywał tylko obrazy przypadkowych dźwięków.

McCafferty obserwował wykres. Aktualnie cel mógł znajdować się za dwiema strefami konwergencyjnymi i, jeśli wziąć pod uwagę warunki wodne, powinien być łatwy do wykrycia. Ale ekrany były puste.

– Nic nie ma – odezwał się pierwszy oficer. – Odpłynął.

– Użyjmy anteny głębinowej. Zobaczymy, co gotuje się na górze – McCafferty podszedł do podestu peryskopowego. Nie mógł nie zauważyć nagłego napięcia, jakie zapanowało w pomieszczeniu. Kiedy ostatni raz unieśli peryskop, o mały włos nie zatopił ich własny samolot. „Chicago" wypłynął na głębokość dwudziestu metrów. Przeprowadzona za pomocą sonaru kontrola nie wykazała czyjejkolwiek obecności. Wysunięto z kolei maszt wykrywacza radarów, ale elektronicy donieśli wyłącznie o obecności słabych sygnałów. W końcu poszedł w górę sam peryskop. McCafferty błyskawicznie zlustrował horyzont – powietrze i morze były czyste.

– Na północy sztorm – oznajmił. – Peryskop w dół.

Pierwszy oficer zaklął pod nosem. Powodowany sztormem hałas uniemożliwiał wykrycie okrętu podwodnego o napędzie klasycznym poruszającego się przy pomocy zainstalowanych na pokładzie baterii. Co innego opuścić na krótko powierzony sobie sektor, by zatopić jednostkę wroga, co innego zostawić go na cały dzień w poszukiwaniu czegoś, czego nie da się znaleźć. Spojrzał pytająco na kapitana.

– Wracamy na pozycję – powiedział McCafferty. – Niech pan nadzoruje powrót do sektora z szybkością dziesięciu węzłów i przy dużym zanurzeniu. Ja muszę się trochę przespać. Proszę obudzić mnie za dwie godziny.

Kapitan przeszedł do swojej kajuty. Na ścianie grodziowej, po lewej stronie była rozłożona, ale nie pościelona koja. Potem wszystko obejrzę sobie na taśmie – pomyślał.

Instrumenty odtwarzające poinformują go o kursie i prędkości, a na ekranie telewizyjnym będzie mógł zobaczyć to, co udało się zarejestrować podczas obserwacji peryskopowej. Nie spał od blisko dwudziestu godzin, zaś zmęczenie pogłębiało jeszcze napięcie, jakie towarzyszyło poczynaniom okrętu. McCafferty zdjął buty i wyciągnął się na łóżku; ale sen nie chciał przyjść.

Keflavik, Islandia

Pułkownik przeciągnął palcami po namalowanej na boku jego myśliwca sylwetce samolotu bombowego. Jego pierwsze zwycięstwo zarejestrowane przez kamerę sprzężoną z działkiem pokładowym. Od czasu, gdy jego koledzy walczyli w Północnym Wietnamie, żaden pilot radzieckich sił powietrznych nie odniósł prawdziwego zwycięstwa. Tym razem jednak pułkownik zniszczył jeden z bombowców przystosowanych do przenoszenia broni jądrowej, broni, która mogła stanowić zagrożenie dla jego ojczyzny.