Выбрать главу

– Uderzenie. Detonacja – potwierdził helikopter. – Silniki jeszcze pracują… dodatkowe dźwięki przesuwania się okrętu… brzęczenie. Świst powietrza; opróżnia zbiorniki. Wychodzi w górę. Cel wychodzi w górę. Bąble na powierzchni. Do cholery, tam jest!

Dziób charliego wystrzelił nad fale w odległości sześciu mil od fregaty. Trzy helikoptery krążyły wokół zniszczonej jednostki niczym wilki, a „Pharris" natychmiast skręcił na północ i ruszył w stronę wraka, kierując na niego lufy swych dział. Nie było to potrzebne. Otworzył się przedni luk i zaczęli z niego wynurzać się ludzie. W miarę, jak maszynownię zalewała woda, na kiosku pojawiali się następni. Na zewnątrz wydostało się dziesięć osób. Potem okręt znów zanurzył się pod wodę. Po chwili na powierzchnię wypłynął jeszcze jeden człowiek. Więcej nikt.

Helikoptery zrzuciły kamizelki ratunkowe i, zanim fregata zdążyła przybyć na miejsce, za pomocą wind wyciągnęły z wody dwie osoby. Morris z mostka kierował operacją. Niebawem akcję usprawniła spuszczona na wodę niewielkałódź motorowa. Rosjanie byli kompletnie oszołomieni i nie stawiali oporu. Helikoptery dokładnie przeszukiwały powierzchnię wody, kierowały łódź do poszczególnych rozbitków.

Kiedy już wyłowiono całą jedenastkę, motorówka podpłynęła do lin wyciągarki. Starszy bosman „Pharrisa" osobiście nadzorował przebieg akcji; obok niego stał chorąży. Nikt nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Torpeda, trafiając w okręt podwodny, przeważnie niszczy go całkowicie. Jeńcy – pomyślał Morris. – Cóż, do cholery,mam robić z jeńcami? Musiał zadecydować, gdzie ich umieścić, jak traktować. Jak ich przesłuchać? Czy jest na pokładzie ktoś, kto włada rosyjskim? Kapitan skierował do sterówki pierwszego oficera, a sam udał się na rufę.

Stali tam już uzbrojeni w karabiny M-14 marynarze i z wielką ciekawością spoglądali w dół, na szalupę. Przymocowano liny wyciągarki i ta wyholowała łódź do samych żurawików.

Rosjanie nie sprawiali imponującego wrażenia; większość z nich była w szoku. Cudem uniknęli straszliwej śmierci. Morris zauważył wśród nich trzech oficerów, z których jeden był zapewne kapitanem. Morris wydał bosmanowi Clarke'owi szybkie rozkazy.

Szef uzbrojonej grupy marynarzy zrobił krok do tyłu i wyciągnął z kieszeni gwizdek. Kiedy motorówka została już umocowana, gwizdkiem tym wydał trzytonowy sygnał i zasalutował radzieckiemu kapitanowi, jakby ten był wizytującym fregatę dygnitarzem.

Rosjanin osłupiał. Morris podszedł do niego i pomógł mu wysiąść z łodzi.

– Witamy na pokładzie, kapitanie. Jestem kapitan Morris z marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. – Ed rozejrzał się szybko, czując na sobie pełne niedowierzania spojrzenia swojej załogi.

Rosjanin odpowiedział coś we własnym języku – najwyraźniej nie znał słowa po angielsku. Przesłuchanie będzie musiał prowadzić ktoś inny. Morris wydał bosmanowi kolejne polecenia. Rosjanie zostali zabrani na badania lekarskie i po chwili wyprowadzono ich już do izby chorych.Bosman na chwilę wrócił do Morrisa.

– Co się dzieje, kapitanie? – zapytał.

– Powiedziano im zapewne, że jak tylko wpadną w nasze ręce, dostaną kulę w łeb. Czytałem kiedyś książkę o takim jednym Niemcu w czasie drugiej wojny światowej, który wyspecjalizował się w wyciąganiu informacji od naszych chłopców. Był w tym dobry, ale jeńców traktował przy tym bardzo przyzwoicie. Do licha, jego więźniowie pomogli mu po wojnie zostać amerykańskim obywatelem. Proszę oddzielić oficerów od reszty, a tę ostatnią podzielić na zwykłych marynarzy i podoficerów. Wszystkie trzy grupy trzymać oddzielnie. Zapewnić im wszelkie wygody. Proszę ich nakarmić, dać papierosy i sprawić, by poczuli się bezpiecznie. Jeśli przypadkiem wie pan o jakiejś butelce na pokładzie, proszę zaaplikować każdemu po parę solidnych drinków. Wszyscy mają dostać nową odzież; starą zabrać i przesłać do kwatery starszych oficerów. Zobaczymy, może mają ze sobą coś ważnego. Proszę traktować ich łagodnie.

– Zrobione, kapitanie.

Szef odszedł, kręcąc głową. Ale tym razem na drzwiach sterowni wymaluje już sylwetkę całego podwodnego okrętu. Morris wrócił do sterowni. Polecił sprowadzić fregatę na przydzielone jej stanowisko bojowe. Następnie połączył się z dowódcą eskorty i zameldował o jeńcach.

– „Pharris" – odparł dowódca eskadry. – Macie rozkaz wymalować złote „A" na waszej wyrzutni ASROC. Wyśmienita robota, Ed. Jesteście najlepsi w naszej grupie. Płyniemy do was po jeńców.

Kapitan obejrzał się i zobaczył, że wachtowi nie wyszli jeszcze z pomieszczenia. Słyszeli słowa komandora. Nagromadzone od tygodnia zmęczenie minęło, a uśmiechy, jakimi obdarzyli Morrisa, znaczyły dla kapitana więcej niż pochwała dowódcy.

Kijów, Ukraina

Aleksiejew popatrzył znad leżących na biurku materiałów wywiadu. Jego szef wyjechał do Moskwy na odprawę oficerów wysokiego szczebla. Leżące właśnie przed generałem informacje różniły się nieco, a w każdym razie powinny się różnić – poprawił w myślach – od tych, które usłyszał jego dowódca.

– Sprawy w Niemczech nie idą najlepiej? – zapytał kapitan Siergietow.

– Fatalnie. Przypuszczaliśmy, że przedmieścia Hamburga zdobędziemy mniej więcej po trzydziestu sześciu godzinach. Plan zakładał półtorej doby. Nie dotarliśmy tam do dzisiaj, zaś lotnictwo NATO zadało Trzeciej Armii Uderzeniowej ogromne straty… – urwał i zapatrzył się w mapę. – Gdybym był dowódcą Paktu Atlantyckiego, przeprowadziłbym kolejny kontratak dokładnie w tym miejscu.

– Może są za słabi? Pierwszy kontratak odparliśmy.

– Za cenę dywizji czołgów i sześćdziesięciu samolotów. Niepotrzebne nam takie sukcesy. Na południu sytuacja niewiele lepsza. NATO gra na zwłokę. Robi to znakomicie. Ich siły lądowe i lotnictwo taktyczne operują na terenach, które znają od trzydziestu lat. Ponieśliśmy już prawie dwukrotnie wyższe straty od zakładanych i nie potrafimy nic na to poradzić. – Aleksiejew odchylił się do tyłu. Strofował się w duchu za defetyzm. Pragnął znaleźć się na polu walki. Był przekonany, jak każdy generał, że on pokierowałby wszystkim o wiele, wiele lepiej.

– A straty Paktu?

– Chyba też niemałe. Bardzo rozrzutnie szafują sprzętem. Niemcy rozpaczliwie bronią Hamburga i musi ich to drogo kosztować. Na ich miejscu, gdybym nie był w stanie kontratakować, oddałbym pole. Miasto nie jest warte tego, by zachwiać równowagę w całej armii. Nauczyliśmy się tego pod Kijowem…

– Wybaczcie, towarzyszu generale, a Stalingrad…?

– To trochę co innego, kapitanie. A swoją drogą to zadziwiające, jak historia lubi się powtarzać – mruknął Aleksiejew, studiując mapę na ścianie. Potrząsnął głową. Niemcy Zachodnie miały zbyt dobrze rozwiniętą komunikację drogową. – KGB donosi, że NATO ma zapasy na dwa, najwyżej trzy tygodnie. To będzie czynnik rozstrzygający.

– A co z naszym paliwem i zaopatrzeniem? – spytał młody kapitan.

Generał zgromił go wzrokiem.

Islandia

W nowym miejscu była woda. Potoki wypływały z topniejących w słońcu lodowców, które zajmowały cały środek wyspy. Śniegi padające przed tysiącami lat, w okresie, kiedy atmosfera nie była jeszcze zanieczyszczona, z upływem czasu zamieniły się w twardy lód. Dawał on obecnie krystalicznie czystą wodę o przepysznym smaku, ale zupełnie pozbawioną soli mineralnych. Potoki były przeraźliwie zimne i przeprawy przez nie nie należały do przyjemności.

– Została jeszcze tylko jedna dzienna racja, poruczniku – zauważył pod koniec posiłku Smith.

– No cóż, będziemy musieli coś wymyślić.

Edwards starannie zebrał resztki i Garcia zaczął je zakopywać w ziemi. Gdyby jeszcze istniał sposób zacierania śladów stóp, Smith zapewne i tego by zażądał. Tutaj, na wzgórzu 482, zakopywanie śmieci nie było prostą czynnością. Edwards, montując radio, słyszał mruczane pod nosem po hiszpańsku przekleństwa, które towarzyszyły dźwiękom uderzającej o kamienie saperki.