Выбрать главу

— Ale ty przecież nie jesteś już Iluminatorem, pamiętasz? Wyrzucili... hm... sama powiedziałaś, że opuściłaś Gildię. — Nie po raz pierwszy w tym czasie rozważał, czy nie wspomnieć delikatnie, jak to kiedyś uratował ją przed czterema członkami Gildii, którzy chcieli jej poderżnąć gardło. Zazwyczaj to starczało, żeby większość kobiet chciała się zbawcy rzucić na szyję, obsypać pocałunkami i zaproponować mu wszystko, czego tylko by chciał. Ale ponieważ, gdy ją uratował, spotkał się z całkowitym brakiem jakichkolwiek pocałunków, mało było prawdopodobne, by teraz miał się ich spodziewać. — W każdym razie — ciągnął dalej lekko — nie musisz się już przejmować Gildią. Od jak dawna tworzysz nocne kwiaty? I nie pojawił się nikt, żeby cię powstrzymać. Cóż, założę się, że nawet nie spotkałaś innego Iluminatora.

— Coś słyszałeś? — zapytała cicho, wciąż nie unosząc głowy. Tłuczek w jej dłoniach prawie zamarł. — Powiedz mi.

Poczuł, że włosy jeżą mu się na głowie. Jak kobiety to robią? Mężczyzna stara się jak może, a one od razu przechodzą do sedna spraw, które próbuje przed nimi ukryć.

— O co ci chodzi? Znasz te same plotki co ja, jak sądzę. Głównie dotyczą Seanchan.

Odwróciła się gwałtownie, aż długie włosy niczym bicze przecięły powietrze, porwała w obie dłonie ciężki tłuczek i uniosła ponad głowę. Starsza od niego może i dziesięć lat, miała wielkie czarne oczy i drobne wydatne usteczka, które zazwyczaj wyglądały na chętne pocałunków. Raz czy dwa razy chciał ją zresztą pocałować. Po czymś takim większość kobiet stawała się bardziej uleją. W tej chwili jednak, szczerząc zęby, wyglądała na gotową w każdej chwili odgryźć mu nos.

— Powiedz mi! — rozkazała.

— Grałem w kości z kilkoma Seanchanami w pobliżu doków — powiedział niechętnie, nie spuszczając wzroku z ciężkiego tłuczka. Mężczyzna może postraszyć, pokrzyczeć, a w końcu spokojnie pójść w swoją stronę, jeśli nie uzna sprawy za dostatecznie poważną jednak kobieta pod najdrobniejszym pretekstem gotowa jest rozłupać czaszkę. Jego zaś bolało zesztywniałe od siedzenia w jednej pozycji biodro. — Wolałbym, żeby to ktoś inny ci o tym powiedział, ale... Gildia już nie istnieje, Aludra. Kapituła w Tanchico została zburzona. — A była to jedyna kapituła z prawdziwego zdarzenia na całą Gildię. Druga, w Cairhien, została już dawno temu opuszczona, zwyczajowo więc Iluminatorzy podróżowali, dając wyjazdowe wyłącznie przedstawienia przed władcami i szlachtą. — Oni tam odmówili zgody na wpuszczenie Seanchan na teren posiadłości, a potem walczyli... przynajmniej próbowali, kiedy tamci i tak weszli. Nie wiadomo co się stało... może żołnierz wszedł z zapalona latarnią do miejsca, gdzie nie powinien... w każdym razie, z tego co mi opowiadano, połowa budynku wyleciała w powietrze. Niewykluczone, że jest w tym sporo przesady. Seanchanie uznali, jednak że któryś z Iluminatorów posłużył się Jedyną Mocą i... — Westchnął, próbując nadać swemu głosowi cieplejsze brzmienie. Krew i popioły, wcale nie miał ochoty o tym opowiadać! Ale wciąż wpijała w niego płonący wzrok, a ta przeklęta pałka gotowa była opaść na jego czaszkę. — Aludra, Seanchanie zgromadzili wszystkich ocalałych w budynku kapituły, jak również Iluminatorów, którzy uciekli do Amadoru, dołączyli do nich wszystkich, którzy bodaj z wyglądu przypominali Iluminatora, a potem zrobili z nich da’covale. To znaczy...

— Wiem, co to znaczy! — oznajmiła gwałtownie. Odwrócił się do wielkiego moździerza i zaczęła tak szybko poruszać tłuczkiem, iż zaczął się obawiać, że może wybuchnąć, jeśli naprawą tą masą wypełniano fajerwerki. — Głupcy! — mruczała wściekle bijąc głośno tłuczkiem we wnętrze moździerza. — Wielcy, ślepi głupcy! Kiedy ma się przeciw sobie potęgę, trzeba ugiąć nieco karku i jakoś z tym żyć, ale oni nie potrafili tego pojąć! — Pociągnęła nosem i otarła policzki wierzchem dłoni. — Mylisz się jednak mój młody przyjacielu. Póki żyje choć jeden Iluminator, Gildia również trwa, a ja wciąż żyję! — Wciąż nie spoglądając na niego ponownie otarła policzki dłonią. — Nawet gdybym ci dała fajerwerki, to co byś z nimi zrobił? Wystrzelił w Seanchan z katapulty jak mniemam? — Parsknięcie jednoznacznie mówiło, co ona sądzi o takim pomyśle.

— Nie podoba ci się ten pomysł? — zapytał, udając, że nie rozumie o co chodzi. Dobra polowa katapulta, na przykład skorpion, mogła wyrzucić dziesięciofuntowy głaz na odległość pięciuset kroków, a dziesięć funtów fajerwerków wyrządzi z pewnością znacznie większe szkody niż kamień. — Tak czy siak, mam lepszy pomysł. Widziałem te tuleje, z których wystrzeliwujesz w niebo nocne kwiaty. Na trzysta kroków lub więcej, tak powiedziałaś. Jeśli trochę je pochylić, założę się, że potrafią wystrzelić nocny kwiat na odległość tysiąca kroków.

Wciąż wbijając wzrok w moździerz, jakby wyłącznie do siebie wymamrotała:

— Oto co mi przychodzi z mielenia ozorem — tyle udało mu się podsłuchać, jeszcze coś o ślicznych oczach, co jednak zupełnie nie miało sensu. Ponieważ nie chciał, żeby znowu rozwodziła się nad sprawą sekretów Gildii, zaczął pospiesznie mówić:

— Te tuleje są znacznie mniejsze niż katapulty, Aludra. Gdyby je dobrze zamaskować, Seanchanie nigdy by się nie zorientowali, skąd się nagle wzięły. Możesz o tym myśleć jak o rewanżu za kapitułę.

Wreszcie odwróciła głowę i spojrzała na niego z szacunkiem, zmieszanym z zaskoczeniem, ale to drugie jakoś udało mu się zignorować. Oczy miała zaczerwienione, zaś policzki znaczyły ślady łez. Może gdyby otoczył ją ramieniem... Kobiety zazwyczaj potrafiły docenić odrobinę pociechy w płaczu.

Zanim jednak choćby drgnął, ona zamachnęła się tłuczkiem, trzymając go przed sobą niczym miecz. Te szczupłe ramiona musiały być silniejsze niż na to wyglądały, ponieważ koniec pałki nawet nie drżał.

“Światłości” — pomyślał — “naprawdę nie mogła wiedzieć, co mam zamiar zrobić”.

— Nieźle, jak na kogoś, kto po raz pierwszy w życiu widział tuleje wyrzutowe ledwie parę dni temu — powiedziała — jednak sama wpadłam na ten pomysł już dawno. Miałam swoje powody.— Na chwilę w jej głosie zabrzmiały gorzkie tony, ale prawie natychmiast zniknęły, ich miejsce zaś zajęła nuta rozbawienia. — Skoro jesteś taki bystry, dam ci zagadkę, dobrze? — powiedziała unosząc brwi. Och, zdecydowanie coś ją musiało rozbawić! — Powiedz mi, jaki mogę mieć pożytek z ludwisarza, a wtedy opowiem ci wszystkie moje sekrety. Nawet te, od których będziesz się rumienił, dobrze?

No i teraz dopiero zrobiło się ciekawie. Bo fajerwerki były ważniejsze niż nawet godzina przytulanek. Jakie też ona może mieć sekrety, od których mógłby się zarumienić? W tych sprawach sam mógłby ją zaskoczyć. Nie wszystkie wspomnienia tych pozostałych mężczyzn, które zostały wtłoczone do jego głowy ograniczały się do bitew.

— Wytwórca dzwonów — zadumał się, nie mając pojęcia jak ruszyć dalej. W żadnych wspomnieniach nie znajdował nawet najlżejszej wskazówki. — Cóż, jak mniemam... Wytwórca dzwonów mógłby... Może...

— Nie — powiedziała tonem zaskakująco żywym. — Teraz sobie pójdziesz i wrócisz za dwa lub trzy dni. Mam pracę do wykonania, a ty mnie tylko rozpraszasz swoimi pytaniami i czarowaniem. Nie, żadnych dyskusji! Idziesz.

Patrząc wściekle, wstał i wcisnął na głowę swój czarny kapelusz o szerokim rondzie. Czarowanie? Czarowanie! Krew i krwawe popioły! Przy wejściu leżał na podłodze jego płaszcz, wcześniej tam rzucony— jęknął, gdy pochylił się, aby go podnieść. Większość dnia spędził na tym stołku. Niewykluczone, że dokonał z nią pewnych postępów. W każdym razie dokona, jeśli uda mu się rozwiązać zagadkę. Dzwony alarmowe. Gong wybijający godziny, te miało to najmniejszego sensu.