Выбрать главу

Kiedy drzwi z hukiem zatrzasnęły się za tamtą dwójką, chciał od razu zdjąć Joline z kolan, ale ona przylgnęła doń z całej siły, wtuliła głowę w jego ramię, płacząc cicho. Enid wydała z siebie głośne westchnienie ulgi i ciężko oparła się o blat stołu, jakby nagle zmiękły jej kości. Nawet pani Anan wydawała się głęboko poruszona. Osunęła się na zydel, który Mat opuścił przed całym wydarzeniem i schowała głowę w dłoniach. Trwało to jednak tylko moment, natychmiast prawie poderwała się znowu.

— Policz do pięćdziesięciu i potem weź ich wszystkich z tego deszczu, Enid — oznajmiła żywo. Nikt nie poznałby, że jeszcze chwilę temu drżała. Schwyciła płaszcz Joline z kołka, ze szkatułki na gzymsie kominka wyjęła długą drzazgę i zapaliła ja w ogni płonącym pod rożnem. — Jeśli mnie będziesz potrzebować, to jestem w piwnicy, jeśli jednak ktoś spyta, to nie wiesz gdzie jestem. Póki nie powiem inaczej, na dół nie ma prawa zejść nikt poza tobą i mną. — Enid skinęła głową, jakby takie polecenia były czymś jak najbardziej zwyczajnym. — Przyprowadź ja — rozkazała Matowi karczmarka — i nie ociągaj się. Jeśli musisz, ponieś ją.

Musiał ją nieść. Wciąż szlochając prawie bezgłośnie, Joline nie chciała go puścić , a nawet unieść głowy z jego ramienia. I choć, dzięki Światłości, nie była ciężka, to czuł tępy ból w nodze, gdy wędrował ze swym brzemieniem w ślad za panią Anan ku drzwiom do piwnicy. Mimo dokuczającej nogi, mógłby nawet nieźle się bawić, gdyby tylko pani Anan nie robiła wszystkiego tak powoli.

Jakby w promieniu stu mil nie było żadnych Seanchan, najpierw zapaliła lampę na półeczce przy grubych drzwiach, potem uważnie zdmuchnęła drzazgę, następnie wsadziła na miejsce osłonę, wreszcie odłożyła dymiącą drzazgę na małą blaszaną tackę. Niespiesznie wyciągnęła z sakwy przy pasku długi klucz. Otworzyła żelazny zamek, na koniec zaś gestem dała mu znak, że ma wejść do środka. Schody za drzwiami były dość szerokie, żeby można po nich wnosić beczki, ale za to strome, wiodły prosto w ciemność. Posłuchał jej rozkazu, jednak na drugim stopniu przystanął, czekając aż zamknie drzwi na zamek i pójdzie przodem, oświetlając mu drogę lampą. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował, to spaść z tych schodów.

— Często to robisz? — zapytał, poprawiając pozycję Joline. Przestała już płakać, wciąż jednak kurczowo się go trzymała, drżąc. — Mam na myśli ukrywanie Aes Sedai?

— Doszły do mnie szepty, że jakaś siostra wciąż jest w mieście — odparła pani Anan i udało mi się ją znaleźć, zanim zrobili to Seanchanie. Nie mogłam przecież zostawić siostry na ich łaskę. — Zerknęła ze złością przez ramię, jakby prowokując go by zaprzeczył. Chciał, ale nie potrafił dobyć z siebie słowa. Podejrzewał, że każdemu pomógłby uciec przed Seanchanami, gdyby tylko powstała możliwość, poza tym miał dług u Joline Maza.

“Wędrowna Kobieta” była naprawdę dobrze zaopatrzoną gospodą, nic dziwnego więc, że piwnice miała sporą. Między stojącymi na kozłach baryłkami wina i wiodły wąskie przesmyki, wysokie, zbite z desek skrzynie pełne były ziemniaków i rzepy, je również ustawiono tak, by nie dotykały podłogi, na rzędach wysokich półek leżały worki suchej fasoli, grochu i pieprzu, oraz stosy drewnianych skrzyń, w których Światłość jedna wie, co się jeszcze znajdowało. Nigdzie prawie nie było kurzu, niemniej powietrze miało charakterystyczny suchy zapach, cechujący właściwie zaprojektowane magazyny.

Od razu zauważył swoje rzeczy, schludnie złożone na opróżnionej półce — chyba że to jeszcze ktoś inny tu składował swoją garderobę — ale nie miał czasu bliżej im się przyjrzeć. Pani Anan zawiodła ich na przeciwległy kraniec piwnicy, gdzie wreszcie mógł posadzić Joline na przewróconym antałku. Musiał siłą odrywać jej ręce. Pociągnęła nosem, wyjęła z rękawa chusteczkę, a potem wytarła zaczerwienione oczy. Z zaczerwienieniami na twarzy nie bardzo przypominała idealny wizerunek Aes Sedai, mniejsza już o znoszoną suknię.

— Jej nerwy są w strzępach — zauważyła pani Anan, stawiając lampę na baryłce, która również stała dnem do góry, szpuntu nie było. Na podłodze stało tu kilka innych pustych baryłek, również pozbawionych szpuntów, najwyraźniej czekając na powrót do browaru. — Ukrywała się od samego przybycia Seanchan. W ciągu ostatnich kilku dni jej Strażnik musiał ją kilka razy przeprowadzać, ponieważ Seanchanie postanowili nie poprzestawać na ulicach i zaczęli rewidować budynki. Dość tego, by każdy się załamał, jak mniemam. Wątpię jednak, żeby tutaj mieli jej szukać.

Pomyślawszy o tych wszystkich oficerach na górze, Mat doszedł do wniosku, że chyba miała rację. Wciąż był zadowolony, że to nie on bierze na siebie główne ryzyko. Przyklęknął przed Joline i jęknął, gdy znowu odezwała się noga.

— Pomogę ci, jeśli będę mógł — powiedział. Jak niby, tego sobie nie potrafił wyobrazić, ale dług to rzecz honorowa. — Na razie powinnaś się cieszyć, że dotąd udało ci się im umykać. Teslyn nie miała tyle szczęścia.

Joline oderwała chusteczkę od oczu i spojrzała na niego ze złością.

— Szczęścia? — wypluła z siebie ze złością. Gdyby miał przed sobą inną kobietę niż Aes Sedai, podejrzewałby ją, że z tą wysuniętą wargą po prostu się dąsa. — Mogłam uciec! Jak słyszałam, pierwszego dnia panowało kompletne zamieszanie. Aleja leżałam bez przytomności. Fen i Blaeric ledwie wynieśli mnie z pałacu zanim Seanchanie obleźli go niczym robactwo, a dwóch ludzi niosących kulejącą kobietę stanowiło widok wystarczająco niezwykły, żeby się wystraszyli i nie dotarli do bram miasta, nim było za późno. Cieszę się, że Teslyn złapali! Cieszę się! Ona mi coś zadała, nie mam żadnych wątpliwości! Dlatego właśnie Fen i Blaeric nie mogli mnie dobudzić, dlatego musiałam później spać w stajniach i ukrywać się bocznych uliczkach, wciąż lękając się, że te potwory mnie znajdą. Zasłużyła sobie!

Mat aż zamrugał w obliczu tej tyrady. Wątpił, by kiedykolwiek wcześniej słyszał w czyimś głosie tyle najczystszego jadu, nawet odwoławszy się do tych starych wspomnień. Pani Anan również obserwowała Joline spod zmarszczonych brwi, a jej dłoń drżała.

— Tak czy siak, pomogę ci na ile to tylko w mojej mocy — powiedział szybko, wstając, żeby w każdej chwili móc wkroczyć między dwie kobiety. Nie uważał wprawdzie, aby pani Anan mogła uderzyć Joline, niezależnie od tego czy ta była Aes Sedai, ale Joline chyba nie bardzo była w stanie wziąć pod uwagę możliwość, iż na górze znajduje się damane zdolna natychmiast wyczuć to, co ona zrobi tamtej w odwecie. Wszystko i tak sprowadzało się do jednego: Stwórca powołał na świat kobiety, aby mężczyźni nie mieli za łatwo. W jaki sposób, na Światłość, miał wydostać Aes Sedai z Ebou Dar? — Mam wobec ciebie dług.

Delikatny mars pojawił się na czole Joline.

— Dług?

— Notatka, w której prosiłaś mnie, abym ostrzegł Nynaeve i Elayne — odpowiedział powoli. Oblizał wargi i dodał: — Ta, którą zostawiłaś na mojej poduszce.

Dłonią wykonała niedbały gest, jednak jej oczy, skupione na jego twarzy, nawet nie mrugnęły.

— Wszystkie zobowiązania jakie masz wobec mnie, możesz uznać za niebyłe w dniu, gdy znajdziemy się razem za murami miasta, Macie Cauthon — powiedziała w sposób równie królewski, w jaki mogłaby się wypowiadać władczyni ze swego tronu.

Mat z wysiłkiem przełknął ślinę. Notatka trafiła jakimś sposobem do kieszeni jego kaftana, a nie na poduszkę. A to znaczyło, że się pomylił względem tego, komu zawdzięcza tamto ostrzeżenie.