Выбрать главу

Poszukiwacze byli ukrytą dłonią Imperatorawej, oby żyła wiecznie; ten tutaj w imię Imperatorowej mógłby nawet Suroth wziąć przesłuchanie, albo samą Tuon. Prawda, gdyby się okazało, że się mylił, umarłby straszliwą śmiercią, ale w przypadku Egeanin ryzyko było niewielkie. Była tylko z pomniejszej Krwi. Jeśli więc trafi na przesłuchanie...

Przeżyła prawdziwy wstrząs, kiedy okazało się, że zamiast zwyczajnie jej rozkazać, siedzi tylko i wpatruje się w nią.

— Muszę ci coś wyjaśnić — powiedział i to wywołało u nie jeszcze większy wstrząs. Poszukiwacze nigdy niczego nie wyjaśniali, tak przynajmniej słyszała. — Nie będzie z ciebie żadnego pożytku dla mnie ani dla Imperium, jeśli nie przeżyjesz, a nie przeżyjesz, jeśli nie zrozumiesz z czym masz do czynienia. Jeżeli jednak choć słowo z tego, co powiem, wyjdzie poza granice tego pokoju, będziesz śnić o Wieży Kruków jako o ostoi wytchnienia. Słuchaj i ucz się. Egeanin została wysłana do Tanchico zanim jeszcze miasto wpadło w nasze ręce, między innymi z zadaniem odszukania sul’dam, które zostały w Falme. Dziwne, ale nie znalazła żadnej, choć inne nie miały takich kłopotów, jak na przykład te, co tobie pomogły powrócić. Zamiast tego Egeanin zamordowała odnalezioną sul’dam. Sam przedstawiłem jej te zarzuty, a jej się nawet nie chciało ich odeprzeć. Nie okazała nawet gniewu ani obrazy. A co równie okropne, w tajemnicy zadawała się z Aes Sedai. — Wypowiedział tę nazwę zupełnie normalnym głosem, bez zwyczajowej odrazy, raczej z oskarżycielską nutą. — Tanchico opuściła na pokładzie statku dowodzonego przez człowieka imieniem Bayle Domon. Narobił niejakich kłopotów podczas abordażu swego okrętu i trafił w niewolę. Ona wykupiła go i natychmiast uczyniła so’jhin, z czego wynika, że musi dla niej wiele znaczyć. Co ciekawe, wcześniej tego samego człowieka przyprowadziła do Szlachetnego Lorda Turaka w Falme. Domon zresztą zdobył sobie tak znaczne zaufanie Szlachetnego Lorda, że ten często zapraszał go na pogawędki — Skrzywił się. — Masz może wino? Albo brandy?

Bethamin wzdrygnęła się.

— Wydaje mi się, że Iona ma flaszkę tutejszej brandy. To dość przaśny napitek...

Nie dbając o jej słowa, kazał sobie nalać do kubka, ona posłuchała bez słowa. Chciała, żeby mówił dalej, cokolwiek, byle oddalić nieuniknione. Wiedziała bez najmniejszych wątpliwości, że Egeanin nie zabiła sul’dam, ale dowód jaki mogłaby przedstawić, z pewnością skazałby ją na dzielenie ponurego losu Renny i Sety. Gdyby miała szczęście. Gdyby ten Poszukiwacz pojmował swój obowiązek wobec Imperium w tych samych kategoriach co Suroth. Zerknął do wnętrza cynowego kubka, zakręcił ciemną jabłkową brandy i znowu zajął wcześniejsze miejsce.

— Szlachetny Lord Turak był wielkim człowiekiem — mruknął. — Być może jednym z największych, jakich znało Imperium. Szkoda, że jego so’jhin postanowił pójść za nim na śmierć. Bardzo to szlachetne z ich strony, jednak przez to nie można dowieść, że Domen był w bandzie, która zamordowała Szlachetnego Lorda. — Bethamin zamrugała. Niekiedy przedstawiciele Krwi zabijali się wzajem, oczywiście nigdy w takiej sytuacji nie wymieniano słowa “morderstwo”. Poszukiwacz zaś mówił dalej, wciąż zaglądając tylko do kubka i wcale nie pijąc: — Szlachetny Lord kazał obserwować Suroth. Podejrzewał, że stanowi zagrożenie dla samego Imperium. Jego własne słowa. A wraz z jego śmiercią, ona zdobyła kontrolę nad Zwiastunami. Nie mam żadnych dowodów, że rozkazała go zabić, ale istnieje wiele sugestywnych poszlak. Suroth sprowadziła damane do Falme, młodą kobietę, wcześniejszą Aes Sedai — znowu nazwa zabrzmiała dość bezbarwnie i twardo — która jakimś sposobem uciekła tego samego dnia, gdy zginął Turak. Suroth miała także w swoim orszaku damane, która wcześniej była Aes Sedai. Tej nigdy nie zdjęto obroży, jednak... — Wzruszył ramionami, jakby była to rzecz bez znaczenia. Bethamin wybałuszyła oczy. Któż mógłby zdjąć obrożę damane? Dobrze wyszkolona damane była skarbem i radością, równie dobrze można by zdjąć jarzmo pijanemu grolmowi! — Wydaje się nadzwyczaj prawdopodobne, że wśród swojego dobytku skrywa także marath’damane — ciągnął dalej, jakby nie wspomniał właśnie zbrodni niewiele tylko ustępującej zdradzie. — Zakładam, że to Suroth wydała rozkaz zabicia sul’dam, której udało się dotrzeć do Tanchico, przypuszczalnie po to, by ukryć swe kontakty z Aes Sedai. Wy, sul’dam, twierdzicie, że na pierwszy rzut oka jesteście w stanie rozpoznać marath’damane, racja?

Znienacka uniósł wzrok, a jej jakoś udało się z uśmiechem wytrzymać lodowate spojrzenie tych oczu. Jego twarz mogłaby należeć do dowolnego mężczyzny, ale te oczy... Była zadowolona, że siedzi. Kolana trzęsły jej się tak mocno, iż zaskoczona była, że, nie widać tego przez spódnice.

— Obawiam się, że to nie takie proste. — Nieomal nie drżał głos. — Ty... z pewnością wiesz dość, żeby oskarżyć Suroth o m... m... morderstwo Szlachetnego Lorda Turaka. — Jeśli postanowi aresztować Suroth, wówczas nie będzie musiał włączać do sprawy jej czy Egeanin.

— Turak był wielkim człowiekiem, jednak moja lojalność pozostaje wyłącznie w gestii Imperatorowej, oby żyła wiecznie, a dopiero poprzez nią służę Imperium. — Wypił brandy jednym głębokim haustem, a wyraz jego twarzy stał się równie twardy co dźwięk głosu. — Śmierć Turaka jest niczym proch wobec niebezpieczeństwa zagrażającego Imperium. Żyjące na tych ziemiach Aes Sedai próbują dojść do władzy w Imperium, co oznacza powrót do dawnych rządów chaosu i zbrodni, kiedy żaden człowiek nie mógł nocą zmrużyć oka, wiedząc, że na pewno się obudzi nazajutrz, a sprzyja im jadowity robak zdrady, drążący od wnętrza. Suroth wcale nic musi być głową tego robaka. Dla dobra Imperium, nie ośmielę się jej aresztować, póki nie będę w stanie zgnieść całego robaka. Egeanin jest nitką, po której mogę śledzić drogę robaka, a ty jesteś nitką wiodącą ku Egeanin. A więc odnowisz przyjaźń z nią, niezależnie ile miałoby cię to kosztować. Rozumiemy się?

— Rozumiem i będę posłuszna. — Głos jej drżał, co jednak miała powiedzieć? Niech ją Światłość ocali, cóż innego mogła powiedzieć?

21

Sprawy majątkowe

Egeanin leżała na łóżku z dłońmi uniesionymi i wnętrzami sklecanymi ku sufitowi, z rozczapierzonymi palcami. Bladobłękitne spódnice rozpostarły się wokół nóg, próbowała leżeć całkowicie bez ruchu, żeby nie pomarszczyć wąskich plisowanych zakładek. Gdyby wnioskować ze sposobu, w jaki suknie ograniczały ruchy, należałoby uznać je za pomysł Mrocznego Pana. Leżąc, wpatrywała się w paznokcie zbyt długie, by mogła wziąć linę do ręki, nie łamiąc przynajmniej połowy. Oczywiście w ciągu ostatnich kilku lat nie wzięła liny do ręki, jednak była przynajmniej w stanie to zrobić.

— ...czysta głupota! — warknął Bayle, szturchając pogrzebaczem kłody drewna płonące na ceglanym kominku. — Niech mnie Fortuna okaleczy, “Morski Jastrząb” mógł pożeglować bliżej wiatru i szybciej niż dowolny seanchański okręt. Przed nami były szkwały i... — Słuchała go tylko na tyle, żeby wiedzieć, iż przestał narzekać na pokój i powrócił do swego ulubionego tematu utyskiwań. Pomieszczenie wyłożone ciemną boazerią z pewnością nie było najlepszym, jakie mogła zaoferować “Wędrowna Kobieta” albo nawet drugim lub trzecim pod względem luksusu, ale ostatecznie spełniało jego wymagania, wyjąwszy widok. Oba okna wychodziły na podwórze stajni. Zielony Kapitan miał rangę generała sztandaru, jednak tutaj większość tych, których przewyższała rangą, byli to adiutanci lub pisarze wyższych oficerów Zawsze Zwycięskiej Armii. W armii, podobnie jak we flocie, przynależność do Krwi miała niewielkie znaczenie, chybaże była to Szlachetna Krew.