Выбрать главу

— Znasz ją?

Nynaeve powstała jakoś i zagapiła się na suknię. Palcami lewej dłoni jakby z wahaniem dotknęła złotego pierścienia. Co dziwne jednak, zostawiła wszystko w tym stanie.

— To wcale nie musi być ta sama kobieta — mruknęła. — Wręcz nie może być! — Zrobiła sobie drugie krzesło identyczne jak u Egwene, popatrzyła na nie groźnie, jakby w ten sposób próbowała zmusić do zachowania formy, w momencie jednak, gdy siadała, ono już miało rzeźbienia i oparcie. — Spotkałam Sharinę Melloy... To się zdarzyło podczas mojej inicjacji na Przyjętą — szybko dodała.— Jednak nie mogę o tym mówić, takie są zasady!

— Oczywiście, że nie możesz — zapewniła ją Egwene, chociaż spojrzenie, jakim obrzuciła Nynaeve, z pewnością musiało być w równym stopniu pełne zdumienia, co we własnym mniemaniu spojrzenie Elayne. Ale nic nie mogły zrobić, kiedy Nynaeve postanowiła się uprzeć przy czymś, nawet przysłowiowy muł nie wytrzymał porównania.

— Ponieważ to ty sprowadziłaś Kuzynki, Egwene — zmieniła temat Elayne — może powinnaś wziąć po uwagę kwestię dalszego pożytku z Różdżki Przysiąg?

Egwene uniosła dłoń, jakby chciała powstrzymać ją przed dalszym rozwijaniem tego tematu, jej jednak odpowiedź była spokojna i zrównoważona.

— Nie ma potrzeby się nad tym zastanawiać, Elayne. Trzy Przysięgi złożone na Różdżkę Przysiąg są tym, co czyni z nas Aes Sedai. Z początku nie do końca to pojmowałam, teraz jednak zdobyłam pewność. Pierwszego dnia po dotarciu do Wieży złożę Trzy Przysięgi na Różdżkę Przysiąg.

— To jakieś szaleństwo! — wybuchła Nynaeve, pochylając się naprzód. Co zaskakujące, krzesło pozostało wciąż to samo. I wciąż ta sama suknia. Nadzwyczaj dziwne. Zaciśnięte pięści wbiła w podołek. — Wiesz, jakie są konsekwencje; Rodzina stanowi dowód! Jak wiele Aes Sedai przeżyło trzysta lat? Albo chociaż dożyło do tego wieku? I nie mów mi, że nie powinnam wspominać wieku. Sama wiesz,że jest to zupełnie bezsensowny zwyczaj. Egwene, Reanne nazywano Najstarszą, ponieważ była najstarszą Kuzynką w Ebou Dar. A tak naprawdę, najstarszą ze wszystkich jest kobieta znana jako Aloisia Nemosini, kupiec oliwny z Łzy. Egwene, ona ma prawie sześć... set... lat! Kiedy Komnata się o tym dowie, założę się, że wszystkie z westchnieniem ulgi odłożą Różdżkę Przysiąg na półkę.

— Światłość jedna wie, że trzysta lat to szmat czasu — wtrąciła Elayne — ale nie mogę powiedzieć, bym czuła się szczęśliwa na myśl, iż pozbawiono mnie połowy życia, Egwene. A co się stanie z Różdżką Przysiąg w kontekście twojej obietnicy złożonej Kuzynkom? Reanne chce być Aes Sedai, jakie jednak będą konsekwencje, gdy złoży Trzy Przysięgi? Co z Aloisia? Czy padną trupem, jak stoją? Nie możesz prosić ich o złożenie przysięgi, nie wiedząc tego z góry.

— Nikogo nie będę prosić — Egwene wciąż mówiła spokojnie, widać jednak było, jak jej kark sztywnieje, a w głos wkradają się chłodniejsze tony. I twardsze. Spojrzenie świdrowało Elayne głęboko. — Każda kobieta, która zechce zostać siostrą, złoży przysięgę. A każda, która odmówi i wciąż mienić się będzie Aes Sedai, pozna pełen ciężar sprawiedliwości Wieży.

Pod spojrzeniem tych nieugiętych oczu Elayne z trudem przełknęła ślinę. Twarz Nynaeve pobladła. Nie mogło być żadnych wątpliwości, co Egwene miała na myśli. Nie rozmawiały już z przyjaciółka lecz z Zasiadającą na Tronie Amyrlin, a Amyrlin nie miała żadnych przyjaciółek, gdy przychodziło do ferowania wyroków.

Najwyraźniej zadowolona z ich reakcji Egwene nieco się uspokoiła.

— Rozumiem, na czym polega problem — powiedziała bardziej zwyczajnym tonem, wciąż jednak nie dopuszczającym sprzeciwu. — po każdej kobiecie, której imię zapisane zostało w księdze nowicjuszek, spodziewam się, że zajdzie tak daleko, jak potrafi, że jeśli da radę, to zdobędzie szal i służyć będzie jako Aes Sedai, ale nie chcę oczywiście, aby przez to umarła kobieta, która mogła jeszcze żyć. Gdy tylko Komnata dowie się o Rodzinie... kiedy już skończą się ich spazmy... myślę, że uda mi się namówić Zasiadające na klauzulę, pozwalającą na wycofanie się tym siostrom, które to zechcą uczynić. Wszystkie zostaną zwolnione z Trzech Przysiąg. — Dawno temu już wydedukowały, że Różdżki można używać zarówno w celu wiązania przysięgą, jak uwolnienia od niej, w przeciwnym razie, jak Czarne siostry mogłyby kłamać?

— Przypuszczam, że jest to zadowalające rozwiązanie — przyznała rozsądnie Nynaeve. Elayne tylko skinęła głową, pewna była, że kryje się w tym coś jeszcze.

— Będą się mogły wycofać na łono Rodziny, Nynaeve — delikatnie dodała Egwene. — W ten sposób Rodzina pozostanie na zawsze związana z Wieżą. Kuzynki będą oczywiście mogły pielęgnować własne zwyczaje, przestrzegać swojej Reguły, Kółko Dziewiarskie będzie musiało jednak uznać zwierzchność Amyrlin, jeśli już nie Komnaty, a pozycja Kuzynek będzie niższa niż pozycja sióstr. Chcę, żeby stały się częścią Wieży, a nie żeby poszły własną drogą. Sądzę jednak, że zdobędę ich zgodę.

Nynaeve znów skinęła głową z zadowoleniem, jednak mina jej zrzedła, gdy dotarła do niej w pełni wymowa decyzji. Z obrazy aż zaczęła kipieć.

— Ale...! Pozycja wśród Kuzynek odpowiada przeżytym latom. Zmusisz siostry do słuchania rozkazów kobiet, które nie były nawet w stanie zostać Przyjętymi!

— Byłe siostry, Nynaeve. — Egwene musnęła palcami pierścień z Wielkim Wężem na prawej dłoni i westchnęła lekko. — Nawet Kuzynki, które zdobyły pierścień, nie noszą go. Siostra również będzie musiała z niego zrezygnować. Nie będziemy już Aes Sedai, Nynaeve, tylko Kuzynkami. — Mówiła takim głosem, jakby ten odległy dzień już stanął jej przed oczyma w pełni towarzyszącej mu straty, po chwili opanowała się i wzięła głębszy oddech. — Dobrze. Coś jeszcze? To była długa noc i chciałabym się trochę wyspać, zanim ponownie stanę przed Zasiadającymi.

Nynaeve marszczyła czoło i zaciskała dłoń w pięść, drugą ręką próbując ukryć pierścienie, najwyraźniej jednak miała już dosyć dyskusji na temat Rodziny. Przynajmniej na jakiś czas.

— Wciąż męczą cię bóle głowy? Myślę, że gdyby masaże tej kobiety na coś się przydawały, przestałabyś je miewać.

— Masaże Halimy czynią cuda, Nynaeve. Bez niej w ogóle nie mogłabym zasnąć. Dobrze, jeszcze coś...? — Urwała, patrząc w kierunku drzwi wiodących do sali tronowej, Elayne również się odwróciła.

Stał tam mężczyzna i obserwował je; wysoki niczym Aiel, o ciemnorudych włosach przetykanych siwizną, jednak takiego niebieskiego kaftana z wysokim kołnierzem żaden Aiel nigdy by nie włożył. Jego sylwetka była muskularna, twarz zaś odległe znajoma. Kiedy zobaczył, że mu się przyglądają, odwrócił się i uciekł w głąb korytarza.

Przez moment Elayne gapiła się bez ruchu. Nie mógł po prostu przypadkiem wśnić się do Tel’aran’rhiod, w przeciwnym razie już by zniknął, tymczasem wciąż słyszała głośny tupot jego butów po płytkach posadzki. Albo był wędrującym po snach — co wedle słów Mądrych stanowiło wśród mężczyzn prawdziwą rzadkość — albo dysponował własnym ter’angrealem.

Skoczyła na równe nogi, rzuciła się w pościg, a choć zareagowała szybko, Egwene była jeszcze szybsza. W jednej chwili stała obok, w następnej już była przy drzwiach, patrząc w ślad za uciekającym. Elayne spróbowała wyobrazić sobie, że znowu stoi obok niej i faktycznie, natychmiast już stała. Korytarz jednak był już zupełnie cichy i pusty, jeśli nie liczyć lamp, skrzyń i draperii, których kształty migotały i przekształcały się.