— No proszę, panna Farshaw — powiedział za nimi kobiecy głos. — Mam przyjemność z panną Farshaw, nieprawdaż?
Kiedy Rand odwrócił się gwałtownie, ciężki worek zakołysał się i mocno uderzył go w plecy. Przysadzista kobieta, która teraz ze zdumieniem patrzyła na Min, była prawdopodobnie ostatnią osobą, jaką chciałby spotkać, wyjąwszy chyba tylko Elayne i Aviendhę. Mgliście zastanawiając się, dlaczego też przywdziała czerwony kaftan z wielkim Białym Lwem na piersiach, zgarbił się i unikał spojrzenia w jej oczy. Zwykły robotnik, wykonujący swoją pracę. Nie ma powodu przyglądać mu się dokładniej.
— Pani Harfor? — wykrzyknęła Min, aż promieniejąc z zachwytu. — Tak, to ja. A pani jest właśnie tym, kogo mi trzeba. Obawiam się, że się zgubiłam. Czy może mi pani powiedzieć, gdzie znaleźć Nynaeve al’Meara? I Mata Cauthona? Ten człowiek ma coś dostarczyć Nynaeve.
Pierwsza Pokojówka spod lekko zmarszczonego czoła spojrzała na Randa, potem jednak skupiła całą uwagę na Min. Uniesieniem brwi skwitowała jej strój, a może osiadły na nim kurz, jednak nawet nie zająknęła się na temat jednego czy drugiego.
— Mat Cauthon? Nie wydaje mi się, abym go poznała. Chyba że jest jednym z nowo przyjętych służących lub Gwardzistów — dodała z powątpiewaniem. — Jeśli zaś chodzi o Nynaeve Sedai, jest zajęta. Przypuszczam, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli odbiorę przesyłkę i zaniosę do jej pokoi.
Rand poczuł się, jakby go coś szarpnęło. Nynaeve Sedai? Dlaczego tamte — to znaczy prawdziwe Aes Sedai — dalej pozwalają bawić się w te gierki? I Mata nie ma? Najwyraźniej nigdy tu nie dotarł. Barwy zawirowały mu przed oczyma, prawie układając się w obraz, którego jednak nie potrafił dostrzec. Zniknęły w mgnieniu oka, tymczasem on zdążył się zachwiać. Pani Harfor znowu spojrzała na niego groźnie i parsknęła. Najprawdopodobniej uznała, że jest pijany.
Min również zmarszczyła czoło, ale dlatego, że się namyślała się przez chwilę nawet dotykała palcem brody, ale trwało to tylko moment.
— Sądzę jednak, że Nynaeve... Sedai chciałaby się z nim osobiście spotkać. — Zająknięcie było ledwie zauważalne. — Czy może mu pani wskazać drogę do jej pokoi, pani Harfor? Przed wyjazdem mam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Staraj się przyzwoicie zachowywać, Nuli, i rób, co ci każą. To poczciwy człowiek.
Rand otworzył już usta, zanim jednak zdołało wydobyć się z nich choć słowo, ona odwróciła się i poszła w głąb korytarza, prawie biegnąc. Poruszała się w każdym razie tak szybko, że płaszcz powiewał jej za plecami. Żeby sczezła, zamierzała spotkać się z Elayne! Mogła zniszczyć wszystko!
“Twoje plany rozsypują się w proch, ponieważ tak bardzo chcesz żyć, szaleńcze”. — Lews Therin przemawiał ochrypłym, lepkim szeptem. “Zrozum wreszcie, że jesteś martwy. Zrozum to i przestań mnie dręczyć, szaleńcze!”. Rand zdusił w sobie ten głos, aż nie przeszedł w stłumiony pomruk, niczym odgłos bitema bzyczącego w ciemnościach jego umysłu. Nuli? Co to za imię?
Pani Harfor patrzyła w ślad, póki Min nie zniknęła za rogiem, potem obciągnęła swój kaftan — choć ten wcale tego rodzaju zabiegów nie potrzebował. Przeniosła swe niezadowolenie na Randa. Mimo iż skryty za Maską Zwierciadeł, wciąż był od niej znacznie wyższy, ale Reene Harfor nie należała do kobiet, które tego drobiazgi zbijają z pantałyku.
— Nie podoba mi się twój wygląd, Nuli — powiedziała o ściągając brwi — a więc bacz na każdy swój krok. Jeśli masz odrobinę oleju w głowie, z pewnością rozumiesz, o co mi chodzi.
Jedną dłonią trzymając rzemień worka, drugą podrapał się czole.
— Tak, pani — mruknął stłumionym głosem. Pierwsza Pokojówka mogła skojarzyć jego prawdziwe brzmienie. To Min miała przecież mówić, póki nie odnajdą Mata lub Nynaeve. Cóż, na Światłość, pocznie, gdy sprowadzi mu na kark Elayne? I jeszcze Aviendhę? Prawdopodobnie ona również przebywa w pałacu. Światłości! — Zechciej mi wybaczyć, pani, ale powinniśmy się chyba nieco pośpieszyć. Naprawdę mam pilną sprawę. — Poklepał lekko worek. — Nynaeve mówiła, że to ważne. — Jeśli uda mu się przed powrotem Min załatwić sprawę z Nynaeve, być może zdąży ją zabrać zanim będzie musiał stawić czoło tamtym dwóm.
— Jeśli Nynaeve Sedai uznała sprawę za ważną — ucięła pulchna kobieta, ze szczególnym naciskiem wymawiając tytuł, który on pominął — to powinna kogoś poinformować, że się ciebie spodziewa. Dobrze, idź za mną i zatrzymaj dla siebie swoje komentarze oraz opinie.
Nie czekając na odpowiedź, ruszyła przed siebie, również w dalszej drodze ani razu nie obejrzała się, sunąc z majestatyczną gracją. Mimo wszystko co miał zrobić, jak tylko zastosować się do jej rozkazów? Z tego co pamiętał, Pierwsza Pokojówka traktowała jako rzecz samo przez się zrozumiałą, że wszyscy robią, co ona powie. Nieświadomie przyspieszył, żeby ją dogonić, ale dał tylko jeden krok przy jej boku, nim pełne zdumienia spojrzenie sprawiło, że natychmiast się cofnął, drapiąc się po czole i mamrocząc przeprosiny. Ostatnimi czasy nie bardzo zdarzało mu się chodzie za kimś. Z pewnością zaś nie wpłynęło to na poprawę jego nastroju. Ciążyło mu wspomnienie mdłości i brud skazy. Ostatnimi czasy zresztą paskudne nastroje nawiedzały go właściwie nieustannie — chyba że Min była obok.
Nim uszli daleko, w korytarzu zaczęli się pojawiać odziani w liberie służący — polerowali, odkurzali, krzątali się, każdy spieszył się tu i tam. Najwyraźniej brak ludzkiej obecności w chwili, gdy wraz Min opuszczał magazyn, stanowił wyjątek raczej niż regułę. Znowu oddziaływanie ta’veren. Zeszli po wąskich schodach dla służby wbudowanych w ścianę — niżej aktywność wrzała ze zdwojoną siłą. Ale w oczy rzucała się też różnica — widział wiele kobiet nie noszących liberii. Miedzianoskóre Domani, niskie, blade Cairhienianki, a także kobiety o oliwkowej skórze i ciemnych oczach, które z pewnością nie były Andorankami. Na ich widok uśmiechnął się, cokolwiek zawziętym, pełnym satysfakcji uśmiechem. Na żadnej z twarzy nie dostrzegł nic, w czym mógłby rozpoznać charakterystyczny brak śladów upływu czasu, wielu zaś zmarszczki, których nie sposób byłoby się doszukać obliczu jakiejkolwiek Aes Sedai, jednak wielokrotnie, gdy znalazł się obok, czuł dreszcz przebiegający po skórze. Przenosiły, przynajmniej trzymały saidara. W pewnej chwili pani Harfor poprowadziła go obok jakichś drzwi, gdy znowu poczuł gęsią skórkę — za drzwiami jakaś kobieta przenosiła.
— Proszę mi wybaczyć, pani — powiedział ochrypłym głosem, który cechował Nuliego. — Czy wiele Aes Sedai przebywa w pałacu?
— To nie jest twoja sprawa — odwarknęła. Potem jednak zerknęła na niego przez ramię, westchnęła i spuściła nieco z tonu. — Przypuszczam, że nic się nie stanie, jak ci powiem. Pięć, licząc lady Elayne i Nynaeve Sedai. — W jej głosie pobrzmiewała lekka nuta dumy. — Minęło dużo czasu, odkąd tyle Aes Sedai gościło w nim równocześnie.
Rand gotów był wybuchnąć śmiechem, choć nie czuł śladu rozbawienia. Pięć? Nie, ta liczba obejmowała również Elayne i Nynaeve. Więc tylko trzy prawdziwe Aes Sedai. Trzy! To, kim były pozostałe, nie miało najmniejszego znaczenia. A zaczął już wierzyć, że plotki o setkach Aes Sedai maszerujących wraz z armią do Caemlyn naprawdę oznaczały, iż tyleż właśnie zechce się opowiedzieć po stronie Smoka Odrodzonego. Okazało się jednak, że nawet jego wstępne nadzieje na coś więcej niż garstkę okazały się zupełnie płonne. Plotki jak zawsze były tylko plotami. O ile w tym wypadku nie stanowiły efektu jakichś knowań Elaidy. Światłości, co się stało z Matem? Barwy zawirowały w jego głowie — przez moment wydawało mu się, że widzi jego twarz — i potknął się znowu.