Выбрать главу

— Przyszedłeś pijany do pałacu, Nuli — oznajmiła z mocą pani Harfor — i opuścisz go, gorzko tego żałując. Sama tego dopatrzę!

— Tak, pani — mruknął Rand, drapiąc się po czole. W jego głowie Lews Therin zanosił się szaleńczym śmiechem przez łzy. Przybył tu, ponieważ było to konieczne, ale już zaczynał żałować swej decyzji.

Otoczone poświatą saidara Nynaeve i Talaan siedziały naprzeciw siebie w odległości czterech kroków od kominka, rozsiewającego wokół ciepło buzującego ognia, które przeganiało panujący w powietrzu chłód. “Niewykluczone jednak, że za rozgrzanie odpowiedzialny był wysiłek” — pomyślała kwaśno Nynaeve. Według bogato zdobionego zegara na rzeźbionym gzymsie kominka lekcja trwała już godzinę. Godzina przenoszenia bez chwili przerwy rozgrzałaby każdego. Na jej miejscu powinna być Sareitha, jednak Brązowa siostra wymknęła się z pałacu, zostawiając kartkę informującą o jakichś nie cierpiących zwłoki sprawach na mieście. Careane stanowczo zaprotestowała przeciwko zajęciu, które zabrałoby jej drugi dzień z rzędu, Vandene zaś absolutnie nie zgadzała się, by w ogóle ją angażowano, wykręcając się absurdalnym pretekstem, że praca z Kirstian i Zaryą nie zostawia jej chwili wolnego czasu.

— W ten sposób — powiedziała, smagając strumieniem Ducha wokół dość bezładnej zasłony szczupłej niczym chłopak uczennicy z Ludu Morza. Wzmocniła siłę swego splotu, odpychając strumienie dziewczyny i równocześnie przeniosła trzy oddzielne sploty powietrza. Jednym połaskotała Talaan pod żebra, przez materię błękitnej lnianej bluzki. Trywialna sztuczka, jednak dziewczyna z zaskoczenia aż westchnęła i przez moment jej uchwyt na Źródle osłabł, a ją wypełniło drobniutkie zawirowanie Mocy. W tym ułamku sekundy Nynaeve zwolniła nacisk na strumienie tamtej i uderzyła własnym splotem w pierwotny cel. Próba oddzielenia Talaan tarczą wciąż przypominała uderzenie pięścią w ścianę — pominąwszy fakt, że ból ciosu rozkładał się równo po całym ciele, a nie tylko porażał dłoń, w czym jednak trudno było upatrywać jakiejś jaśniejszej strony całego przedsięwzięcia — jednak w obecnej sytuacji otaczająca tamta poświata saidara zgasła, a prawie równocześnie jeden z dodatkowych strumieni Powietrza otoczył ramiona Talaan, krępując je przy bokach, drugi zaś związał na wysokości kolan jej odziane w szerokie ciemne spodnie.

Nadzwyczaj zgrabnie wykonane, pomyślałaby może w innych okolicznościach Nynaeve. Dziewczyna była bardzo zdolna i zręcznie wychodziło jej tkanie splotów. Poza tym, próba oddzielenia tarczą kobiety, która akurat przenosiła Moc, w najlepszym wypadku była ryzykowna, w najgorszym zaś skazana na całkowite niepowodzenie, chyba że dysponowało się znacznie większą siłą od niej— Choć nawet wówczas nie było gwarancji sukcesu — a przecież miedzy nią i Talaan prawie nie było różnicy. Dlatego też nawet nie uśmiechnęła się z satysfakcją. Wydawało się, że nie minęło aż tak wiele czasu od dni, gdy siostry jej samej przyglądały się z zaskoczeniem, wierząc, że chyba tylko któryś z Przeklętych mógłby okazać się silniejszy. Talaan jeszcze się rozwijała, właściwie była wciąż prawie dzieckiem. Piętnaście lat? Może nawet młodsza! Światłość jedna wiedziała, jakie są granice jej możliwości. Żadna z Poszukiwaczek Wiatru o tym nie wspomniała, Nynaeve zaś nie miała zamiaru dociekać. Cóż po wiedzy, o ile silniejsza od niej okaże się ostatecznie ta dziewczyna Ludu Morza? Nic przecie.

Wierzgając bosymi stopami na wzorzystym zielonym dywanie, Talaan podjęła pojedynczą próżną próbę rozerwania tarczy, którą Nynaeve z łatwością utrzymywała, a potem westchnęła i spuściła wzrok, przyznając się do porażki. Nawet w sytuacji, gdy z powodzeniem stosowała się do zaleceń Nynaeve, zachowywała się, jakby zawiodła, nic więc dziwnego, że obecnie załamała się w sposób tak widoczny, iż z pozoru jedynie krępujące ją sploty Powietrza powstrzymywały przed bezładnym osunięciem się na posadzkę.

Nynaeve rozplatała sploty, poprawiła szal na ramionach i otworzyła usta, chcąc wyjaśnić dziewczynie, w czym pobłądziła. Zwłaszcza zaś by wskazać — po raz kolejny — że próby uwolnienia się są całkowicie bezprzedmiotowe, jeżeli nie jest się znacznie silniejszą od tej, która trzyma tarczę. Kobiety Ludu Morza najwyraźniej miały kłopoty z daniem wiary jej słowom, póki nie powtórzyła ich po dziesięciokroć i nie przeprowadziła stosownej demonstracji przynajmniej ze dwadzieścia razy.

Zanim jednak zdążyła się odezwać, wtrąciła się Senine din Ryaclass="underline"

— Wykorzystała przeciwko tobie twoją własną siłę. I znowu wytrąciła cię z równowagi. To jest jak zapasy, dziewczyno. Wiesz przecież, na czym polegają zapasy.

— Spróbujcie ponownie — rozkazała Zaida, podkreślając swoje słowa żywym gestem smagłej, wytatuowanej dłoni.

Wszystkie znajdujące się w pomieszczeniu krzesła zostały odsunięte pod ścianę, chociaż w istocie wolna przestrzeń wcale nie była potrzebna. Zaida siedziała na jednym z nich, przyglądając się lekcji w towarzystwie sześciu Poszukiwaczek Wiatru — skupione w ciasnej grupce wyglądały niczym orgia czerwieni, żółci, błękitów, brokatowych jedwabi, jaskrawo ufarbowanych lnów, a od lśnienia złotych kolczyków, kółek w nosie i łańcuszków z medalionami mogły rozboleć zęby. Zawsze przebiegało to w taki sam sposób: jedna lub dwie uczennice brały prawdziwą lekcję — a wedle pogłosek, które dotarły do uszy Nynaeve, często Merilille brała na siebie rolę uczennicy, jeśli akurat nie uczyła — podczas gdy Zaida przyglądała się w towarzystwie tych lub innych Poszukiwaczek Wiatru. Mistrzyni Fal rzecz jasna nie potrafiła przenosić, niemniej zawsze była obecna, a żadna z Poszukiwaczek Wiatru nigdy nie zniżyła się do osobistego wzięcia udziału w lekcji. Wszystko, tylko nie to.

W oczach Nynaeve dzisiejsze zgromadzenie składało się na doprawdy dziwną gromadkę, zwłaszcza pamiętając o obsesji, jaką Lud Morza żywił na punkcie hierarchii. Poszukiwaczka Wiatrów Zaidy, Shielyn, siedziała po prawej stronie obok niej, szczupła, pełna chłodnej rezerwy, prawie tak wysoka jak Aviendha, górowała nad swą przełożoną. Jak dotąd wszystko pozostawało w typowym porządku, przynajmniej na ile Nynaeve się orientowała, jednak po lewej stronie Zaidy siedziała Senine, a ona pływała na ślizgaczu, jednym z najmniejszych statków floty Ludu Morza, a na dodatek jej okręt był pośród wszystkich najmniejszy. Oczywiście pomarszczona kobieta, której twarz żłobiły głębokie bruzdy, a włosy mocno przetykała siwizna, w przeszłości nosiła nie tylko te nędzne sześć kolczyków, jakie obecnie zdobiły jej uszy, więcej też medalionów złociło się na biegnącym skroś smagłego lewego policzka łańcuszku. Wtedy była Poszukiwaczką Wiatrów Mistrzyni Okrętów— zanim na stanowisko wybrano Nestę din Reas — a zgodnie z prawem, kiedy Mistrzyni Okrętów lub Mistrzyni Fal umierała, jej Poszukiwaczka Wiatrów musiała zaczynać karierę od najniższego szczebla drabiny społecznej. Nynaeve jednak była pewna, że w grę wchodziło tu coś więcej niż szacunek dla wcześniejszej pozycji Senine. Rainym, młoda kobieta o rumianych policzkach, która również pływała na ślizgaczu, zajmowała miejsce tuż obok Senine, a Kurin o twarzy jak wykutej z kamienia i pozbawionym wyrazu spojrzeniu zajmowała miejsce za Shielyn, gdzie przycupnęła niczym czarna statuetka. Taki porządek spychał Caire i Tebreille na ostatnie pozycje, a przecież obie były Poszukiwaczkami Wiatru Mistrzyń Fal, w uchu każdej zaś tkwiły po cztery grube kółka, a medalionów miały tyle co sama Zaida. Być może jednak chodziło tylko o to, żeby jak najdalej od siebie utrzymać te dwie siostry o nawiedzonym spojrzeniu — nienawidziły się bowiem z pasją, jaką może rodzić tylko najbliższe pokrewieństwo. Niewykluczone, że właśnie o to chodziło. Próba zrozumienia Atha’an Miere była przedsięwzięciem równie beznadziejnym, jak próba zrozumienia mężczyzn. Można było oszaleć, próbując.