Mamrocząc pod nosem do siebie, Nynaeve poprawiła szal i przygotowała do walki, szykując strumienie Mocy. Jednak tym razem czysta radość czerpania saidara z trudem przebijała się przez irytację. Spróbujcie jeszcze raz, Nynaeve. I może jeszcze raz, Nynaeve. Pokaż to nam, Nynaeve. Przynajmniej Renaile nie była obecna. Często wymagały od niej, by uczyła rzeczy, na których znała się gorzej od innych, do czego niechętnie, ale w końcu musiała się przyznać; naprawdę zbyt krótko przebywała w Wieży — a kiedykolwiek próbowała protestować, Renaile rozkoszowała się wyciskaniem z niej siódmych potów. Pozostałe również jej nie oszczędzały, ale przynajmniej nie sprawiało im to takiej przyjemności. W każdym razie, po upływie dobrej godziny była już porządnie zmęczona. Przeklęta Sareitha i jej sprawy na mieście!
Uderzyła znowu, ale tym razem pasmo Ducha Talaan wyciągnęło się naprzeciw jej splotów znacznie delikatniej, niż oczekiwała, a utkane przez nią strumienie odepchnęły je znacznie dalej, niźli było to zamierzone. Znienacka od strony dziewczyny poleciało ku niej sześć splotów Powietrza, które Nynaeve musiała szybko przeciąć Ogniem. Odcięte sploty uderzyły w Talaan, sprawiając, że dziewczyna aż podskoczyła, zanim jednak zniknęły na dobre, pojawiło się sześć następnych, jeszcze szybszych. Nynaeve znowu uderzyła. Ale wtedy splot Ducha Talaan zamigotał wokół niej, otaczając całą i odcinając od saidara — i nie pozostało jej już nic innego, jak tylko w milczeniu obserwować porażkę. Odgrodzono ja od Źródła! Talaan skutecznie użyła tarczy! Jakby dla pogłębienia własnej sromoty, poczuła strumienie Powietrza delikatnie szczypiące jej ramiona i nogi, miętoszące spódnice. Gdyby się tak nie rozeźliła na Sareithę, nic takiego z pewnością by nie zaszło.
— Dziewczyna ją ma — powiedziała Caire z wyraźnym zaskoczeniem. Sądząc tylko po chłodnych spojrzeniach, jakimi ją obrzucała, nikt by nie podejrzewał, że jest matką Talaan. W rzeczy samej. Talaan, z pozoru skonfundowana własnym sukcesem, natychmiast uwolniła sploty i wbiła wzrok w posadzkę.
— Bardzo dobrze, Talaan — powiedziała Nynaeve, ponieważ najwyraźniej nie można było liczyć na słowa pochwały czy zachęty ze strony pozostałych. Lekko zirytowana zsunęła szal za ramion. Nie trzeba informować dziewczyny, że po prostu miała szczęście. Okazała się szybka, to prawda, Nynaeve jednak podejrzewała, że jej własne siły są już na wyczerpaniu. Z pewnością nie była obecnie u szczytu możliwości. — Obawiam się, że na dziś nie mogę wam poświęcić więcej czasu, tak więc...
— Spróbujcie znowu — rozkazała Zaida, z napięciem pochylając się naprzód. — Chcę coś sprawdzić. — Nie było to wyjaśnienie ani nawet rodzaj przeprosin, po prostu zwykłe stwierdzenie faktu. Zaida nigdy nic nie wyjaśniała ani za nic nie przepraszała. Po prostu oczekiwała bezwarunkowego posłuszeństwa.
Nynaeve już chciała powiedzieć tej kobiecie, że i tak nie jest w stanie zobaczyć nic z tego, co robią, ale natychmiast odrzuciła pokusę. Przeciwko sobie miałaby sześć Poszukiwaczek Wiatrów. Dwa dni wcześniej dała swobodny wyraz swoim opiniom i z pewnością nie chciałaby powtarzać tego, co nastąpiło potem. Próbowała zracjonalizować rzecz całą, traktując ją jako rodzaj pokuty za odzywanie się bez zastanowienia, ale nie bardzo jej się udawało. Żałowała, że w ogóle nauczyła je łączyć się w krąg.
— Ostatni raz — powiedziała z przymusem, odwracając się ku Talaan — a potem naprawdę muszę iść.
Tym razem była przygotowana na sztuczkę dziewczyny. Przeniosła i znacznie zręczniej odbiła sploty Talaan, nie wkładając w to tyle siły. Dziewczyna uśmiechnęła się do niej niepewnie. Zrozumiała że tym razem Nynaeve nie da się zwieść dodatkowym splotom Powietrza. Sploty Talaan zaczęły się oplatać wokół jej strumieni, musiała szybko zwinąć własne, żeby je złapać. Będzie gotowa w chwili, gdy tamta kobieta stworzy sploty Powietrza. A może tym razem nie będzie to Powietrze? Z pewnością nic groźnego. W końcu były to tylko ćwiczenia. Tylko że strumień Ducha Talaan nie dokończył pozornego obejścia, Nynaeve zaś smagnęła szerokim zamachem, podczas gdy Talaan uderzyła prosto w nią i to był koniec. Po raz drugi saidar zamigotał i opuścił ją, a więzy Powietrza skrępowały jej ręce przy bokach i nogi w kolanach.
Ostrożnie wciągnęła oddech. Będzie musiała złożyć gratulacje tamtej. Nie ma innego wyjścia. Jednak gdyby miała wolną rękę, z pewnością wyrwałaby sobie warkocz z głowy.
— Trzymaj! — rozkazała Zaida, podniosła się z krzesła i wdzięcznym krokiem podeszła do Nynaeve; spodnie z czerwonego jedwabiu z szelestem ocierały się o bose stopy, szarfa splątana w skomplikowane węzły falowała wokół talii. Poszukiwaczki Wiatru również wstały i ruszyły za nią, w porządku przewidzianym przez hierarchię. Caire i Tebreille odnosiły się do siebie z lodowatą obojętnością, przepychając się, by stanąć najbliżej Mistrzyni Fal, Senine i Rainym zaś trzymały się krok z tyłu.
Talaan posłusznie utrzymywała tarczę i więzy, każąc Nynaeve stać jak posąg. I pozwalając, by wściekłość wrzała w niej niczym zbyt długo gotowana woda. Ta postanowiła, że nie będzie wierzgać nogami niczym marionetka, której przecięto sznurki, wobec czego pozostało jej tylko trwać nieruchomo. Caire i Tebreille przyglądały jej się z chłodną wyższością, Kurin z niewzruszoną pogardą, jaką żywiła dla wszystkich mieszkańców lądu. Ta kobieta o kamiennym wejrzeniu nie zdradzała tego żadnym grymasem, skrzywieniem, czy innym wyrazem twarzy, jednak wystarczyło pobyć z nią jakiś czas, żeby doskonale znać jej zdanie. Tylko u Rainyn można było dostrzec lekki ślad współczucia, nieznaczny smutny uśmiech.
Zaida popatrzyła Nynaeve prosto w oczy. Były mniej więcej tego samego wzrostu.
— Trzymasz ją tak mocno, jak tylko potrafisz, uczennico?
Talaan ukłoniła się nisko, niemalże zginając wpół, potem dotknęła po kolei czoła, ust i piersi.
— Zgodnie z twoim poleceniem, Mistrzyni Fal — prawie wyszeptała.
— O co tu chodzi? — dopytywała się Nynaeve. — Każ jej mnie wypuścić. Może wam uchodzić na sucho traktowanie Merilille w ten sposób, jeśli jednak ci się zdaje, że...
— Powiedziałaś, że nie można przełamać tarczy, chyba że dysponuje się znacznie większą siłą — weszła jej w słowo Zaida. Jej ton nie był szczególnie ostry, najwyraźniej jednak domagała się posłuchu. — Jeśli Światłość zechce, dowiemy się, czy powiedziałaś prawdę. Jest rzeczą dobrze znaną, że Aes Sedai potrafią prawdę tak obracać na wszystkie strony, iż kręci się niby wir. Poszukiwaczki Wiatru niech uformują krąg. Kurin, ty staniesz na czele. Jeżeli się uwolni, zadbacie, by nikomu nie wyrządziła krzywdy. Dla zachęty... Uczennico, kiedy odliczę do pięciu, przewrócisz ją do góry nogami. Raz.
Poświata saidara otoczyła jednocześnie wszystkie Poszukiwaczki Wiatrów. Kurin stała na rozstawionych nogach, z rękoma podpartymi o biodra, jakby dywan był pokładem statku. Całkowity brak wyrazu na jej twarzy zdawał się głosić, że jest z góry Przekonana, iż zaraz będą świadkami odkrycia krętactwa, jeśli już nie kłamstwa w żywe oczy. Talaan wciągnęła głęboki oddech i przynajmniej raz stała bez ruchu. Nawet nie mrugała, utkwiwszy w Zaidzie spojrzenie niespokojnych oczu.
Nynaeve zmrużyła oczy. Nie! Nie mogą jej tego zrobić! Nigdy więcej!