Odwróciła się, otrzepała z zadowoleniem dłonie. I zaraz wzdrygnęła, widząc, kto na nią czeka.
W prostej ciemnoniebieskiej sukience dostarczonej przez Kuzynki, Alivia na pierwszy rzut okaz wcale nie wyglądała nadzwyczajnie — kobieta trochę tylko wyższa niż Nynaeve, z delikatnymi zmarszczkami w kącikach błękitnych oczu i pasemkami siwizny w złocistych włosach. Jednak w spojrzeniu tych oczu gorzał intensywny płomień, przypominało wzrok jastrzębia utkwiony w zdobyczy.
— Pani Corly wysłała mnie z zaproszeniem na kolację dziś wieczorem — powiedział ten niebieskooki jastrząb rozwlekłym seanchańskim akcentem. — Obecne będą również panie Karistovan, Arroan i Juarde.
— Co ty tu robisz sama? — takie było pierwsze pytanie Nynaeve. Żałowała, że nie potrafi do tej sprawy podchodzić jak inne siostry, które zawsze świadome były siły drugiej kobiety, równocześnie nie poświęcając jej szczególnego namysłu, ale tego dopiero musiała się nauczyć. Może któryś z Przeklętych był silniejszy od Alivii, ale z pewnością nikt inny. I na dodatek była Seanchanką. Nynaeve naprawdę nieswojo czuła się sam na sam z nią w pustym poza tym korytarzu. Nie do końca wierzyła w opowieść tamtej o tym, jak poślizgnęła się na schodach. — Nie wolno ci nigdzie chodzić samej!
Alivia wzruszyła ramionami, co sprowadzało się do nieznacznego uniesienia jednego z nich. Kilka dni temu była tylko kłębkiem głupawych uśmiechów, a Talaan sprawiałaby przy niej wrażenie bezczelnej. Teraz jednak nie uśmiechała się już do nikogo.
— Wszyscy byli zajęci, dlatego wyślizgnęłam się na własną odpowiedzialność. Tak czy siak, jeśli zawsze będziecie mnie pilnować, to nigdy nie zyskam waszego zaufania i nigdy nie zdobędę się na to, by zabić sul’dam. — Słowa te, wypowiedziane tak beztroskim tonem, przeszywały mrozem do szpiku kości. — Powinnyście się ode mnie uczyć. Ci Asha’mani mówią o sobie, że są bronią i zaiste są nieźli, co wiem z doświadczenia, jednak ja jestem lepsza.
— Niewykluczone — ostro odrzekła Nynaeve, poprawiając szal. — Niewykluczone też, że wiemy znacznie więcej, niż sobie wyobrażasz. — Nie miałaby nic przeciwko temu, — gdyby mogła zademonstrować tej kobiecie kilka splotów podpatrzonych u Moghedien. Włączywszy w to takie, co do których uznały, że są zbyt paskudne, aby skazywać na nie najgorszego wroga. Pominąwszy tylko... Nie miała większych wątpliwości, że ta kobieta pokona z łatwością, czegokolwiek by nie zrobiła. Pod jej spojrzeniem powstrzymanie się przed chęcią przestępowania z nogi na nogę nie było rzeczą łatwą. — Póki... o ile!... nie zdecydujemy inaczej nie chcę cię po raz drugi widzieć bez towarzystwa dwu lub trzech Kuzynek. Jeśli rozumiesz, o co mi chodzi.
— Jak sobie chcesz — Alivia nie straciła pewności siebie. — Jaką wiadomość mam zanieść pani Corly?
— Powiedz pani Corly, że nie mogę przyjąć jej zaproszenia. I pamiętaj, co ci mówiłam!
— Powiem jej — zaciągając, odrzekła Seanchanka, kompletnie ignorując przestrogę. — Ale tak naprawdę, to chyba wcale nie jest zwykłe zaproszenie. Godzinę po zmierzchu, powiedziała. Być może te słowa sprawią, że zrozumiesz, o co mi chodzi. — Z lekkim, tajemniczym uśmiechem odeszła, bynajmniej nie spiesząc się z powrotem na przeznaczone jej miejsce.
Nynaeve patrzyła w ślad za odchodzącą kobietą i to nie ze względu na to, iż tamta zapomniała się ukłonić. Cóż, nie tylko. Szkoda, że nie zarezerwowała sobie jeszcze kilku tych uśmiechów, przynajmniej dla sióstr. Obejrzała się raz na drzwi, za którymi obradowały Atha’an Miere, przez chwilę też rozważała możliwość, czy nie iść za Alivią i nie sprawdzić, czy zrobi, jak jej kazano. Ale w końcu ruszyła w przeciwnym kierunku. Nie spieszyła się. Sytuacja byłaby niemiła, gdyby kobiety Ludu Morza wyjrzały na zewnątrz i doszły do wniosku, że podsłuchiwała, ale mimo to nie spieszyła się. Poprzestała tylko na samym pragnieniu szybszego marszu. To wszystko.
Atha’an Miere nie byli jedynymi w pałacu, z którymi nie chciała się spotkać. Nie jest to zwykłe zaproszenie, więc co? Sumeko, Karistovan, Chilares Arman i Famelle Juarde obok Reanne Corly wchodziły w skład Kółka Dziewiarskiego. Kolacja była tylko pretekstem. Będą chciały rozmawiać z nią o Poszukiwaczkach Wiatru. A zwłaszcza pewnie o sytuacji, jaka wytworzyła się między Aes Sedai mieszkającymi w pałacu a “dzikuskami” Ludu Morza. W gruncie rzeczy nie powinna oczekiwać przygan za nieumiejętność zachowania godności Wieży. Tak daleko się nie posuwały, przynajmniej jeszcze nie choć dzień ten pewnie zbliżał się wielkimi krokami. Jednak w trakcie całej kolacji wysłucha wielu celnych pytań i ostrych komentarzy. Żadne nie skłonią jej do wydania wyraźnego rozkazu milczenia. A wszelkie inne napomnienia z pewnością okażą się niewystarczające. Z kolei jeśli się nie zjawi, najprawdopodobniej same ją znajdą. Próba wpojenia im odrobiny charakteru okazała się fatalną pomyłką. Przynajmniej nie tylko ona jedna musiała znosić jej skutki, chociaż podejrzewała, że Elayne dostaje się najmniej. Och, jakże tęskniła do momentu, gdy ujrzy je w bieli nowicjuszek czy w sukienkach Przyjętych. Jakże marzyła o znikających na horyzoncie żaglach statków Atha’an Miere!
— Nynaeve! — dobiegł jaz tyłu dziwnie stłumiony okrzyk. Z akcentem Ludu Morza. — Nynaeve!
Przemocą oderwała rękę od warkocza i odwróciła się na pięcie, gotowa zrugać bezlitośnie. Obecnie nie pełniła obowiązków nauczycielki, nie znajdowały się na pokładzie statku i niech ją wreszcie zostawią samą, przeklęte!
Talaan zatrzymała się przed nią, prawie poślizgnąwszy na ciemnoczerwonych płytkach posadzki. Dysząc ciężko, młoda kobieta potoczyła dookoła wzrokiem, jakby się bała, że ktoś ją podsłucha. Prawie podskakiwała za każdym razem, gdy w oddali ukazał się jakiś służący, a zaczynała oddychać znowu, gdy stwierdziła, że widzi tylko liberię.
— Czy ja mogę udać się do Białej Wieży? — zapytała szybko, wykręcając palce i przestępując z nogi na nogę. — Nigdy nie zostanę wybrana. Nazywają to poświęceniem, mając na myśli porzucenie na zawsze morza, ale ja marzę o zostaniu nowicjuszką. Będę strasznie tęskniła za mamą, lecz... Proszę. Musisz zabrać mnie do Wieży. Musisz!
Nynaeve zamrugała, zalana potokiem słów. Wiele kobiet marzyło o zostaniu Aes Sedai, nigdy jednak nie spotkała takiej, która Marzyłaby o zostaniu nowicjuszką. Poza tym... Atha’an Miere ongiś odmawiali Aes Sedai prawa wstępu na pokład każdego statku, na którym Poszukiwaczka Wiatrów potrafiła przenosić, jednak by powstrzymać siostry przed wtrącaniem się w ich sprawy, od czasu do czasu wybierano którąś z uczennic, by posłać do Białej Wieży. Egwene twierdziła, że obecnie wśród sióstr przebywają tylko kobiety Ludu Morza, wszystkie bardzo słabe, jeśli chodzi o władanie Mocą. Przez trzy tysiące lat tego było dość, aby przekonać Wieżę, iż wśród kobiet Atha’an Miere talent jest słaby i pojawia się rzadko, cała sprawa zaś niewarta jest zbadania. Talaan miała rację — nikomu tak silnemu, jak ona, nie zostanie udzielone pozwól nie na udanie się do Wieży, nawet jeśli wszystko już wyszło na jaw. W istocie częścią zawartej umowy było, że siostry wywodzące się z Atha’an Miere będą mogły zrezygnować z bycia Aes Sedai i no wrócić na morze. Gdy dowie się o tym Komnata Wieży, z pewnością rozpęta się piekło, o jakim Egwene nawet się nie śniło!
— Cóż, szkolenie jest bardzo trudne, Talaan — powiedziała oględnie — i musisz mieć co najmniej piętnaście lat. Poza tym — Nagle uderzyło ją coś w słowach młodej kobiety.— Będziesz bardzo tęsknić za matką? — zapytała z niedowierzaniem, nie dbając o to, jak brzmi.