Ale najpiękniejszy ze wszystkich był podarunek jaki jej zostawił. Kiedy się obudziła, na poduszce obok znalazła w pełni rozkwitłą złotą lilię — delikatne płatki zdobiły jeszcze kropelki świeżej rosy. Nawet nie próbowała sobie wyobrazić, skąd mógł w środku zimy zdobyć coś takiego. Ale splotła wokół niej strumienie Utrwalenia i umieściła na nocnym stoliczku, gdzie każdego ranka będzie się jej mogła przyglądać. Splotu wprawdzie nauczyła się od Moghedien, lecz wbrew złowieszczemu pochodzeniu można było spokojnie oczekiwać, że zachowa na zawsze świeżość kwiatu, że delikatne kropelki rosy nigdy nie wyparują z płatków i zawsze przypominać będą o mężczyźnie, który oddał Jej swe serce.
Rozkoszny poranek dobiegł końca wraz z wieścią, że Alivia zniknęła podczas nocy, co stanowiło najwyraźniej sprawę na tyle poważną, iż wśród Kuzynek zawrzało. O tym, że zniknęli również Nynaeve i Lan dowiedziała się dopiero od Zaidy, która przyszła interweniować w sprawie nie odbytej lekcji. Kiedy i jak się to stało, nikt nie wiedział. Dopiero znacznie później odkryła, że wśród kolekcji przywiezionych z Ebou Dar angreali i ter’angreali brakuje trzech spośród najpotężniejszych angreali, jak też kilku innych drobiazgów. W stosunku do niektórych spośród zaginionych żywiła podejrzenia graniczące z pewnością, iż przeznaczone były dla kobiety spodziewającej się ataku Jedyną Mocą. W tym kontekście treść pospiesznie skreślonej notatki, która Nynaeve zostawiła na miejscu, brzmiała szczególnie niepokojąco.
13
Wspaniałe wieści
W solarium Pałacu Słońca było zimno i to pomimo płomieni buzujących na kominkach w przeciwległych krańcach pomieszczenia, grubych dywanów i jaskrawych promieni porannego słońca wpadających do wnętrza przez pochyłe szyby (przynajmniej przez te ich części, których nie zasłaniał gromadzący się na framugach śnieg)— jednak swobodnie można było tu przyjmować gości. Cadsuane doszła do wniosku, że nie powinna zajmować sali tronowej. Jak dotąd zresztą lord Dobraine milczał w kwestii przetrzymywania Caraline Damodred i Darlin Sisnera — nie potrafiła wymyślić lepszego sposobu na powstrzymanie ich przed dalszymi psotami, jak tylko mocno trzymać w garści — niemniej spokojnie mógłby wywlec tę sprawę, gdy tylko uzna,że Cadsuane przekroczyła granice przyzwoitości (w jego rozumieniu). A z kolei Dobraine znajdował się zbyt blisko chłopaka, żeby miała ochotę go zmuszać i zbyt poważnie podchodził do swych przysiąg. Patrząc wstecz na swe życie, mogła rozpamiętywać minione porażki, niektóre nawet po dziś dzień wzbudzające gorycz, pomyłki, za które inni płacili życiem — jednak tu i teraz nie mogła sobie pozwolić na najmniejszy błąd czy niepowodzenie. Szczególnie na niepowodzenie. Światłości, miała ochotę ugryźć kogoś!
— Domagam się wydania mi mojej Poszukiwaczki Wiatru, Aes Sedai! — Harine din Togara siedziała sztywno przed Cadsuane, odziana w brokatowe zielone jedwabie, jej pełne usta pozostawały zaciśnięte. Mimo braku zmarszczek na twarzy, proste czarne włosy przetykały siwe pasma. Od dziesięciu lat Mistrzyni Fal swego klanu, przedtem dowodziła wielkim okrętem. Na krześle obok niej, cofnięta o stopę zgodnie z nakazami szacunku dla wyższych rangą, siedziała jej Mistrzyni Żagli, Derah din Selaan, kobieta znacznie młodsza, cała odziana w błękity. Obie wyglądały niczym wykonane w ciemnym materiale posążki symbolizujące gniew, a egzotyczna biżuteria w jakiś sposób tylko przyczyniała się do spotęgowania tego wrażenia. Żadna nawet nie zerknęła na Ebena, gdy ten ukłonił się i podsunął na tacy srebrne puchary z grzanym przyprawianym korzeniami winem.
Po tym, jak zlekceważono jego starania, chłopak najwyraźniej miał pojęcia co zrobić. Zmarszczył brwi i trwał w ukłonie, póki Daigian — pucułowata, w ciemnoniebieskim kaftanie z biały rozcięciami wyglądała niczym rozbawiony gołąb garłacz — nie schwyciła go za fałdę czerwonego kaftana i nie odciągnęła na bok. Miała słabość do tego chudego chłopaka z wielkim nosem i odstającymi uszami, którego nie można było żadną miarą określić mianem przystojnego, a co dopiero ślicznego. Zaprowadziła go pod jeden z kominków, gdzie usiedli obok siebie na wyściełanej ławie i zaczęli bawić się w kocią kołyskę.
— Współpraca twojej siostry jest nam niezbędna w próbach wyjaśnienia, co zdarzyło się tamtego nieszczęsnego dnia — gładko zareplikowała Cadsuane, głosem cokolwiek nieobecnym. Przytknęła do ust puchar z przyprawionym winem i czekała, nie dbając zupełnie o skrywanie oznak niecierpliwości. Przecież Dobraine mógł by sam zajmować się tymi kobietami Ludu Morza, niezależnie już od zastrzeżeń, jakie żywił wobec warunków tej niewiarygodnej umowy, którą w imieniu al’Thora zawarły z nimi Rafela i Merana. Ona nie bardzo potrafiła skoncentrować się na tych sprawach. Prawdopodobnie byłoby dla nich lepiej. Gdyby na poważnie zajęła się tymi konszachtami z Atha’an Miere, pewnie musiałaby bardzo się kontrolować, żeby ich nie traktować na podobieństwo dokuczliwych bitemów, choć to przecież nie one stanowiły przyczynę jej irytacji.
Przy kominku w przeciwległym krańcu solarium niż ten, gdzie poszukali ciepła Daigian i Eben, zajęło miejsca pięć sióstr. Prze fotelem Nesune stał pulpit, na którym spoczywał wielki, oprawiony w drewno tom z pałacowej biblioteki. Tak ona, jak i reszta sióstr ubrane były w proste wełniane suknie, bardziej stosowne dla kupców niż Aes Sedai. Jeśli jednak któraś żałowała braku jedwabi lub pieniędzy na jedwabie, rzecz jasna nie okazywały tego. Sarene stała przy wielkiej ramie do haftowania, jej igła drobnym ściegiem tworzyła kolejny motyw w powodzi kwiecia, w takt ruchów kołysały się delikatnie paciorki na licznych, cieniutkich warkoczykach. Erian i Beldeine grały w kamienie, Elza kibicowała im, czekając na pojedynek ze zwycięzcą. Z pozoru można by uznać, że oto wszystkie beztrosko spędzają jeden z poranków, gdy żadne sprawy świata nie domagają się baczniejszej uwagi. Prawdopodobnie jednak wszystkie wiedziały, że znalazły się tutaj, ponieważ ona chciała im się bliżej przyjrzeć. Dlaczego złożyły przysięgę wierności temu al’Thorowi? Kiruna i tamte przynajmniej zrobiły to w jego bezpośredniej przytomności. Cadsuane gotowa była się zgodzić z mniemaniem, że nikt nie jest w stanie oprzeć się wpływowi ta’veren, kiedy już wpadnie w strefę jego oddziaływania. Ale ta piątka najpierw została srodze ukarana za próbę porwania go, zaś pomysł złożenia przysięgi najwyraźniej przyszedł im do głowy, zanim trafiły przed jego oblicze. Początkowo zresztą gotowa była nawet przyjąć ich rozmaite tłumaczenia, jednak ostatnich kilka dni sprawiło, że skłonność ta stawała się coraz słabsza. Słabła wręcz w oczach.
— Moja Poszukiwaczka Wiatrów żadną miarą nie podlega twojej władzy, Aes Sedai — ostro oznajmiła Harine, jakby wypierając się pokrewieństwa. — Shalon musi i zostanie mi zwrócona. Bezzwłocznie. — Derah z godnością skinęła głową na potwierdzenie tych słów. Cadsuane przyszło do głowy, że Mistrzyni Żagli zareagowałaby identycznie, gdyby Harine kazała jej skoczyć w przepaść. W hierarchii Atha’an Miere pozycja Derah sytuowała ją znacznie niżej od Harine. I mniej więcej tyle Cadsuane o nich obu wiedziała. Niewykluczone, że Lud Morza przyda się do czegoś, jednak w takim wypadku zawsze przecież będzie w stanie nagiąć go do swej woli.
— To jest śledztwo Aes Sedai — powtórzyła łagodnie. — Musimy stosować się do prawa Wieży. — Oczywiście, bardzo swobodnie interpretowanego. Zawsze uważała, że duch praw jest znacznie ważniejszy niż ich litera.