Widział, jak brwi Snape'a ściągają się, kiedy Harry’emu nie udało się powstrzymać pełnego satysfakcji uśmiechu, który wypłynął na jego usta. Ale widział też, że ciemne oczy łagodnieją. I zobaczył, jak Snape powoli podnosi się z fotela i podchodzi do niego. Uniósł głowę i spojrzał wprost w przypatrujące mu się w dziwny sposób oczy, w których tliła się maleńka, ciepła iskierka. Widział, że Snape wyciąga dłoń w jego stronę. Poczuł łagodny dotyk na policzku. Zamknął oczy, poddając się delikatnej pieszczocie, która pomimo chłodu palców, posłała niezwykłe ciepło wprost w jego serce. Nie otworzył oczu nawet wtedy, gdy usłyszał kierujące się do łazienki kroki Severusa i trzask zamykanych drzwi.
Dotknął swojego policzka, na którym wciąż wyczuwał ciepły dotyk chłodnych palców. Uśmiechnął się do siebie.
Żaden z nich się nie odezwał. Ale Harry i tak wiedział, że Severus tym gestem wyraził więcej, niż mógłby przekazać słowami.
* "(Everything I do) I do it for you" by Bryan Adams
--- rozdział 22 ---
22. Rage.
Now I will let my demons out...
In my hour of darkness they will come again;
Fear, hate, frustration, desperation.
I'll answer with my rage...*
- I jak było? - Harry wzdrygnął się, słysząc szept Ginny tuż przy swoim uchu.
- Co? - zapytał zaskoczony, patrząc jak siostra Rona przysuwa swój talerz ze śniadaniem i siada obok niego. Był poniedziałkowy poranek.
- No wiesz... - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - A gdzie wymykałeś się w takim stroju? Na pewno nie na szlaban, żeby czyścić kociołki u Snape'a.
"Całkiem blisko..." - pomyślał Harry, mimowolnie czując rozbawienie. - "Ale czyściłem coś innego..."
- Uśmiechasz się. Czyli jednak było... "interesująco" - zachichotała Ginny.
- Równie "interesująco", jak u ciebie - odparł cicho Harry. Dziewczyna zarumieniła się, a po chwili oboje parsknęli śmiechem.
- Gdyby Ron słyszał naszą rozmowę - powiedziała cicho Gryfonka, łapiąc oddech. Harry zerknął na siedzącego kawałek dalej przyjaciela, który obserwował ich podejrzliwie.
- O czym tak szepczecie? - burknął w końcu, wiedząc, że został przyłapany.
- O niczym, co powinno cię interesować - odparła hardo Ginny. Hermiona siedziała z nosem utkwionym w "Proroku Codziennym" i w ogóle nie zwracała na nich uwagi. Ron zarumienił się, mruknął coś pod nosem i wepchnął sobie do ust kiełbaskę.
Ginny przysunęła się do niego nieco bliżej. Wtedy Harry poczuł coś dziwnego. Łaskotanie na karku. Jakby leciutki powiew naturalnej magii. Rozejrzał się, zdezorientowany, po Wielkiej Sali i zobaczył wbite w siebie, niezwykle intensywne spojrzenie mrocznych oczu Mistrza Eliksirów. Miał dziwne wrażenie, że powietrze nagle zapełniło się iskrami. Odsunął się nieznacznie od Gryfonki i wrażenie ustąpiło. Ale Ginny chyba niczego nie poczuła, gdyż ponownie się przybliżyła.
- Za kim się tak rozglądasz, Harry? - szepnęła mu do ucha. - Wypatrujesz jej? Z którego jest domu? Co to za szczęściara?
- Ee... - wymamrotał Harry, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Poczuł, jak włoski na jego karku podnoszą się, jak gdyby były naelektryzowane. Wystraszył się i ponownie nieco się odsunął, a wrażenie natychmiast ustąpiło.
Ginny chyba zauważyła jego minę, gdyż spojrzała na niego nieco zaskoczona i wzruszyła ramionami.
- No, skoro nie chcesz, to nie mów. Nie będę naciskała. A tak w ogóle, to chciałam cię prosić o przysługę. - Harry zobaczył, jak Gryfonka zerknęła na Rona, po czym pochyliła się do niego i wyszeptała cicho: - Pomógłbyś mi wymknąć się z Pokoju Wspólnego dzisiejszego popołudnia? Chciałabym po prostu wyjść niezauważona przez Rona, aby uniknąć jego irytujących pytań i śledzenia mnie. I gdybyś mógł go też zaciągnąć wieczorem wcześniej do dormitorium, żebym nie natknęła się na niego, kiedy będę wracać...
- Dobrze, nie ma sprawy - odparł szybko Harry, pragnąc tylko tego, by w końcu się od niego odsunęła. - Ale wróćmy już do śniadania, bo Ron zacznie coś podejrzewać.
- Dzięki, Harry. - Ginny uśmiechnęła się szeroko. - Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. - Pochyliła się i cmoknęła go szybko w policzek.
To była chwila. Błysk i trzask. Ginny krzyknęła i odsunęła się gwałtownie.
- Co to było? - zapytała patrząc ze zdumieniem na Harry'ego. - Jakby coś mnie... poraziło.
- To nie ja - odparł szybko Harry, zaskoczony tak samo, jak dziewczyna.
- Co się stało? - zapytał Ron, kiedy w końcu udało mu się przełknąć to, co miał w ustach.
- Jakieś wyładowanie. Nic jej nie jest - uspokoił go Harry, mając dziwne wrażenie, że wie doskonale, kto jest sprawcą całego zamieszania.
- Lepiej na niego uważaj. - Do uszu Harry'ego dobiegł złośliwy głos Seamusa. - Każdy, kto się do niego zbliży, źle kończy. A potem tchórz wypiera się wszystkiego.
- Mówisz o sobie, Seamus? - warknął Harry, spoglądając ze złością na siedzącego kawałek dalej, po drugiej stronie stołu, Gryfona. - A kto się ostatnio wszystkiego wypierał? Najpierw robisz komuś świństwa za plecami, a potem udajesz niewinnego. I kto tu jest tchórzem?
Twarz Finnigana zaczerwieniła się.
- Myślisz, że puszczę ci płazem to, co mi zafundowałeś? - syknął drżącym z gniewu głosem.
- Sam jesteś sobie winien! - odparował Harry czując, że pomimo wszelkich starań, zaraz straci nad sobą panowanie i wybuchnie. Miał serdecznie dosyć tych ciągłych docinek i mieszania z błotem. Nie dawali mu spokoju nawet na posiłkach! Czuł, jak frustracja, która zbierała się w nim od kilku dni, osiągnęła punkt krytyczny i każda, nawet najmniejsza uwaga, może skończyć się potężną eksplozją.
- Przestań już, Seamus - wtrąciła się nagle Ginny. - Przecież byliście kiedyś przyjaciółmi.
- Nie kumpluję się z tchórzami i zdrajcami - wycedził Gryfon, patrząc hardo na Harry'ego.
Harry poczuł, że coś w nim zaczyna pękać. Twardy, solidny mur, który dzięki Severusowi udało mu się wokół siebie zbudować, zaczął się rozpadać. Tyle razy został już uderzony zniewagami, kruszony spojrzeniami, demolowany nienawiścią, iż ledwie się utrzymywał. A teraz Seamus wytoczył przeciwko niemu najcięższe działa, których siła rażenia tworzyła w nim ogromne wyrwy.
- Harry nie jest zdrajcą! - warknęła Ginny, stając w jego obronie.
- Jeszcze jedno słowo, Seamus, a będziesz zbierał swoje zęby z podłogi - wycedził Ron.
- Zobaczycie jeszcze... - Głos Gryfona kipiał od nienawiści i żalu. - Zobaczycie, że on nas wszystkich zdradzi. Dlaczego tu siedzi, zamiast walczyć? Moja ciocia zginęła w jednym z tych ataków! To on jest wszystkiemu winien! - wykrzyknął, celując oskarżycielsko palcem w trzęsącego się ze złości Harry'ego. - Jest zwykłym mordercą!