Dopiero po pewnym czasie udało mu się wynurzyć i wciągnąć powietrze w obolałe płuca. Napięte mięśnie zaczęły się roztapiać, ciało rozluźniało się, dryfując spokojnie na powierzchni. Wszystko odpływało.
Harry miał niejasne wrażenie, że Severus wyprostował się, ponieważ napierający na niego ciężar zniknął. Usłyszał zaklęcie czyszczące, które usunęło ślady ze stolika, ale - co najdziwniejsze - nie z jego pośladków. Oddech powoli wracał mu do normy. Ciało przestawało dygotać. Kiedy odpłynęła przyjemność i mięśnie rozluźniły się, Harry zaczął odczuwać nieprzyjemny ból w wykręconych ramionach, napiętych udach, wygiętym kręgosłupie i startych kolanach. Z ulgą myślał o nadchodzącym uwolnieniu z krepujących go, magicznych więzów. Kątem oka zobaczył, że Snape pochyla się po coś leżącego na podłodze. Odwrócił głowę akurat w tym samym momencie, żeby zobaczyć, jak mężczyzna siada w fotelu, zakłada nogę na nogę i zagłębia się w lekturze książki.
W pierwszej chwili pomyślał, że Severus chce się z nim podrażnić. Przecież nie może go tutaj zostawić w takim stanie. Nie może. Prawda?
Przez kilka chwil patrzył wprost na mężczyznę w nadziei, że ta farsa za chwilę się skończy, że Snape za moment opuści książkę, uśmiechnie się drwiąco, ogłaszając swoje zwycięstwo i go uwolni. Jednak z każdą mijającą sekundą Harry wpadał w coraz większą panikę.
To przecież niemożliwe! On nie może tak postąpić! Nie może go tak trzymać! Co za wredny sukinsyn! Podły, dwulicowy...
Ledwie czuł mięśnie ramion. Uda drżały mu z wysiłku.
"Uwolnij mnie!" - wykrzyczał bezgłośnie. Próbował się poruszyć, ale magiczne więzy były silne. Nic nie mogłoby ich poluzować. Zaczął się rozpaczliwie szarpać, uderzając głową o blat, aby zwrócić na siebie uwagę mężczyzny.
To podziałało. Severus, nie odkładając ani nie odsuwając książki, oświadczył tylko chłodnym głosem:
- To nic nie da, Potter. Jeżeli będziesz się szarpał, tylko pogorszysz swoją sytuację. I tak się nie uwolnisz, więc radzę ci się uspokoić i z honorem przyjąć karę. Przerwałeś mi pracę, kiedy wyraźnie kazałem ci zająć się czymś zupełnie innym, a więc uwolnię cię dopiero wtedy, kiedy skończę to, w czym mi przeszkodziłeś.
Po tych słowach ponownie zagłębił się w lekturze.
Oczy Harry'ego otworzyły się ze zdumienia. Snape ma zamiar trzymać go tak dopóki nie skończy... czytać? Przecież to chore! Wszystko go boli, każdy mięsień drży z wycieńczenia, w głowie wiruje od nadmiaru emocji, jego nagie, wypięte pośladki boleśnie pieką, a Severus ma zamiar siedzieć w fotelu przez Merlin wie ile czasu i CZYTAĆ KSIĄŻKĘ?! I to z jakiego powodu? Dla jakichś chorych zasad!
Gdyby Harry nie był w tak skrajnej rozpaczy, to z pewnością by się roześmiał. Przez kilka minut próbował się jeszcze szarpać w nadziei, że może jakimś cudem uda mu się uwolnić, ale w końcu zrezygnował, zbyt zmęczony i osłabiony. Przycisnął policzek do chłodnego blatu, zamknął oczy i zacisnął zęby, próbując wytrzymać coraz intensywniejszy ból. Miał wrażenie, że jeszcze trochę i jego ramiona wyrwą się ze stawów. Że już nigdy więcej nie będzie mógł nic nimi zrobić. W jego umyśle wirowała zimna wściekłość, którą ogromny żal formował w niezwykle ostry sopel, gotów, by uderzyć, kiedy tylko będzie miał na to szansę. Czyli wtedy, kiedy tylko Severus popełni ten błąd i go uwolni...
Czuł, że jego policzki płoną wewnętrznym ogniem gniewu. Był upokorzony do granic możliwości. I za co? Za to, że go pragnął! Że, do diabła, pragnął tego cholernego drania, który zawsze musiał postawić na swoim! A niech go szlag!
Nie miał pojęcia, ile czasu minęło. Wiedział tylko, że jest już tak obolały, że nie byłby w stanie wykonać żadnego gestu, jedynie zwijać się na podłodze i kwilić. Ale nie mógł robić nawet tego, do cholery! Próbował myśleć o czymkolwiek, byle tylko oszukać zmysły. Pocierał czołem o blat, albo starał się przywrócić trochę krążenia w dłoniach poprzez poruszanie palcami.
Miał wrażenie, że minęła godzina, może dłużej. Z zaciśniętymi oczami próbował wyobrażać sobie, że leci na miotle i stara się złapać Znicz. I wtedy usłyszał szelest. Z trudem powrócił do rzeczywistości i otworzył oczy. Zobaczył, że Severus odkłada książkę i sięga po różdżkę. Jego serce zabiło mocniej. Jedno machnięcie i więzy puściły. Harry opadł na blat. Usłyszał jęk, który wydobył się z jego własnych ust. A to oznaczało, że mężczyzna przywrócił mu także głos. Ale to się teraz nie liczyło. Czuł się jak bezwładny worek z piaskiem. W jego udach, ramionach i kręgosłupie biegały gorące iskry, które wybuchały pod skórą, posyłając bolesne skurcze wzdłuż mięśni. Nie miał sił nawet na to, żeby unieść głowę. Leżał tylko i zaciskał zęby, próbując odzyskać władzę nad ciałem.
- Wstawaj, Potter! - usłyszał chłodny głos nad sobą. - Twoja kara dobiegła końca.
- Nie mogę... - jęknął, oddychając z trudem. Leżał bez ruchu kilka minut, próbując zapanować nad zawrotami głowy i osłabieniem. Był zbyt wycieńczony nawet na to, żeby wściekać się na mężczyznę. Och, sopel nadal w nim tkwił, ale Harry nie miał teraz sił, żeby napiąć cięciwę i go wystrzelić. - Dlaczego... to zrobiłeś? - zapytał w końcu, usiłując nie brzmieć na złamanego. - Przecież napisałeś... że się mną zaj...
- Gdybyś był mi posłuszny i wykonał moje polecenie, to zająłbym się tobą, ale cierpliwość nigdy nie była twoją mocną stroną - przerwał mu Snape. - Całkowicie mnie zignorowałeś, więc musiałeś ponieść taką karę, która raz na zawsze oduczy cię prowokowania mnie.
- Było mi po prostu gorąco - odparł Harry, zaciskając zęby i odwracając głowę, by móc spojrzeć na stojącego obok Snape'a. - To ty się na mnie rzuciłeś! Jestem tylko niewinnym Gryfonem, sam tak powiedziałeś. Jak możesz mnie podejrzewać o takie rzeczy?
Mężczyzna spojrzał na niego tak, jakby nie mógł uwierzyć w jego bezczelność. Ale w Harrym, wraz z każdym fragmentem powracającego do ciała czucia, rósł gniew, zamieniając się powoli w falę, podobną do tej, która jakiś czas temu zabrała go niemal do raju. Tylko że tym razem jej celem było jedynie niszczenie.
Nie ujdzie mu to na sucho! O nie, nie tym razem! Jak on mógł tak go potraktować? To było tak podłe, iż nie mieściło się w żadnych granicach.
Po wielu trudach udało mu się zsunąć ze stolika, ale nogi ugięły się pod nim i upadł na podłogę. Spróbował się podnieść, ale nie potrafił. Udało mu się tylko oprzeć na rękach i kolanach. Mięśnie paliły go żywym ogniem. Po chwili usłyszał nad sobą niski głos, zabarwiony lekko szyderstwem:
- No proszę, Potter u moich stóp. Będę musiał zapamiętać ten widok.
Harry zacisnął zęby, czując jak gniew przejmuje nad nim kontrolę. Nie, nie da mu tej satysfakcji! Wyprostował się i podciągnął slipy. Pomagając sobie rękami wstał i założył plątające mu się w kostkach spodnie. Oparł się o stolik i obrzucił Severusa wzrokiem tak pełnym wściekłości i goryczy, iż wydawało się, że za chwilę coś wokół niego wybuchnie. Gniew dodawał mu sił. Severus przyglądał mu się bez słowa z kamiennym wyrazem twarzy, jednak coś w niemal niedostrzegalnym drganiu kącików ust sprawiało, iż wyglądał tak, jakby świetnie się bawił. A to był tylko gwóźdź do trumny.