Выбрать главу

Otrząsnął się dopiero wtedy, kiedy pani Hooch wyrzuciła w powietrze kafla i gra się rozpoczęła. Przez pierwsze piętnaście minut Harry tylko krążył nad boiskiem i wypatrywał błysku złota. Ginny, po kilku udanych akcjach, strzeliła trzy gole, Angelina jednego, a Krukoni dwa, choć Ron naprawdę dwoił się i troił, aby obronić pętle. Do uszu Harry'ego dobiegała dalsza części pieśni Gryfonów:

Dostępu do naszych bramek

Strzeże dzielnie Weasley Ron,

Zawsze szczelnie je ochrania

Tak potrafi tylko on!

Harry uśmiechnął się widząc, jak zaczerwieniony przyjaciel macha do tłumu. Usłyszał świst i zachwiał się, kiedy tłuczek śmignął tuż obok jego głowy. Cho przez cały czas siedziała mu na ogonie, co było cholernie irytujące. Zanurkował trochę niżej udając, że dostrzegł znicz. Jak było do przewidzenia, podążyła za nim. Nad jego głową przeleciała Angelina, goniona przez dwóch krukońskich ścigających. Pieśń wzmogła się:

W środku pola nasza trójka:

Angelina, Katie, Ginny!

Oto ich cudowna akcja

I kolejny punkt drużyny!

Angelina zwodem zmyliła ścigających, a następnie podała do Ginny, która posłała piłkę do pętli, tuż pod ramieniem obrońcy. Na widowni rozległ się ryk radości. Głos Jordana niknął wśród krzyków i piosenki śpiewanej przez wszystkich kibiców Gryffindoru:

Swoim silnym uderzeniem

Każdego z miotły zwalają!

Strzela Jimmy, strzela Ritchie

Przeciwnicy uciekają!

Harry wzbił się do góry i zanurkował ponownie, aby zgubić i zmylić Cho, jednak ona zdawała się być przyklejona do niego zaklęciem trwałego przylepca.

Po kolejnych dwudziestu minutach Gryffindor prowadził siedemdziesiąt do pięćdziesięciu, grając chwilowo w osłabionych składzie, gdyż Katie dostała tłuczkiem w ramię i pani Pomfrey musiała szybko ją opatrzyć. Harry musnął ją wzrokiem i spojrzał w kierunku pętli, przy której krążył Ron. I gwałtownie jego wzrok wrócił z powrotem do przyjaciółki z drużyny i pielęgniarki. Kilka metrów od nich unosiła się złota piłeczka. Szybko odwrócił głowę, udając, że patrzy w przeciwnym kierunku, żeby zmylić Cho, i gwałtownym zrywem wybił się w górę. Dziewczyna podążyła za nim, ale wtedy Harry zrobił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i zanurkował. Na trybunach wybuchła euforia. Do jego uszu dotarły kolejne zwrotki pieśni:

Ale rozstąpcie się wszyscy

Oto on wkracza do akcji

Żaden znicz mu nie ucieknie

Harry zawsze go załatwi!

Znicz szybuje i ucieka,

Harry skręca i nurkuje

W każdej trudnej sytuacji

Zimną krew zachowuje!

Patrzcie, patrzcie, jest już blisko,

Już wyciąga dłoń po niego!

W każdym meczu, zawsze, wszędzie

Wszystkie znicze będą jego!

Tak naprawdę to od znicza dzieliło go jeszcze kilkanaście metrów. Kątem oka widział za sobą cień Cho. Nie miała szans wyprzedzić go w prostej linii, więc wystarczyło tylko... wyciągnąć rękę... i złap...

A niech to!

Chóralny jęk na trybunach zmieszał się z jękiem Harry'ego, kiedy znicz drgnął i zaczął uciekać. Gryfon szarpnął trzonek i niemal go złamał, ciągnąc stawiającą opór miotłę w górę. Cho zatoczyła łuk. Jej miotła nie wytrzymałaby takiego przeciążenia.

"No dalej, dalej! Uda się! Musi się udać!" - krzyczał umysł Harry'ego, podczas gdy on frunął coraz wyżej i wyżej, nie zwracając uwagi na siekające skórę lodowate podmuchy wiatru. I wtedy znicz znowu zrobił gwałtowny zwrot i zanurkował, przelatując tak blisko, że niemal musnął policzek Gryfona. Harry krzyknął z frustracji i szarpnął rączkę ponownie, robiąc salto i nurkując za uciekającą piłką. Ustawił się niemal pionowo do ziemi i kiedy spojrzał wzdłuż trzonka na uciekającą złota kulkę, jego oczy rozszerzyły się.

Kierował się wprost na nadlatującą z dołu Cho. Znicz był pomiędzy nimi. Tysiąc opcji przewinęło się przez jego głowę w ułamku sekundy, ale żadna nie wydawała się dobrym rozwiązaniem.

Nie może lecieć prosto, bo wpadną na siebie. Nie może liczyć na to, że ona pierwsza ucieknie, bo zależy jej na wygranej tak samo jak jemu. Nie może uciec, bo znicz wpadnie prosto w wyciągniętą rękę Krukonki.

Zmarszczył brwi i ścisnął trzonek mocniej. Czasami, aby wygrać, trzeba zaryzykować. Tego nauczył się od Severusa. Dobrocią, wahaniem i unikaniem konfrontacji nie zwycięży. Czasami trzeba użyć... czarnej magii.

Wyciągnął rękę i przyspieszył.

Jeszcze rok temu zrobiłby wszystko, aby nie narazić jej na niebezpieczeństwo. Nawet za cenę przegranej. Ale teraz... teraz było inaczej.

Natarł z pełną szybkością. Cho rozszerzyła gwałtownie oczy, krzyknęła z przestrachem i w ostatniej chwili odbiła na bok. Palce Harry'ego zacisnęły się wokół złotej kulki. I w tym samym momencie poczuł eksplozję gorąca, radości i poczucia triumfu. W oddali usłyszał ryk kibiców Gryffindoru, całkowicie zagłuszający jęk Krukonów. Cho straciła panowanie nad miotłą i, wirując, zaczęła spadać. Jej krzyk przedarł się przez wrzask radości bombardujący uszy Gryfona.

Rozmazanym wzrokiem rozejrzał się wokół. Jej czarne włosy powiewały na wietrze, kiedy, trzymając się kurczowo miotły, opadała spiralami ku ziemi. Harry wyhamował, wcisnął znicz do kieszeni i zanurkował za nią. Podleciał na odległość łokcia, wyrównał lot, po czym złapał ją w pasie i jednym szarpnięciem wciągnął na swoją miotłę. Oklaski i okrzyki jeszcze się wzmogły. Krukonka złapała się go kurczowo i drżąc, spojrzała na swoją miotłę, która uderzyła w ziemię i złamała się. Harry wiedział, że powinien odczuwać jakiś żal, wyrzuty sumienia, że tak postąpił, że naraził ją na niebezpieczeństwo, ale jedyne, co czuł, to rozgrzewający go żar triumfu.

Opadając powoli ku ziemi, słyszał ostatnie zwrotki śpiewanej przez Gryfonów pieśni:

Już po meczu, wygraliśmy!

Pani Hooch już daje znak!

Unieś ręce na cześć jego

I zaśpiewaj z nami tak:

Harry Potter to nasz idol!

Harry Potter to nasz gracz!

Harry Potter jest najlepszy!

Uciekajcie, póki czas!

***

W Pokoju Wspólnym panowała szampańska atmosfera. Tuż po meczu Harry został porwany i przyniesiony tu przez Gryfonów na rękach. W tej chwili wszyscy skandowali na przemian:

Gryffindor jest najlepszy

Każdy mecz wygrywa

I w ten oto sposób

Puchary zdobywa!

Oraz nowy, nieoficjalny hymn domu lwa:

Harry Potter to nasz idol!

Harry Potter to nasz gracz!

Harry Potter jest najlepszy!

Uciekajcie, póki czas!

Teraz, kiedy adrenalina juz opadła, gdy wszyscy przestali mu w końcu gratulować i podziwiać jego ostatnią akcję, Harry mógł nareszcie odsapnąć i usiąść w kącie, ponieważ nogi zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej złotą piłeczkę. Nie szarpała się już. Leżała spokojnie, pogodzona z losem. W momencie, w którym chciał schować ją z powrotem, poczuł ciepło w drugiej kieszeni. Odrzucił znicz na bok i natychmiast sięgnął po zielony kamień. Jego oczy zaświeciły się, kiedy zobaczył jarzącą się w środku wiadomość. Znicz przestał dla niego istnieć. Przybliżył klejnot do oczu i odczytał:

Jakże mógłbym nie pogratulować Złotemu Chłopcu kolejnej wygranej? Teraz zapewne pławisz się w swojej chwale.

Harry zmarszczył brwi i szybko odesłał:

W niczym się nie pławię. Tylko... tęsknię za tobą.

I była to najszczersza prawda. Był już zmęczony całym tym zamieszaniem wokół swojej osoby. Chciał po prostu znaleźć się gdzieś, gdzie nie będzie musiał odgrywać przed wszystkimi roli Złotego Chłopca Gryffindoru, tylko po prostu... gdzie będzie mógł być sobą. Jedynie przy Severusie tak się czuł. I tęsknił za nim. Naprawdę tęsknił.

Wokół niego rozlegały się śpiewy, okrzyki, śmiech, ale miał wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś daleko, za grubym, szklanym murem. Oparł się o ścianę, zamknął oczy i zanurzył się we wspomnieniach. Przypominał sobie łagodny dotyk, który niczym pająk przesuwał się po jego ciele, gorący oddech Severusa owiewający jego szyję i ramię, ciepłe wargi wędrujące po drżącej skórze, przynoszące jednocześnie ból i radość. Ból, ponieważ tak długo musiał czekać, i radość, ponieważ w końcu doczekał się. Wszystko było takie inne. Gładkie i... ciepłe. Za każdym razem, kiedy o tym pomyślał, jego serce rozpoczynało taniec, głowa stawała się zadziwiająco lekka, a na usta wypływał uśmiech. Tak, jak teraz.