Severus poruszył się i wyciągnął spod szaty mieniący się, zwinięty kawałek materiału.
- Twoja peleryna. - Głos był opanowany, ale coś w nim zgrzytało. Jakby próbowało wydostać się z zatrzaskiwanej z uporem klatki.
Harry zamrugał. Jego peleryna niewidka. Wybiegł tak szybko, że zapomniał ją zabrać.
Przełknął ślinę i zrobił krok w stronę Snape'a. Skrzywił się, kiedy poczuł ból w kolanie, ale szedł dalej. Utykając, zbliżył się do mężczyzny i wyciągnął rękę, aby odebrać swoją własność. Ale wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewał.
Poczuł chłodne palce zaciskające się na jego nadgarstku i silne szarpnięcie. Został przyciągnięty do odzianego w czerń ciała, mocno opleciony ramionami i przyciśnięty do szorstkiej szaty, która drapała go trochę w twarz. Ale może to i lepiej. Przynajmniej to chociaż trochę złagodziło drapanie, które poczuł w gardle.
Ramiona Severusa były zadziwiająco ciepłe i takie... ciche. Ale to był zupełnie inny rodzaj ciszy. To nie była cisza, która jest jedynie brakiem słów albo niemożnością ich wypowiedzenia. To była cisza, w której nie trzeba nic mówić, aby zostać zrozumianym. Cisza, która w tej jednej chwili, w tym jednym miejscu rozbrzmiała głośniej niż tysiąc słów.
Równie dobrze mogło minąć kilka minut, jak i kilka godzin, kiedy Harry poczuł w końcu, że Severus się porusza. Nie chciał otwierać oczu. Nie chciał, by to minęło, by zniknęło ciepło, które go otulało. Czuł, że z każdą chwilą wracają mu siły, tak, jakby to Severus był jego siłą, jego życiem.
Oplatające go ramiona zniknęły. Harry mruknął przeciągle i powoli uniósł powieki, niechętnie powracając do rzeczywistości. Mężczyzna położył mu dłonie na ramionach i wbił palce w jego skórę. Tak, jakby próbował go odsunąć, ale nie potrafił się do tego zmusić.
- Jest już późno - powiedział nieco zachrypniętym głosem. - Powinieneś wracać.
- Uhm... - Harry skinął głową i poruszył się. Poczuł, że Snape go puszcza. Odsunął się i nie podnosząc wzroku, sięgnął po swoją pelerynę. Ale mężczyzna nie pozwolił mu na to. Złapał jego dłonie i odwrócił grzbietami do góry, odsłaniając poharatane, zdarte niemal do krwi kostki palców. Harry spojrzał w górę i zobaczył, że Severus marszczy brwi. Zrobiło mu się głupio. Chciał wyrwać ręce, ale mężczyzna nie pozwolił mu na to. Trzymał je w swych dłoniach i przyglądał im się. Całkowicie bez słowa.
- J-ja... - wydukał cicho Harry. Jego własny głos wydawał mu się cichy i odległy. - Przewróciłem się.
Wiedział, że Snape w to nie uwierzy, ale... co mógłby powiedzieć?
Proszę, nie zadawaj pytań. Proszę, proszę...
W końcu Severus puścił jego dłonie. Po prostu je puścił. I pomimo że nie powiedział ani słowa, Harry'emu nie podobał się wzrok, którym na niego patrzył. Zobaczył w jego oczach coś dziwnego... jakby pęknięcie.
Harry szybko złapał pelerynę i przycisnął ją do siebie, odwracając głowę. Czuł piekący wstyd.
- Pójdę już - wyszeptał. - Czekają na mnie... Ginny... - zawahał się i szybko poprawił. - Ron i Hermiona mogą zacząć mnie szukać.
Kątem oka dostrzegł, że Snape pokiwał nieznacznie głową.
Chłopak odwrócił się i podszedł do drzwi. Odetchnął głęboko i nacisnął klamkę. Zrobił krok na korytarz i niemal natychmiast się cofnął, kiedy zobaczył wyłaniającego się zza zakrętu korytarza Filcha i panią Norris. Zatrzasnął drzwi i oparł się o nie bokiem.
- Cholera, to Filch - zaklął pod nosem. - Jego kot potrafi mnie wyczuć nawet kiedy jestem w pelerynie niewidce.
I tak jakby na potwierdzenie tych słów, po drugiej stronie drzwi usłyszał zbliżające się i coraz głośniejsze miauczenie, a zaraz po nim zrzędliwy głos woźnego:
- Co tam wyczułaś, kochana?
Harry niemal podskoczył, kiedy tuż obok niego pojawił się Severus.
- Zostaw to mnie - powiedział cicho. Chłopak skinął głową i przesunął się w bok. Severus dotknął klamki, ale zatrzymał się, tak, jakby się zawahał. Spojrzał na Harry'ego i wtedy, kiedy byli tak blisko, w jego oczach pojawiło się coś... błysk... nie, taki... blask... nie, coś...
Nie zdołał tego sprecyzować, ponieważ Severus uniósł dłoń i łagodnie dotknął jego policzka, a wtedy wszystkie myśli rozsypały się. Wstrzymał oddech, poddając się tej delikatnej pieszczocie. Snape przez chwilę gładził kciukiem jego skórę, a Harry miał wrażenie, że za moment się roztopi. Dłoń Severusa była... ciepła, a palce ostrożne i tak zadziwiająco... czułe.
Zamknął oczy, bo zaczęło kręcić mu się w głowie, a nogi stały się trochę zbyt wiotkie, aby móc go utrzymać. Zapomniał, jak się oddycha, zapomniał, gdzie się znajduje, zapomniał całkowicie o wszystkim, co wydarzyło się wcześniej w komnacie. Żadne słowa nie potrafiłyby dokonać tego, czego dokonał ten jeden dotyk.
Severus przesunął dłoń i Harry poczuł, jak kciuk ostrożnie muska jego wargi. A później znika.
Powoli otworzył oczy. Dopiero teraz, kiedy powrócił do rzeczywistości, usłyszał natrętne miauczenie po drugiej stronie drzwi. Severus nie patrzył na niego. Wyciągnął tylko rękę i łagodnie, ale stanowczo przesunął go za siebie, po czym otworzył drzwi i zniknął za nimi.
- Och... To pan, panie profesorze... - Harry usłyszał zaskoczony głos Filcha. - Co pan tu ro...?
- Sprawdzałem łazienki. Na drugim piętrze uczniowie urządzili sobie pokaz rzucania łajnobombami do celu i całe pomieszczenie wyglądało jak po przejściu stada buhorożców, dlatego postanowiłem zobaczyć, czy jeszcze jakaś nie ucierpiała, skoro ty potrafisz tylko wałęsać się bez celu, zamiast utrzymywać porządek - powiedział ostro Snape.
- J-ja... sprawdzałem je i wszy... - wydukał Filch.
- Wystarczy. Jeżeli nie weźmiesz się do roboty i nie zaczniesz dokładniej kontrolować tych gówniarzy, to w końcu stracę cierpliwość i szepnę kilka słów dyrektorowi o tym, że najwyraźniej nie potrafisz wywiązywać się ze swoich obowiązków.
- Nie ma potrzeby, panie profesorze - odparł Filch przestraszonym głosem. Oparty plecami o drzwi Harry uśmiechnął się do siebie, ale szybko zmarszczył brwi, kiedy usłyszał drapanie i głośne miauczenie pani Norris. - Już idę, idę... Chodź, kochana. - W korytarzu rozległo się szuranie stóp woźnego, który zaczął się oddalać, mamrocząc coś pod nosem. Ale miauczenie nie milkło. Wyglądało na to, że pani Norris nie da tak łatwo za wygraną.
W pewnej chwili Harry niemal podskoczył, kiedy usłyszał trzask i przeraźliwy skowyt kotki, a po chwili oddalające się szybko prychanie.
Odczekał jeszcze chwilę, nasłuchując, a kiedy upewnił się, że woźny nie wraca, zarzucił na siebie pelerynę i ostrożnie otworzył drzwi. Snape stał na środku korytarza i patrzył dokładnie w to miejsce, w którym powinien znajdować się Harry. Tak jakby chciał się upewnić, że dotrze do dormitorium już bez żadnych przeszkód. Chłopak nie chciał ryzykować, zdejmując pelerynę. Przecież Filch mógł w każdej chwili wrócić.
Podszedł do Snape'a i ostrożnie dotknął jego dłoni, chcąc mu podziękować. Za wszystko. Kiedy musnął szorstką skórę chłodnych palców, mężczyzna wciągnął szybko powietrze a na jego ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech.
Harry wiedział, że im dłużej będzie to trwało, tym trudniej będzie mu przerwać i wrócić do Pokoju Wspólnego. Dlatego zamknął oczy i ruszył przed siebie, obiecując sobie, że ani razu się nie obejrzy. Usłyszał długie, oddalające się kroki.
Wtedy przed nimi uciekał. A teraz... teraz z trudem powstrzymywał się, aby za nimi nie pobiec.
Czasami jedna osoba potrafi wszystko zniszczyć. Albo odbudować.
* "Breathe into me" by Red