Odwrócił głowę ponownie i zamknął oczy, czując, że uścisk Snape'a rozluźnia się. Severus zabrał rękę z jego klatki piersiowej, ale mocniej ścisnął go w pasie i pokierował ich obu w dół, z powrotem na pościel. Położył Harry'ego na boku, a sam ułożył się za nim, opierając się na łokciu i przyciągając go jeszcze bliżej, a następnie uniósł jego nogę i ponownie w niego wszedł.
Harry wydał z siebie głośne westchnienie i pozwolił, aby jego głowa opadła na łóżko. Severus ponownie oplótł go ramieniem i przez umysł Harry'ego przebiegła błyskawiczna myśl, że to chyba nie jest przypadek, że dłoń Severusa spoczęła na jego klatce piersiowej, dokładnie w miejscu, gdzie biło serce. Była chłodna i była na nim, czuł ją na swojej skórze i także zapragnął ją poczuć. Nie potrafił się powstrzymać. Uniósł rękę i położył ją na smukłej dłoni. Otworzyła się pod jego dotykiem. Owinął wokół niej palce, ściskając ją z niemal miażdżącą siłą i przyciągając pod swoją brodę, aby mięć ją jak najbliżej siebie.
Odwrócił głowę i spojrzał na twarz Severusa, oddaloną od własnej jedynie o kilka centymetrów. I podczas każdego pchnięcia musiał zmuszać swoje oczy do tego, aby pozostały otwarte, ponieważ widok tej spoconej, zarumienionej twarzy tuż nad sobą był prawdopodobnie najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zobaczył. Nawet pomimo zawrotów głowy i zaparowanych okularów, dostrzegał na niej zmarszczki przyjemności. Widział zlepione ze sobą, opadające na czoło i policzki włosy. Widział płonące jak w gorączce oczy, które sunęły po jego ciele, naprzemiennie przypatrując się jego twarzy albo wędrując niżej. I wyglądało na to, że najbardziej przyciąga je widok penisa, który wsuwał się powoli w jego wejście. Wsuwał się i wysuwał. Wsuwał i wysuwał.
Tym razem Severus wchodził w niego wolniej. I głębiej. Lecz i tak każde pchnięcie doprowadzało Harry'ego niemal do utraty zmysłów. Ale Snape wydawał się to lubić. Wydawał się lubić to, jak wysuwał się z Harry'ego niemal do końca, pozostawiając w nim jedynie samą główkę, a później zanurzał się z powrotem, całą swoją długością, aż po same jądra, czując, jak jego pulsujący penis przeciska się przez ciasny otwór.
I Harry także to lubił. A szczególnie lubił moment, kiedy wilgotny, rozgrzany czubek wypełniającego go penisa uderzał w ten wrażliwy punkt w jego wnętrzu, posyłając jego zmysły aż pod sufit. I pragnął jeszcze więcej. Pragnął jeszcze większej bliskości.
Uniósł głowę i wpił się ustami w szyję mężczyzny. Usłyszał jak Severus wydaje z siebie jęk. Zaczął ssać skrawek skóry, czując w nozdrzach przyprawiający o zawroty głowy zapach mężczyzny: zioła, imbir, piżmo, pot i coś ostrego, drażniącego... jakby pożądanie. Wszystko wymieszane ze sobą i uderzające wprost w najgłębsze zmysły i instynkty. Harry czuł, że się trzęsie, czuł, jak płomienie w jego podbrzuszu ogarniają całe wnętrze, jak rozgrzewają każdy fragment ciała. Zaczął jęczeć w szyję Severusa, nie potrafiąc oderwać od niego ust. Smakował pot i pełzające pod skórą drżenie. I sądząc po zachrypniętych, coraz głośniejszych pojękiwaniach mężczyzny, on także był już na samym skraju.
I w końcu jęknął i szarpnął głową, odrywając się od warg Harry'ego, jakby to było dla niego zbyt wiele. Harry poczuł lekkie uderzenie w skroń. Syknął i zacisnął powieki, czując niewielki ból. Severus szarpnął się zbyt gwałtownie i trącił go brodą. Ale to się teraz nie liczyło. Ważne było tylko to gorąco, które rosło w nim, wypełniało go...
Nagle Harry poczuł na swojej skroni delikatny dotyk ciepłych warg. Dokładnie w tym miejscu, w którym został uderzony. Otworzył oczy, a jego serce, z niemal szaleńczego tempa, podskoczyło i zatrzymało się w miejscu.
Severus pocałował jego twarz. Pocałował jego skroń. Pocałował zranione miejsce. Nie, to było zbyt... nieprawdopodobne! To nigdy nie mogłoby się przydarzyć, to absolutnie i niezaprzeczalnie... cudowne.
Snape oderwał wargi, przyglądając mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jakby sprawdzał, czy wszystko z nim w porządku. A Harry wiedział, że będzie potrzebował sporej ilości czasu, by przypomnieć sobie, jak się oddycha.
Jego serce ruszyło ponownie, od razu przybierając zawrotny rytm.. Tak samo, jak pchnięcia Snape'a, który przyspieszył nagle, przymykając oczy z przyjemności, kiedy zanurzał się w nim. Po ciele Harry'ego spływały krople potu, włosy przylepiły mu się do czoła, a żar w jego wnętrzu osiągnął stan alarmowy i wszystko w nim zaczęło wrzeć. Zacisnął powieki, czując, że ogień wkradł się nawet pod nie. Słyszał nad sobą ciężkie, urywane sapanie i gorący oddech owiewający mu twarz i wiedział, że obaj są już na samej granicy. Że już, już prawie... Jeszcze tylko jedno pchnięcie, jedno uderzenie, jeden wybuch...
I Harry poczuł, jak jego pulsująca erekcja eksploduje przyjemnością graniczącą z szaleństwem, pokrywając czarną pościel białymi strugami spermy. Ale on nie mógł tego zobaczyć, ponieważ widział jedynie ogień. Ogień, który pochłonął całe jego ciało i każdy fragment duszy. Wygiął się w stronę Severusa, a jego mięśnie napięły się tak bardzo, iż zaczęły strzelać bolesnymi ukłuciami, jak gdyby płynął przez nie prąd. Miał wrażenie, jakby wszystko w nim pulsowało. Żyły, mięśnie, powieki, palce, rozlewająca się w podbrzuszu rozkosz. Ścisnął konwulsyjnie dłoń Severusa, jakby to była jedyna realna rzecz na tym świecie. Jedyna rzecz, która utrzymywała go na powierzchni. To i ten rozgrzany penis, wciąż uderzający w jego prostatę, posyłający w dogorywające ciało kolejne fale rozkoszy.
Doznanie było tak intensywne, iż kiedy ostatnia fala ustąpiła i Harry w końcu opadł na materac, mając wrażenie, że każdy nerw w jego ciele spłonął, a mięśnie roztopiły się, odkrył, że chyba zdarł sobie od krzyku gardło.
Z trudem otworzył oczy i w polu jego zamglonego, rozmytego spojrzenia pojawiła się twarz Severusa. Severusa, który przypatrywał mu się niczym sokół, jakby chciał dokładnie spić każdą emocję z jego twarzy. I przyspieszył jeszcze bardziej, jakby nie mógł się już doczekać dotarcia do finału. Jakby od tego, by jak najszybciej do niego dotrzeć, zależało jego życie.
Harry widział wysiłek na tym zmarszczonym w wyrazie determinacji obliczu, widział płonący w oczach głód, który nasyciwszy się widokiem zarumienionego, spełnionego Harry'ego, rozgorzał jeszcze bardziej, jakby to go jedynie podsyciło. I pędził teraz do celu, coraz szybciej i szybciej, uderzając biodrami w nagie pośladki i nie odrywając spojrzenia od przypatrujących mu się zielonych, zamglonych oczu.
I wtedy Harry to zobaczył. Tuż przed tym, zanim na czarne oczy opadły powieki, zatrzaskując je w świecie przyjemności. Zobaczył rozbłysk. Jasny, ciepły rozbłysk, jakby to światło, które wtedy w nim widział, wreszcie przebiło się przez mrok. Jedynie na krótką chwilę, ale to wystarczyło, aby jego serce opadło niemal do żołądka. I w tym jednym momencie poczuł się najszczęśliwszą osobą na świecie. Ponieważ tylko on mógł widzieć, jak ta surowa twarz łagodnieje, zmarszczki wygładzają się, a wargi wykrzywiają w coś na kształt uśmiechu, obnażając zaciśnięte zęby, pomiędzy którymi przedziera się niski, zachrypnięty pomruk spełnienia. I tylko on mógł czuć to gorąco, kiedy sperma z pulsującej w nim erekcji rozlewa się w jego wnętrzu, wypełniając go ciepłem i radością. I tylko on mógł czuć ten silny uścisk na swojej dłoni, kiedy Severus dochodził w nim, odrzuciwszy głowę do tyłu. I miał wrażenie, że jeszcze trochę, a jego palce zostaną zmiażdżone, ale nie przeszkadzało mu to. Ponieważ tylko on mógł to poczuć. Tylko on mógł to oglądać. Tylko on mógł tego doświadczyć. Tylko on mógł dać to Severusowi. I to było najcudowniejsze uczucie pod słońcem.