Pomimo tej sprzeczki, nie mógł zapomnieć o tym, co Severus mu dzisiaj dał. A to było znacznie ważniejsze, niż jakiekolwiek głupie wyrzuty. Severus był Severusem. Zawsze potrafił mieć pretensje o wszystko i Harry doskonale o tym wiedział. Ale teraz był tutaj. Z nim. Pozwolił mu tu zostać. Nie, kazał mu zostać, a to było krzepiące. Może jednak chciał, aby tu był. Mógł go przecież wyrzucić. Nie zrobił tego.
I był na wyciągnięcie ręki. Może mógłby spróbować... spróbować choć trochę się do niego przytulić? Wystarczyło tylko odrobinę się przesunąć... o tak.
Harry zmienił nieco pozycję, przybliżając się do Snape'a. Chciał jego bliskości. Bał się po nią sięgnąć, ale po tym, co przeżył we śnie, ten strach wydawał mu się teraz dziecinny.
Zamarł, słysząc, że mężczyzna także się porusza i odsuwa od niego na bezpieczną odległość.
Harry westchnął ciężko i powrócił na swoje miejsce. Wyglądało na to, że dotarł do kolejnej granicy. I będzie musiał znowu czekać na to, aż Severus pozwoli mu ją przekroczyć. Ale nie miał wątpliwości, że tak się stanie. Choć jeszcze nie teraz.
Nie oznaczało to jednak, że nie może posunąć się do przodu chociaż odrobinę. Chciał tego. Potrzebował.
Wstrzymał oddech i przesunął w ciemności rękę, w poszukiwaniu...
Tak, znalazł!
Zacisnął palce na dłoni Snape'a i czekał, co się wydarzy.
W porządku, nie wyrwał jej. Było dobrze.
Ostrożnie przewrócił się na bok i przesunął ręce wzdłuż przedramienia mężczyzny, zatrzymując je na ramieniu. Materiał koszuli Severusa był aksamitnie gładki, tak inny od jego szorstkich szat. Ignorując przyspieszone bicie serca, Harry bardzo powoli przysunął się bliżej i przytulił się do szczupłego ramienia, oplatając je rękami.
Tak, to było to. Czuł Severusa pod palcami. Czuł jego zapach. To wystarczyło.
Wtulił twarz w gładki materiał i podciągnął nogi, zwijając się w kłębek i wzdychając z ulgą.
Tak, mógł już zasnąć. Nie będą mu straszne żadne koszmary. Ponieważ teraz naprawdę czuł... jedność.
I pomyślał, sądząc po chwilowym wstrzymaniu oddechu Severusa, że on poczuł ją także.
* "Everything" by Lifehouse
--- rozdział 37 ---
37. Thinking of you
I don't wanna live
I don't wanna breathe
Unless I feel you next to me
I don't wanna sleep
I don't wanna dream
'cause my dreams don't comfort me
The way you make me feel
Waking up to you never felt so real*
- Potter!
Harry mruknął przez sen i przekręcił głowę, mocniej wciskając twarz w poduszkę w poszukiwaniu tej ciepłej miękkości, która tak cudownie go otulała. Nie chciał jeszcze wstawać. Przecież miał wolne. Nikt nie powinien przychodzić tutaj i...
- Potter, jeżeli zaraz nie wstaniesz, to zwlokę cię z łóżka siłą i nie będzie to dla ciebie miłe.
To brzmiało jak Snape.
Chwila. Co Snape robił w jego dormitorium?
Harry otworzył jedno zaspane oko i natychmiast je zmrużył, gdyż nawet mdłe światło płonących świec było dla niego zbyt ostre i wdarło się do jego umysłu, przecinając go niczym nóż.
W rozmazanej mgle roztaczającej mu się przed oczami dostrzegł jakąś ciemną sylwetkę. Otworzył drugie oko, ale to niewiele pomogło.
- Skoro już łaskawie się obudziłeś, to może doprowadziłbyś się do porządku? Za pół godziny musimy znaleźć się w Wielkiej Sali.
Co?
Harry podniósł głowę, czując się tak, jakby ktoś walnął go w nią czymś ciężkim.
Zaraz... Trzeba przeanalizować fakty.
Wczoraj był u Snape'a. Piep... Nie. Kochali się. Tak.
A później... później...
O cholera!
Zerwał się do pozycji siedzącej i jęknął, czując nagłe, bolesne ukłucie w tyłku i protesty nadwyrężonych mięśni.
A później Severus pozwolił mu zostać tutaj na noc!
Harry rozejrzał się i dostrzegł na stoliku plamę w kształcie swoich okularów. Sięgnął po nie, założył je na nos i spojrzał na Sever...
Nagle doznał dziwnego wrażenia, jakby jego serce i żołądek zamieniły się miejscami, a oczy próbowały wyjść z orbit.
Przed nim stał Snape. Tak, to z pewnością był Snape. Nikt inny.
Ale nie miał na sobie swoich czarnych, szeleszczących przy każdym ruchu szat, zakrywających dokładnie każdy skrawek ciała. O nie.
Wzrok Harry'ego przesuwał się w górę i z każdym centymetrem coraz bardziej nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Snape stał boso na niewielkim czarno-zielonym dywanie, rozciągniętym na kamiennej posadzce. Miał na sobie długie, luźne, czarne spodnie i równie ciemną, aksamitną koszulę z długimi rękawami, która miękko układała się wokół ramion i ciała. Rozpiętą na piersi.
Harry wiedział, że się gapi, ale nie potrafił przestać. I wiedział, że gapi się z otwartymi ustami, ale co mógł na to poradzić? Jasna skóra wyłaniająca się spod czarnego materiału kontrastowała z nim i sprawiała, że Harry czuł nieodpartą potrzebę dotknięcia jej i sprawdzenia, czy aby na pewno jest prawdziwa. I zostawienia na niej swojego śladu. Bardzo wyraźnego śladu.
- Jak widzisz, Potter, jeszcze żyję - odezwał się w końcu Severus, przerywając Harry'emu pełną zachwytu kontemplację. - Więc możesz już przestać tak się we mnie wpatrywać.
Harry zamknął usta i przełknął ślinę. I nie zwracając uwagi na słowa mężczyzny, wstał i niczym lunatyk ruszył w jego stronę, całkowicie ignorując bolesne protesty mięśni nóg. Nie potrafił oderwać wzroku od tego jasnego torsu. I od ciemnego pasma włosów ciągnącego się od pępka w dół i ginącego pod materiałem luźnych spodni.
Musiał go dotknąć. Musiał go naznaczyć.
Złapał za poły czarnej koszuli i przylgnął do wysokiego ciała, wpijając się ustami w chłodną skórę na piersi Severusa. W nozdrza wdarł mu się zapach mężczyzny, a w uszy wciągane przez niego ze świstem powietrze. Harry uśmiechnął się w duchu i zaczął całować gładką skórę, mrucząc w nią z zadowoleniem.
Trwało to jednak tylko maleńką chwilę, a Harry zdążył złożyć na piersi Snape'a zaledwie kilka wygłodniałych pocałunków, kiedy poczuł silne dłonie zaciskające się na jego ramionach i odsuwające go gwałtownie.
- Wydawało mi się, że kazałem ci coś zrobić! - powiedział ostro mężczyzna.
Harry zamrugał, nieco zdezorientowany i spojrzał w górę. Severus nie miał chyba najlepszego humoru. Może był zły, że Harry został u niego na noc? Albo po prostu się nie wyspał i teraz postanowił odegrać się na nim za nieprzespaną noc. Tak, to było bardzo prawdopodobne. I bardzo "snape'owate".
- Dobrze, już idę. Chciałem po prostu się przywitać - odparł z westchnieniem i już chciał się odwrócić, gdy jego wzrok przyciągnęła ciemna, czerwono-brązowa plama znajdująca się na szyi Severusa.
To zdecydowanie poprawiło mu nastrój.
- Severusie... wydaje mi się, że coś cię w nocy ugryzło - wyszczerzył się, odsuwając się od mężczyzny i ruszając tyłem w stronę łazienki.
Snape nie wydawał się zaskoczony.
- W takim razie ty musiałeś spać w gnieździe gnomów - odparł, unosząc brew i spoglądając znacząco na górną część ciała Harry'ego.
Chłopak spojrzał w dół i rozszerzył oczy. Całą jego pierś pokrywały małe, ciemne plamki. Niektóre wyraźniejsze, inne mniej, ale było ich tyle, że nie dało się zliczyć. Spojrzał ponownie na Snape'a, na którego ustach pojawił się nikły, złośliwy uśmieszek.
- W zasadzie to nawet mi się podobają - odparł Harry, uśmiechając się. - Może je sobie zatrzymam... - I nie czekając na odpowiedź, złapał swoje ubrania z krzesła i zniknął za drzwiami.