Zawiesił ubrania na wieszaku przy drzwiach, po czym podszedł do lustra i spojrzał na swoje odbicie. Nie tylko jego pierś była pokryta plamami. Szyja wyglądała znacznie gorzej. A tuż nad skronią widniał niewielki siniak.
Wyglądał tak, jakby ledwie uszedł z życiem z jakiejś bijatyki, ale czuł w sobie taką radość, iż z trudem powstrzymywał się, by nie szczerzyć się przez cały czas. Miał nadzieję, że Severus pozwoli mu zatrzymać przynajmniej część tych śladów. W końcu to były jego ślady. Oznaczyły miejsca, w których usta Severusa pieściły jego ciało.
Harry dotknął jednej z ciemnych plam na szyi z takim uczuciem, jakby to był skarb. Nie musiał zamykać oczu, aby dokładnie wyobrazić sobie te wąskie usta przywierające do jego skóry i ssące ją z taką zachłannością, jakby chciały pochłonąć go całego. A to posłało przyjemny dreszcz wzdłuż jego ciała, aż do podbrzusza.
Odetchnął głęboko i odwrócił się od lustra, obejmując wzrokiem łazienkę. Była prosta i jasna, w zasadzie nie różniła się znacznie od łazienek w dormitoriach, poza tym, że wszystko, co się tutaj znajdowało, było przeznaczone tylko dla jednej osoby. Zamiast wanny, którą Harry spodziewał się ujrzeć, był jedynie prysznic. No tak, jakoś nie potrafił sobie wyobrazić Severusa wylegującego się w wannie pełnej bąbelków i otoczonego zapachowymi świecami. Nie, on należał raczej do osób, które preferują szybki, praktyczny prysznic.
I wtedy coś w jego umyśle otworzyło się i Harry przypomniał sobie odgłos płynącej wody, który słyszał wczorajszego wieczoru. I nic nie potrafił poradzić na to, że przed jego oczami pojawił się obraz Severusa. Nagiego Severusa, po którego jasnej skórze spływają strumienie wody.
O nie! Dosyć! Nie będzie stał tutaj i wyobrażał sobie Snape'a podczas kąpieli, bo jego penis zaczął już przejawiać nadzwyczajne zainteresowanie, a Severus kazał mu się przecież pospieszyć.
Zamknął oczy i potrząsnął głową, próbując pozbyć się tego obrazu ze swojej głowy, po czym zdjął slipy i okulary, odłożył je na jedną z półek, wszedł do kabiny i odkręcił zimną wodę.
O tak, nic tak nie potrafiło ostudzić jak lodowata woda. Szczękając zębami, odkręcił ciepłą i spojrzał na półkę zapełnioną różnego rodzaju buteleczkami. Jego oczy wyłowiły szampon z pokrzywy i korzenia lubczyka, z dodatkiem cynamonu i imbiru, jak udało mu się z pewnymi trudnościami odczytać na butelce. Zdjął go z półki i nalał sobie na dłoń, po czym przybliżył ją do nosa i powąchał.
Zakręciło mu się w głowie. Zapach Severusa. Był dokładnie taki sam, jak ten, który zawsze na nim czuł. A teraz będzie mógł pachnieć identycznie!
Poczuł mimowolny dreszcz. Z namaszczeniem zaczął namydlać włosy, rozkoszując się spowijającą go wonią. Jego serce biło trochę zbyt szybko, ale nie potrafił go uspokoić. Jak to możliwe, że nawet głupi aromat potrafił doprowadzić go do takiego stanu?
Ponieważ to była część Severusa. Na nim. Kolejny ślad.
Spłukał włosy i odnalazł mydło. Uśmiechnął się, kiedy poczuł dokładnie ten sam zapach. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak ważny był dla niego ten zmysł. Zawsze był raczej dodatkiem do reszty. Dodatkiem do widzenia, słyszenia, smakowania i odczuwania dotyku Severusa. A teraz miał tylko woń. I to wystarczało, aby mógł czuć jego obecność z taką intensywnością, jakby mężczyzna stał tuż obok, a Harry wtulał się w niego. Czy Severus odczuwał jego aromat w taki sam sposób? Czy także nie potrafił powstrzymać się przed zamykaniem oczu i wdychaniem go, kiedy Harry nie patrzył?
Dokładnie, chociaż z żalem, spłukał z siebie mydło i wyszedł z kabiny, po czym rozejrzał się w poszukiwaniu ręczników. Nie było trudno je dostrzec. Zielonosrebrne z godłem Slytherinu. Wisiały w równym rzędzie tuż pod półką, na której zostawił okulary. Wziął jeden i kiedy się wycierał, nie potrafił przestać myśleć o tym, że to jest ręcznik Severusa i że on także go używa. To było... dziwne i niesamowite.
Założył slipy i okulary i podszedł do umywalki. Rozejrzał się po półkach w poszukiwaniu czegoś do zębów. Wziął pastę (ziołową!) i nałożył sobie trochę na palec.
Cholera, następnym razem będzie musiał zabrać ze sobą szczoteczkę.
Kiedy uświadomił sobie, co właśnie pomyślał, zamarł z dłonią w połowie drogi do ust.
Następnym razem? Ale czy będzie następny raz? Czy Severus pozwoli mu jeszcze kiedyś tu zanocować po tym, co Harry mu zgotował? Czy w ogóle będzie miał ochotę, aby Harry jeszcze kiedykolwiek został u niego na noc? Może to była tylko jednorazowa sprawa i teraz...
Zacisnął powieki, oddychając głęboko.
Nie, nie będzie teraz o tym myślał. Nie będzie się nad tym zastanawiał. Zaczeka na to, co się wydarzy. A jak nie będzie chciało się wydarzyć, to on już znajdzie sposób, aby tak się stało. Tak, dokładnie tak. A teraz musi się pospieszyć, ponieważ nie ma ochoty na to, żeby Snape znowu na niego wrzeszczał.
Wyszorował zęby palcem tak dokładnie, jak potrafił, wypłukał usta i podszedł do swoich ubrań. Wyciągnął różdżkę z kieszeni spodni i rzucił na swoje włosy zaklęcie suszące, po czym, stękając trochę i zaciskając zęby, założył na siebie spodnie i koszulę.
Naprawdę wszystko go bolało. I to potwornie.
Kiedy wyszedł z łazienki, Snape siedział w fotelu naprzeciw łóżka i najwyraźniej czekał na niego.
- Nie wiedziałem, że coś tak trywialnego, jak poranna toaleta, może ci zająć połowę dnia.
- Po prostu trochę tylko podziwiałem... - zaczął Harry i zaciął się. Jak zwykle rozpędzał się na początku zdania, żeby w połowie zorientować się, że to, co chce powiedzieć, jest idiotyczne (no bo przecież nie może się przyznać, że podziwiał jego łazienkę) i sięgał po coś, co jako pierwsze przychodziło mu do głowy, ale to nie oznaczało, że było mniej idiotyczne: - ...widoki - dokończył i skrzywił się.
Snape uniósł jedną brew.
- Widoki? W mojej łazience? Czy chcesz mi powiedzieć, Potter, że podziwiałeś mój sedes?
- Nie, tylko ten, no... umm... - mamrotał Harry, czując kompletną pustkę w głowie, wyżartą przez płonące zawstydzenie.
- Ach, oczywiście, teraz, kiedy wyjaśniłeś mi to tym rozbudowanym zdaniem, wszystko już rozumiem. Naprawdę, Potter, czasami jestem wręcz zafascynowany twoją elokwencją.
Harry patrzył w wykrzywioną złośliwym uśmieszkiem twarz mężczyzny i czuł, że z każdą chwilą robi z siebie coraz większego idiotę. I że musi to przerwać. Za wszelką cenę!
- W łóżku ci to nie przeszkadza - odparł zuchwale, spoglądając mężczyźnie prosto w oczy. Błysk, który w nich dostrzegł i lekkie uniesienie brwi wyraźnie powiedziało mu, że Snape jest zaskoczony.
- Czy próbuje się pan ze mną drażnić, panie Potter? - zapytał spokojnie mężczyzna.
- Nie, odpowiadam po prostu w impertynencki sposób na twoje kąśliwe uwagi. Jeżeli nie masz nic przeciwko - odpowiedział Harry, z trudem panując nad próbującym wypłynąć mu na usta uśmiechem. Odwrócił się i sięgnął po leżące na krześle buty i skarpetki.
- Zdajesz sobie jednak sprawę z tego, że te kąśliwe uwagi bardzo szybko mogą zamienić się w coś znacznie perfidniejszego? - zapytał cicho Severus, a Harry usłyszał w jego głosie wymieszaną z rozbawieniem groźbę.
Teraz nie potrafił się już opanować. Wyszczerzył się i usiadł na łóżku.
- Tak, doskonale zdaj... ała! - jęknął, czując kłujący ból w tyłku. - Naprawdę nie wiem, jak ja będę dzisiaj chodził... - mruknął, zaciskając zęby i próbując założyć skarpetkę.
- Czy to był komplement? - zapytał gładko Severus.
To przepełniło czarę i Harry parsknął śmiechem. Położył się na plecach i śmiał się i śmiał tak długo, dopóki nie zabrakło mu tchu. Czuł, jak rozsadzająca go radość wypływa z niego przez gardło i nie potrafił jej zatamować. Było jej zbyt wiele.