- Jeżeli już skończyłeś, to byłbym wdzięczny, gdybyś wrócił do siebie i pozwolił mi się przyszykować - usłyszał głos Severusa. Wyczuł w nim rozbawienie. Skrzętnie ukrywane, ale Harry doskonale potrafił je rozpoznać i wyłuskać.
Podniósł się i odetchnął głęboko, próbując się uspokoić. Schylił się i szybko założył drugą skarpetkę i buty. Wyprostował się i spojrzał na przyglądającego mu się uważnie Severusa.
I to było to. Już po wszystkim. Musiał iść.
I nie było dla niego zaskoczeniem, że wcale nie chciał tego robić. Że wolałby tu zostać i nigdy stąd nie odchodzić.
Lepiej zrobić to szybko, ponieważ im dłużej tak stał i wpatrywał się w tę ciemną, wysoką sylwetkę i te czarne, obserwujące go oczy, tym trudniej było mu się poruszyć, a jego serce zdawało się drżeć, dając mu sygnały, że jeżeli on się poruszy, to ono tu zostanie.
Przemierzył w kilku krokach dzielącą ich przestrzeń i objął Severusa ramionami, przyciskając policzek do jego klatki piersiowej.
- Dziękuję. Za wszystko - powiedział cicho.
Ale mężczyzna nie odwzajemnił uścisku. Harry mógł jedynie wsłuchiwać się w jego spokojnie bijące serce i czuć na twarzy dotyk gładkiej skóry. Chciał otrzeć się o nią policzkiem, ale Severus poruszył się i zaciskając palce na jego ramieniu, uwolnił się z jego uścisku i odsunął go od siebie.
Harry spojrzał z zaskoczeniem na wycelowaną w swoją twarz różdżkę. I nie wiedział dlaczego, ale poczuł nagłe, błyskawiczne ukłucie strachu.
- Chyba nie zamierzasz pokazać się tak dyrektorowi i pozostałym nauczycielom? - zapytał Severus, wypowiadając nieznane Harry'emu zaklęcie. Chłodny prąd magii musnął jego skórę.
Fala zrozumienia zalała mu umysł i Harry uśmiechnął się mimowolnie, czując dziwną ulgę, której wiedział, że nie powinien czuć.
- Znacznie lepiej - powiedział mężczyzna, chowając różdżkę do kieszeni spodni. - Usunąłem tylko te najbardziej widoczne. Szkoda marnować mocy na pozostałe, skoro i tak niedługo pojawią się obok nich nowe. - Na usta Severusa wypłynął mroczny uśmiech i Harry poczuł uścisk w żołądku.
- Kiedy się znowu zobaczymy? - Harry sam był zaskoczony pytaniem, które wypłynęło z jego ust. Ale musiał się dowiedzieć!
- Dzisiaj na pewno nie - odparł mężczyzna, odsuwając się i odwracając w stronę łazienki. - Mam kilka spraw do załatwienia. Muszę omówić z dyrektorem niecierpiącą zwłoki sprawę pewnej niekompetentnej nauczycielki. - W jego głosie zabrzmiała nuta złośliwości i Harry mimowolnie wzdrygnął się. No tak, wiedział, że Snape o tym nie zapomni... - Dam ci znać, kiedy będę wolny. Mam nadzieję, że trafisz do drzwi?
No cóż, to ewidentnie zabrzmiało jak "do widzenia, możesz już iść, nie mam ci nic więcej do powiedzenia". Harry pokiwał głową i opuścił sypialnię. Zabrał z salonu swoją pelerynę i po raz ostatni spojrzał na małą, kolorową choinkę stojącą na stoliku. Uśmiechnął się i wyszedł.
Kiedy dotarł już do swojego dormitorium, o mało nie wpadając po drodze na Filcha, przebrał się szybko i zszedł do Wielkiej Sali na śniadanie. Snape siedział już przy stole nauczycielskim, tak samo jak reszta kadry i część uczniów. Harry bardzo chciał usiąść naprzeciw niego, ale stwierdził, że to byłoby zbyt podejrzane, gdyby mając do dyspozycji tyle miejsc, wybrał właśnie to znajdujące się naprzeciwko znienawidzonego przez siebie Mistrza Eliksirów. Usiadł więc kilka miejsc dalej, mając po drugiej stronie stołu Hagrida. Przywitał się z nim i dał się wciągnąć w dyskusję na temat niedawno odkrytej bocznej gałęzi linii smoków kornwalijskich. Wszyscy prowadzili ciche rozmowy, ponieważ wciąż czekali na resztę uczniów. Luna usiadła obok Harry'ego i obdarzyła go jeszcze bardziej promiennym uśmiechem, niż poprzedniego dnia. Wyglądało na to, że wszystko jej się układa. Harry uśmiechnął się w duchu. Cóż, jeżeli ma być szczery, to jemu także.
Tym razem dyrektor nie wygłaszał żadnej przemowy, dzięki czemu szybciej mogli zabrać się za jedzenie. Harry kątem oka obserwował Severusa, który zdawał się celowo unikać jego wzroku. Cóż, najwyraźniej po tym, co Harry wyprawiał wczoraj pod stołem, chciał ograniczyć ich kontakt do minimum. Pod koniec posiłku zobaczył, jak Severus pochyla się do dyrektora i szepcze mu coś do ucha. Ogarnęły go złe przeczucia. Przestał jeść i obserwował, jak profesor Dumbledore marszczy brwi i spogląda na Severusa, a następnie na siedzącą kilka miejsc dalej Tonks. Po chwili dyrektor skinął głową i powrócił do posiłku. Harry spojrzał w swój talerz. Nagle zaczął mieć nieprzyjemne wyrzuty sumienia. Gdyby wtedy nie poszedł do Snape'a, prawdopodobnie mężczyzna w ogóle nie dowiedziałby się o niefortunnym zakończeniu imprezy w Hogsmeade. I teraz Tonks będzie miała kłopoty. Wiedział, że Snape jej tego nie daruje.
Cholera!
Kiedy śniadanie dobiegło końca, dyrektor podszedł do Tonks i szepnął jej coś na ucho, po czym razem z nią i ze Snape'em opuścił Wielką Salę.
Luna spojrzała na niego pytająco. Harry wzruszył ramionami, udając, że nie wie, o co chodzi i czując się jak skończony drań. Zjadł resztę tego, co miał na talerzu i szybko wyśliznął się z Wielkiej Sali, wracając do swojego dormitorium i unikając rozmowy z kimkolwiek, a w szczególności z Luną.
Położył się na łóżku i westchnął. Co miał teraz do roboty? Poza spędzaniem czasu ze Snape'em nie miał na te wolne dni żadnych planów. Powinien odwiedzić Hagrida, obiecał mu wczoraj, że do niego zajrzy, ale w tej chwili jakoś nie bardzo...
Podskoczył wystraszony, kiedy usłyszał stukanie w okno. Na parapecie siedział Fawkes. Harry zamrugał, zaskoczony i podszedł do okna, aby je otworzyć. Feniks trzymał w dziobie niewielką karteczkę. Wręczył ją Harry'emu, rozpostarł swe wspaniałe, iskrzące w słońcu skrzydła i odleciał.
Harry wrócił do łóżka, czując nieprzyjemne napięcie w żołądku i otworzył liścik.
Harry, chciałbym cię prosić, abyś natychmiast przyszedł do mojego gabinetu. To bardzo ważne.
Albus Dumbledore
Przełknął ślinę.
No to ma kłopoty...
***
Harry wyszedł z gabinetu dyrektora, czując się tak, jakby właśnie przed chwilą stoczył walkę z całym zastępem Śmierciożerców. Dopiero kiedy znalazł się na dole, przestał słyszeć dobiegające z pomieszczenia krzyki.
Wciąż czuł na sobie wzrok Severusa i Tonks, kiedy profesor Dumbledore kazał mu opowiedzieć swoją wersję wydarzeń z imprezy i powrotu do Hogwartu. Wciąż pamiętał to wrażenie rozdarcia pomiędzy lojalnością do Snape'a a sympatią dla Tonks. To było paskudne uczucie, stać tam i nie potrafić wydusić z siebie słowa, ponieważ cokolwiek by nie powiedział, to i tak pogrążyłby Nimfadorę, a Severus wbijał w niego spojrzenie mówiące "jeżeli tylko spróbujesz jej bronić, to będziesz miał poważne kłopoty!".
Co miał, do cholery, zrobić?
Wymamrotał w końcu, że sam niewiele pamięta, że na imprezie pojawił się alkohol i że wszyscy go pili, ale Tonks chyba o tym nie wiedziała. Pod wpływem płonącego spojrzenia na karku dodał, że możliwe, iż wiedziała, ale nie spodziewała się, że wszyscy się tak pospijają i że oni nie chcieli wpakować jej w kłopoty. A wracając ze wszystkimi, to już naprawdę niewiele pamiętał i to prawda, co powiedział profesor Snape, że Harry zasnął na korytarzu i profesor go obudził i pomógł mu dotrzeć do dormitorium.
Chyba nigdy w życiu nie czuł takiego zażenowania, no, nie wliczając oczywiście sytuacji po wypiciu eliksiru Desideria Intima na lekcji.
Kiedy tylko Harry skończył, Severus ponownie przeszedł do ataku na całkowicie rozbitą Tonks.
- Widzi pan, dyrektorze, do czego doprowadza zatrudnianie aurorów. - Severus wypowiedział to słowo niczym najgorszą obelgę. - Najpierw Potter niemal zginął przez tego szaleńca Moody'ego, a teraz twój drogi Złoty Chłopiec znowu znalazł się w niebezpieczeństwie przez niekompetencję kolejnego aurora. Następnym razem chłopak nie będzie miał tyle szczęścia.