Выбрать главу

Luna była zachwycona prezentami.

- Och Harry, zawsze chciałam mieć trzecią rękę! Pomyśl tylko, co można by nią robić. Można na przykład drapać ludzi po karku, albo łapać Nargle. - Harry zachował dla siebie swoje myśli, że równie dobrze można to robić pozostałymi dwiema rękami. - Ja też mam dla ciebie prezent, ale z powodu... to znaczy z pewnego zupełnie niezwiązanego ze mną powodu, całkowicie o nim zapomniałam. Zaraz ci go przyniosę.

- Nie trzeba. - Harry zatrzymał przyjaciółkę i przełknął ślinę. Jak można przeprosić kogoś w taki sposób, aby ten ktoś nie dowiedział się o tym, że chcesz go przeprosić, bo tak naprawdę, to w ogóle nie powinieneś wiedzieć o tym, że powinieneś go przeprosić?

No dobra, mniej więcej o to chodziło.

Odgarnął śnieg z ławki i usiadł na niej. Luna założyła na głowę kapelusz i patrzyła, jak ręka dynda jej przed oczami.

- Ekhem... - zaczął nieco niepewnie, nadal nie wiedząc, jak to powiedzieć. - Słyszałaś o tej awanturze pomiędzy Snape'em a Tonks?

Twarz Luny gwałtownie spięła się, ale dziewczyna próbowała nie dać tego po sobie poznać. Odsunęła próbującą złapać ją za nos dłoń i wbiła wzrok w zdeptany śnieg.

Harry wziął głęboki oddech.

- Dyrektor wezwał mnie do gabinetu, bo Snape oskarżył Tonks o to, że nie potrafi się nami zajmować i że naraziła nas na niebezpieczeństwo. Bo ja... przypadkowo wpadłem na niego, kiedy wracaliśmy do zamku. - Jakimż jesteś kłamcą, Harry Potterze! - No i on się wkurzył i pobiegł do dyrektora i wywiązała się awantura i teraz jest mi ogromnie przykro z tego powodu, że Tonks wpadła przeze mnie w kłopoty. Naprawdę przykro. I tak sobie pomyślałem, że może... Że chciałbym o tym komuś powiedzieć, żeby móc to z siebie wyrzucić, a mam tutaj tylko ciebie i... - Lepiej, żeby już skończył, bo zaraz może palnąć coś naprawdę głupiego. - Próbowałem go powstrzymać, ale wiesz, jaki on jest. Chciałem tylko to powiedzieć. Że bardzo mi przykro.

Spojrzał na Lunę i odkrył, że dziewczyna wpatruje się w niego dziwnie zmrużonymi oczami. Wyglądała, jakby błądziła myślami gdzieś daleko. A może bardzo blisko.

- W porządku - odezwała się w końcu cicho. - To nie twoja wina. I... cieszę się, że wiesz.

Spojrzał na nią z zaskoczeniem. Oczy Krukonki połyskiwały. Po raz kolejny Harry doznał dziwnego wrażenia, jakby wiedziała o wiele więcej i spoglądała o wiele głębiej niż reszta ludzi.

- Ja... domyśliłem się podczas imprezy. Wcześniej tylko podejrzewałem, ale jak zobaczyłem - jak się obmacujecie i pieścicie - jak na siebie patrzycie i jak zachowujecie się w swoim towarzystwie, to już byłem niemal pewien. Wiem, na co zwracać uwagę, bo przecież ja też...

- Ja się naprawdę cieszę, że ty wiesz. Tonks... ona nie chciała, żeby ktokolwiek się dowiedział. Ale ty jesteś przecież moim przyjacielem, Harry. Prawda?

- Oczywiście - zapewnił szybko chłopak, słysząc wahanie w głosie Krukonki.

- No więc od dawna chciałam ci powiedzieć. Żebyśmy oboje mieli sekret i żeby nie było... tak ciężko.

Tak ciężko...

- Uhm - mruknął Harry, nie wiedząc, co powiedzieć. Zawsze był kiepski w tego typu rozmowach. Szczególnie kiedy dochodziło do tematu jego związku z Severusem.

- Kiedy ma się obok siebie kogoś, kto cię rozumie, to jest o wiele, wiele lżej. Ale proszę cię... nie mów mu nic. On nienawidzi Nimfadory i... Wiem, Harry, że jest z tobą i przykro mi, ale... boję się.

Harry poczuł ukłucie w żołądku. Doskonale wiedział, czego Luna mogła się bać, jednak wolałby rzucić się na pożarcie stada krakwatów, niż zmartwić ją jeszcze bardziej i zobaczyć smutek w jej dużych, wiecznie optymistycznie patrzących na wszystko oczach.

- Nie stracisz jej. Nic mu nie powiem, obiecuję.

Ponieważ powiedział już dawno... Więc to nie było tak do końca kłamstwem. Prawda?

Luna uśmiechnęła się promiennie i wyplątała ze swoich włosów próbującą skołtunić je rękę.

- Niegrzeczna ręka! Jak będziesz się tak zachowywać, to cię zwiążę! - Ręka wycofała się i wyciągnęła do niej środkowy palec. - Jest fantastyczna! - Luna wyglądała tak, jakby zupełnie zapomniała o wcześniejszej rozmowie, a Harry poczuł spływający mu po plecach strumień ulgi. - Masz, ponieś mi torebkę. - Włożyła w grążącą jej pięść uchwyt i pomachała Harry'emu. - Zobaczymy się później. Mam bardzo pilne spotkanie z Wiesz-Kim. Bardzo dziękuję za prezenty.

Harry patrzył, jak odchodzi, podskakując beztrosko na skrzypiącym śniegu i po raz pierwszy w życiu pożałował, że on tak nie potrafi. O ile prostszy stałby się wtedy świat...

Posiedział jeszcze trochę na zimnie i wrócił do swojego dormitorium. Załatwił już wszystkie sprawy i teraz nie miał zupełnie nic do roboty. Były święta i prawdopodobnie nikt dzisiaj nie zamierzał nic robić, więc pozostało mu tylko wylegiwanie się w łóżku przez resztę popołudnia.

Położył się na pościeli, założył ręce za głowę i wbił wzrok w sklepienie nad swoim łóżkiem.

W zamku panowała aksamitna cisza. Był jedynym Gryfonem, który został na święta w Hogwarcie. I pomimo tego, że był sam, wcale nie czuł się samotny. Nareszcie mógł odpocząć, nareszcie mógł robić to, co chciał. Nareszcie mógł po prostu leżeć na łóżku przez kilka godzin i rozmyślać, nie niepokojony przez nikogo, niezaczepiany przez usiłującego nakłonić go do gry w eksplodującego durnia Rona albo proszącego o pomoc w nauce Neville'a. Albo zamęczającą go odrabianiem lekcji Hermionę.

Nareszcie miał czas, aby pomyśleć o wszystkim, co wydarzyło się wczoraj wieczorem i w nocy.

Był tylko on. I wspomnienia.

Zamknął oczy i przypomniał sobie, jak to było czuć na skórze dotyk ciepłych warg Severusa. Włożył dłoń pod koszulę i położył ją na swojej klatce piersiowej. Próbował palcami wyczuć miejsca, w których dotykały go usta Snape'a, ale wiedział, że to niemożliwe.

Wciąż nie potrafił uwierzyć w to wszystko, co się wydarzyło. Ale to było takie realne... palce i usta i dłonie Severusa wszędzie na nim. I jego język... O tak, język. Nie potrafił powstrzymać nagłego spięcia w lędźwiach, kiedy przypomniał sobie, jak ten gorący język zsuwał się coraz niżej i niżej po jego placach, aż w końcu dotarł do wejścia i Harry poczuł eksplozję żaru ocierającą się o to szczególne miejsce.

Severus Snape. Lizał go. TAM.

Za każdym razem, kiedy o tym myślał, kręciło mu się w głowie. Oczami wyobraźni widział tę ciemną głowę zanurzoną pomiędzy jego pośladkami, długi język, wysuwający się z pomiędzy cienkich warg i mokry czubek dotykający jego wejścia.

Zadrżał i zacisnął oczy, czując kolejne szarpnięcie w lędźwiach.

Jednego był pewien. Nigdy w życiu nie czuł jeszcze czegoś tak... niewyobrażalnie cudownego. Nie licząc oczywiście każdego orgazmu, do którego doprowadzał go Snape.

Pamiętał niemal każdy oddech, zarówno swój, jak i Severusa. Każdy dotyk, każde pchnięcie. Każdy pocałunek. Bo przecież Snape całował go. Może nie w usta, ale wszędzie, gdzie tylko był w stanie dosięgnąć. I to wciąż wydawało mu się nadzwyczajne. I zbyt piękne, aby było prawdziwe. Ale było! Tak, z pewnością było absolutnie realne!

Także to, jak wyglądały ich splecione dłonie. Jak ciepła była ręka Snape'a, rozgrzana przez uścisk Harry'ego, jak duża wydawała się w porównaniu z jego dłonią i jak miażdżyła jego palce, kiedy Severus dochodził w jego wnętrzu. A Harry mógł to wszystko oglądać. Snape pozwolił mu na to. Pozwolił mu spijać ten wspaniały widok ze swojej twarzy i rozkoszować się nim. A Harry korzystał do woli.