Severus pojawił się na kolacji i Harry czuł nieopisaną radość, mogąc zwyczajnie na niego patrzeć, nawet jeżeli dzieliło ich kilka metrów drewnianego blatu. I tak bardzo zapragnął zrobić to, co poprzedniej nocy, czyli pójść do niego prosto po kolacji. Ale mężczyzna nie spojrzał na niego ani razu, tak jakby w ogóle nie rozważał takiej opcji i Harry po prostu wrócił do dormitorium i położył się w zimnym łóżku.
Ale teraz żałował tej decyzji.
Wyjął spod poduszki zielony kamień i przez chwilę się w niego wpatrywał.
Wiedział, jaką otrzyma odpowiedź, jeżeli spróbuje wysłać Severusowi pytanie, czy mógłby przyjść do niego na noc.
"Oczywiście, że nie, ty głupi chłopaku!" byłoby pewnie najbardziej eufemistyczną wersją.
Harry westchnął i schował kamień z powrotem pod poduszkę. Spojrzał na pogrążone w mroku sklepienie i zdecydował.
Może lepiej by było po prostu pójść i samemu się przekonać? Jeżeli już tam dotrze, to może Snape go nie odprawi. To była niezwykle optymistyczna myśl, ale postanowił ją w sobie podtrzymywać, bo inaczej nigdy się na to nie odważy.
Wyśliznął się z łóżka w piżamie, założył buty, wyjął z kufra pelerynę i mapę Huncwotów i sprawdziwszy najpierw, czy Severus na pewno jest w swoich komnatach, ruszył w długą drogę z wieży do lochów. Na szczęście wraz z wyjazdem uczniów Filch zredukował swoje nocne patrole po zamku niemal do minimum i Harry nie miał żadnych problemów z dostaniem się na dół.
Zatrzymał się przed dębowymi drzwiami i odetchnął głęboko, po czym uniósł dłoń, aby zapukać, ale zanim zdążył to zrobić, drzwi uchyliły się i wpuściły go do środka.
Czyżby Snape nigdy nie zdejmował z nich tego zaklęcia, które rozpoznawało Harry'ego i pozwalało mu swobodnie wchodzić do jego gabinetu?
Gryfon poczuł ciepło w żołądku i uśmiechnął się do siebie, zanim zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do komnat Mistrza Eliksirów. Zdjął z siebie pelerynę i odetchnął kilka razy, czując, jak opuszcza go cała pewność siebie.
Ale w końcu przyszedł aż tutaj. Nie może teraz zawrócić.
Uniósł dłoń i zapukał.
W ciszy, która nastała, bicie jego serca wydawało mu się zdecydowanie zbyt głośne.
I wtedy usłyszał skrzypienie otwieranych w oddali drzwi oraz kroki. Wstrzymał oddech, kiedy zobaczył poruszającą się klamkę. Było już za późno, żeby uciec. Miał tylko nadzieję, że Snape go nie zabije.
Drzwi uchyliły się i Harry zobaczył ubranego w swoją czarną, luźną piżamę Severusa. Oczy mężczyzny zmrużyły się, kiedy padły na Harry'ego, który torpedowany tym twardym, nieprzychylnym wzrokiem nie potrafił wydusić z siebie głosu. Uciekł spojrzeniem i wbił je w ścianę obok ciemnej sylwetki mężczyzny.
- Przepraszam, że przyszedłem tak w środku nocy - wypalił w końcu, kiedy jego język nareszcie odkleił się od podniebienia - ale nie mogłem zasnąć i... i tęskniłem... i... Czy mógłbym spędzić z tobą jeszcze tylko jedną noc? Nie chcę być sam. Proszę.
Przez chwilę panowała cisza, a Harry nie wiedział, czy głośniej brzmi bicie jego serca, czy też przyspieszony oddech. Severus nie odzywał się. Wpatrywał się tylko w niego ze zmarszczonymi brwiami, tak jakby bardzo głęboko zastanawiał się nad odpowiedzią.
Cisza przedłużała się. I Harry powoli tracił nadzieję.
Wiedział, że to było głupie, że nie powinien był przychodzić tu w środku nocy. Powinien odwrócić się i odejść, a nie kolejny raz wpraszać mu się do sypialni.
I w chwili, kiedy postanowił to zrobić, Severus poruszył się. Harry spojrzał na niego i zobaczył, że Snape bez słowa odsuwa się od drzwi i otwiera je szerzej w zapraszającym geście.
Serce Harry'ego zaśpiewało. W ostatniej chwili powstrzymał głupi wyszczerz, który próbował wypłynąć mu na usta. Pozwolił sobie jedynie na lekki uśmiech, kiedy przechodził przez próg, czując się tak, jakby właśnie wrócił do domu.
Położył owiniętą w pelerynę mapę na fotelu i nie czekając na mężczyznę ruszył w stronę sypialni. Chciał po prostu jak najszybciej znaleźć się w jego łóżku. W tym czarnym, pachnącym Severusem łóżku.
W pomieszczeniu panował niemal całkowity mrok, jedynym światłem było to, które padało przez otwarte drzwi do salonu. Harry zdjął okulary i odłożył je na szafkę nocną, po czym wśliznął się pod przykrycie i położył na samym skraju łóżka, czekając na Snape'a. Nawet nie musi go dotykać. Po prostu chciał czuć jego obecność. To mu wystarczało. Sam fakt, że mógł tutaj zostać, napełniał go radością.
Usłyszał kroki i cicho zamykane drzwi. A po chwili materac obok niego ugiął się. Kiedy Severus w końcu ułożył się i znieruchomiał, w pomieszczeniu zapadła cisza.
Harry miał wrażenie, że w tej jedwabistej ciszy każdy szelest rozbrzmiewa głośniej niż wybuch petardy, dlatego nie odważył się poruszyć. Leżał na boku, próbując nawet nie oddychać i wsłuchując się w spokojny oddech Severusa.
Ale w końcu nie potrafił już wytrzymać. Najostrożniej, jak potrafił, przewrócił się na drugi bok, przodem do mężczyzny. Nie widział go. W sypialni zalegał ten rodzaj gęstego mroku, który można by kroić na plasterki.
I zapragnął go czymś rozproszyć. Przesunął w ciemności rękę i odnalazł spoczywającą na pościeli dłoń Severusa. Pogłaskał ją. Delikatnie, ledwie muskając skórę.
- Dziękuję - wyszeptał, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego jego głos jest taki zachrypnięty.
Severus nie odpowiedział. Zamiast tego złapał jego dłoń i łagodnie ją uścisnął.
Harry wstrzymał oddech, czując rozrastające się w piersi ciepło. Nie próbował zabrać ręki. Wiedział, że to ten rodzaj uścisku, który potrafi trwać bardzo długo. Nawet przez całą noc.
* "Comotase" by Skillet
--- rozdział 38 ---
38. Knowing me, knowing you
I'm falling even more in love with you
Letting go of all I've held onto
I'm standing here until you make me move
I'm hanging by a moment here with you*
Part 1
Harry obudził się. Rozejrzał się po ciemnym wnętrzu, rozważając, gdzie też może przebywać i dopiero kiedy jego zaspany umysł zaczął w końcu pracować, wszystko sobie przypomniał.
Przyszedł w nocy do Snape'a. A ten pozwolił mu zostać.
Nie pamiętał, kiedy zasnął. Przypominał sobie tylko, że długo leżał w ciemności, wsłuchując się w spokojny oddech mężczyzny i napawając się ciepłym uściskiem na swojej dłoni. Ale teraz Severusa nie było obok. A Harry nie miał pojęcia, która może być godzina. Rozejrzał się po pokoju i w słabym świetle kilku świec dostrzegł stojący na nocnym stoliku zegar. Założył na nos leżące obok okulary i spojrzał na wskazówki. Było piętnaście po szóstej.
Westchnął i ponownie opadł na poduszkę, spoglądając w sufit.
Obudził się w sypialni Severusa. To było... cudowne uczucie. Miał wrażenie, jakby tutaj właśnie było jego miejsce. Och, co by zrobił, aby móc budzić się tu codziennie... Nawet, jeżeli Snape'a nie było obok niego.
A właściwie, to gdzie mógł być? W salonie?
W normalnej sytuacji Harry byłby zbyt zaspany, aby zmusić się do wstania, ale to zdecydowanie nie była normalna sytuacja. Czuł się za bardzo rozbudzony, za bardzo przejęty miejscem i okolicznościami, w których się znajdował. Dlatego błyskawicznie zerwał się z łóżka, chwycił swoje rzeczy i ruszył do łazienki.
Po szybkim prysznicu, w czasie którego nie mógł sobie odmówić rozkoszowania się spowijającymi go aromatami, ubrał się i z uśmiechem zabarwionym podenerwowaniem, wyszedł z sypialni.