Ale zanim do końca mu się to udało, z sufitu nad nim wynurzył się Irytek, zaśmiewając się wniebogłosy.
- Potter-ciamajda schodząc po schodkach
Zapomniał o dziurze i wpadł do środka
Walnął jak długi, mógł zęby se wybić
A ja mam frajdę i mogę z niego szydzić!
Harry zacisnął usta. Jeszcze on na dodatek!
- Zamknij się! - warknął do fruwającej mu nad głową zjawy.
Nie bał się, że zostanie nakryty. Zawsze może powiedzieć, że schodził do biblioteki, żeby się pouczyć.
- Potter-ciamajda... - skandował dalej duch, nie zrażając się wiązankami przekleństw, które puszczał w jego stronę uwięziony Gryfon. Harry, próbując ignorować niewybredne żarty złośliwego ducha, wyprostował się w końcu i usiadł na wyższym stopniu, dysząc ciężko.
Wszystko go bolało, był spóźniony i na dodatek miał nad sobą Irytka, który zapewne nie odczepi się zbyt szybko i będzie za nim frunął aż do lochów, śpiewając na cały zamek swoją nową piosenkę. A Irytek nie może dowiedzieć się, gdzie Harry zmierza.
Sięgnął do kieszeni i wyjął różdżkę, kierując ją w stronę ducha:
- Jeżeli się nie zamkniesz i stąd nie odlecisz, to cię spetryfikuję! - krzyknął, próbując przebić się przez rozdzierający śpiew Irytka.
Było to złe posunięcie.
Duch zaczął rechotać, po czym wyjąc przeraźliwie, ruszył prosto na Harry'ego. Chłopak próbował go odpędzić i w szamotaninie upuścił różdżkę, która potoczyła się po stopniach i wylądowała kilka metrów niżej.
- No pięknie - jęknął, spoglądając z wściekłością na zataczającego się ze śmiechu Irytka. - Przysięgam, że jeżeli tylko się stąd wydostanę, to znajdę jakiś sposób, żeby skręcić ci ten irytujący kark.
- Potter-ciamajda... - zaintonował ponownie duch, a Harry przez chwilę miał ochotę zacząć wyrywać deski podłogowe i w niego rzucać.
Spróbował uwolnić nogę. Szarpnął raz i drugi, zaciskając zęby, kiedy obdarta skóra ocierała się o złamane drewno.
No nie, jeszcze tylko tego brakowało!
Zaparł się drugą nogą, nie zważając na pieczenie w kolanie, złapał się poręczy i zaczął ciągnąć i szarpać, próbując uwolnić stopę. Ale ta ani drgnęła. Jedynym skutkiem był coraz większy ból w zranionej nodze. Skandujący mu nad głową duch doprowadzał go do coraz większej furii. Stopa ani drgnęła, nie mógł użyć różdżki i miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Czuł, że wszystko wymyka mu się spod kontroli.
I wtedy przypomniał sobie niemal identyczną sytuację z czwartego roku. Przez chwilę miał ochotę walnąć się ręką w czoło.
Oczywiście!
- Zgredku! - krzyknął w eter i niemal podskoczył, kiedy w tej samej chwili z głośnym trzaskiem tuż obok niego zmaterializował się skrzat.
- Och, jakże Zgredek się cieszy, że Harry Potter go wezwał! Czy Harry Potter życzy sobie czegoś? Zgredek posłuszny, Zgredek zrobi wszystko dla Harry'ego Pottera - paplał skrzat, wpatrując się w Gryfona z niemal boskim uwielbieniem.
- Po pierwsze, Zgredku, czy mógłbyś mnie uwolnić? - zapytał wskazując na swoją uwięzioną nogę. Był coraz bardziej zmęczony całą tą sytuacją. Chciał się po prostu stąd wydostać i pójść do Snape'a. Czy to aż tak wiele?
Zgredek obrzucił szybkim spojrzeniem uwięzioną nogę Harry'ego i pstryknął palcami.
Harry miął wrażenie, jakby drewno się rozsuwało, uwalniając jego stopę. Ostrożnie wyciągnął ją z otworu i postawił na stopniu poniżej. Skrzywił się, kiedy poczuł niewyobrażalnie piekący ból.
- Och. Harry Potter ranny! Harry Potter musi pójść do skrzydła szpitalnego, żeby opatrzyli mu nogę! Zgredek może pomóc!
- Nie, nie trzeba, Zgredku. - Harry zamachał rękami, próbując powstrzymać paplaninę skrzata. - Dziękuję za pomoc. Nic mi nie będzie, naprawdę, to tylko drobne zadrapanie.
- Potter-ciamajda...
Harry zacisnął powieki, słysząc po raz kolejny skrzeczący głos Irytka.
- Ale mam jeszcze jedną prośbę, Zgredku. Czy mógłbyś odnaleźć Krwawego Barona i powiedzieć mu, że Irytek go szuka?
Duch zamilkł tak nagle, jakby ktoś zatkał mu usta pufkami.
- Ty podstępny, przebrzydły kretynie! - zaskrzeczała zjawa. - Nie szukam go! Wcale nie szukam! Nie jego! NIEEE!
- Oczywiście! Zgredek spełni każdą prośbę Harry'ego Pottera! - odparł skrzat, ignorując przerażone wrzaski Irytka, po czym zniknął.
Harry obejrzał się na obrzucającego go przekleństwami ducha, który wywinął kilka koziołków i wyjątkowo szybko zniknął w najbliższej ścianie.
Westchnął, rozkoszując się ciszą, która nareszcie zapadła i spróbował się podnieść. Nie było to łatwe. Na prawą nogę ledwie mógł chodzić, a lewa także była poobijana. Spodnie na kostce były rozdarte i przez porwany materiał zobaczył zakrwawioną szramę, którą otaczała zdarta skóra. Nie wyglądało to zbyt dobrze, ale nie mógł teraz pójść do skrzydła szpitalnego, bo w ogóle nie udałoby mu się już dzisiaj dotrzeć do Snape'a. Nie był tak dobry w magii uzdrawiającej jak Hermiona, nie potrafił wyleczyć nawet siniaka, a co dopiero czegoś takiego, dlatego pozostało mu tylko zacisnąć zęby, zebrać swoje książki, podnieść z podłogi różdżkę i utykając, ruszyć do lochów.
Kiedy dotarł na parter, schował się za posągiem wściekłego ghula, zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i mozolnie powędrował dalej. Przy każdym kroku musiał zaciskać zęby, aby nie pojękiwać i nie wydać z siebie żadnego innego dźwięku. Droga do lochów zajęła mu dwa razy więcej czasu niż normalnie i z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej obawiał się, w jaki sposób zostanie przyjęty. Jednego był pewien - Severus nie będzie zadowolony.
Kiedy w końcu dotarł pod drzwi był już niemal wykończony, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, ciągłym obawianiem się, co Snape mu powie albo zrobi za to, że aż tak się spóźnił.
Odetchnął głęboko kilka razy i dotknął drzwi, które natychmiast stanęły przed nim otworem. Przykuśtykał przez gabinet i stanął przed drzwiami do salonu. Zdjął z siebie pelerynę, schował ją do kieszeni, poprawił wysuwające mu się z rąk książki, przełknął ślinę i zapukał.
Serce prawie wyskoczyło mu z piersi, kiedy klamka poruszyła się i drzwi otworzyły się z rozmachem. Harry'emu wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Mistrza Eliksirów, aby przekonać się, że jego przewidywania co do tego, jak wściekły będzie Snape sprawdziły się jedynie w połowie. Było znacznie gorzej.
Harry miał wrażenie, że jeszcze chwila, a mężczyzna zatrzaśnie mu drzwi przed nosem i wszystkie wieczorne plany legną w gruzach już całkowicie.
Ale tak się nie stało.
Severus odsunął się i bez słowa wpuścił go do środka. Harry wyprostował się i zacisnął zęby, po czym starając się wytrzymać ból, przekroczył próg.
W momencie, kiedy drzwi się za nim zatrzasnęły, pokój wypełnił się wibrującym z wściekłości głosem Severusa:
- Czy jesteś aż tak tępy, że nie rozumiesz, co oznacza słowo "punktualność", Potter? Czy może uważasz się za pępek świata i wszyscy powinni rzucać swoje zajęcia i z anielską cierpliwością czekać, aż Wybraniec zaszczyci ich swoją obecnością? Jeżeli miałeś aż tak ważne sprawy, które nie pozwoliły ci przybyć tutaj punktualnie, to może do nich wrócisz i nie będziesz już marnował mojego czasu?
Harry stał ze spuszczoną głową, czekając, aż tyrada Snape'a dobiegnie końca, ale wyglądało na to, że mężczyzna dopiero się rozkręcał. W jego głosie płonęła taka wściekłość, jakiej Harry już dawno nie słyszał. I wiedział, że w tej chwili jakiekolwiek słowo z jego strony byłoby tylko zapalnikiem, który podpaliłby lont i to wszystko mogłoby się skończyć jedynie jeszcze większą eksplozją i nim lądującym za drzwiami z zakazem wstępu do komnat Snape'a przez najbliższe kilka tygodni. Dlatego stał cicho i po prostu czekał, aż mężczyzna wyładuje całą furię.