- Ale czego można się było spodziewać po takim abderycie, jak ty? - Harry na końcu języka miał pytanie "kim?", ale w ostatniej chwili się powstrzymał. - Odziedziczyłeś najgorsze cechy swojego ojca! Lekkomyślność, zadufanie, arogancję i pychę! - wyliczał dalej Snape, a jego głos stawał się coraz bardziej syczący. Harry zacisnął pięści. Spodziewał się czegoś takiego. Nie da mu się sprowokować! - W związku z tym twój czas tutaj zostanie odpowiednio zredukowany, skoro i tak ci na nim nie zależy. Masz pół godziny. Czy to cię satysfakcjonuje?
Harry westchnął cicho i pokiwał głową. Był zbyt wykończony po tym wszystkim, co go spotkało, by mieć jeszcze siłę na kłótnię z Severusem. Będzie musiał po prostu poczekać, aż mu przejdzie.
Severus odwrócił się na pięcie i z wściekłym szelestem szat ruszył do swojego fotela przy kominku. Harry spojrzał na stojące na stoliku dwa wypełnione czymś przezroczystym kieliszki i zrobiło mu się głupio, że z jego powodu cały ich cudowny wieczór szlag trafił.
Snape miał rację. Przynajmniej częściowo.
- Zostało ci dwadzieścia dziewięć minut, Potter. Czy masz zamiar stać tam przez cały ten czas? - warknął mężczyzna, odwracając głowę i spoglądając na niego. - Jeżeli sobie życzysz, to mogę postawić ci fotel pod drzwiami. Naprawdę wszystko mi jedno, co zamierzasz teraz robić.
Harry potrząsnął głową i powoli ruszył w stronę stojącego przed kominkiem fotela. Bardzo powoli. Zaciskał pięści, starając się iść jak najbardziej normalnie, ale było to niemożliwe. Jedna noga uginała się pod nim, a za każdym razem, kiedy zraniona stopa dotykała podłogi, nie potrafił powstrzymać grymasu bólu, wypływającego mu na twarz.
Zobaczył, że mężczyzna marszczy brwi, a jego wzrok wędruje w dół, ku jego nogom. Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Nie chciał kolejnej tyrady czy naśmiewania się. Naprawdę miał już dosyć.
Z trudem udało mu się dobrnąć do fotela i opaść na niego z ulgą. Jednak kiedy tylko usiadł, usłyszał głos Severusa:
- Co ci się stało w nogę, Potter?
Harry poczuł, że się rumieni. Odłożył trzymane w rękach książki na stolik i nie spoglądając mężczyźnie w oczy, zwrócił twarz w stronę kominka.
- N-nic - wymamrotał. Nie chciał mu tego mówić. To nic przyjemnego opowiadać wokoło, że jest się fajtłapą, która nie potrafi nawet zbiec po schodach, żeby czegoś sobie nie uszkodzić.
- Potter, zadałem ci pytanie. - Głos Snape'a stał się ostrzejszy.
Cóż, chyba nie było sensu dalej się upierać? Nie mógł tego ukryć, nie mógł skłamać, bo Severus i tak pewnie dowiedziałby się w końcu prawdy, a przez to mógłby narazić się na jeszcze większy gniew.
- Ja... - zaczął, nie odrywając spojrzenia od ognia. - Nie chciałem się spóźnić. Zbiegałem po schodach i... wpadłem w taki fałszywy stopień. Zawsze go omijam, ale tym razem naprawdę się spieszyłem. Upadłem i nie mogłem się uwolnić. A potem pojawił się Irytek, upuściłem różdżkę i musiałem poprosić Zgredka o pomoc i... Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać tylko dlatego, że jestem taki niezdarny - powiedział cicho, czując płonący wstyd rozgrzewający mu policzki. - Potem chciałem przyjść jak najszybciej, ale... tak bardzo mnie bolało, że nie mogłem.
Już. Powiedział to. A teraz Snape może nadal go obrażać i wyśmiewać się, tak jak Irytek, że jest ciamajdą i ofiarą losu. Teraz było mu już wszystko jedno. Czuł się zmęczony. Bardzo zmęczony.
Ale zamiast tego usłyszał tylko, że mężczyzna wstaje. Odetchnął z ulgą, że nie zamierza mieszać go z błotem. Zapadł się w fotelu i wbił wzrok w strzelające w ognisku płomienie.
To wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej. A wyszło całkowicie na opak. Miał tutaj przyjść i uczyć się, mieli porozmawiać ze sobą, spędzić miło czas, może nawet... porobić coś ciekawszego. A skończyło się na wrzaskach, wściekłości i wstydzie.
I to wszystko przez niego! Gdyby nie poszedł spać, to nie zaspałby, nie musiałby się tak spieszyć, nie wpadłby w dziurę, nie musiałby uganiać się z Irytkiem ani wzywać na pomoc Zgredka i...
Nagle jego myśli urwały się i niemal podskoczył w fotelu, czując, że coś lub ktoś łapie go za zranioną kostkę. Oderwał wzrok od ognia i spojrzał w dół, a jego serce zatrzymało się.
Severus klęczał przed nim na podłodze. W jednej ręce trzymał słoik z jakąś przezroczystą maścią, a drugą ostrożnie podwijał nogawkę jego spodni. Po chwili odłożył słoik na podłogę, złapał go za łydkę i ściągnął mu ze stopy buta, a później znacznie wolniej i ostrożniej zdjął także skarpetkę. Harry zacisnął dłonie na oparciach fotela, czując piekący ból, kiedy bawełna otarła się o poranioną skórę.
Ale te odczucia były sukcesywnie wypierane przez jedną, niezwykle jasną i wyraźną myśl, która krzyczała mu prosto do ucha:
Severus klęczał przed nim! Klęczał. Przed nim. Naprawdę to robił. I miał zamiar opatrzyć mu nogę.
Harry nie wiedział, że można czuć naraz aż tak wiele różnych emocji: ulgę, zaszokowanie, radość i podniecenie. A najdziwniejsze było to, że widok klęczącego i pochylającego się do przodu Severusa wyjątkowo rozbudzał to ostatnie uczucie i sprawiał, że jego członek zaczynał coraz bardziej interesować się sytuacją.
Harry nie widział dokładnie twarzy mężczyzny, częściowo zakrytej opadającymi na nią czarnymi włosami, ale dostrzegał na niej skupienie i konsternację, kiedy zmrużone oczy dokładnie badały ranę. Ciemne brwi zmarszczyły się jeszcze bardziej i Harry wiedział, co to oznacza. Że nie jest najlepiej.
Severus sięgnął po słoik i nabrał na palce dużą ilość przezroczystej substancji, po czym ostrożnie uniósł stopę Harry'ego, oparł ją na swoim udzie (w tym momencie Harry ujrzał w swoim umyśle niezwykle wyraźną wizję i coś w jego lędźwiach szarpnęło się) i delikatnie dotknął rany.
Harry westchnął, czując przyjemny chłód łagodzący bolesne pieczenie, kiedy Snape rozsmarowywał maść po jego skórze, ale od czasu do czasu z jego ust wyrywały się jęki, nawet pomimo tego, że próbował je stłumić. Każdy, nawet tak kojący dotyk przynosił mu poza ulgą także ból. Ale za każdym razem, kiedy wydawał z siebie głośniejszy dźwięk, Severus zatrzymywał się na moment i jeszcze ostrożniej dotykał skaleczonego miejsca.
- Czy zraniłeś się gdzieś jeszcze? - zapytał cicho, kiedy skończył i Harry zdziwił się, jak niepewnie zabrzmiał jego głos.
- W kolano - wyszeptał cicho. - To drugie - dodał, kiedy Severus dotknął jego prawej nogawki, aby podciągnąć ją jeszcze wyżej.
Mężczyzna przesunął się i podwinął spodnie Harry'ego aż za kolano. Chłopak ujrzał zdartą skórę i cień fioletu, na który zabarwiał się już siniak. Tym razem nie bolało już tak bardzo i Harry mógł skupić się na kontemplowaniu tego niesamowitego widoku i wyobrażaniu sobie tego wszystkiego, co mógłby mu robić klęczący na podłodze Snape. A miał naprawdę bogatą wyobraźnię.
- Coś cię jeszcze boli? - zapytał ponownie Severus, kiedy dokładnie już wsmarował chłodną substancję w jego kolano.
- Chyba zrobiłem sobie coś z nadgarstkiem - wymamrotał Harry, wyciągając przed siebie rękę. Było mu trochę głupio, że tak pomyślał, ale z chęcią mógłby się jeszcze trochę poobijać, gdyby tylko mógł dłużej napawać się tym widokiem.
Severus podciągnął rękaw jego koszuli.
- Zwichnięty - stwierdził krótko i zanim nałożył maść, wyciągnął różdżkę i przyłożył jej koniec do nadgarstka Harry'ego. Nie wypowiedział żadnego zaklęcia. Zamknął jedynie oczy, a jego czoło zmarszczyło się w skupieniu. Po chwili Harry poczuł łaskoczące ciepło, spowijające jego dłoń i zobaczył jasny promień, który owinął się wokół nadgarstka i zacisnął na nim. Przez chwilę miał wrażenie, jakby jego ręka została owinięta ciepłym bandażem, unieruchamiając kości i przesuwając je na właściwe miejsce. Skrzywił się, czując przebłysk bólu, ale trwało to tylko chwilę.