Выбрать главу

Siedział jeszcze przez parę chwil w opuszczonym salonie, próbując zignorować uczucie niepokoju, które odżyło nagle i niebezpiecznie rozrastało się w jego piersi, po czym wstał i powoli opuścił komnaty Mistrza Eliksirów.

Niestety, niepokój podążył za nim.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

--- rozdział 39 ---

39. Something's wrong

Something's wrong with you,

The walls you build around you now,

Seem to fit you like a glove.

Am I too blind to see that there's something there behind your eyes

and it's bringing me to my knees?*

W piątkowy poranek podczas śniadania Harry otrzymał list od Lupina. Nie czułby się zbyt komfortowo, czytając go przy stole nauczycielskim, przy którym wszyscy pozostający w Hogwarcie uczniowie codziennie spożywali posiłki, dlatego wcisnął go do kieszeni i otworzył dopiero, kiedy znalazł się sam w dormitorium.

Przez pierwszą połowę listu Remus pisał tylko o nic nieznaczących błahostkach, pytał Harry'ego jak mu idzie nauka, czy podobają mu się lekcje z Tonks, wyraził zainteresowanie meczami Quidditcha i jedynie półsłówkami wspomniał o tym, że wykonuje w tej chwili ważne zadanie dla Zakonu, ale ze względów bezpieczeństwa nie może mu nic więcej wyjawić.

A co do Twoich pytań, Harry... Wiem, że bardzo chciałbyś się czegokolwiek dowiedzieć i doskonale to rozumiem. Jednak obowiązują nas pewne zalecenia i reguły. Nie wiadomo, kto mógłby przechwycić ten list. Dlatego mogę powiedzieć Ci tylko tyle, że z naszych informacji wynika, iż robi się coraz niebezpieczniej. On wydaje się być ostatnio w niezwykle dobrym humorze, dlatego obawiamy się, że może planować coś dużego i bardzo groźnego. Straciliśmy już wielu Aurorów i sądzimy, że w najbliższym czasie ta liczba może wzrosnąć. Dlatego proszę Cię, abyś nie ruszał się nigdzie z Hogwartu i nie próbował łamać zakazu dyrektora,. To dla Twojego bezpieczeństwa, nawet jeżeli uważasz, że to ograniczenie Twojej wolności. Zrozum, Harry, że jesteś jego głównym celem i za wszelką cenę musimy Cię chronić. Pamiętaj - nie ufaj nikomu, nawet swoim przyjaciołom. Musisz mieć oczy dookoła głowy i jeżeli zauważysz coś podejrzanego, cokolwiek - to natychmiast powiadom o tym Dumbledore'a.

Przepraszam za ten dydaktyczny ton, ale chcę tylko Twojego dobra. Teraz, kiedy nie ma już Syriusza, to ja powinienem się Tobą opiekować i bardzo mi przykro, że nie mogę być przy Tobie, aby Cię wspierać, ale staram się jak mogę robić to na odległość. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

Pozdrów ode mnie Rona i Hermionę.

Remus Lupin

Harry odłożył list, ściskając go nieco zbyt mocno. Jego dłonie lekko drżały. To było miłe, że Remus tak się o niego martwił, ale do diabła, nie był już przecież małym dzieckiem. Nie chciał ochrony. Chciał informacji, czegokolwiek!

Na wspomnienie Syriusza coś skręciło się w jego żołądku. Od miesięcy starał się jak mógł, aby nie myśleć o swoim ojcu chrzestnym, ale czasami, kiedy ktoś mu o nim przypominał, coś wewnątrz niego pękało, a umysł zalewały mu obrazy z tamtej nocy.

Zacisnął powieki, pragnąc wyrzucić z głowy wizję Syriusza wpadającego za zasłonę i swój własny krzyk, zwielokrotniony poprzez gniew i poczucie winy i powracający z jeszcze większą mocą. Zaczął oddychać głęboko, próbując pozbyć się ciężaru przygniatającego serce. Problem w tym, że nosił go w sobie już tak długo, iż niemal nigdy go nie odczuwał, za wyjątkiem tych chwil, kiedy ktoś mu przypominał o jego obecności.

Nie, nie będzie teraz o tym myślał. Jeszcze przyjdzie na to czas. Wtedy, kiedy będzie mierzył różdżką do leżącej u jego stóp Bellatriks Lestrange. I tym razem się nie zawaha.

Jeszcze raz spojrzał na drobne pismo Lupina. Doprawdy, czy oni wszyscy musieli go w ten sposób dyskryminować? "Musimy Cię chronić, Harry", "To dla twojego bezpieczeństwa, Harry" i tak dalej... Ciągle to słyszał i wywoływało to w nim coraz większą frustrację. Każdy chciał go chronić. A co mu przyjdzie z tej ochrony, skoro i tak pewnego dnia będzie musiał stanąć do walki z Voldemortem? Nie pokona go przecież samym Protego. To chyba oczywiste, że miałby o wiele większe szanse, gdyby wiedział cokolwiek. Ale nie, wszyscy, zamiast go przygotowywać, chcieli go jedynie chronić. Nawet Severus...

Zaraz. Przecież Severus obiecał, że zastanowi się nad możliwością nauczenia go kilku klątw. Harry zupełnie zapomniał o tamtej rozmowie, a mężczyzna nigdy do niej nie nawiązał. Ale dzisiaj go o to zapyta! Wczorajsze spotkanie zakończyło się nieco dziwnie i w ogóle nie zdążyli się umówić, ale przecież nie zawsze musi przychodzić zapowiedziany. To prawda, że mógłby go zapytać przez kamień, ale co, jeżeli Severus odmówi? Nie, Harry musiał wiedzieć to już dzisiaj! Pójdzie do niego wieczorem i... wyciągnie od Snape'a odpowiedź!

***

Harry zatrzymał się przed drzwiami do gabinetu Severusa i jeszcze raz spojrzał na Mapę Huncwotów. Tak, mężczyzna nadal był w środku.

Odetchnął głęboko, schował mapę z powrotem do kieszeni i dotknął drzwi, które natychmiast stanęły przed nim otworem. Przeszedł przez gabinet, zdejmując po drodze pelerynę niewidkę i zapukał w drewnianą powierzchnię ciężkich wrót prowadzących do prywatnych kwater Mistrza Eliksirów.

Przez chwilę panowała cisza, a Harry czekał z bijącym głośno i z każdą sekundą oczekiwania coraz szybciej sercem.

Klamka poruszyła się i drzwi uchyliły się nieco.

- Potter - syknął Severus, mrużąc oczy, kiedy jego wzrok padł na Harry'ego. - Czego chcesz? Nie przypominam sobie, żebyśmy byli na dzisiaj umówieni.

- Nie, ale... - zaczął Harry, lecz nie zdołał dokończyć, ponieważ Snape mu przerwał. Jego głos zdawał się być wykuty z lodu:

- Nie mam dla ciebie czasu. Byłbym niezwykle wdzięczny, gdybyś zszedł mi teraz z oczu i wrócił jutro - wycedził. Harry poczuł dziwne drżenie w okolicach serca. Coś było nie w porządku. Severus zachowywał się jakoś... nerwowo?

Ale tym razem nie pozwoli się tak łatwo spławić, ponieważ sprawa, z którą przyszedł, była dla niego zbyt ważna.

- A więc musisz go znaleźć - odparł bezczelnie i błyskawicznie prześliznął się pod ramieniem Snape'a. Komnata mężczyzny była pogrążona w półmroku. - Mam tylko jedno pytanie i zaraz sobie pójdę - powiedział, obrzucając pomieszczenie taksującym spojrzeniem, zanim Severus zdążył się odwrócić. - Pamiętasz naszą rozmowę o Czarnej Magii? Obiecałeś, że... - urwał tak nagle, jakby połknął własny język. Rozszerzonymi ze zgrozy oczami wpatrywał się w leżącą na oparciu fotela maskę Śmierciożercy. Była jasna, niemal perłowa, odbijająca padające z kominka światło ognia. Widniało na niej kilka drobnych, zaschniętych kropel krwi. Tuż obok niej wisiała czarna szata, której rękawy przyozdobione były ciemnozielonymi wizerunkami czaszki i węża.

Harry poczuł, jak żołądek opada mu aż do stóp, a lodowate przerażenie ściska serce. Ale zanim zdążył otrząsnąć się na tyle, aby wydusić z siebie chociaż słowo, poczuł, jak ręka Severusa łapie go brutalnie za ramię i ciągnie w stronę drzwi.

- Mówiłem ci, że jestem zajęty, Potter - syknął mężczyzna, a wściekłość w jego głosie wydawała się aż kąsać. - Ale widocznie jesteś zbyt arogancki i bezczelny, aby to uszanować. - Snape wywlókł go przez drzwi pomieszczenia i pociągnął za sobą przez cały gabinet, ściskając jego ramię tak mocno, iż Harry był pewien, że zostaną siniaki. - A teraz wynoś się. Jeżeli masz do mnie jakąś sprawę, to przyjdź jutro. I jeżeli jeszcze raz zlekceważysz moje słowa, to źle się to dla ciebie skończy. - Mistrz Eliksirów wypchnął go na korytarz i zatrzasnął drzwi, a echo poniosło ten dźwięk daleko po rozległych korytarzach opustoszałych lochów.