Выбрать главу

Nie widział go przez cały dzień. Severus nie pojawił się na żadnym posiłku i Harry z jednej strony odczuwał ulgę, a z drugiej coraz większe zaniepokojenie.

Kiedy zegar w Pokoju Wspólnym wybił godzinę dziewiątą, w końcu się zdecydował. Złapał pelerynę niewidkę i zszedł do lochów, starając się nie myśleć o niczym, co mogłoby sprawić, że zawróci. Zatrzymał się przed drzwiami i stał tam przez chwilę, wpatrując się z wahaniem w ciemne drewno. W końcu jednak go dotknął. Wszedł ostrożnie do gabinetu, czując dziwną ulgę, ponieważ skoro Snape nie zdjął z drzwi tego zaklęcia, dzięki któremu Harry mógł wchodzić swobodnie, to może nie jest na niego aż tak bardzo zły.

Przed zapukaniem w kolejne wrota poczekał jednak nieco dłużej, próbując wymyślić jakieś sensowne słowa, których mógłby użyć na początku, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Cóż, w takim razie będzie musiał powiedzieć po prostu to, co myśli.

Zapukał i odczekał chwilę, a jego serce podskoczyło gwałtownie, kiedy klamka poruszyła się wreszcie i w drzwiach stanął Severus. Wysoka, mroczna postać, patrząca na niego spod przymrużonych powiek twardym wzrokiem, z którego Harry nie potrafił w tej chwili zupełnie nic wyczytać.

- Ee... - Przełknął ślinę. Cóż, to by było na tyle, jeżeli chodzi o uzewnętrznienie tego, co myślał. Zawsze, kiedy Severus patrzył na niego takim wzrokiem, wszystko wyparowywało mu z głowy. - Ja chciałem... Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam. Mogę wejść? - Tak, to było chyba w porządku. Żadnego "Hej, wiem, że jesteś Śmierciożercą, ale mi to nie przeszkadza, naprawdę, mogę wejść?".

Severus bez słowa uchylił drzwi i wpuścił go do środka. Kiedy Harry przekroczył próg, jego oczy mimowolnie powędrowały ku oparciu fotela, na którym wczoraj zobaczył maskę i szatę. Było puste.

- Nieco późno, jak na wizytę - mruknął Severus, siadając w swoim fotelu. Harry dostrzegł na stoliku w połowie opróżnioną butelkę bursztynowego płynu. - Co cię powstrzymywało? Strach przed Cruciatusem? - Spojrzenie czarnych oczu przeszyło go na wylot i Harry zadrżał.

Severus i jego bezpośredniość.

- N-nie - wydukał. - Ja tylko... nie wiedziałem, czy mogę, czy... - Och, do diabła z tym! - Posłuchaj... - zaczął, podchodząc do drugiego fotela i opadając na niego, przez cały czas będąc śledzonym przez to przeszywające spojrzenie. - Wiem, że...

- Och, daruj to sobie, Potter - prychnął Severus. - Obawiam się, iż doskonale wiem, co chcesz powiedzieć. "Wiem, co robisz i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego", tak? Złoty Chłopiec nareszcie przejrzał na oczy i zrozumiał, z kim się zadaje. - Mężczyzna sięgnął po szklankę i wziął kilka dużych łyków.

Harry najeżył się.

- Wcale nie to chciałem powiedzieć - wycedził. - I nie nazywaj mnie Złotym Chłopcem! Nie znoszę tego.

- Jak nasza mała znakomitość sobie życzy - odparł mężczyzna z szyderczym prychnięciem i wziął kolejny łyk.

I wtedy do Harry'ego coś dotarło. Severus był pijany. Albo niewiele go od tego stanu dzieliło. Cóż, trzeźwy Snape był trudnym rozmówcą, ale pijany to już zupełnie nowy poziom trudności. Zaawansowany.

Westchnął i spróbował od początku.

- Jeżeli tylko pozwolisz mi dojść do słowa, to wszystko ci wyjaśnię - powiedział, obserwując uważnie reakcję mężczyzny, ale twarz Snape'a zdawała się być całkowicie pozbawiona wyrazu. Tak, jakby było mu wszystko jedno. Albo jakby za wszelką cenę próbował sprawić, aby tak było. - Nie oceniaj mnie tak pochopnie. To prawda, na początku się przestraszyłem, ale potem dużo nad tym myślałem i wiem, że... robisz to, bo musisz. Nie jestem już dzieckiem. Potrafię zrozumieć pewne sprawy. Jesteś szpiegiem i musisz robić to, co Voldemort ci każe. Potrafię także zrozumieć, dlaczego starałeś się to przede mną ukrywać. I myślę, że potrafiłbym też zrozumieć, gdybyś... gdybyś robił to celowo. To znaczy... - Już sam nie wiedział, co chce powiedzieć, szczególnie, że w oczach Severusa pojawiło się coś bardzo nieprzyjemnego. - Wiem, że każdy człowiek ma swoją dobrą i mroczną stronę. I czasami jedna z nich staje się silniejsza. Ale niezależnie od tego, której jest więcej, chciałbym, abyś wiedział, że... akceptuję obie. - Jego własne słowa zaskoczyły go. Ale chyba nie tak, jak Severusa, którego brwi uniosły się gwałtownie. Harry nie potrafił już jednak powstrzymać tego, co wypływało przez jego usta. - Chcę też, żebyś wiedział, że bez względu na to, co zrobisz i co się stanie... ja zawsze będę po twojej stronie. Przy tobie.

W pomieszczeniu zapanowała cisza. Severus wpatrywał się w niego na wpół niedowierzającym, na wpół badawczym spojrzeniem, a Harry próbował wytrzymać ten wzrok, który zdawał się dotykać wszystkich jego nerwów. W końcu, po czasie, który wydawał się być wiecznością, mężczyzna oderwał to przenikliwe spojrzenie i ponownie napił się whisky.

- Po mojej stronie? Bez względu na wszystko? - prychnął, a w jego głosie pojawiło się coś bardzo, bardzo nieprzyjemnego, Harry nie potrafił jednak tego nazwać, pomimo że jego skóra zareagowała na to pełzającymi po niej ciarkami. - W życiu nie słyszałem takiego steku kłamstw - wycedził lodowato.

Harry poczuł buzującą złość.

- To nie są kłamstwa! - zaprzeczył podniesionym głosem. - Ja naprawdę tak uważam. Ale jeżeli mi nie wierzysz, to już twoja sprawa.

- Zobaczymy - parsknął Severus. - Przypomnę ci o tym w odpowiednim momencie. - Wymówił to w taki sposób, jakby cała ta sytuacja niezwykle go bawiła. Jakby Harry powiedział mu jakiś żart, a nie wyznał przed chwilą czegoś, nad czym myślał bez przerwy przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny i do czego potrzebował naprawdę dużo odwagi i dobrej woli. Świadomość tego sprawiła, że coś go w środku zabolało. I to bardzo.

- Dlaczego zawsze musisz być takim wrednym, upartym, wszystko-lepiej-wiedzącym dupkiem? - warknął Harry, mając już dosyć tego kpiącego tonu.

- Dlatego, że ty chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego co mówisz, chłopcze! - Snape podniósł głos, wbijając w niego tak ostre spojrzenie, iż niemal kaleczyło. - I dlatego, że potrafię przewidzieć pewne konsekwencje i pewne reakcje i uwierz mi, nie ma wśród nich miejsca na jakąkolwiek akceptację czegokolwiek.

- O czym ty mówisz? - zapytał Harry, mrużąc oczy.

- O życiu, Potter. O ludzkich wyborach. O emocjach. Nazwij to jak chcesz. A teraz wynoś się i zostaw mnie samego. Nie potrzebuję twoich górnolotnych zapewnień, których jedyną trwałą cechą jest ich naiwność.

O nie, nie wyrzuci go tak szybko!

- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? Nawet o tym nie myśl! - odparował Harry. - W porządku. Myśl sobie co chcesz. Chciałem po prostu, żeby pomiędzy nami było jak wcześniej. Żebyś nie zachowywał się tak, jakby ci nie zależało. - Cóż, równie dobrze może postawić sprawę jasno. - Nie kłóćmy się już. Proszę.

- Jeżeli nazywasz to kłótnią, to chyba jeszcze nigdy w żadnej nie brałeś udziału - mruknął Severus, spoglądając w ogień i biorąc kolejny, tym razem już mniejszy łyk alkoholu.

- Och, a ta uwaga miała na celu sprowokowanie mnie czy obrażenie? - zapytał Harry zaczepnie, próbując nieco rozluźnić atmosferę.

- A jak sądzisz? - Mężczyzna rzucił mu nieokreślone spojrzenie.

- Myślę, że jedno i drugie. - Harry uśmiechnął się.

- Cieszę się, że jednak czasami myślisz - odparował Severus, lekko unosząc kąciki ust i Harry poczuł nieokreślone ciepło w sercu. Tęsknił za tym.

I tęsknił za nim.

Nagle poczuł przemożne pragnienie, aby go dotknąć, przytulić, poczuć jego bliskość. Severus od tak dawna nie okazał mu żadnego czułego gestu.

Wstał i błyskawicznie znalazł się przy nim. Pochylił się, aby go objąć i usiąść mu na kolanach, ale w tym samym momencie Snape zerwał się z miejsca, odtrącając jego ręce i ruszył w stronę barku, całkowicie go ignorując.