Выбрать главу

Harry jęknął i przymknął oczy, gdy bolesne gorąco zaczęło rozlewać mu się w podbrzuszu. Jego mięśnie odprężyły się samoczynne, a penis stwardniał niemal natychmiast. Nie potrafił tego powstrzymać.

Jak to możliwe, że zawsze reagował na ten głos w taki właśnie sposób?

- Doskonale - powiedział cicho Severus. Już nie ocierał się o niego jedynie kolanem, a całym swoim szczupłym, wysokim, chłodnym ciałem. Harry czuł jego twarde mięśnie, przesiąkający przez szaty ziołowo-korzenny zapach, przepływające między nimi iskry.

Snape napierał mocno na główkę jego penisa, przyciskając ją i maltretując, a Harry miał ochotę jedynie wić się i skomleć z powodu biegnących od niej przez całe jego drżące ciało rozkosznych prądów.

- Severusie, proszę, przes... - Jego słowa zamieniły się w kolejny jęk, kiedy kolano mężczyzny jeszcze mocniej wgniotło mu się w krocze, miażdżąc jądra i wyciskając powoli orgazm z jego pulsującej boleśnie erekcji.

- Wyjęcz moje imię. Jeszcze raz.

Harry przymknął powieki i oparł głowę o twarde kamienie za sobą. Nie chciał tego robić. Ciało już dawno przestało go słuchać, lecz na szczęście pozostało mu jeszcze trochę kontroli nad ustami.

Otworzył je jednak gwałtownie i łapczywie wciągnął powietrze, kiedy jedna z rąk Snape'a wypuściła jego nadgarstek i z całej siły zacisnęła się na kroczu, brutalnie wbijając palce w jądra i drgającą erekcję.

- Aaaa, Severusie... - zakwilił zachrypniętym głosem, niemal podskakując i osuwając się po ścianie. Mężczyzna jednak szybko ponownie złapał go za wolny nadgarstek, przyciskając go do ściany i utrzymując w pozycji pionowej.

- Właśnie tak - wymruczał z mroczną satysfakcją. Był teraz tak blisko niego... Harry czuł każdą wystającą kość smukłego ciała, każdą fałdę szaty wgniatającą mu się w skórę, odbierający zmysły dotyk szczupłego, silnego kolana i był już tak cholernie... już prawie...

- Daj mi go. Daj mi swój orgazm - usłyszał przepełniony potrzebą, rozkazujący głos tuż przy swoim uchu, który trafił prosto w jego lędźwie i podpalił znajdujący się tam arsenał eksplodującej przyjemności. Harry doszedł, jęcząc rozdzierająco i skamląc, a jego ciało drżało tak bardzo, iż obawiał się, że jeszcze trochę i rozpadnie się na kawałki.

Po kilku chwilach obezwładniającego uczucia, które rozpuściło jego mięśnie, a umysł zamieniło w wyjącą z euforii papkę, poczuł jak kolano Snape'a wysunęło się spomiędzy jego ud, a on sam opadł do przodu na mężczyznę, dysząc ciężko i próbując odzyskać kontrolę nad swoim ciałem. Severus wypuścił z uścisku jego nadgarstki, a Harry uniósł głowę, z trudem otwierając oczy. W momencie, kiedy spojrzał w to promieniujące zadowoleniem, znajdujące się parę centymetrów od jego twarzy oblicze, mógł zrobić tylko jedną, jedyną rzecz.

I tak w tej chwili było mu już wszystko jedno.

Rzucił się do przodu, owinął ramiona wokół szyi Snape'a i desperacko przywarł ustami do jego wąskich, zaciśniętych warg. Przylgnął do niego całym ciałem z taką siłą, jakby pragnął w tym uścisku złamać wszystkie bariery, które mężczyzna rozciągnął wokół siebie. Nie myślał nad tym, co robi, chciał jedynie odcisnąć na nim swój ślad. Ssał i przygryzał wargi, pomimo iż usta pozostawały zamknięte. Kąsał je i przygniatał swoimi. Pożerał je, mrucząc i pojękując w nie cicho. A kiedy tylko Severus próbował odsunąć głowę, napierał na nie jeszcze mocniej, jeszcze zachłanniej, dusząc go w swoim uścisku.

W końcu jednak, kiedy pulsująca mu w głowie krew nieco opadła, a serce przestało wyrywać się z piersi i przez jego zamroczony umysł powoli zaczęły przebijać się pierwsze promienie świadomości... oderwał swoje piekące usta od równie zmaltretowanych warg mężczyzny i zaczerpnął tchu. Powoli otworzył oczy i spojrzał w strzelające płomieniami, znajdujące się milimetry od jego własnych oczy. Nie potrafił dokładnie odczytać ich wyrazu, ale widział w ich bezdennej głębi blask. Daleki, odległy blask, który przybliżał się z każdą sekundą, rozrastał, stawał coraz jaśniejszy.

Wokół panowała aksamitna cisza. Dwa nierówne oddechy szeptały pomiędzy sobą. Twarz Harry'ego owiewały ciepłe podmuchy. I coś się poruszyło. Jedna z dłoni Severusa wplotła mu się we włosy i przechyliła jego twarz nieco na bok. Kiedy serce już niemal podeszło mu do gardła, poczuł w kąciku ust delikatny pocałunek. Wargi Severusa były ciepłe, pulsowały. I były takie gładkie...

Po chwili oderwały się, przesunęły nieco w górę i złożyły kolejny pocałunek tuż pod prawym okiem. Harry pozwolił, aby jego powieki opadły, a z ust wyrwało się ciche westchnienie.

Następny pocałunek dotknął prawej skroni. Zatrzymał się tam na dłużej, jak gdyby smakował rozgrzaną, tętniącą w tym miejscu skórę.

Severus oderwał wargi i przesunął je jeszcze wyżej, by pocałować... bliznę. Łagodnie i niemal z wahaniem, ale doznanie było tak niesamowite, iż Harry sam nie wiedział, czy odczuwa to naprawdę, czy był to jedynie wytwór jego wyobraźni, ponieważ dokładnie w tej samej chwili poczuł rozprzestrzeniający się od niej żar. Jego ciało zaczęło drżeć w niekontrolowany sposób, miał wrażenie, jakby przepływał przez nie prąd. I na jeden, niewielki ułamek sekundy poczuł bolesne ukłucie i zobaczył serię migających obrazów. Nie był w stanie ich zatrzymać albo zapamiętać, ale wydawało mu się, że chyba zobaczył jakiś ciemnozielony płyn, twarz Voldemorta, Dumbledore'a, Snape'a i swoją własną.

Wszystko zniknęło jednak tak błyskawicznie, jak się pojawiło i już po chwili Harry zastanawiał się, czy widział to naprawdę, czy też coś mu się przewidziało. Wciąż czuł gorące wargi Severusa przyciśnięte do swojej blizny i miał wrażenie, że zaraz roztopi się pod wpływem tego dotyku.

Westchnął cicho, kiedy mężczyzna oderwał w końcu usta od jego skóry, owiewając ją łagodnym, rozgrzanym oddechem. Zacisnął mocniej powieki i pozwolił, aby dłoń Severusa, przyciągnęła jego twarz do otoczonego czernią torsu. Poczuł, jak mężczyzna oplata jego szyję drugą ręką i zamyka go w ciepłym uścisku, wtulając swoją twarz w jego włosy.

Stali tak bardzo długo, bez słowa, przytuleni do siebie w cieple i otaczającej ich ciszy.

I wyglądało na to, że przynajmniej w tej jednej chwili... wszystko było już w porządku.

* "All because of you" by Saliva

--- rozdział 40 ---

40. The Dark Side

Deliver me into my Fate

I never claimed to be a Saint...

My heart is just too dark to care.

I can't destroy what isn't there.

Ooh, my smile was taken long ago,

If I can change I hope I never know.*

Potter drżał i jęczał rozdzierająco pod ostrymi pchnięciami. Jego nagie plecy lśniły od potu, a smukłe dłonie kurczowo trzymały się oparcia fotela. Szczupłe biodra podskakiwały, zderzając się z czarnym materiałem spodni. Każde kolejne pchnięcie wprawiało całe to drobne ciało w drgawki i niekontrolowane spazmy. Lśniący członek raz po raz zanurzał się w maleńkim, zaczerwienionym otworze, rozpychając go i brutalnie torując sobie drogę przez wnętrze chłopca. Długie palce zaciskały się na jego bladej skórze na pośladkach, wbijając się w miękkie ciało i zostawiając na nim brunatne ślady. Potter skamlał i wił się, jego gardłowy krzyk sprawiał jedynie, że pchnięcia coraz bardziej przyspieszały.