***
- Crucio! - Głos Bellatriks wydawał się wyższy, kiedy zadawała cierpienie. Nieludzki. Pozbawiony jakichkolwiek przejawów uczuć. Tak jakby kierowało nią uosobione okrucieństwo, a ona była jedynie jego marionetką.
Ciało starszej czarownicy zaczęło drgać, rozrzucone członki uderzały o podłogę, wykręcając się pod nienaturalnymi kątami, a z ust wydobywał się zachrypnięty, niepowstrzymany wrzask, który wwiercał się w umysł i pozostawał w nim jeszcze na długo.
Severus stał z boku, przyglądając się tej scenie z obojętnym wyrazem twarzy. Sprawiał wrażenie kogoś, kto widział podobne sceny już zbyt wiele razy, by robiły na nim jakiekolwiek wrażenie.
- Nie zmarnuj na nią całej swojej mocy. Nie będę cię później aportował z powrotem do kwatery głównej, tak jak ostatnim razem - mruknął cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.
Bellatriks przerwała zaklęcie, dysząc ciężko, i odwróciła zarumienioną twarz w jego stronę. W jej oczach błyszczała taka ekscytacja, jakby niewiele dzieliło ją od osiągnięcia orgazmu.
- Och, przestań jęczeć, Sevciu... Mogę się zabawić, jeżeli mam na to ochotę. Może dzięki temu coś nam jeszcze wyśpiewa.
- Wątpię - prychnął mężczyzna, spoglądając na wijącą się, skuloną na podłodze postać. Z nosa kobiety wypływała krew, a jej szeroko otwarte oczy wbijały się w niego z taką intensywnością, jakby chciała mu coś przekazać, lecz nie była już w stanie tego zrobić. Jednak z pewnością nie było to nic przyjemnego. Resztka jej osobowości, która jeszcze tliła się w opustoszałych oczach, zionęła nienawiścią i urazą. Zdradą. - Legilimens Evocis wyciągnęło z niej już wszystko, czego potrzebujemy, ale jeżeli dalej zamierzasz bawić się z nią jak kot złapaną myszą, to twoja sprawa. Ja idę szukać tego, po co Czarny Pan nas tutaj przysłał. - Po tych słowach odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia z kompletnie zdemolowanego salonu.
- Och, Sevciu... Z tobą nie ma żadnej zabawy - parsknęła Bellatriks, po czym spojrzała na leżącą u jej stóp kobietę i w zamyśleniu zaczęła uderzać różdżką w swoją otwartą dłoń, tak jakby zastanawiając się nad czymś. Po chwili jej usta rozciągnęły się w upiornej parodii uśmiechu. Skierowała różdżkę w dół i już otworzyła usta, żeby rzucić na nią jedno z najbardziej bolesnych, torturujących zaklęć, które doprowadzały ofiarę do bardzo długiego konania w straszliwych męczarniach, kiedy usłyszała za sobą wypowiedziane zdecydowanym tonem słowa:
- Avada Kedavra!
Tuż obok jej ramienia świsnął zielony płomień, trafiając w staruszkę, której oczy rozszerzyły się na moment i zgasły na wieczność.
Bellatriks odwróciła się z furią w stronę stojącego przy wyjściu mężczyzny.
- Co to miało znaczyć! To ja ją chciałam zabić!
- Nie miałem zamiaru wysłuchiwać jej ciągłych wrzasków podczas przeszukiwania domu, szczególnie, że może to potrwać jeszcze bardzo długo. Boli mnie głowa - odparł spokojnie Severus, opuszczając różdżkę.
- Przecież mogłam ją uciszyć!
- Oboje wiemy, że nie zrobiłabyś tego, Bello. Ale obiecuję, że zapewnię ci inną rozrywkę.
Oczy kobiety natychmiast się zmrużyły, a na ustach pojawił się drapieżny uśmiech.
- Tak? Umieram z ciekawości - wymruczała, podchodząc do Snape'a, który pchnął wyrwane z zawiasów drzwi i wyszedł na równie zdemolowany korytarz. Skierował się po schodach na pierwsze piętro, starannie omijając wyrwane w stopniach dziury. - Niech zgadnę... - zagadywała dalej, wspinając się za nim w górę. - Chciałbyś podzielić się ze mną swoimi postępami w sprawie tego smarkacza - zachichotała. Severus odwrócił głowę do idącej za nim kobiety. Na jego ustach błąkał się szyderczy uśmieszek. - Ha! Wiedziałam! - roześmiała się Bellatriks. - Jak ci idzie, Sevciu? Słyszałam, że ten parszywy mieszaniec chodzi za tobą jak kundel i wręcz liże ci buty... - Jej dźwięczny śmiech odbił się od ścian i sprawił, że z sufitu odpadł kawałek tynku.
- Zawsze znajdziesz adekwatne porównanie, Bello - odparł Severus, wchodząc do znajdującego się na szczycie schodów korytarza i kierując się do pierwszego pokoju na lewo. - Tak, w tym względzie "kundel" to idealne określenie. Jak widać, pewne cechy rodzinne są nie do wykorzenienia.
Śmiech Bellatriks wzmógł się jeszcze bardziej.
- Jak to jest rżnąć takiego kretyna? - zapytała, przeszukując znajdujące się w pomieszczeniu szafki i komody, podczas gdy Severus sprawdzał różdżką ściany. - Jak w ogóle możesz się nie brzydzić go dotknąć?
- Wiesz, że to mnie zawsze przypadają w udziale najbardziej niewdzięczne zadania - prychnął mężczyzna, kopiąc stojący mu na drodze przewrócony fotel. - Ale mam przynajmniej satysfakcję z wyobrażania sobie, co zrobiłby jego plugawy ojciec, gdyby widział, jak zabawiam się z jego jedynym synem.
- Albo ten jego nędzny ojciec chrzestny. Och, już wyobrażam sobie jego minę, gdyby zobaczył, że z jego chrześniaka wyrosła taka mała dziwka - chichotała dalej kobieta, wyrzucając na podłogę szuflady.
- Czyżbyś żałowała, że go zabiłaś? - zapytał kpiąco Severus, kierując różdżkę w stronę podłogi.
- Nigdy! - parsknęła Bellatriks. - Nigdy, chociażby dla samego widoku tego małego gówniarza, zdruzgotanego i wdeptanego w ziemię. Wciąż pamiętam, jak gonił mnie po całym Ministerstwie, żeby pomścić śmierć swojego kundelka. Biedny skrzywdzony chłopczyk, który stracił swojego ukochanego wujcia... I co? I było go stać tylko na jakąś godną pożałowania parodię Crucio - prychnęła, otwierając przewróconą na ścianę szafę i przeglądając jej zawartość. Mężczyzna spojrzał na nią z ironicznym uśmiechem na cienkich wargach.
- Nie od dzisiaj wiadomo, że Potter jest imbecylem. Zawsze myślałem, że jest całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale ostatnio musiałem zweryfikować swój pogląd...
- Tak? - zapytała z zaciekawieniem kobieta, odwracając głowę w jego stronę.
- Potter ma niezrównany talent do obciągania.
Ta uwaga doprowadziła Bellatriks do kolejnego wybuchu dźwięcznego śmiechu.
- Och, Sevciu, Sevciu... Uracz mnie jeszcze jakimś pikantnym szczegółem. Wiesz, jak uwielbiam słuchać o upokarzaniu tego parszywego mieszańca. Powiedz mi... - Przestała przeszukiwać szafę i znieruchomiała, wpatrując się w mężczyznę zmrużonymi oczami i z błąkającym się na czerwonych wargach pełnym okrutnej radości uśmiechem. - Powiedz mi, jak głośno jęczy i skamle o więcej, wijąc się przed tobą na kolanach...
Tym razem to Severus się roześmiał.
- Przecież wiesz już niemal wszystko, Bello. Tak, Potter na kolanach to cudowny widok. Właśnie tam jest jego miejsce. U moich stóp, skowyczący i skamlący jak suka w rui. - Jego czarne oczy błyszczały, kiedy to mówił. Bellatriks posłała mu porozumiewawczy uśmiech.
- Widzę, że nasz mały Złoty Chłopczyk zamienił się przy swoim profesorze w prawdziwą wywłokę - parsknęła, powracając do przeszukiwania szafy i znajdujących się w niej kufrów i walizek. - Zapewne znakomicie go już wytresowałeś, Sevciu. Pójdzie za tobą bez wahania?
Mężczyzna posłał jej spojrzenie pod tytułem "za kogo ty mnie masz, kobieto?".
- Podejrzewam, że w tej chwili Potter byłby nawet w stanie zaatakować któregoś ze swoich drogich przyjaciół, gdybym tylko nim odpowiednio pokierował.
Bellatriks spojrzała na niego uważnie.
- To musi być rewelacyjne uczucie. Mieć nad nim taką władzę... Nad twoim największym wrogiem. W sumie to nie jest aż takie złe zadanie, Sevciu. Nie powinieneś tak narzekać.
- Nigdy na nie nie narzekałem, Bello - odparł gładko mężczyzna, przeszukując różdżką sufit. - Jedynym jego mankamentem jest fakt, że dotyczy ono Pottera.