Выбрать главу

- Mam! - krzyknęła nagle kobieta, wyjmując z jednej z walizek niewielkie zawiniątko. Zerknęła do środka i uśmiechnęła się szeroko. - Zadanie wykonane. Możemy stąd spadać.

Severus skinął głową, schował różdżkę do kieszeni szaty i podszedł do niej. Po chwili dwie sylwetki odziane w szaty Śmierciożerców zniknęły z głośnym trzaskiem i w zdemolowanym domu pozostał po nich jedynie unoszący się w powietrzu pył i leżące piętro niżej ciało martwej kobiety, wpatrującej się w sufit szeroko otwartymi, pustymi oczami.

***

W komnacie Mistrza Eliksirów panował półmrok i całkowita cisza. Wydawało się, że w chłodnych, wilgotnych pomieszczeniach nikogo nie ma. Jednak były to tylko pozory.

Za ścianą jednego z regałów, w wypełnionym flakonikami, buteleczkami i dymem laboratorium Severus Snape pochylał się nad ciemnozieloną, znajdującą się w kociołku substancją, mieszając ją co jakiś czas i dokładnie studiując leżącą na stole starą księgę ze stronicami gęsto pokrytymi runami i rycinami.

Odłożył chochlę i z kieszeni szaty wyciągnął niewielkie zawiniątko. W środku znajdował się kawałek wciąż jeszcze zakrwawionej skóry i coś, co przypominało niewielkie, mięsiste serce z nadal sterczącymi z niego kikutami żył. Rzucił na oba przedmioty zaklęcie czyszczące, po czym rozłożył skórę na desce i zaczął ją kroić w równe pasy szerokości pół centymetra. Kiedy skończył, ułożył paski w niewielki stos i zaczął je szatkować wprawnymi ruchami.

Jego twarz była skupiona, tak jakby każdy ruch był na wagę złota, a jeden nieostrożny krok mógł wszystko zniweczyć.

Kiedy skończył szatkować kawałki skóry, przysunął do siebie wagę i odmierzył dokładnie dwie i trzy czwarte uncji, po czym bardzo ostrożnie, wpatrując się w eliksir niczym sokół, wrzucił posiekany składnik do mikstury. Na powierzchni przez sekundę pojawiła się plama w kształcie czaszki, ale bardzo szybko się rozmyła, a eliksir zmienił barwę na jeszcze ciemniejszą zieleń.

Na twarzy Mistrza Eliksirów pojawił się lekki uśmiech, lecz coś w rozluźnieniu ramion i całej postawy sugerowało, że ten uśmiech wydawał się zaledwie odległym odbiciem szalejącego w mężczyźnie napięcia.

Sięgnął po chochlę i zamieszał wywar dwadzieścia razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i dwa razy w przeciwną stronę. Kiedy skończył, przeszedł do wciąż leżącego na desce serca. Zalał go przegotowaną wcześniej wodą i odczekał, aż przestanie parować. Nałożył czarne rękawice ze smoczej skóry, wyjął serce i przełożył je z powrotem na deskę, gdzie dokładnie wyciął z niego wystające żyły i wszelkie zanieczyszczenia. Następnie włożył je do moździerza i zaczął przecierać, uważając, by nie upuścić ani jednej kropli tryskającej z niego krwi. Kiedy została z niego tylko gęsta, krwista miazga, przelał ją do maleńkiego kociołka i podgrzewał nad niewielkim płomieniem aż do zagotowania. Potem szybko zestawił z ognia i umieścił nad kociołkiem, gotów do przelania.

Lecz wtedy coś najwyraźniej mu w tym przeszkodziło. Opuścił nieco rondel i wolną ręką sięgnął do kieszeni. W jego dłoni błysnął zielony kamień. Przysunął go do oczu i odczytał znajdującą się w nim wiadomość:

Czy mógłbym przyjść teraz do ciebie, Severusie?

Jego oczy zmrużyły się nagle i zapłonęło w nich coś... gniewnego. Zacisnął kamień w dłoni i szybko odesłał:

Nie mam teraz czasu, Potter. Nie przeszkadzaj mi.

Opuścił dłoń, chcąc schować klejnot z powrotem do kieszeni, ale zanim zdążył to zrobić, kamień ponownie się rozjarzył. Mężczyzna spojrzał w dół na zaciśnięte pomiędzy palcami zielone światło i z nieodgadnionym wyrazem twarzy ponownie podniósł klejnot do oczu. Lecz tym razem znacznie powolniejszym ruchem, tak jakby coś go powstrzymywało. Tak jakby za wszelką cenę chciał go od siebie odsunąć, ale nie był w stanie tego zrobić.

To... szkoda... Ja tylko... tak bardzo tęsknię i pomyślałem... że chciałbym się do ciebie przytulić. Ale to już nieważne. Przepraszam.

Severus zmarszczył brwi, a gniew w jego oczach rozgorzał jeszcze bardziej. Opuścił rękę, spojrzał na trzymany w ręku rondel i ponownie zaczął go przechylać. Czarne tęczówki dokładnie śledziły drogę gęstej, spływającej wolno po ściance naczynia mazi, lecz zanim pierwsza kropla przelała się za brzeg i spadła do kotła, Severus cofnął rękę i zacisnął powieki.

Żyła na jego skroni pulsowała, a trzymająca kamień dłoń zacisnęła się na nim tak mocno, iż pobielały mu kostki palców.

Po chwili jednym, gniewnym ruchem cisnął kamień w sam róg pomieszczenia. W spojrzeniu, które Mistrz Eliksirów skierował z powrotem na czerwoną maź, wciąż tliło się jakieś wzburzenie. Zostało ono jednak przyćmione zdecydowaniem, kiedy Severus przechylił szybko naczynie i zacisnął na chwilę powieki, gdy pierwsza kropla zetknęła się z ciemnozieloną miksturą. Z jego ust wydobyło się ciche westchnienie, lecz na ściągniętej twarzy nie było tym razem śladu uśmiechu.

Eliksir zabulgotał i uniósł się z niego czarny dym, wędrując aż pod sufit w iskrzących spiralach. Mężczyzna zamieszał wywar jeszcze trzy razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara w równych, pięciosekundowych odstępach czasu i w końcu odłożył chochlę na stolik, zmniejszył różdżką płomień i przykrył kociołek, a następnie cofnął się i oparł o znajdujący się za jego plecami blat pełen słoików i fiolek. Opuścił głowę i przez chwilę trwał tak, w całkowitym bezruchu, krążąc myślami po miejscach, do których jedynie on znał drogę.

Po pewnym czasie poruszył się i wyprostował, obrzucając pomieszczenie nieodgadnionym spojrzeniem. Na drugim końcu stołu warzył się inny eliksir, a obok niego stał czarny flakonik, który Severus otrzymał parę dni temu na Nokturnie. Podszedł do kociołka i przyjrzał się krytycznie jego zawartości, po czym wziął chochlę i zamieszał go dwa razy.

Kiedy odwrócił się od stołu, zamarł na moment, wpatrując się w róg pomieszczenia, w którym połyskiwało coś zielonego. Powoli podszedł do tego miejsca i podniósł z podłogi rozjarzony niemal do białości kamień.

Kiedy odczytał widniejącą na nim wiadomość, na jego usta wypłynął blady uśmiech, lecz zgasł równie szybko, jak się pojawił. Czarne oczy mimowolnie powędrowały w stronę stołu, lecz Severus nie pozwolił im na to. Odwrócił się gwałtownie i szybko opuścił pomieszczenie.

W powietrzu pozostały jedynie rozwiewające się powoli spiralne kłęby czarnego dymu.

***

Klątwa podpalająca, którą rzucił Blackwood, trafiła prosto w przebiegającego mężczyznę i rzuciła go na żywopłot, który w ułamku sekundy zapłonął niczym pochodnia. Wrzaski bólu słychać było chyba w całej okolicy, a swąd palonej skóry sprawił, że nawet Severus skrzywił się nieznacznie.

- Trafiony! - roześmiał się wysoki, postawny mężczyzna o kędzierzawej grzywie opadających na zakryte maską oblicze. Z wnętrza jednego z zaatakowanych domów rozległo się kwiczenie. W dobiegającej zewsząd kakofonii eksplozji, wrzasków i zaklęć ciężko było rozpoznać, czy był to przedśmiertny dźwięk wydany przez kobietę, czy też dziecko, ale Severus obstawiałby raczej to drugie. Chwilę później obaj stojący na płonącym trawniku mężczyźni usłyszeli ekstatyczny śmiech Bellatriks dochodzący ze zrujnowanego domu. Zresztą nie jedynego w okolicy. Kilka stojących po drugiej stronie drogi budynków miało olbrzymie wyrwy w ścianach i zapadnięte dachy. Te znajdujące się po tej stronie płonęły. Po asfalcie biegało jeszcze kilka przerażonych osób, odzianych jedynie w piżamy albo koszule nocne, a tuż za nimi kroczyły wysokie sylwetki w czarnych szatach, okrutnie zabawiając się ze swymi ofiarami, którym ich powolny marsz dawał złudną nadzieję na ucieczkę. Co jakiś czas przestrzeń przecinał kolejny wrzask cierpienia i gasnącego życia. W oddali jedna z ciemnych, wysokich postaci ciągnęła za sobą młodą, szarpiącą się kobietę, trzymając ją za długie włosy. Dziewczyna z kolei trzymała za nogę małe, dwu-, może trzyletnie martwe dziecko, wlokąc je za sobą po ziemi i zawodząc rozpaczliwie.