Выбрать главу

Śmierciożercy rzadko uciekali się do używania Klątwy Uśmiercającej. W stosunku do mugoli preferowali znacznie bardziej efektowne sposoby zabijania, gdyż ofiary nie miały żadnej możliwości obrony. Gotowanie krwi, odcinanie kawałków ciała, czy zrywanie skóry były najpopularniejsze, lecz istnieli Śmierciożercy, którzy sztukę tę opanowali do perfekcji i wciąż zaskakiwali nowymi metodami. Tak jak Bellatriks, czy właśnie Blackwood.

- Pomocaaaaarrrggghhh!

Severus odwrócił się akurat w momencie, kiedy młody chłopak o rozczochranych czarnych włosach przewracał się wprost na niego. Jego krew siłą rozpędu spryskała białą maskę i szatę, w którą przyodziany był mężczyzna. Mistrz Eliksirów złapał go mimowolnie, pomimo że w jasnobłękitnych oczach nie było już życia, a z pleców unosił się czarny dym i kiedy Severus na nie spojrzał, zobaczył w nich dużą, czarną dziurę. W zakrwawionych mięśniach tkwiły fragmenty pogruchotanego kręgosłupa.

- Zostaw to ścierwo - prychnął Blackwood, odprowadzając wzrokiem Śmierciożercę, który zabił przed chwilą chłopaka i kierował się już ku kolejnemu mugolowi. - Naprawdę mam wrażenie, że nigdy nie pozbędę się ich wszechogarniającego smrodu. Mnożą się jak karaluchy, wszędzie ich pełno - mamrotał mężczyzna, ściskając w dłoni różdżkę i rozglądając się za potencjalnym celem.

Severus odrzucił wiotkie ciało i wyprostował się, mocniej zaciskając palce wokół swojej różdżki. Jego dłonie odziane były w czarne, pokryte plamami krwi rękawiczki.

Jego wzrok, skryty za maską Śmierciożercy, przyciągnęła młoda kobieta, która przebiegła obok nich po trawniku. Jej długie włosy płonęły, a krzyk zwracał już uwagę pierwszych, rozglądających się za kolejną ofiarą popleczników Czarnego Pana.

- Twoja kolej, Severusie - oznajmił uprzejmym tonem Blackwood, wskazując różdżką w stronę kobiety.

Dłoń Snape'a uniosła się bez wahania.

- Sectumsempra!

Zaklęcie trafiło biegnącą kobietę w plecy. Upadła na twarz i zaczęła konwulsyjnie tarzać się po trawie, wyrzucając jej grudki na znaczną odległość. Jej skóra otwierała się, jakby przecinał ją skalpel, a krew z ran tryskała jeszcze dalej niż kępki trawy i ziemi. Kilka z nich osiadło na szatach, przyglądających jej się bez ruchu mężczyzn.

- Muszę ci przyznać, Severusie, że to niezwykle widowiskowe zaklęcie. Może w końcu zdradzisz mi jego tajemnicę? Od dawna je znasz?

- Od bardzo dawna - odparł beznamiętnym tonem mężczyzna, opuszczając różdżkę i odrywając spojrzenie od podrygującej coraz słabiej, leżącej na trawie sylwetki. Ogień z włosów przeniósł się na twarz i powoli opanowywał nieruchome już ciało.

- Niedługo musimy się zwijać - oznajmił Blackwood, przeciągając się tak mocno, że aż strzeliły mu kości. - Ale mam ochotę jeszcze się zabawić... - powiedział, zerkając na leżącego tuż obok niego martwego nastolatka z dziurą w plecach. - W sumie to ten by się nadawał, gdyby nie ten jeden niewielki ubytek. - Roześmiał się chrapliwie, tak jakby opowiedział właśnie dobry dowcip, który niestety tylko on wydawał się rozumieć. - Przestań być takim sztywniakiem, Severusie. Przecież wiem, jak uwielbiasz zabawiać się z takimi podlotkami. Pamiętasz nasze kilkugodzinne sesje z dzieciakami z Greenvillage, zanim Czarny Pan wysłał mnie na tą czteromiesięczną misję na zapyziałe Bałkany? Och, tak cholernie mi tego brakuje... - paplał Blackwood, podczas gdy Severus przez cały czas wpatrywał się w nieruchomą, zastygłą w wyrazie przerażenia twarz czarnowłosego chłopaka. - Do dzisiaj ich krzyki i jęki utulają mnie w nocy do snu. Nie ma nic cudowniejszego niż te drobne nagie ciałka i ich ciasne tyłki. - W błyszczących pod maską piwnych oczach zapłonął lód. - Mam nadzieję, że kiedy Czarny Pan dostanie już Pottera w swoje ręce, to pozwoli nam się z nim trochę zabawić...

Pokryta kroplami krwi maska w kształcie czaszki powoli uniosła się i odwróciła w stronę mężczyzny. Nie było za nią widać nawet najmniejszego fragmentu twarzy Mistrza Eliksirów, poza dwoma czarnymi tęczówkami wbijającymi się w pogrążonego w swoich fantazjach Blackwooda.

- Nie mów, że nie miałeś na to ochoty przez te wszystkie lata, kiedy był zaledwie na wyciągnięcie twojej ręki - kontynuował Śmierciożerca. - Wyobraź to sobie... przerżnąć ich "Złotego Chłopca", ich "cudeńko", "nadzieję czarodziejskiego świata", tego parszywego "Wybrańca"... Wgnieść go w ziemię, zdeptać, zadać mu taki ból, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał, a potem rżnąć go do utraty przytomności, tak jak kiedyś to robiliśmy... Och, to będzie coś pięknego! - Z ust Blackwooda wydobył się gardłowy śmiech przypominający charczenie.

Obsydianowe oczy nie poruszyły się. Nieruchomo wpatrywały się w mężczyznę, a z każdym jego słowem stawały się coraz zimniejsze, wydawały się, niczym dwie czarne dziury, wchłaniać całe ciepło i światło, zamieniając je w ostre jak sztylety sople lodu, które potrafiłyby przebić się przez wszystko, nawet przez duszę.

Po chwili z ust Severusa dobiegło wypowiedziane zamyślonym tonem pytanie:

- Będzie?

Blackwood zignorował je jednak, całkowicie pochłonięty swoimi myślami.

- Ustawię się jako pierwszy w kolejce do jego dziewiczej dupy - snuł dalej swój wywód, a jego oczy błyszczały mściwym podekscytowaniem.

Snape zrobił krok w jego stronę.

- Nie mogę się wprost doczekać, kiedy to zobaczę, Blackwood - powiedział, a w jego głosie zabrzmiało coś ostrego, obiecującego.

- Hej, chłopcy! - Dźwięczny krzyk Bellatriks zwrócił uwagę wszystkich grasujących po okolicy Śmierciożerców, łącznie ze Snape'em i Blackwoodem. - Odkryli nas! Zwijamy się!

Wszystkie odziane w czerń postacie, jedna po drugiej aportowały się do wtóru głośnych trzasków. Wśród płonących zgliszczy pozostały jedynie szczątki i nieruchome, martwe ciała.

*

Po obowiązkowej wizycie u Dumbledore'a i wytłumaczeniu, dlaczego Severus nie wiedział nic o planowanym ataku na "tych biednych, niczego niespodziewających się mugoli z Hampston", po złożeniu szczegółowego raportu z zajść (czyli kto i ile osób uśmiercił) oraz po wysłuchaniu monologu starego czarodzieja dotyczącego coraz większych sukcesów Czarnego Pana i obaw związanych z coraz mniejszym prawdopodobieństwem pokonania go, Mistrz Eliksirów mógł w końcu wrócić do siebie.

Niczym duch pokonał drogę dzielącą duszny gabinet dyrektora i swoje chłodne lochy, niosąc w dłoni pokrytą ciemnoczerwonymi plamami perłową maskę w kształcie czaszki. Jego szaty wciąż splamione były krwią wymordowanych dzisiaj mugoli, nawet jeżeli nie odznaczała się ona aż tak bardzo na ciemnym materiale.

Zamek był całkowicie opustoszały. Nie tylko za sprawą tego, że był już środek nocy, ale przede wszystkim z powodu przerwy świątecznej, a co za tym idzie - nieobecności niemal wszystkich uczniów.

Atak, w którym Severus brał dzisiaj udział, był "świąteczno-noworocznym prezentem od Czarnego Pana dla całego czarodziejskiego świata" sądząc po reakcji Dumbledore'a i całego Ministerstwa Magii, które, według słów dyrektora, natychmiast zarządziło specjalne zebranie wszystkich najważniejszych ludzi w Ministerstwie, ściągając ich z urlopów, wyglądało na to, że przekaz trafił wyjątkowo celnie i dogłębnie.

Kiedy Severus dotarł w końcu do swoich komnat, cicho wymruczał hasło i wszedł do gabinetu, który przemierzył w zaledwie kilku krokach i po wypowiedzeniu kolejnego hasła, nareszcie znalazł się w salonie.

Skrzaty rozpaliły ogień w kominku podczas jego nieobecności. Drewno cicho trzaskało, a bijący od ognia żar ogrzewał jego skupioną, pogrążoną w myślach twarz.