Выбрать главу

- Severusie... - powiedział cicho, uważnie przyglądając się odpychająco wykrzywionej twarzy.

Nie było żadnej reakcji. Mężczyzna nadal patrzył na niego tak, jakby Harry był jego największym wrogiem i wciąż celował w niego różdżką. Chłopak przełknął ślinę i oblizał wyschnięte nagle wargi.

- Nie przestraszysz mnie - wycedził w końcu, patrząc prosto w próbujące rozedrzeć go na strzępy czarne oczy. - Poznałem cię już wystarczająco dobrze i doskonale wiem, z kim mam do czynienia. - Przerwał na chwilę i zaczerpnął tchu. - Zabijasz. Torturujesz. Ranisz. Odpychasz mnie, gdy chcę się do ciebie zbliżyć. A kiedy zaczyna ci zależeć, uciekasz w obawie przed rozczarow...

- Zamknij się! - Drżący dziwnie głos Snape'a rozdarł powietrze niczym skalpel. - Zabieraj się stąd natychmiast! Jeżeli nie wyjdziesz, to przysięgam, że tego pożałujesz!

Ciało Harry'ego drgnęło, jakby samoistnie próbowało posłuchać i wycofać się, póki jeszcze nie było za późno, chłopak zmusił się jednak, aby pozostać na miejscu.

- Nie - powiedział zdecydowanie.

Widział, że palce Snape'a mocniej zaciskają się na różdżce.

- Wynoś się! - powtórzył po raz kolejny mężczyzna, a jego skryta w cieniu twarz emanowała czymś naprawdę przerażającym.

- Nie! - Harry prawie krzyknął, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem całego ciała. - Ogłuchłeś? Powiedziałem, że nigdzie nie pójdę!

- Affictio! - Z różdżki Snape wytrysnął strumień czerwonego światła i pognał w stronę Harry'ego, trafiając go prosto w żołądek. Chłopak zgiął się w pół, czując niewyobrażalny, przewiercający się przez mięśnie ból. Miał wrażenie, jakby wszystkie żyły w jego ciele popękały. Wrzasnął łamiącym się głosem i złapał się za brzuch, kiedy siła uderzenia odrzuciła go do tyłu. Upadł na podłogę z takim impetem, że jego głowa uderzyła o kamienną posadzkę.

W pierwszej chwili nie widział nic, poza ciemnością. Głowa mu pękała i wyglądało na to, że stracił okulary. Uniósł się do pozycji siedzącej, czując ostatnie fale zanikającego powoli bólu i rozmazanym wzrokiem rozejrzał się w poszukiwaniu swoich okularów. Wymacał je pół metra od siebie, wycierając jednocześnie rękawem spływającą z nosa, ciepłą strużkę krwi. Założył szkła na nos i powoli podniósł się, wbijając w nadal celującego w niego różdżką Snape'a nieugięte, twarde spojrzenie.

- Tylko na tyle cię stać? - wymamrotał cicho, ponownie wycierając krew i czując jej smak na wargach. Bolały go wszystkie mięśnie. - No dalej. Ulżyj sobie. Rzuć we mnie Cruciatusa!

Zmrużone w wyrazie całkowitej furii oczy Snape'a powiększyły się na moment. Ściskająca różdżkę dłoń drżała, tak samo, jak całe jego napięte niczym struna ciało. Walczył ze sobą i Harry doskonale widział rozterkę na jego twarzy. I otwierające się usta, tak jakby Severus naprawdę szykował się do wypowiedzenia klątwy niewybaczalnej. Mężczyzna oblizał cienkie wargi, a Harry wpatrywał się w nie niczym sokół, czekając na zaklęcie, już prawie widząc oczami wyobraźni, jak spływa z tych ust i...

- No czekam! - wykrzyknął, podchodząc o krok bliżej do celującego w niego i wyglądającego tak, jakby był już na samej granicy eksplozji mężczyzny.

- Nie zbliżaj się! - Głos Snape'a był dziwny, odległy, zachrypnięty.

Jednak Harry nie zamierzał go słuchać. Sam miał wrażenie, że zaraz rozsypie się w drobny mak, że nie wytrzyma tego napięcia. Trząsł się tak bardzo, że z trudem stawiał kolejne kroki.

- Nie wyrzucisz mnie! - syknął łamiącym się głosem. - Nie tym razem! Zostanę tutaj. Z tobą. Cokolwiek spróbujesz mi zrobić, jakąkolwiek rzucisz na mnie klątwę, ja nie ucieknę! Tym razem nie pozwolę ci się odepchnąć!

Oczy mężczyzny rozbłysły jeszcze większą furią. Wyglądał tak, jakby próbował się bronić przed słowami Harry'ego, ale tarcza, którą stworzył z wycelowanej w chłopaka różdżki, powoli zaczynała pękać.

Harry zrobił kolejny krok, czując, że uginają się pod nim kolana. Severus wykonał taki ruch, jakby zamierzał się cofnąć, ale najwyraźniej powstrzymał się i jeszcze mocniej zacisnął dłoń na różdżce. Jego palce pobielały.

- Na co czekasz? Jeżeli aż tak bardzo mnie nienawidzisz, to rzuć ją! Pokaż mi! Udowodnij, że jestem dla ciebie nikim! - Harry nie potrafił powstrzymać słów. Jego własny głos wydawał mu się tak napięty, zduszony i zachrypnięty, jakby nie należał do niego. - Udowodnij mi, że jesteś takim przerażającym Śmierciożercą, jak próbujesz pokazać! Bo wiedz, że ja tak nie uważam!

Oczy Snape'a zwęziły się w maleńkie szparki. Harry zobaczył, jak jego usta otwierają się i usłyszał wypowiadane sykiem słowo:

- Cru...

Nie czekając na dalszą część inkantacji, rzucił się do przodu, owijając ramiona wokół torsu mężczyzny i przywierając do niego z całej siły, jak gdyby próbował zgnieść w tym uścisku dzieląca ich, pełną żółci i gniewu przepaść. Lecz zanim jego strwożone serce zdołało opaść z powrotem na swoje miejsce, poczuł, jak żelazne dłonie zaciskają się na jego ramionach i odrywają go od szczupłego, trzęsącego się tak bardzo jak on sam ciała. Snape odepchnął go z taką siłą, że Harry po raz kolejny wylądował na podłodze, uderzając w nią łokciami, którymi próbował się podeprzeć. Zamrugał oszołomiony i spojrzał na górującego nad nim Severusa, który ponownie celował w niego różdżką.

- Myślisz, że tak mnie powstrzymasz? - powiedział, unosząc się do pozycji siedzącej i podpierając z tyłu na wyprostowanych rękach. - Myślisz, że jeśli znów mnie odepchniesz, to ucieknę z płaczem?

- Może cię to zdziwi, Potter - wycedził Snape przez zaciśnięte zęby - ale tak właśnie myślę. Już tyle razy udowodniłeś mi, że wystarczy na ciebie chuchnąć, a natychmiast zamieniasz się w małe skrzywdzone dziecko. Och, cóż za buntownicza mina... Myślisz, że zwykłym paplaniem jesteś w stanie zmienić cokolwiek? To tylko czcza gadanina. Spójrz na mnie! Zamordowałem dzisiaj cztery osoby. Cztery bezbronne osoby. Widzisz to? Widzisz ich krew? Nadal twierdzisz, że cię to nie obchodzi? A może mam ci opowiedzieć, jak to zrobiłem? Czy może wolisz, żebym ci to pokazał, co? - Snape wyglądał w tej chwili jak szaleniec. Stał tuż nad Harrym, pochylając się nad nim i celując mu różdżką miedzy oczy. - Nie wyobrażasz sobie, do czego jestem zdolny, ty głupi dzieciaku, ponieważ nic nie wiesz! Nic!

- Nie boję się ciebie - odparł buntowniczo Harry, chociaż jego łamiący się głos zdradzał coś wręcz przeciwnego. - Nie boję się! Możesz mnie straszyć, możesz odpychać i ciskać we mnie zaklęciami, ale nie zmienisz już tego, co mi dałeś! Bo wiem, że ci na mnie zależy! Nie oszukasz mnie! Nie rozumiem tylko... dlaczego musisz tak wszystko komplikować? Dlaczego nie pozwolisz mi po prostu ze sobą być? Dlaczego?

Mężczyzna zatrzymał się i cofnął nieco, spoglądając na Harry'ego nieokreślonym wzrokiem. Chłopak mógłby przysiąc, że zobaczył w tych zmrużonych oczach zalążek jakiegoś odległego, ukrytego głęboko bólu, którego Severus za wszelką cenę nie chciał do siebie dopuścić.

- Potter... - Kiedy Snape odezwał się w końcu, Harry ledwie był w stanie go usłyszeć, ponieważ wydawało się, że jego głos wydobywa się z bardzo, bardzo daleka. - Czasami rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, niż twoje szybujące w chmurach wyobrażenia.

Harry przekrzywił lekko głowę, czując, jak do jego serca napływa gorący strumień gniewu. Jego wyobrażenia? To zabrzmiało tak, jakby całe życie spędził pod szklaną kopułą, wśród rodzinnego ciepła i kochających, rozpieszczających go bliskich. Jakby nie poznał życia od tej najcięższej, najokropniejszej strony, samotny i prześladowany, zmuszony od dziecka walczyć z czymś, z czym nie potrafił sobie poradzić nawet Dumbledore!