Выбрать главу

- Doskonale wiem, jak wygląda rzeczywistość! Przez całe życie rodzina traktowała mnie jak skrzata domowego, a teraz prześladuje mnie najgroźniejszy czarnoksiężnik świata i wszyscy oczekują ode mnie, że go pokonam! Myślisz, że mnie to cieszy? Myślisz, że cieszy mnie myśl, że pewnego dnia będę musiał z nim walczyć i umrzeć? Boję się tego... - Jego głos załamał się i Harry potrzebował chwili, żeby odzyskać nad nim kontrolę. Twarz Severusa złagodniała odrobinę i mężczyzna opuścił nieco różdżkę, chociaż jego ręka nadal mocno drżała. - Nie chcę umierać - powiedział cicho Harry, patrząc prosto w te przeszywające, płonące oczy. Miał wrażenie, że przez chwilę widział w nich... cierpienie. Tak, dokładnie tak! Wydobywające się z głębi, trawiące duszę cierpienie. Lecz płomienie szybko je pochłonęły, a Severus na powrót patrzył na niego nieugiętym spojrzeniem.

- Nie ty jeden jesteś ofiarą w tej wojnie, Potter - wycedził w końcu mężczyzna, a jego głos wydawał się być wyjątkowo opanowany, zważywszy na okoliczności. - Nie ty pierwszy i nie ostatni. Myślisz, że ci wszyscy, którzy zginęli, także nie pragnęli żyć? Myślisz, że chcieli złożyć swoje życie w ofierze? Myślisz, że tylko ty musisz poświęcić coś, co jest ci najbliższe?! - Ostatnie zdanie Snape niemal wykrzyczał, w jego głosie płonęła gorzka wściekłość i Harry mimowolnie cofnął się odrobinę, wciąż jednak nie podnosząc się z zimnej, kamiennej posadzki.

- Nie o to chodzi! - krzyknął. Snape nic nie rozumiał! Zupełnie nic! - Jeszcze niedawno zrobiłbym to bez wahania. Nie zależało mi. Ale teraz... - Zaciął się, nie mając pojęcia, co właściwie chce powiedzieć. - Teraz mam... coś. Ciebie. I boję się, bo nie chcę tego stracić. Kiedyś zabicie Voldemorta było dla mnie najważniejsze. Teraz... teraz ty jesteś najważniejszy! Nie rozumiesz tego? - dokończył cicho, czując się już zmęczony i kompletnie wypalony całą tą sytuacją.

Mężczyzna zmrużył oczy i zacisnął usta. Jego trzymająca różdżkę dłoń zaczęła jeszcze bardziej drżeć.

- Czasami priorytetem jest to, co ważne, a nie to, co osobiste - wypowiedział zachrypniętym, odległym głosem. - I należy się z tym pogodzić, Potter.

- Nie! - wykrzyknął Harry, czując, że ponownie traci nad sobą panowanie. - Nigdy się z tym nie pogodzę! Można to połączyć...

- Połączyć? - przerwał mu Snape. - Wierz mi, że nie można. Jeżeli dopuścisz do priorytetów osobiste uczucia, to już jesteś przegrany.

Harry zmarszczył brwi, wpatrując się w mężczyznę badawczym, lustrującym wzrokiem.

- A jakie są twoje priorytety, Severusie?

- Nie prowokuj mnie, Potter - warknął Snape. Jego głos drżał teraz już bardzo wyraźnie. Tarcza rozsypywała się.

- Nie mam takiego zamiaru - odpowiedział spokojnie Harry. - Chcę tylko wiedzieć, co tak ważnego przeszkadza ci w... byciu ze mną. Czasami odnoszę wrażenie, że swoim zachowaniem próbujesz mnie do siebie zniechęcić. Jakbyś chciał trzymać mnie na dystans. Nie rozumiem, dlaczego tak postępujesz. Ale chcę, żebyś wiedział, że twoje próby są daremne. To jest niemożliwe, ponieważ ty zawsze jesteś ze mną... - Harry przesunął dłoń i położył ją na swoim sercu - ...tutaj - szepnął cicho.

W oczach Severusa coś na chwilę zgasło. Jego wyciągnięta ręka opadła bezwładnie, a różdżka wysunęła mu się z dłoni i uderzyła o podłogę. Stał nad Harrym bez ruchu, patrząc na niego pustym, nieodgadnionym wzrokiem, jak gdyby wszystko w nim zamarło, ucichło, odpłynęło. Jak gdyby w tym jednym jedynym momencie wszelkie dzielące ich mury, ściany, bariery zniknęły. I pozostali tylko oni.

Nagle wyraz twarzy mężczyzny zmienił się. Jego oczy rozbłysły żarem, a usta rozchyliły się, jak gdyby próbował złapać haust powietrza. Pochylił się do przodu i opadł na kolana, rzucając się na Harry'ego z taką potrzebą, jakby umierał z głodu i pragnienia. Jakby do dalszego istnienia rozpaczliwie potrzebował kontaktu, dotyku i ciepła. I musiał to dostać, teraz, natychmiast!

Złapał za spodnie Harry'ego i nie przejmując się ich rozpinaniem, pociągnął je razem ze slipami w dół aż na uda. I zanim chłopak zdążył wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, uniósł mu nogi w górę i sięgnął po znajdującą się w tylnej kieszeni jego dżinsów różdżkę. Harry niemal nie poczuł draśnięcia magii, która musnęła jego pośladki, ponieważ nie potrafił oderwać spojrzenia od pochylonej nad nim, zakrytej zlepionymi krwią włosami twarzy. Snape wyglądał jak obłąkany, jak gdyby zupełnie nad sobą nie panował i pozwolił, aby kierowało nim jedynie opętańcze pragnienie.

Harry zdążył jedynie zacisnąć dłonie na przyszpilających go do podłogi przedramionach, zanim Severus wszedł w niego jednym silnym pchnięciem. Widział, jak źrenice mężczyzny rozszerzają się, a otwarte usta z trudem łapią powietrze, kiedy pulsujący potrzebą członek zagłębił się w jego wnętrzu. Miał wrażenie, że te wbijające się w niego oczy zanurzają się w nim o wiele głębiej, tak jakby poszukiwały czegoś, co tylko on mógł im podarować.

Snape pochylił się nad nim, wysunął i pchnął, a jego źrenice rozszerzyły się jeszcze bardziej, badając, penetrując. Harry zacisnął mocno wargi, zdeterminowany, by nie okazać jakiejkolwiek oznaki bólu. Oddawał mu wszystko. Wszystko, co tylko Severus chciał. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w twarz Severusa, pozwalając mu wchodzić w swoje ciało, w swój umysł. Ofiarowując mu siebie w całości.

I zobaczył, jak po zaledwie kilku ostrych, pełnych potrzeby pchnięciach Snape znieruchomiał, a na nienaturalnie rozszerzone, strzelające niemalże iskrami źrenice opadły powieki, zatrzaskując je w świecie przyjemności. Severus doszedł, wydając z siebie głęboki, gardłowy jęk i Harry czuł, jak gorący penis pulsuje w nim, wyrzucając z siebie coś jeszcze, coś cieplejszego. Mężczyzna wykrzywił wargi w czymś na kształt pełnego ulgi uśmiechu.

Kiedy wilgotny członek wysunął się z niego, Harry pozwolił, aby nogi, które sam utrzymywał w górze, opadły na podłogę. Severus westchnął tylko i opadł na niego całym ciężarem, zakrywając go swoim ciałem i czarną, splamioną krwią szatą. Twarz Harry'ego znalazła się tuż obok przyciśniętej do niej policzkiem, skierowanej ku dołowi twarzy Snape'a. Słyszał jego ciężki oddech przy swoim uchu i czuł drżenie szczupłego ciała. Łagodnie wysunął dłonie spod Severusa i owinął je wokół jego szyi, przyciskając go do siebie jeszcze mocniej.

- Niech cię cholera, Potter... - wysapał mężczyzna i Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu, który samoistnie wypłynął mu na usta.

Leżeli tak przez chwilę w całkowitej, ciepłej ciszy, tak różnej od tej kąsającej, ognistej kłótni, która doprowadziła ich aż tutaj. Wypełniał ją jedynie ciężki oddech Severusa i spokojny Harry'ego..

Po otulającej ich łagodnie chwili czułego milczenia mężczyzna poruszył się i powoli uniósł na rękach, chociaż Harry niechętnie wypuścił go ze swych objęć. Severus pochylał się nad nim, spoglądając na niego wzrokiem, który można było określić jedynie jako... pokonany. Czarne włosy okalające tą zmarszczoną w zamyśleniu twarz, wpółotwarte, oddychające głęboko usta, błyszczące, nawilżone przed chwilą cienkie wargi, duży, ostry nos i lśniące czymś, co wyglądało jak niedowierzanie, bezdenne oczy.

I Harry nie potrafił oderwać od niego wzroku, ponieważ to był jego Severus. Pomimo że wciąż miał na sobie splamione krwią mugoli szaty Śmierciożercy, pomimo zaschniętych kropli zdobiących jego czoło i skronie... Ponieważ wszystko, co robił wcześniej, naprawdę nie miało w tej chwili żadnego znaczenia. Tutaj, teraz... to był ten Severus, którego znał i... kochał.

Mężczyzna uniósł odzianą w czarną rękawiczkę dłoń i położył ją na policzku Harry'ego. Przez chwilę po prostu wpatrywał się w niego bez słowa, tak jakby postanowił trwale odcisnąć w pamięci jego twarz, aby zawsze móc ją przywołać. Przycisnął palec wskazujący do jego czoła, dokładnie w miejscu, w którym znajdowała się blizna i łagodnym, czułym gestem przesunął nim wzdłuż skroni i policzka, aż do rozchylonych lekko warg, pozostawiając niewyraźny, ciemnoczerwony ślad. Niemal pożerał wzrokiem każdy fragment twarzy, którego dotknął, a kiedy jego palec przebiegł po zaczerwienionych wargach Harry'ego, Severus mimowolnie oblizał własne. Wyglądał tak, jakby nagle zaschło mu w ustach i bardzo potrzebował czegoś, co ugasi jego pragnienie. Powoli przesunął palec na brodę i wzdłuż szyi, coraz niżej, poprzez klatkę piersiową i napięty brzuch. Uniósł biodra, opierając się na kolanach i na jednej ręce i poprowadził palec poprzez odsłonięte, wrażliwe podbrzusze Harry'ego aż do jego na wpół twardej, leżącej na udzie erekcji.