Выбрать главу

Sięgnął po kieliszek i wypił resztę szampana. Bąbelki spieniły mu się w ustach, przyjemnie masując jego podniebienie. Westchnął i spojrzał na Snape'a nieco już rozbieganym, mętnym wzrokiem. Podobało mu się to, jak napój rozgrzewał jego wnętrzności i rozluźniał go.

- Ja... ee... - dukał, nie potrafiąc zmusić swojego umysłu do normalnego funkcjonowania. Nie, kiedy Severus przez cały czas wbijał w niego [i]takie[/i] spojrzenie. No i kiedy trochę za bardzo kręciło mu się w głowie od wypitego alkoholu. - Mógłbym sobie jeszcze nalać? - zapytał i pomachał pustym kieliszkiem.

- Nie krępuj się. - Mistrz Eliksirów wskazał w stronę barku.

- Nie zamierzam - odparł i uśmiechnął się promiennie. Oczy mężczyzny rozszerzyły się na moment i Harry odniósł wrażenie, że Severus niemal pochłania wzrokiem jego uśmiech.

Podniósł się i podszedł do blatu, obok którego znajdował się barek. Postawił kieliszek na ciemnym drewnie i otworzył drzwiczki szafki.

- Jak to się nazywało? - zapytał, spoglądając na rząd różnego rodzaju butelek.

- Dom Pérignon - usłyszał cichą odpowiedź. Pochylił się, mrużąc oczy i odczytując nazwy na etykietach. Chianti, Chablis, Jack Daniels, Absinthe, Martini, Bourbon, Tequila... Jest!

Wyjął z szafki ciemną, błyszczącą butelkę i postawił ją na blacie, aby wyciągnąć korek, ale wtedy poczuł ruch za plecami i tuż obok niego pojawiła się odziana w czarny materiał ręka Severusa, która zanurzyła się w szafce i złapała kwadratową butelkę z czarną etykietą Jack Daniels.

- Ja też się napiję. - Głos mężczyzny był dziwnie zduszony i zachrypnięty. Harry obserwował, jak szczupła ręka stawia butelkę na blacie i zaciska się na niej nieco zbyt mocno. Słyszał za sobą ciężki, przyspieszony oddech i niemal wyczuwał na sobie dotyk ciemnego, intensywnego spojrzenia. Lecz zanim zdążył odwrócić głowę, zanim zdążył wykonać jakikolwiek ruch, zobaczył, jak ręka mężczyzny odtrąca nagle butelkę i - o bogowie! - obejmuje go w pasie, podczas gdy druga oplata się wokół jego klatki piersiowej niczym wąż, zaciskając się z taką siłą, jakby zamierzała pozbawić go tchu. Severus przyciągnął go do siebie i objął mocno, niemal łapczywie, wtulając twarz w jego włosy i głęboko wciągając w nozdrza ich zapach.

Zaległa absolutna cisza, a Harry słyszał jedynie głośne bicie własnego serca, które wydawało się krzyczeć o cholera o cholera o cholera w rytmie uderzeń.

Severus przyciskał go do siebie z taką siłą, jakby obawiał się, że Harry mógłby w każdej chwili wyrwać się i uciec, jakby nigdy nie zamierzał wypuścić go ze swych objęć. Było w tym zachłannym uścisku coś takiego... jakaś nieodparta potrzeba bliskości, nagła i najwyraźniej nie do końca uświadomiona, impuls, który kazał Severusowi złapać, przygarnąć, dotknąć, poczuć... Tak blisko...

I Harry poddał się temu, chłonąc zapach szeleszczących wokół siebie ciemnych szat, gorący oddech owiewający jego włosy i siłę oplatających go szczelnie ramion... I wiedział, że od teraz wszystko już będzie dobrze. Że wraz z jego wczorajszym małym zwycięstwem wszystko się zmieniło... Poczuł, jak do jego serca wlewa się ciepło, a oczy zaczynają go nieznośnie szczypać.

Z trudem udało mu się przełknąć ślinę, ponieważ miał wrażenie, że coś kwaśnego ulokowało się w jego gardle, nienaturalnie je zwężając. Westchnął głęboko, zatapiając się jeszcze bardziej w uścisku ramion Severusa.

Ale wtedy mężczyzna poruszył się. Impuls wycofał się, zastąpiony chłodną świadomością. Severus odchrząknął i wypuścił Harry'ego, odsuwając się od niego. Wziął do ręki butelkę i bez słowa skierował się z powrotem do stolika. Chłopak stał przez chwilę, próbując walczyć z zatapiającym jego wnętrzności gorącem, z tym niemożliwie skręcającym się w żołądku pragnieniem, by ponownie poczuć to ciepło. Odkorkował butelkę i bez zastanowienia przyłożył ją do ust, biorąc kilka solidnych łyków. Och tak, poczuł gorąco... rozlewający się po ciele żar, który kazał mu zapomnieć o szampanie, zapomnieć o kolacji, zapomnieć o wszystkim i skierować swoje kroki do fotela, w którym siedział Severus, wpatrzony w swoją szklankę i najwyraźniej zastanawiający się nad czymś. To właśnie ten żar kazał mu złapać tę szklankę i wyjąć mu ją z dłoni, ignorując zaskoczone spojrzenie ciemnych oczu, a później usiąść mu na kolanach i opleść rękami szczupłe ramiona, przywierając do niego całym ciałem. Całym drżącym, pożądającym bliskości ciałem.

Krążący w jego żyłach alkohol zdawał się nim kierować i krzyczeć mu do ucha, jak bardzo pragnie tego mężczyzny. I Harry czuł to pragnienie całym ciałem, pozwalał mu sterować sobą i jedyne, co go w tej chwili obchodziło, to zaspokojenie go, to czucie Severusa swoją skórą, ustami i wypełnienie nim swoich lędźwi. Przywarł wargami do chłodnej szyi, zamknął oczy i zaczął ją całować, wchłaniając jej smak wszystkimi zmysłami. Przycisnął usta do miejsca, w którym wyczuwał przyspieszony puls i pozostawił je tam przez kilka chwil, rozkoszując się każdym łagodnym uderzeniem przepływającej pod skórą krwi. Po chwili jednak porzucił to miejsce, zamykając w rozpalonych wargach miękki płatek ucha.

- Mmm... - mruknął Severus, odchylając nieco głowę i pozwalając Harry'emu sięgnąć głębiej. Chłopak słyszał jedynie szaleńcze bicie własnego serca, kiedy pozwolił swojemu językowi wędrować po ciepłym wnętrzu i lizać przestrzeń za uchem, podczas gdy czarne kosmyki łaskotały jego twarz, muskały nos i wpadały za okulary. Pomruki, które wydawał z siebie mężczyzna, były dla niego niczym najpiękniejsza muzyka i tylko on, do diabła, tylko on wiedział, jak je z niego wydobyć.

- Lubisz, kiedy to robię? - zapytał cicho, łapiąc w zęby płatek i pociągając go lekko, niczym niesforny szczeniak, który dorwał ulubioną zabawkę.

- Uhm... - wymruczał Severus, sztywniejąc na moment i zaciskając dłonie na biodrach Harry'ego. Chłopak uśmiechnął się do siebie i zaczął nieznacznie poruszać biodrami. Zduszony jęk, który wyrwał się z pomiędzy cienkich warg mężczyzny, był dla niego najlepszym zapewnieniem, że Severus jest równie podniecony, jak on sam. Czuł to podniecenie, kiedy przesuwał biodrami po twardniejącej z każdą chwilą wypukłości w spodniach mężczyzny, kiedy ocierał się o nią swoją własną uwięzioną i twardą erekcją.

Kręciło mu się w głowie, ale nie wiedział, czy to z powodu alkoholu, czy krążącej w żyłach ekscytacji. I chciał więcej. Chciał czuć ją na skórze, w każdym zakamarku swojego ciała. I chciał, aby Severus także ją czuł.

- Lubisz mnie pieprzyć? - zapytał wprost w ucho mężczyzny, owiewając je gorącym, przyspieszonym oddechem.

- Owszem. Muszę przyznać, że jest to całkiem przyjemne - odparł cicho Snape, wsuwając chłodne dłonie pod jego bluzkę i dotykając rozgrzanej skóry, a Harry oczami wyobraźni zobaczył krążący po cienkich wargach uśmieszek.

- O czym myślisz, kiedy to robisz? O czym myślisz, kiedy mnie rżniesz? - Harry przesunął nieco twarz, aby zerknąć na oblicze mężczyzny. Severus gryzł wargi. Och, czyżby podobała mu się ta świńska gadka?

- O twoich okrągłych pośladkach - odparł nieco zdyszanym głosem, błądząc drżącymi dłońmi po plecach Harry'ego, który mruczał cicho z przyjemności. - O tobie, klęczącym przede mną z wypiętym tyłkiem i rozstawionymi szeroko nogami. O tym, w jaki sposób jęczysz moje imię. O tym, jak twoje ciało otwiera się, kiedy w ciebie wchodzę i uderzam w ten punkt w tobie, a ty wtedy niemal roztapiasz się w moich dłoniach... i o tym, jak bardzo to lubisz.