- Jest pan, naprawdę... nieznośnym, wstrętnym smarkaczem, panie Potter - wyszeptały te usta kilka minut później.
- Zapomniał pan dodać 'wyuzdanym' i 'seksownym', profesorze - odparł cicho Harry, który nawet na sekundę nie oderwał wzroku od tej niesamowicie w tej chwili łagodnej, promieniującej czystym spełnieniem twarzy. Nie potrafił powstrzymać radosnego uśmiechu, który opanował jego wargi. - Och, uwielbiam te nasze... perwersyjne rozmowy.
Snape powoli uniósł powieki i Harry został uderzony zamglonym ciepłem rozpalonych wciąż oczu. Zdawały się go dotykać, obejmować jego twarz i pieścić ją samym tylko spojrzeniem.
- Muszę przyznać, że jesteś w nich coraz lepszy... - powiedział cicho mężczyzna. Nadal ciężko oddychał. I nadal nie odrywał wzroku od twarzy Harry'ego, jakby starał się ją utrwalić w swoim umyśle.
- Czyżby właśnie mnie pan pochwalił? - zapytał chłopak, uśmiechając się zalotnie. - Może przyzna mi pan za to... kilka punktów?
Oczy Severusa rozbłysły, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Tak, sądzę, że dałoby się to załatwić...
Harry rozszerzył oczy.
- Naprawdę?
- Za wpływ, jaki na twoje umiejętności wywiera ta znajomość... pięć punktów dla Slytherinu.
Harry otworzył usta. Wprost nie mógł w to uwierzyć.
- Jesteś... jesteś... niemożliwy.
- I vice versa - odparł Severus, nie próbując już dłużej powstrzymywać drżącego uśmiechu, czającego się w kącikach warg.
Harry westchnął i pochylił się do przodu, opierając policzek na ramieniu mężczyzny i wtulając twarz w jego szyję. Usłyszał, jak Snape mruczy zaklęcie czyszczące, i uśmiechnął się do siebie. Było mu teraz tak dobrze. Nie musieli już dzisiaj nic robić, po prostu chciał tak siedzieć, przytulony do Severusa i... och, tak, czuć jego dłonie głaszczące go po plecach, tak powoli i łagodnie.
Starał się nie zwracać uwagi na lekkie zawroty głowy, które pojawiły się, kiedy tylko zamknął oczy, i ogarniające go coraz bardziej zmęczenie. Nieprzespana noc oraz ogromna dawka doznań, które chwilę temu przetoczyły się przez jego ciało, zaczęły zbierać swoje żniwo. A spokojne, monotonne gładzenie pleców i cichy oddech, który słyszał nad sobą, kołysały go i otulały.
- Nie możesz tutaj spać - powiedział cicho Severus, wyrywając go z napływającej zewsząd ciemności. - Chodź do sypialni.
- Nie śpię - wymruczał Harry, pocierając twarzą o jego szyję i wtulając się w nią jeszcze głębiej. - Wiesz... chciałbym kiedyś... kochać się z tobą do nieprzytomności.
Gładzące jego plecy dłonie mężczyzny zatrzymały się nagle, a ciało napięło się.
Harry zmarszczył brwi. Czyżby powiedział coś niewłaściwego?
- Chciałbym... - kontynuował jednak, otoczony ciepłem i zapachem Severusa. - Chciałbym, żebyś zdjął szaty, wszystkie i... i chciałbym wycałować cię całego, wycałować każdy skrawek twojej skóry. Pozwolisz mi na to? Kiedyś?
Przez chwilę panowała aksamitna cisza, a Harry wsłuchiwał się w wibrujący gdzieś nad nim oddech mężczyzny. I w tętniący pod skórą puls. Tak blisko.
- Jedyne, na co ci teraz pozwolę, to pójście spać - odezwał się po chwili mężczyzna, poruszając się lekko, jakby miał zamiar odsunąć od siebie chłopaka.
- Nie. - Harry pokręcił głową i oplótł go ramionami za szyję, jeszcze mocniej do niego przywierając. - Pozwól mi tak zostać. Jeszcze trochę. Proszę.
Severus wydał z siebie ciche westchnienie i ponownie zaczął głaskać jego plecy. Harry zamruczał cicho w jego szyję, poddając się pieszczocie i pozwalając swojemu ciału odprężyć się, a umysłowi odpłynąć.
I trwał tak, nie miał pojęcia jak długo, ponieważ czas był dla niego jedynie okresem pomiędzy jednym, a drugim oddechem Severusa, pomiędzy jednym, a drugim uderzeniem jego serca. Aż napłynęła ciemność.
Gdzieś na granicy świadomości usłyszał głos:
- Dosyć tego. Idziesz spać.
Wymruczał coś w odpowiedzi, pozwalając silnym dłoniom wsunąć się pod swoje pośladki. Poczuł jakiś ruch i przytłumionymi snem zmysłami zarejestrował, że jest chyba gdzieś niesiony. Westchnął, kiedy jego plecy dotknęły czegoś miękkiego, a zaciśnięte kurczowo wokół szyi Severusa ramiona zostały łagodnie, lecz stanowczo rozsunięte i ciepło zniknęło. Spróbował otworzyć oczy, ale powieki zbytnio mu ciążyły, a mięśnie nie chciały współpracować. Wtedy poczuł, jak coś unosi mu stopy i zdejmuje z nich buty. A następnie skarpetki. Zanim zdążył to zarejestrować, jego biodra zostały uniesione w górę, a spodnie ściągnięte.
- C-co... robi...? - wymruczał w powietrze, ale pytanie zamarło mu na ustach, kiedy jego okulary zostały zsunięte i poczuł ciepłe wargi, przyciskające się do jego skroni.
- Cii, śpij już.
Mruknął, niepocieszony, kiedy usta odsunęły się i został delikatnie uniesiony w górę, a jego bluzka ściągnięta przez głowę. To go nieco rozbudziło, ale nie otworzył oczu. Wystarczał mu sam dotyk. Kiedy na jego nagie ramiona opadło przykrycie, obrócił się na bok i wyszeptał sennie:
- Jeżeli kiedyś... wyjęczysz moje imię... to wyjawię ci swój sekret - powiedział i nie potrafił powstrzymać ziewnięcia, które nadeszło po tych słowach.
Poczuł chłodne palce gładzące jego policzek.
- W takim razie twój sekret jest bezpieczny - odparł cicho Severus. - Dobranoc.
Harry uśmiechnął się i wtulił twarz w poduszkę, ponownie zapadając w napierającą ciemność.
- Dobranoc... Severusie.
Usłyszał kroki i trzask zamykanych drzwi, a po jakimś czasie szum płynącej wody. Tak, był niesamowicie wręcz śpiący, ale przecież nie mógł zasnąć, zanim Severus do niego nie dołączy. Wtedy nie różniłoby się to w ogóle od zasypiania w dormitorium, a przecież był teraz w sypialni Snape'a, chciał przynajmniej usłyszeć szelest pościeli, kiedy mężczyzna położy się obok niego, chciał poczuć jego obecność.
Z największym wysiłkiem udało mu się unieść powieki, ale jedyne co zobaczył, to absolutna ciemność, która panowała w pomieszczeniu. Próbował skupiać się na ledwie widocznych konturach przedmiotów, dzięki czemu miał pewność, że jego oczy nadal pozostają otwarte, oraz wsłuchiwać w dochodzące z łazienki odgłosy.
Po pewnym czasie, który wydawał mu się wiecznością, szmer wody ucichł. Chwilę później drzwi do łazienki otworzyły się i do sypialni wpadło jasne światło. Zbyt jasne. Harry zacisnął powieki. Teraz już mógł.
Uważnie wsłuchiwał się w miękkie kroki Severusa, które stawiały jego bose stopy. Materac po drugiej stronie łóżka ugiął się nagle, a cienkie, gładkie przykrycie zaszeleściło w ciemności niczym ocierające się o siebie sowie skrzydła. I Harry nic nie mógł poradzić na to, że kiedy tylko Severus położył się za nim, natychmiast poczuł przemożną chęć, aby odwrócić się i go dotknąć. Pozostał jednak na miejscu, leżąc bez ruchu i starając się oddychać głęboko i równomiernie. Teraz, kiedy wiedział, że leży z nim w jednym łóżku, senność zdawała się, przynajmniej częściowo, wypuścić go ze swych szponów. To było zbyt niesamowite przeżycie, aby mógł tak po prostu zasnąć.
W panującej wokół ciszy słyszał spokojny oddech Severusa i zastanawiał się, czy powinien coś powiedzieć, poruszyć się, dać mu znak, że jeszcze nie śpi. Ale co mógłby zrobić? Co będzie, jeżeli odwróci się do niego, próbując nawiązać z nim kontakt, a Snape odsunie się i przewróci tyłem do niego?
Leżał tak przez jakiś czas, zastanawiając się nad tym, co zrobić i nie potrafiąc się zdecydować, kiedy nagle usłyszał za sobą krótki szelest. Początkowo nie zwrócił na to większej uwagi, przekonany że Snape zapewne zmienił pozycję. Jednak po chwili szelest powtórzył się, a materac za nim ugiął się mocniej, tak jakby Severus... przysunął się.