Выбрать главу

Chłopak poczuł nagle, jak na jego żołądek opada jakiś ogromny ciężar, a serce zaczyna niemal stepować.

- Mówisz poważnie? - wydusił w końcu.

Neville pokiwał energicznie głową.

- Był w izolatce. Widziałem go tylko przez chwilę, bo babcia wołała, żebym się pospieszył. Zatrzymałem się, żeby zawiązać buta, i wtedy jeden z uzdrowicieli wszedł do pokoju obok i zobaczyłem blond głowę i jak odwróciłem głowę, okazało się, że to Malfoy! Podszedłem bliżej i zajrzałem przez szybę. Mówię ci, to był on. Leżał tam i wyglądał, jakby nie żył.

Harry zmarszczył brwi.

- Jak to?

- No... to znaczy miał otwarte oczy i chyba oddychał, ale wpatrywał się tylko w sufit i w ogóle się nie poruszał. Kiedy magomedyczka podawała mu jakiś eliksir, musiała go podnieść i wlać mu go do ust, bo on zachowywał się i wyglądał jak szmaciana lalka. W ogóle nie reagował. Gdyby nie włosy, to nigdy bym go nie poznał. Był tak chudy, że widziałem pod skórą jego żyły, a nawet wystające kości. I miał takie długie, potargane włosy. To było przerażające. Jak myślisz, Harry, co mu się stało?

Chłopak pokręcił głową, słuchając przyjaciela z coraz większym niedowierzaniem. Po prostu nie mógł i nie potrafił w to uwierzyć.

Malfoy jako wegetująca roślinka zamknięta w Świętym Mungu? Przecież to było...

- Okropne - wydusił i dopiero po chwili zorientował się, że powiedział to na głos. Wzruszył ramionami, wciąż kręcąc głową. - Nie mam pojęcia, co mu się stało.

- To znaczy... wszyscy mówią, że to on cię tak wtedy załatwił, a potem zniknął i...

Harry spojrzał ostro na Gryfona.

- Chyba nie myślisz, że ja to zrobiłem?

- Nie, nie, nie. Oczywiście, że nie - odparł szybko Neville, machając rękami. - Ale ta cała sprawa jest jakaś... dziwna.

- Uhm - mruknął chłopak, pogrążając się we własnych myślach.

- Aha, i jeszcze jedno - powiedział powoli Neville, przypominając sobie kolejne szczegóły. - Co jakiś czas Malfoy otwierał usta, jakby wrzeszczał albo coś takiego, ale chyba miał na sobie zaklęcie uciszające, bo nic nie było słychać.

Harry zmarszczył brwi. Ta cała sprawa naprawdę była zatrważająca. Musi koniecznie powiedzieć o tym Ronowi i Hermionie!

Ale zaraz... jest przecież na nich obrażony. Trudno, w takim razie będzie się musiał "odbrazić". I to szybko, ponieważ te rewelacje wprost kąsały jego wnętrzności i wiedział, że nie wytrzyma zbyt długo, zachowując je tylko dla siebie.

***

Kiedy mroźny, poniedziałkowy poranek zawitał w okna i mury szkoły, część uczniów miała poważne problemy z dobudzeniem się i dotarciem na śniadanie. Po niemal dwóch tygodniach spania do nieprzyzwoicie późnych godzin, hogwarckie pobudki wydawały im się wynalazkiem co najmniej Tego, Którego Imienia Nie wolno Wymawiać.

Ron pochylił się nad stołem w Wielkiej Sali, próbując powstrzymać ziewanie.

- Za jakie grzechy? - mruknął, zwieszając głowę i sennie mrugając oczami. - Przecież jest jeszcze środek nocy.

- Przestań jęczeć - skarciła go Hermiona, nakładając sobie na talerz sałatkę z pomidorów i nalewając do pucharu gorącej herbaty z mlekiem.

- Na dworze jest jeszcze ciemno! - oświadczył Ron, jakby to był twardy dowód na poparcie jego tezy.

- Wieczorami, kiedy siedzisz do późna i grasz w eksplodującego durnia, jakoś ci to nie przeszkadza.

Ron otworzył usta, aby odpowiedzieć, ale po chwili zamknął je ponownie i spojrzał na siedzącego obok Harry'ego.

- Harry, powiedz jej coś.

Chłopak przełknął kawałek tostu i zamrugał.

- To twoja dziewczyna. Nie mogę wtrącać się w wasz związek.

Hermiona przewróciła oczami. Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem.

Cóż, co prawda pogodził się z nimi wczoraj, to znaczy zszedł na dół i przyznał, że zachował się jak kutas, ale gniew i rozczarowanie wciąż tętniły w jego żyłach i nie chciały wyparować. Przynajmniej może od czasu do czasu trochę im przygryźć.

Wczorajszego dnia, kiedy większość uczniów poszła już spać, a w Pokoju Wspólnym pozostali tylko najwytrwalsi, Harry opowiedział im o tym, czego dowiedział się od Neville'a. Hermiona była wstrząśnięta, a Ron zaszokowany. I rozradowany.

- Ha! Dobrze tak temu szczurowi. Ma to, na co zasłużył.

- Ron! - Gryfonka spojrzała na niego z potępieniem w orzechowych oczach.

- Cóż, to prawda. Chciał zabić Harry'ego. Drań ma szczęście, że przynajmniej żyje.

- Nie nazwałbym tego życiem - mruknął Harry.

- Racja. To jest okropne, a ty się z tego wyśmiewasz, Ron.

- Nie wyśmiewam się. Po prostu uważam, że to sprawiedliwa kara za to, co zrobił Harry'emu.

- Nikt nie zasługuje na coś takiego, Ron - powiedziała poważnie Hermiona. - Ludzie popełniają różne błędy, ale powinno im się dać szansę na naprawienie ich, a nie skazywać ich na los, którego nie będą mogli już nigdy zmienić. To... to... barbarzyństwo.

Ron zmarszczył brwi.

- Nie zgadzam się - burknął. - Spójrz na Snape'a. - Harry poczuł, jak na wzmiankę o nim coś opada mu do żołądka. - Zabił tylu ludzi, kiedy służył Sama-Wiesz-Komu. Dostał drugą szansę i co teraz robi? Gnębi nas i prześladuje. Skoro nie może już torturować, to mści się na nas.

- Ron, przestań już - żachnęła się Hermiona.

- Ludzie się nie zmieniają. Nie warto dawać im drugiej szansy.

Harry przełknął ślinę. Bardzo nie podobał mu się kierunek tej rozmowy.

- Twój przykład jest idiotyczny - powiedziała Hermiona. - A poza tym profesor Snape jest teraz po naszej stronie, co już nieraz udowodnił. I nieważne, jak bardzo go nie lubisz. Nie możesz mieszać charakteru człowieka z jego uczynkami.

Ron odburknął coś pod nosem, ale nie próbował już dłużej się sprzeczać. Jeżeli Hermiona uważała, że ma w czymś rację, to nic nie było jej w stanie przekonać, że może się mylić.

- A poza tym nie rozmawiamy teraz o Snapie, tylko o Malfoyu - wtrącił Harry, próbując zmienić temat.

- Jak myślicie? Kto mógł zrobić coś tak okrutnego? - zamyśliła się Gryfonka. Spojrzała na przyjaciół, którzy w odpowiedzi wzruszyli jedynie ramionami.

Harry już wcześniej się nad tym zastanawiał. I musiał przyznać, że miał pewne podejrzenie...

- Dumbledore odpada. W ogóle wątpię, aby to był którykolwiek z nauczycieli - powiedziała poważnie Hermiona. - Nie wyobrażam sobie, aby któryś z nich mógł doprowadzić swojego ucznia do takiego stanu.

- Może Sami-Wiecie-Kto? - zapytał nagle Ron. Hermiona i Harry spojrzeli na niego z zaskoczeniem. - No co? Może Malfoy zrobił coś, czego nie powinien? Nie wiem. Może chciał zabić Harry'ego, a Sami-Wiecie-Kto wściekł się, bo to on chciał go własnoręcznie ukatrupić, a nie jakiś tam Malfoy.

Gryfonka wyglądała tak, jakby naprawdę rozważała taką opcję.

- A co się w takim razie stało z Crabbem i Goyle'em? - zapytał nagle Harry. - I co robił w szkole Lucjusz Malfoy?

Ron zamyślił się.

- Może... nie wiem. Może wściekł się na Dumbledore'a, że wyrzucił Malfoya ze szkoły i przez to dopadł go Sami-Wiecie-Kto?

- Ron, to, co mówisz, ma nawet sens - powiedziała powoli Hermiona. - A co do Crabbe'a i Goyle'a, to wiemy tylko tyle, że zostali usunięci ze szkoły. Jak myślicie, czy spotkał ich taki sam los, jak Draco?

- Według mnie to dobrze, że zniknęli, i mam gdzieś, co się z nimi stało. Cokolwiek ty o tym sądzisz, Hermiono - powiedział po kilku chwilach Ron, spoglądając na Harry'ego, jakby szukał u niego potwierdzenia.