- Dobrze - westchnął Harry - w takim razie załatwię to z jej bratem. Może on przemówi jej do rozsądku. Może być?
Mężczyzna skinął głową. Najwidoczniej udało mu się w końcu przełknąć śmiech.
- Chociaż ta pierwsza opcja bardziej mi się podoba - wyszczerzył się Harry.
*
- Czy... czy mógłbym przyjść do ciebie w sobotę? - zapytał Harry pod koniec szlabanu, kiedy Snape pakował mu książki do torby, wcześniej je pomniejszając, aby się zmieściły.
Mężczyzna obrzucił go nieodgadnionym spojrzeniem.
- Przecież w sobotę jest wycieczka do Hogsmeade. Wydawało mi się, że skoro twoi drodzy przyjaciele w końcu wrócili, to będziesz chciał spędzać z nimi każdą wolną chwilę...
Harry zasępił się i wbił wzrok w deseń na dywanie.
- Nie mam ochoty iść z nimi do Hogsmeade. Ale podejrzewam, że sami będą się świetnie bawić w swoim towarzystwie - odparł, nie potrafiąc ukryć goryczy w głosie. - Pewnie w ogóle nawet nie zauważą, że mnie nie ma.
Severus odwrócił twarz w jego stronę. Pomiędzy ciemnymi brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka, a oczy mężczyzny zdawały się go prześwietlać niczym rentgen i Harry miał wrażenie, że wszystko, co go gryzło, jest widoczne jak na dłoni.
- To... mogę przyjść? - powtórzył, wpatrując się w Severusa z wypisaną na twarzy prośbą: "Po prostu powiedz 'tak' i nie rozmawiajmy więcej na ten temat."
Ale najwidoczniej mężczyzna postanowił zignorować jego niemą prośbę i nie pozwolił na zamknięcie tematu.
- Czyżby pan Weasley i panna Granger byli tak zapatrzeni w siebie, że wykluczyli cię ze swego grona?
- Nie - zaprzeczył szybko Harry. - To znaczy... Wiem, że mają prawo być razem i w ogóle, ale gdyby chociaż się tak do siebie nie lepili na każdym kroku. To... nienaturalne. - Czując na sobie rozbawione spojrzenie Severusa, dodał szybko: - Dobrze, wiem, że jestem zazdrosny, ale... to zawsze byli moi przyjaciele i teraz, jak muszę patrzeć, jak się ściskają albo tulą do siebie, to czuję się tak dziwnie... jakby to nie byli oni, jakby ich ktoś podmienił.
Severus przyglądał mu się przez chwilę z założonymi rękami, po czym odezwał się spokojnym tonem.
- Potter, czy poza tym, że się do siebie, jak to określiłeś "lepią", cokolwiek się w ich zachowaniu zmieniło?
Harry pokręcił głową.
- Czy poza tym, że przebywają blisko siebie, próbują dać ci do zrozumienia, że woleliby być sami albo dają ci jakieś sygnały, że chcą, abyś zostawił ich w spokoju i sobie poszedł?
Harry zastanowił się i ponownie pokręcił głową.
- Czy przez wszystkie lata waszej przyjaźni kiedykolwiek cię zawiedli i przedłożyli swoje problemy nad twoje?
Cóż, Ron czasami obrażał się na niego bez powodu, a Hermiona była zbyt zasadnicza, ale w końcu zawsze i tak... szli tam, gdzie on, narażając nawet własne życie.
Pokręcił głową.
- W takim razie czy nadal uważasz, że jeżeli nie pójdziesz z nimi do Hogsmeade, to będą się "świetnie bawić", a nie będą się zamartwiać, dlaczego nie chciałeś z nimi pójść i co się z tobą dzieje?
Harry zamyślił się. Teraz, kiedy spojrzał na to od tej strony, to może rzeczywiście...
- I czy nie uważasz, że jeżeli w końcu odnaleźli coś, co można nazwać "szczęściem" i mają je tylko dla siebie, to byłby to szczyt samolubstwa, gdybyś chciał im je odebrać, bo nie czujesz się z tym komfortowo? Pomimo że, jak powiedziałeś, oni traktują cię dokładnie tak samo, jak wcześniej i absolutnie nic się w ich "uczuciach" względem ciebie nie zmieniło? Dlaczego więc miałoby się zmienić twoje podejście do nich?
Harry miał wrażenie, jakby coś bardzo mocno ścisnęło jego żołądek. Do serca i płuc napłynęły mu wyrzuty sumienia. Zagryzł wargę, czując do siebie odrazę.
Jak mógł być takim egoistą? Jak mógł myśleć, że oni...?
- Masz rację - mruknął. Odetchnął głęboko i spojrzał na przyglądającego mu się uważnie mężczyznę. Wdzięczność, która popłynęła mu przez żyły, była zbyt duża, aby mógł to zignorować. W kilku krokach znalazł się przy nim i już wtulał twarz w chłodną, szorstką szatę na piersi mężczyzny, czując oplatające go ramiona.
- Dziękuję - szepnął. - I wiesz co?
- Hmm? - Usłyszał nad sobą.
- To wszystko twoja wina, że nie zobaczymy się w sobotę.
- Och, jakoś to przeżyję, Potter. W końcu zawsze jest jeszcze niedziela.
***
Kiedy Harry wszedł o dziesiątej wieczorem do Pokoju Wspólnego, większość uczniów siedziała zasępiona w kątach, usiłując odrobić sterty zadań domowych. Wyglądało na to, że nauczyciele próbują nadrobić zaległości w gnębieniu nimi uczniów, które powstały z powodu przerwy świątecznej. Harry dostrzegł Rona i Hermionę nie przy kominku, jak zwykle, ale przy jednym ze stołów pod oknem. Obłożeni książkami i zajęci sobą, w ogóle nie zauważyli jego wejścia. Podszedł bliżej i odchrząknął, a wtedy odskoczyli od siebie tak nagle, jakby to, co robili, było czymś zakazanym.
Harry poczuł pełzające wzdłuż gardła wyrzuty sumienia. Zanim jednak zdążyli go o cokolwiek zapytać, wypalił pierwszy:
- Ja... chciałem wam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że jesteście, no... razem. To znaczy... - Zarówno Ron, jak i Hermiona wpatrywali się w niego szeroko otwartymi oczami. Harry odetchnął. - Jesteście moimi przyjaciółmi i chcę... chcę, żeby pomiędzy nami było wszystko w porządku, a jeżeli jesteście ze sobą szczęśliwi, to.. akceptuję to. Naprawdę.
Kiedy skończył, nie zdążył nawet zaczerpnąć tchu, ponieważ Hermiona zerwała się z krzesła i rzuciła mu się na szyję z cichym okrzykiem:
- Och, Harry!
Zrobiło mu się głupio. Zerknął szybko na Rona, ale przyjaciel tylko uśmiechał się szeroko.
Cóż... naprawdę nie sądził, że jego zdanie ma dla nich aż tak duże znaczenie i że sprawi im tym wyznaniem aż taką radość.
- Czasami zachowujesz się jak skończony kretyn - mruknął tylko Ron, kiedy Hermiona w końcu wypuściła Harry'ego z objęć.
- Nie, chyba raczej nim jestem - odparł Harry, uśmiechając się.
- Chcesz odrobić z nami lekcje? - zapytała Hermiona. - Przynieśliśmy twoje notatki i Ron nawet próbował zacząć pisać twoje wypracowanie z Historii Magii, ale w porę go powstrzymałam.
- Dzięki. A ja wpadłem po drodze do biblioteki i wypożyczyłem trochę książek, które nam się przydadzą na Eliksirach.
Hermiona zaklaskała.
- Fantastycznie, Harry! Pokaż! Może jeszcze ich nie czytałam.
Siedzący za nią Ron przewrócił oczami i Harry roześmiał się. Czuł się tak, jakby z jego serca spadł ogromny, przygniatający je ciężar i nareszcie mógł odetchnąć. Wszystko znowu było jak dawniej.
*
Harry'emu udało się jeszcze tego samego dnia złapać Ginny i poprosić ją o to, aby zaprowadziła go do Grega, ponieważ ma do niego ważną sprawę. Spotkał się z nim sam na sam w czwartek po obiedzie i wyjaśnił dokładnie, na czym polega problem. Nie chciał mieszać w to siostry Rona, ponieważ podejrzewał, że próbowałaby bronić Anastassy i tłumaczyć, że to nie jej wina, że się zakochała i że Harry przesadza. Ale dziewczyny nie rozumiały pewnych spraw. Gregory obiecał, że spróbuje wytłumaczyć swojej siostrze, że nie powinna się tak zachowywać i przeprosił za nią. Nie obiecał, że coś to da, ale powiedział, że zrobi, co w jego mocy. A Harry miał szczerą nadzieję, że to wystarczy.
To było naprawdę miłe, że Snape był o niego tak zazdrosny, ale czasami trochę przesadzał, a Harry nie chciał mieć tej smarkuli na sumieniu, jeżeli Severus w końcu naprawdę się wkurzy i wyrzuci ją ze swoich zajęć pod jakimś błahym pretekstem albo zacznie utrudniać jej życie swoją podłością. A Harry wiedział, że byłby do tego zdolny.
***
W piątek znowu to się wydarzyło.