Выбрать главу

Po chwili uniósł prawą rękę i, nie odrywając tego dziwnego spojrzenia od Harry'ego, dotknął jego policzka i pogładził go.

- Nie musisz się o mnie... martwić - wyszeptał nieco zachrypniętym głosem i Harry miał wrażenie, że ostatnie słowo wymówił w taki sposób, jakby nigdy wcześniej go nie używał. A przynajmniej nie w stosunku do siebie. - Nic mi nie będzie.

- Jasne, że muszę - odparł Harry, pozwalając, by jego usta rozciągnęły się w łagodnym uśmiechu. - I nawet mnie nie proś o to, abym tego nie robił, bo to tak, jakbyś kazał mi przestać oddychać. Posłuchaj... jeżeli ktoś lub coś zrani ciebie to... tak jakby zranił mnie. Nie umiem tego wytłumaczyć. Ale ja też to odczuwam. Jesteś dla mnie wszystkim i nie mogę znieść myśli, że...że... no wiesz, o co mi chodzi?

Ale po twarzy Severusa nie widać było, że wiedział, o czym mówi Harry. Wciąż przyglądał mu się tym samym, oszołomionym wzrokiem, choć Harry mógł dostrzec na jego obliczu pewnego rodzaju zakłopotanie. I chłopak pomyślał, że chyba najwyższa pora się przymknąć.

- Jeszcze tylko... obiecaj, że zrobisz tak, jak mówiłem, i będziesz na siebie uważał. Obiecaj mi. - Sam był zaskoczony desperacją w swoim głosie.

Mężczyzna wciąż mu się przyglądał, nie przestając głaskać jego policzka, jakby robił to zupełnie nieświadomie.

- Obiecuję - odezwał się w końcu cichym, głębokim głosem i Harry uśmiechnął się szeroko. Miał wrażenie, że serce zaraz wyfrunie mu z piersi z radości.

Naprawdę wszystko było już dobrze! Naprawdę!

Podniósł prawą rękę, aby dotknąć dłoni Snape'a, gładzącej jego twarz, ale skrzywił się z bólu, kiedy spróbował to zrobić. Coś stało się z jego palcami. Nie mógł nimi poruszyć. Wciąż były zgięte, jakby nadal trzymał w nich tłuczek, którym rozcierał igły.

Ręka Severusa zsunęła się z jego policzka i spoczęła na uniesionej dłoni.

- Przepraszam, nie mogę rozprostować palców - powiedział cicho, starając się, aby zabrzmiało to beztrosko, chociaż wciąż czuł kłujący ból w nadwyrężonych mięśniach. - Chyba trochę przesadziłem...

Dłoń mężczyzny owinęła się wokół zgiętych palców Harry'ego i poprowadziła je prosto do rozchylonych warg, które złożyły na nich ciepły pocałunek.

Chłopak wpatrywał się szeroko otwartymi oczami, jak Severus przyciska usta do jego dłoni. Wyglądał, jakby nie zamierzał jej wypuścić i Harry poczuł, jak jego serce niemal się roztapia i spływa na podłogę, rozgrzewając po drodze wszystkie partie ciała.

Przytulił policzek do zranionej ręki Severusa i zamknął oczy.

- Potter - usłyszał cichy głos tuż nad sobą, kiedy ciepłe usta oderwały się od jego dłoni, ale jej nie puściły. Czuł, jak gorący oddech łaskocze mu zdrętwiałe palce. - Powinieneś już...

- Wiem - przerwał mu Harry, nie otwierając oczu i nie przestając tulić się do zranionej dłoni. - Już idę. Już za chwilę...

Jeszcze tylko moment i sobie pójdzie. Naprawdę. Jeszcze tylko chwila.

Cienkie wargi ponownie przywarły do jego dłoni.

No, może... dłużej niż chwila.

* "All I ask of you" by Sarah Brightman & Josh Groban

--- rozdział 46 ---

 

46. All because of tie

It's the rage that took over it controls you both

But your temper's just as bad as mine is

You're the same as me

But when it comes to love you're just as blinded

Maybe our relationship isn't as crazy as it seems

Maybe that's what happens

When a tornado meets a volcano

You're in each other's face spewing venomv And these words when you spit 'em

You push, pull each other's hair

Scratch, claw, bit 'em

Throw 'em down, pin 'em

So lost in the moments when you're in 'em

Just gonna stand there and watch me burn

But that's alright because I like the way it hurts*

Mijały kolejne tygodnie. Zalegający na otaczających Hogwart wzgórzach biały puch nie poddawał się i nie topniał. Wręcz przeciwnie. Styczeń przyniósł ze sobą trzaskające mrozy, pomimo iż pogoda była naprawdę piękna. Śnieg iskrzył się w promieniach wiszącego nisko nad horyzontem słońca, a błękit nieba odbijał się w tafli zamarzniętego jeziora. Czasami w skutym lodem akwenie pojawiły się przeręble, wybite przez Wielką Kałamarnicę, której macki na tle śnieżnobiałego krajobrazu były doskonale widoczne nawet z bardzo daleka.

Zdarzało się, że Harry widział je z okna swojego dormitorium. Widział również patrolującego skraj Zakazanego Lasu Hagrida ze swoim wiernym brytanem Kłem, biegnącym przy jego nodze. Zawsze wtedy zastanawiał się również, czy Hagrid natrafił w śniegu na jakiekolwiek ślady pozostawione przez dwie pary stóp. Ale podejrzewał, że Severus skrupulatnie je usuwał.

Kilka razy starał się powrócić do tamtego wydarzenia, ale Mistrz Eliksirów zawsze ucinał temat, co niezmiernie Harry'ego denerwowało i mieli już o to parę kłótni. Ale wrodzona ciekawość, nieustępliwość i pragnienie, aby wydobyć prawdę za wszelką cenę, choćby była najgłębiej zakopana, doprowadziły do tego, że udało mu się wyciągnąć od mężczyzny kilka informacji.

To prawda, że szkolił Notta na Śmierciożercę. To prawda, że robił to w Zakazanym Lesie, gdzie uczył go czarnomagicznych klątw. To prawda, że Dumbledore zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież dla wiarygodności Severusa jako szpiega musiał na to zezwolić, ale wcale a wcale nie był tym zachwycony. Harry wiedział o tym wszystkim, ale wciąż odczuwał uścisk w żołądku za każdym razem, kiedy widział dwie kropki sunące nocą w kierunku Zakazanego Lasu. Nie był to już jednak uścisk zazdrości, jak na początku, tylko uścisk strachu. Co prawda Snape dotrzymał obietnicy i nosił ze sobą wyciąg z macierzanki, ale i tak nic nie mogło zapewnić Harry'ego, że pewnego dnia Severusowi nie przydarzy się coś złego. Dobrą wiadomością było jedynie to, że Mistrz Eliksirów ograniczał te wyjścia do minimum, tłumacząc się brakiem czasu. Najdziwniejsze było jednak to, że Severus wydawał się być poważnie zirytowany tym, że Harry uratował mu życie. A nawet stwierdził, że "całe to przedstawienie" było kompletnie niepotrzebne, ponieważ gdyby naprawdę było z nim źle, to udałby się do Dumbledore'a, ale Harry wiedział, że wcale by tego nie zrobił. Był na to zbyt dumny.

Przez pierwsze trzy dni po tym wydarzeniu Snape był dla niego wyjątkowo chłodny, jakby miał do Harry'ego pretensje, ale zdarzały się takie momenty, kiedy patrzył na Harry'ego... inaczej. Chłopak nie był głupi i nie oczekiwał żadnej wdzięczności, zresztą Snape mu już tyle razy uratował życie, że absolutnie nie miał wobec niego żadnego długu wdzięczności. To raczej Harry miał jeszcze kilka rat do spłacenia.

Często rozmawiali. Harry starał się unikać tematów związanych ze swoim ojcem, Syriuszem albo Lupinem, ale nie potrafił powstrzymać się od pytań o Voldemorta i o to, dlaczego właściwie Severus do niego dołączył, ale nigdy nie udało mu się uzyskać odpowiedzi, która by go usatysfakcjonowała, ponieważ Snape od razu zbaczał z tematu.

Harry był bardziej otwarty. Opowiedział Severusowi o dzieciństwie spędzonym u Dursleyów; o tym, jak dowiedział się, że jest czarodziejem; o tym, jak na pierwszym roku podejrzewał Severusa o to, że chce zdobyć kamień filozoficzny (co mężczyzna skwitował pogardliwym prychnięciem); o tym, jak dowiedział się o Komnacie Tajemnic. Rozważnie nie przyznał się do tego, że to Hermiona ukradła mu skórkę boomslanga i muchy siatkoskrzydłe na drugim roku, a na czwartym Zgredek podwędził z jego zapasów skrzeloziele, ale uznał, że powinien powiedzieć o tym, że to on i Hermiona uwolnili Syriusza na trzecim roku. Awantura, która po tym wybuchła, była nie do opisania, a na następnej lekcji Snape nie omieszkał odjąć Hermionie dwudziestu punktów za perfekcyjnie uwarzony eliksir, a Harry'emu trzydziestu za "oszukiwanie i podstępy", ponieważ jego eliksir "był zbyt dobry, aby mógł go uwarzyć sam!". W świetle tych wydarzeń Harry uznał za rozsądne nie wspominać o tym, że naprawdę ugrzązł na schodach wtedy, gdy Severus w piżamie błądził po stopniach, przekonując Moody'ego, że "tutaj gdzieś jest Potter! Potter w swojej pelerynie niewidce!" oraz, że na trzecim roku jego głowa naprawdę przebywała w Hogsmeade bez pozwolenia. Chociaż podejrzewał, że Severus i tak pewnie domyśla się prawdy. Ale to przecież nie była jego wina, że ciągle wpadał w kłopoty! To kłopoty ciągle wpadały na niego.