Выбрать главу

Oczywiście, poza rozmowami, Snape czasami pomagał Harry'emu w nauce i za każdym razem, kiedy to robił, chłopak czuł w środku coś ciepłego i niezwykle miłego. Zawsze marzył o kimś... starszym. Kimś doświadczonym, do kogo mógłby się zawsze zwrócić w razie jakichkolwiek problemów, nie czując się przy tym głupio. Przez krótki czas kimś takim był Syriusz. Ale teraz, kiedy go zabrakło...

To prawda, że Snape czasami nie mógł się powstrzymać od złośliwych komentarzy na temat jego wiedzy i umiejętności, ale Harry wiedział, że taki ma charakter i już dawno przestał się nimi przejmować.

Raz, po jakimś wyjątkowo intensywnym seksie, Harry zebrał się na odwagę i zapytał Snape'a o hasło do jego komnat, żeby "mógł mu robić niespodzianki". Ale mężczyzna stwierdził, że niespodzianki najczęściej traktuje wyjątkowo bolesnymi urokami i temat ugrzązł w martwym punkcie. Jednak Harry poprzysiągł sobie, że kiedyś wyciągnie to od niego. Przecież co było większym dowodem zaufania niż podarowanie komuś hasła do swoich komnat?

Szkoła rozkręciła się w pełni i Harry miał wrażenie, że z dnia na dzień ma coraz więcej nauki. Uczył się i uczył, ale nauki, zamiast ubywać, wciąż tylko przybywało, co wydawało się niemożliwe. Pewnie to wina całej tej magii wiszącej w powietrzu. Wypaczała rzeczywistość. Przynajmniej tę związaną z pracami domowymi.

Wydawało się, że skoro Ron i Hermiona oficjalnie zostali parą, to Hermiona powinna przychylniej traktować swojego chłopaka i pomagać mu w lekcjach, ale ona stała się jeszcze bardziej wymagająca, twierdząc że "nie będzie chodziła z półgłówkiem". Tak więc Ron i Harry czasami ślęczeli nad lekcjami do bardzo późna, podczas gdy ona świergotała sobie w najlepsze z Ginny. Ale Ron, z jakichś niezrozumiałych powodów, ograniczał się jedynie do złorzeczenia pod nosem, a kiedy Hermiona prosiła, aby powtórzył, tak głęboko zapadał się w fotelu, że Harry widział jedynie czubek jego rudej czupryny i zaczerwienione uszy.

Oczywiście ich związek nie przeszedł bez echa wśród pozostałych uczniów. Lavender Brown stała się nagle wyjątkowo chłodna i wyniosła w stosunku do Hermiony, Ernie McMillian przestał mówić Ronowi "cześć" na korytarzu, a Ślizgoni mieli nowy temat do żartów. Głównymi tematami ich głośnych rozmów prowadzonych na korytarzach i w Wielkiej Sali były: "Czy Granger cytuje w łóżku fragmenty z podręczników?", "Czy Weasley zaczął już odkładać forsę na kolejną gromadkę rozczochranych rudzielców?", "Czy ich dzieci będą się nazywały Panna-Wiem-To-Wszystko i Weasley-Jest-Naszym-Królem?", "Czy Potter czasami się do nich przyłącza?" i "Czy Weasley nie boi się, że jego dzieci będą bardziej podobne do Pottera, niż do niego?"

Ron zdawał się to znosić nawet całkiem nieźle, dopóki pewnego dnia nie podszedł do niego na korytarzu Zabini i nie zapytał, czy chce zarobić trochę forsy. Na zdziwione spojrzenie Rona oświadczył, że stawia wszystko, co ma, że Ron nie widział nawet skrawka majtek Granger.

Tym razem Ron nie wytrzymał i rzucił się na Ślizgona z pięściami, a Harry i Neville ledwie go od niego odciągnęli. Na szczęście w pobliżu nie było wtedy żadnego nauczyciela, ale Zabini, który skończył z podbitym okiem, odgrażał się Ronowi, że za to zapłaci.

Następnego dnia podczas obiadu, kiedy Hermiona udała się już do biblioteki, Ron odciągnął Harry'ego na bok i powiedział, że czuje coś dziwnego i że coraz bardziej swędzi go skóra. Wszędzie. Zanim skończył mówić, drapał się już tak zawzięcie po rękach, klatce piersiowej, szyi i wszystkim, czego był w stanie dosięgnąć, że zostawiał na skórze biało-czerwone smugi.

Harry natychmiast domyślił się, czyja to sprawka, i zaciągnął przyjaciela do pani Pomfrey. Niestety pielęgniarka oświadczyła, że maść na tego typu dolegliwości właśnie się skończyła i może mu dać jedynie coś, co przejściowo złagodzi objawy. I jeżeli chce, to może się udać do profesora Snape'a, który zazwyczaj ma zapasowy słoik.

Ron oczywiście pospiesznie oświadczył, że nie chce, pozwolił wlać w siebie jakiś eliksir i, drapiąc się jeszcze od czasu do czasu w niektórych miejscach, wyszedł ze skrzydła szpitalnego, wymyślając po drodze tortury, jakim podda Zabiniego, jeżeli tylko przestanie go wszystko tak cholernie swędzieć.

- Chodźmy do Snape'a - odezwał się Harry w połowie drogi.

- ...a potem złapię go i przywiążę do tego wielkiego słupa... CO?

- Do Snape'a. Po tę maść. Przecież słyszałeś, co powiedziała Pomfrey. Ten eliksir pomoże ci tylko na chwilę.

Ron spojrzał na Harry'ego tak, jakby nagle wyrósł mu ogon. Rozdwojony na końcu.

- Zwariowałeś? Myślisz, że ten nietoperz mi cokolwiek da? Prędzej mnie wyśmieje i wywali na zbity pysk. I odbierze punkty za zakłócanie mu spokoju.

Harry przewrócił oczami.

- On jest nauczycielem, Ron. Musi ci pomóc.

- Ha ha. To miał być dowcip, tak? Snape ma mi pomóc, tak? Ha ha. Bardzo śmieszne.

- Wolisz sobie zdrapać skórę? - Harry nie dawał za wygraną. - No chodź. Przecież cię nie zje. - Złapał go za rękaw i zaczął ciągnąć w stronę lochów.

- Nigdzie nie idę. Zostaw mnie. - Ron zatrzymał się nagle i wyszarpnął rękę.

Harry poczuł irytację. Dlaczego ten głupek niczego nie rozumie? Przecież Snape jest... Snape'em. No tak. Wrednym draniem, którego wszyscy nienawidzą. Czasami o tym zapominał.

- Wolisz pokazać się Hermionie w takim stanie?

To był cios poniżej pasa. Ale skuteczny.

- N-no dobra. Ale zapytamy tylko raz. Jak powie 'nie', to się zwijamy.

Harry uśmiechnął się i pociągnął przyjaciela po schodach w dół. Kiedy znalazł się przed drzwiami do gabinetu Mistrza Eliksirów, w ostatniej chwili powstrzymał się od dotknięcia ich dłonią, tak jak zawsze to robił. Wypchnął Rona do przodu i kazał mu zapukać. Rudzielec stuknął dwa razy w drewnianą powierzchnię i po dwóch sekundach oświadczył:

- Cóż, chyba go nie ma. Wracajmy.

Jednak widząc minę Harry'ego, cofnął się i z westchnieniem zapukał ponownie, tym razem głośniej. Po chwili usłyszeli kroki i drzwi uchyliły się.

- Weasley? - W głosie Snape'a zabrzmiało zaskoczenie i irytacja jednocześnie. Kiedy drzwi uchyliły się bardziej, Severus dostrzegł stojącego za plecami Rona Harry'ego. Jego czarne brwi zmarszczyły się. - Potter? Czego chcecie? - warknął swoim najbardziej odpychającym tonem.

- Ee, to pomyłka - mruknął cicho Ron i już miał odejść, kiedy Harry złapał go za szatę i ustawił z powrotem na miejscu.

- Panie profesorze - zaczął, widząc że Ron najwyraźniej prędzej połknie własny język, niż odważy się Snape'a o coś poprosić. - Uczniowie pańskiego domu wsypali coś Ronowi do soku dyniowego i teraz wszystko go swędzi. Pani Pomfrey powiedziała, że tylko pan ma na to maść.

Oczy Severusa zmrużyły się.

- Och, cóż za tragedia - powiedział z mściwym uśmiechem na cienkich wargach. - Niestety pan Weasley będzie musiał wytrzymać, ponieważ tak się składa, że właśnie zużyłem cały słoik.

- No to trudno - mruknął Ron i znowu spróbował ucieczki, ale Harry po raz kolejny mu ją udaremnił.

- Ale Ron naprawdę jej potrzebuje - powiedział z naciskiem Harry, widząc wbijające się w niego niczym skalpel źrenice. Spojrzał na mężczyznę z wypisanym w oczach błaganiem, bezgłośnie wypowiadając "proszę".