Выбрать главу

W odpowiedzi usłyszał tylko dochodzące z kąta pogardliwe prychnięcie.

To otworzyło w nim tamę.

Odwrócił się na pięcie i wypluł z siebie na jednym oddechu:

- Jak mogłeś tak mnie potraktować? To było tak wstrętne, że nie mieści mi się to w głowie! Jesteś plugawym, nikczemnym, chamskim, wrednym, niegodziwym, podłym bydlakiem!

Severus zrobił krok w jego stronę, wychodząc z cienia. Uśmiechał się w taki sposób, że Harry'emu zakręciło się w głowie i ugięły się pod nim kolana, a serce i żołądek zamieniły się miejscami. Czarne oczy lśniły w ciemności.

- Cały ja - wyszeptał ochryple Snape i zanim Harry zdążył zaczerpnąć tchu, jego koszula już była rozrywana, a on sam pochłaniany przez chciwe usta i dłonie.

Penis wsuwający się w niego aż po same jądra. Trzask rozbijających się o kamienną posadzkę okularów. Jęki mieszające się ze sobą w kakofonii sapnięć, pomruków i westchnień. Usta szepczące mu do ucha takie rzeczy...

O tak, naprawdę byli uzależnieni.

Od siebie.

***

Leżąc w ciemności na łóżku i próbując znaleźć taką pozycję, aby pulsujący boleśnie tyłek nie doskwierał mu aż tak bardzo, Harry zastanawiał się, dlaczego, do diabła, założył ten pieprzony krawat?!

Kiedy zorientował się, że to ten krawat, mógł jeszcze wycofać się, uciec. Dlaczego tego nie zrobił?

Wciąż był lekko roztrzęsiony, a serce, ku jego irytacji, nie chciało się uspokoić. Echo huraganu, który przetoczył się przez jego wnętrze, wciąż dawało o sobie znać w pulsowaniu skroni, drżeniu rąk i wirujących mu w głowie wspomnieniach.

Po raz kolejny przewrócił się na bok i jęknął z bólu. Nie tylko z powodu pulsującego tyłka. Miał wrażenie, że każdy mięsień w jego ciele jest nadwyrężony albo rozszarpany. Nawet nie wiedział, że tyle ich ma. Dodając do tego siniaki i szramy, wyglądał i czuł się tak, jakby uciekł z pola bitwy.

I wcale nie było to dalekie od prawdy.

A wszystko przez ten cholerny krawat!

*

Harry zawiązał na szyi krawat i spojrzał w lustro. Tak, czarno-czerwone pasy idealnie pasowały do czerwonej koszuli i czarnych spodni. Nawet nie wiedział, że ma krawat w takich kolorach. Ale skoro był w jego kufrze, to znaczy, że chyba należał do niego.

Czasami, kiedy szedł do Severusa nie w porze szlabanu, tylko na przykład w weekend, musiał udawać przed przyjaciółmi, że wybiera się na randkę ze swoją "tajemniczą wybranką". A przecież nie mógłby na taką randkę pójść jak obdartus, więc, czy tego chciał, czy nie, musiał zakładać coś innego niż zwyczajowe dżinsy i koszulę.

Kiedy tylko wyszedł z Pokoju Wspólnego i znalazł się kilka pięter niżej, zarzucił na siebie pelerynę i skierował się prosto do lochów. Wśliznął się do gabinetu Mistrza Eliksirów, zdjął z siebie pelerynę i zapukał.

Drzwi otworzyły się samoczynnie. Harry wszedł do komnaty i dostrzegł Severusa, siedzącego w swoim ulubionym fotelu i nalewającego do szklanki bursztynowego płynu.

No tak. Harry już jakiś czas temu zauważył, że Snape był najwidoczniej uzależniony od tego trunku. I w ogóle od alkoholu. Pił prawie na każdym spotkaniu. Ale Harry wcale się temu nie dziwił. Podejrzewał, że gdyby miał taką pracę jak Severus, który ciągle musiał narażać swoje życie i robić te wszystkie okropne rzeczy, to też starałby się o tym zapomnieć, a co jest lepszym środkiem wymazującym pamięć od alkoholu? Nie licząc oczywiście zaklęcia Obliviate. Zresztą, gdyby zaszła taka potrzeba, to zawsze miał pod ręką swoje eliksiry trzeźwiące.

Harry zamknął za sobą drzwi i uśmiechnął się szeroko, kiedy Severus zerknął na niego znad szklanki.

- Dobry wieczór, Sever... - urwał nagle, gdyż jego uwagę przyciągnął jakiś emanujący z poziomu jego klatki piersiowej blask. Zresztą nie tylko jego. Severus zmrużył oczy i wbił spojrzenie w połyskujący teraz jedynie krwistą czerwienią krawat. Harry spojrzał w dół i jęknął. - O kurwa.

No pięknie. Teraz już pamiętał, skąd miał ten krawat.

Od Ginny.

Czerwień dla radości i podniecenia, a czerń dla gniewu i strachu.

Z rozszerzonymi oczami patrzył, jak krawat zaczyna migotać i powlekać się czarnymi pasami.

Trudno. Przecież Snape nie wie, co to za krawat. I najlepiej będzie, jeżeli tak zostanie.

Podszedł do fotela i usiadł, wciąż czując na sobie zaciekawione spojrzenie mężczyzny. Proporcja pomiędzy kolorami znów była taka sama, jak na początku.

- A cóż to takiego, Potter? Znowu jakaś zawoalowana metafora?

- Nie, tylko taki krawat, który pokazuje nastrój - bąknął Harry, starając się jak najszybciej zboczyć z tematu.

Snape uniósł jedną brew.

- Chciałeś mi coś przekazać w ten sposób? Przecież dobrze wiesz, że wcale nie potrzebuję takich rzeczy, żeby wiedzieć, w jakim jesteś nastroju. Twoja twarz pokazuje to aż nadto wyraźnie.

Harry zagryzł wargę.

- Nie chciałem ci niczego pokazywać. Po prostu tak go założyłem, przez przypadek. Dostałem go w prezencie i zupełnie o nim zapomniałem. A tak w ogóle, to ten wczorajszy test z antidotów był naprawdę wredny...

Ale Snape go nie słuchał. Wciąż wpatrywał się zmrużonymi oczami w krawat, który stawał się coraz ciemniejszy. Harry czuł bicie własnego serca.

No przecież chyba nie jest aż tak inteligentny ani domyślny!

- W prezencie, powiadasz? - powiedział to w taki sposób, że Harry mimowolnie się wzdrygnął. Ten ton nie zwiastował niczego dobrego. Oznaczał jedynie, że Snape coś podejrzewa...

- Następnym razem mógłbyś mnie uprzedzić, zanim zrobisz nam niezapowiedziany sprawdzian - kontynuował Harry tym samym uparcie beztroskim głosem, nawet jeżeli kątem oka widział, że krawat stał się już niemal cały czarny.

- Hmm - mruknął Severus, przekrzywiając głowę. - Krawat, który pokazuje twój strach... Cóż za tandetny, kiczowaty prezent. Naprawdę, Potter... żeby przyjąć od kogoś takie badziewie?

Harry znał to uczucie. Buzujący gdzieś na dnie żołądka gniew. Wzbierający i sięgający coraz wyżej. Oślepiający.

- To nie jest tandetny prezent! Ani kiczowaty! Ginny nigdy by... - Harry zachłysnął się i ugryzł w język, ale było już za późno.

Temperatura gwałtownie opadła i Harry miał wrażenie, jakby ktoś otworzył okno i wpuścił do środka mroźny, styczniowy wiatr.

Rysy Snape'a wyostrzyły się, a w oczach zapłonęło coś lodowatego. I bardzo niebezpiecznego.

- Natychmiast go zdejmij - wycedził niezwykle cichym i groźnym głosem, mocniej zaciskając palce wokół szklanki. Wyglądał na opanowanego, ale to były tylko pozory. Harry jeszcze nie widział tak mrożącego spojrzenia. Wydawało się, że pod skórą mężczyzny płonie ogień. Kostki jego zaciśniętej wokół szklanki dłoni pobielały.

Harry mimowolnie zapadł się głębiej w fotel.

- Ale przecież to tylko...

- Bez dyskusji! - Gniewny syk Snape'a był jeszcze gorszy do jawnego wrzasku.

Harry westchnął, sięgnął do krawatu, poluzował go i zdjął przez głowę. Jeżeli aż tak bardzo mu przeszkadza, to przecież może go schować. Nie chciał zaczynać wieczoru od kłótni.

W momencie, kiedy zaczął składać krawat z zamiarem włożenia go do kieszeni, zobaczył, że mężczyzna sięga po różdżkę i wyciąga w jego stronę dłoń.

Nagłe zrozumienie uderzyło w Harry'ego tak nagle, że jego oczy rozszerzyły się gwałtownie.

Snape chciał go zniszczyć! Jego prezent! Prezent, który dostał od Ginny!

- Przecież to tylko głupi krawat - wymamrotał, zaciskając zęby i czując, że bulgoczący w jego żołądku gniew naprawdę zaczyna się spiętrzać i powoli go opanowywać.