Harry czuł zawroty głowy i mrowienie we wszystkich częściach ciała, spływające coraz niżej... Buzująca w nim adrenalina spalała się w ogniu wściekłości i czegoś jeszcze, co płynęło poprzez jego żyły, rozpalając skórę i pobudzając pewne partie ciała, które nie powinny w takiej sytuacji być pobudzone. Był niczym naładowany pocisk, gotów do wystrzelenia.
- Ale ja cię nienawidzę bardziej, ty popierdoleńcu! - wrzasnął i szarpnął się do przodu, gotów ukąsić.
- Jak śmiesz... - Syk, który wydobył się z ust mężczyzny wibrował tak przenikliwą furią, że Harry miał wrażenie, że zaraz potnie mu skórę. Dłoń Severusa puściła jego rękę i wystrzeliła w górę, łapiąc za migoczący czerwienią i czernią krawat i gwałtownie zaciskając go wokół szyi Harry'ego. Chłopak poczuł, że nie może oddychać. Zaczął charczeć, próbując złapać oddech, ale nie był w stanie. Uwolnioną ręką starał się rozewrzeć długie palce zaciskające się na krawacie, ale nie miał na to siły. Bolały go płuca i kręciło mu się w głowie tak bardzo, że miał wrażenie, że zaraz się przewróci. Obraz rozmazał mu się jeszcze bardziej, widział już tylko ciemne plamy, kiedy nagle z oddali dopłynął do niego stalowy głos:
- Przepraszasz?
Desperacko pokiwał głową. Uścisk zelżał. Gwałtownie wciągnął do płuc upragnione powietrze i natychmiast zaczął się krztusić. Miał łzy w oczach. Pochylił głowę do przodu, dysząc ciężko i kaszląc. Kiedy doszedł do siebie na tyle, że mógł mówić, podniósł głowę i zachrypniętym głosem wycharczał:
- Ty pojebany sukinsynu...
Silne szarpnięcie za włosy sprawiło, że przed oczami znowu zatańczyły mu ciemne plamy. Jego głowa została odchylona do tyłu, a na twarzy poczuł parzący oddech. Spojrzał prosto w dwa nieskończone tunele i ponownie zaparło mu dech. W czarnych oczach szalało tornado. Sam czuł się jak wulkan na granicy erupcji, a wiedział, że spotkanie tornada i wulkanu może zakończyć się tylko jednym.
Apokalipsą.
- Zaraz zobaczysz, co ten sukinsyn z tobą zrobi...
I zanim Harry zdążył pomyśleć o tym, co usłyszał, mocne pociągnięcie za włosy posłało go w stronę biurka. Wszystko się rozmazało. Widział tylko zbliżający się niebezpiecznie ciemny blat. Przeszył go ból, kiedy uderzył biodrami prosto w kant. Powietrze uleciało mu z płuc, kiedy został przygwożdżony do twardej, gładkiej powierzchni. Jego spodnie i slipy zostały zsunięte do kolan jednym gwałtownym ruchem. Na jego ustach zacisnęła się chłodna dłoń w tym samym momencie, w którym twardy, śliski penis wdarł się w jego wnętrze, przeciskając się przez nieprzygotowany krąg mięśni.
Próbował krzyknąć, ale dłoń zaciskała się na jego ustach zbyt mocno, nie pozwalając mu wydobyć z siebie żadnego dźwięku, poza głośnym jękiem. Po chwili dołączyła druga ręka, odciągnąwszy jego głowę w tył tak mocno, że kręgosłup wygiął mu się w łuk.
Jego tyłek płonął, rozrywany pchnięciami tak brutalnymi i gniewnymi, że Harry nie czuł nic poza ogniem. Miał wrażenie, że przy każdym uderzeniu jego wnętrzności się przemieszczają. Snape pieprzył go z taką siłą, jakby próbował przebić się aż do gardła. Jakby naprawdę postanowił rozedrzeć go na strzępy.
Wbił paznokcie w czarny blat, słysząc skrzypienie biurka i odgłosy odzianych w materiał bioder uderzających o jego nagie pośladki. Pod zaciśniętymi powiekami widział tylko płomienie, całe jego ciało podrygiwało w rytmie pchnięć, a z gardła wydobywał się niekończący się jęk.
W pewnym momencie dłonie zatykające mu usta puściły go i złapały za włosy, odciągając jego głowę mocno w tył przy każdym uderzeniu. Z uwolnionych ust zaczął płynąć potok słów, nad którymi nie miał kontroli. Stracił ją już dawno.
- Tak, tak, tak! Pokaż, jak bardzo mnie nienawidzisz! Pieprz mnie! Pierdol! Rozerwij mnie na strzępy! Na kawałki! Cholera, to takie-e cu-udowne! O b-oooo-że...
Och, czuł ją tak wyraźnie. Lawę, przelewającą się przez jego wnętrzności, spływającą żyłami aż do podbrzusza. Gniew. Pragnienie. Wszystko było tak wyraźne. Wszystko było w nim. W jego gardle, w żołądku, przesączało się przez skórę i spływało po niej w kroplach potu.
Żeby to się tylko nie kończyło. Nigdy. Chciał to czuć. Życie. Emocje. Już zawsze. Tak silne. Tak... zatrważające.
Otworzył na chwilę oczy i zobaczył to. Iskry, krążące wszędzie wokół. Blask, rozgrzewający powietrze. Magię tak silną, że stojące na półkach butelki wibrowały i unosiły się. Porozrzucane po podłodze drzazgi zaczęły wirować wokół nich, wyglądając, jakby tańczyły.
Severus dyszał i jęczał tak głośno, jak chyba jeszcze nigdy. Harry słyszał każde jego sapnięcie, unoszące się w powietrzu i opadające mu na skórę. Każdy swój jęk dedykował właśnie jemu.
I wtedy poczuł uścisk na gardle. Snape złapał za koniec krawatu i zacisnął mu go na szyi, owijając wokół swojej dłoni niczym smycz. Obraz przed oczami Harry'ego rozmył się, kiedy Severus pociągnął za krawat, zmuszając go do odchylenia głowy jeszcze bardziej.
Czerń i czerwień. Na przemian. Coraz szybciej. Kolory migotały. Przenikały się. Czerwień płonęła, pochłaniając czerń. Spalając ją w swoim blasku.
Piekące uderzenia rozdzierającego jego wnętrze penisa przyspieszyły. Severus wbijał się w niego z jeszcze większą siłą, przyciągając głowę Harry'ego coraz bliżej, zaciskając pętlę na jego szyi coraz mocniej, jakby kompletnie stracił nad sobą kontrolę.
Wszystko wirowało. Wzbierało. Jaśniało. Powietrze zaczęło syczeć i parować. Harry nie mógł oddychać. Kolejne szarpnięcie. Gorący oddech przy uchu i ten zachrypnięty, przepełniony ogniem szept Snape'a:
- Zwariuję przez ciebie...
Nastąpiła erupcja. Poczuł się tak, jakby opadał na dno głębokiej, wypełnionej wrzącą lawą studni. Cały świat eksplodował. Dochodził i dochodził tak długo, jakby nigdy nie miał przestać. Usłyszał swój własny, oddalający się krzyk. Coraz cichszy i odleglejszy.
I ogarnęła go ciemność.
Lodowate chluśnięcie na twarz sprawiło, że gwałtownie otworzył oczy. Ciemność ustąpiła i pod powieki wdarło mu się światło. Zamrugał kilka razy, widząc pochyloną nad sobą, rozmazaną sylwetkę Severusa.
- Och, łaskawie się ocknąłeś?
Wtedy zrozumiał. Musiał stracić przytomność. Leżał na plecach na biurku i czuł coś gorącego wypływającego mu spomiędzy pośladków oraz piekący ból oplatający szyję. Podniósł rękę i dotknął zaciśniętego wokół gardła krawatu, którego koniec wciąż znajdował się w dłoni mężczyzny. Naprawdę wyglądał jak smycz. Smycz, do której był uwiązany.
Świadomość tego sprawiła, że wszystko mu się przewróciło w żołądku. W jego podbrzuszu ponownie wezbrała lawa.
I nienawidził się za to.
Wpatrywał się w smukłą dłoń zaciśniętą na krwistoczerwonym symbolu jego zniewolenia i zastanawiał się, dlaczego czuje się taki... wolny.
Severus poruszył się i odsunął, wypuszczając krawat z ręki. Podszedł do czegoś leżącego na podłodze i podniósł to. Harry przekrzywił głowę i zmrużył oczy. To były jego okulary!
Mężczyzna wrócił do niego, wyjął różdżkę i stuknął nią w potrzaskane szkła, mrucząc:
- Reparo.
Harry uniósł się na łokciach i pozwolił, by Severus założył mu okulary na nos. Dopiero teraz, kiedy się poruszył, poczuł, że bolą go chyba wszystkie mięśnie. Świat nabrał kształtów. Zobaczył przyglądającego mu się z dziwnym, wyzywającym blaskiem w oczach mężczyznę.
- Na czym to skończyliśmy? - zapytał cicho i ponownie złapał za krawat, zanurzając swoje spojrzenie w szeroko otwartych oczach Harry'ego. Ale tym razem nie zacisnął mu go na szyi, tylko poluzował i zdjął. Harry nie opierał się. Nie miał kompletnie siły.