Выбрать главу

- Tak, hahaha. Spróbuję tego kiedyś na swoim Zmiataczu.

- Lepiej nie - zachichotała Ginny. - Nie będę potem wybierała twoich kawałków ze śniegu. Zresztą udało ci się tylko dlatego, że miałam zbyt przemarznięte palce, żeby dobrze wycelować. To jednak nie jest dobra pogoda na Quidditch.

- Ale zobacz - zauważył Harry, kiedy wszyscy troje weszli do zamku, tupiąc i strzepując śnieg z butów. - Jeżeli strzeliłaś tyle goli w takich warunkach, to ile strzelisz na wiosnę?

- Strzelanie goli Ronowi to żadne wyzwanie - wyszczerzyła się dziewczyna, a Gryfon poczerwieniał.

- Zaraz oberwiesz miotłą! - Podniósł swojego Zmiatacza i zamachnął się na Ginny, która odskoczyła, śmiejąc się i schowała się za plecami Harry'ego.

- Może byście tak przestali? - warknęła pulchna dama z dzieckiem w kołysce, znajdująca się na jednym z wiszących w Sali Wejściowej obrazów. - Zaraz ją obudzicie!

Ginny zasłoniła usta dłonią, dusząc się ze śmiechu, podczas gdy Ron zaczął ją gonić po Sali Wejściowej, wymachując miotłą, a Harry musiał oprzeć się o kolumnę, żeby zapanować nad chichotem.

- Chwila, muszę do kibla. Zaczekajcie na mnie - wydyszał Ron, kiedy przystanął na chwilę, podpierając się na swojej miotle, po czym skierował się do znajdującej się na prawo od Wielkiej Sali ubikacji.

Ginny zatrzymała się obok Harry'ego, ocierając łzy z kącików oczu.

- Fajnie było. Szkoda, że częściej nie wychodzimy razem.

Harry wyprostował się, łapiąc w końcu oddech.

- Ta. Następnym razem...

- Co tu się dzieje? - rozległ się głęboki, niski głos, dobiegający, jakby się wydawało, znikąd. Harry poczuł dreszcz na plecach. Odwrócił się gwałtownie w stronę schodów prowadzących do lochów i zobaczył wyłaniającego się z nich Snape'a. Kątem oka zobaczył, że uśmiech Ginny natychmiast spełzł z jej twarzy. Jego już dawno zakopał się pod posadzką.

Mężczyzna podszedł do nich pewnym siebie krokiem, szeleszcząc peleryną. Harry widział w jego oczach jedynie chłód, przy którym panujący na dworze mróz wydawał się dziecięcą igraszką.

- Pan Potter i panna Weasley - wymruczał Snape, zatrzymując się przed nimi i spoglądając na nich z góry zmrużonymi oczami. - Widzę, że tak doskonale się bawicie, że kompletnie was nie obchodzi, ile hałasu przy okazji robicie. Wasz dom traci dziesięć punktów.

- Ale przecież nie ma jeszcze ciszy noc...- zaprotestowała Ginny.

- Milcz. - Głos Snape'a wydawał się być wykuty z lodu i Harry wyczuwał w nim dziwne wibracje, które sprawiały, że coś wewnątrz niego drżało ze strachu. Upewnił się, że stoi wystarczająco daleko od Ginny, ale na wszelki wypadek odsunął się jeszcze odrobinę.

- Byliśmy polatać. To już nie można? - zapytała hardo Ginny. Harry poprosił w duchu wszystkie bóstwa o to, żeby się zamknęła. Severus nie wyglądał w tej chwili na skorego do wyrozumiałości.

- I kolejne dziesięć punktów za ten impertynencki ton - warknął, spoglądając na dziewczynę tak, jakby nagle zamieniła się w bardzo irytującego robaka. - Nie obchodzi mnie, co robicie razem w czasie wolnym, ale w tym zamku panują pewne zasady. Jedną z nich jest zakaz hałasowania na korytarzach. Drugą - wskazał na mokre, błotniste ślady, pokrywające całą posadzkę - zakaz niszczenia oraz brudzenia własności szkoły. I za to kolejne dziesięć punktów. Proszę to natychmiast posprzątać, albo powiadomię pana Filcha.

Harry chciał wyciągnąć różdżkę, ale Ginny go uprzedziła. Widział, że jej ręka drżała nieznacznie, kiedy usuwała ślady zaklęciem czyszczącym. Widocznie z trudem panowała nad wściekłością.

- A trzecią - kontynuował Snape mściwym tonem - jest zakaz używania zaklęć na korytarzach. I za to kolejne dziesięć punktów, panno Weasley. Jeszcze jedno przewinienie i otrzyma pani szlaban, czy to jasne?

Ginny poczerwieniała i skinęła głową, chociaż jej oczy niemal ciskały błyskawice. Wydawała się rozczarowana tym, że żadna z nich nie ugodziła jeszcze wbijającego w nią mordercze spojrzenie nauczyciela i nie spopieliła go na miejscu.

Harry przełknął ślinę, wbijając wzrok w podłogę i starając się nie trząść ze złości.

Nie no, to już była przesada! Przecież, do diabła, nic nie robili!

W tej samej chwili usłyszeli trzask otwieranych drzwi i z ubikacji wybiegł Ron. Zatrzymał się jednak gwałtownie, widząc Snape'a.

- Ee... coś się stało? - zapytał niepewnie, zerkając na nauczyciela, czerwoną z gniewu siostrę i wpatrującego się w podłogę Harry'ego.

- Nic - warknęła Ginny, odwracając się i zarzucając sobie miotłę na ramię. - Chodźmy.

Harry odważył się podnieść głowę i niemal natychmiast tego pożałował, widząc wzrok Severusa. Był dziwny. Tak, był lodowaty i wściekły, ale coś w nim drżało i Harry zupełnie nie potrafił tego rozpoznać.

Może, gdyby przyjrzał się uważniej, zrozumiałby, co to takiego, zareagowałby inaczej i później... nie doszłoby do tego.

***

Kiedy wrócili do Pokoju Wspólnego, Hermiony nigdzie nie było widać. Ginny przeklinała Snape'a przez całą drogę, Ron jej wtórował, dowiedziawszy się, co się stało, a Harry nie odzywał się. Odzyskał humor dopiero wtedy, kiedy usiedli we trójkę przy kominku, ogrzewając się i zabierając do gry w eksplodującego durnia. Był piątek i na szczęście mieli cały weekend na odrobienie lekcji.

Harry nie miał pojęcia do której grali, śmiali się i rozmawiali. Było niemal tak jak dawniej, kiedy spędzali w ten sposób wieczory w Norze podczas wakacji. W końcu Pokój Wspólny opustoszał, Ginny poszła spać, a Ron wyciągnął szachy czarodziejów i namówił Harry'ego na kilka partii. W końcu, kiedy Harry'emu po raz pierwszy udało się wygrać z Ronem, przyjaciel stwierdził, że jest zbyt późno i kompletnie już nie myśli. Wstał, zabrał szachy i poszedł na górę. Harry przeciągnął się i ziewnął. Przed kominkiem było tak ciepło i przyjemnie, że kompletnie nie miał ochoty wstawać i się gdzieś przenosić. Leżał tylko i wpatrywał się w strzelające cicho płomienie, przypominając sobie wszystkie radosne chwile z dzisiejszego dnia. W końcu jednak, kiedy oczy zaczęły mu nieznośnie ciążyć, stwierdził, że przecież nie może tutaj spać i z trudem podniósł się do pozycji siedzącej. Wtedy też usłyszał dźwięk odsuwającego się portretu i stłumione dywanem kroki. Odwrócił się i zobaczył wchodzącą do Pokoju Wspólnego Hermionę. Widząc Harry'ego, zatrzymała się niepewnie i odwróciła głowę. Jednak chłopak zdążył zauważyć jej zaczerwienione oczy. W ramionach ściskała książkę.

- Och, to ty Harry. Nie myślałam, że ktoś tu jeszcze będzie o tej porze - wymruczała, wpatrując się w ścianę i najwyraźniej nie chcąc albo też nie będąc w stanie na niego spojrzeć.

- Gdzie byłaś? - zapytał, marszcząc brwi. - Myśleliśmy, że siedzisz w dormitorium. Ja, Ron i Ginny byliśmy...

- Wiem - przerwała mu nagle, znacznie ostrzejszym głosem. - Widziałam was przez okno. Nie tylko ty potrzebujesz czasami chwili samotności w Pokoju Życzeń. I proszę cię... nie wspominaj przy mnie o nim.

- O kim? O Ronie? Przepraszam - wymamrotał, kiedy posłała mu na wpół rozdrażnione, na wpół rozgoryczone spojrzenie. Widząc jej zapuchnięte oczy i ślady łez na policzkach, poczuł ukłucie w sercu. Nie myślał, że ich kłótnia była aż tak poważna. Widocznie Hermiona przeżyła ją znacznie dotkliwiej niż Ron. A oni przez cały wieczór tak świetnie się bawili...

- Słuchaj - zaczął, nie wiedząc właściwie, co chce powiedzieć. - Daj spokój. W związkach... zawsze zdarzają się kłótnie. Tak bywa. I to nie jest niczyja wina.

Hermiona spojrzała na niego ze smutkiem spod burzy włosów i powoli podeszła do kanapy, po czym opadła na nią z westchnieniem tuż obok Harry'ego. Chłopak zagryzł wargę. Nie był najlepszy w pocieszaniu.