- Ja... dzisiaj jest impreza w Pokoju Wspólnym, a Hermiona pokłóciła się z Ronem i poprosiła, żebym z nią poszedł. A ja nie mogłem odmówić, bo ostatnio ciągle tylko...
- Zamknij się i wyjdź.
Słowa, które przecięły powietrze, wydawały się dobiegać z bardzo daleka.
Harry zacisnął usta i oblizał wargi. Snape nie wrzeszczał na niego ani nim nie rzucał. Nie było tak źle. Ale coś w tym głosie niepokoiło go... Nie miał jednak czasu, aby teraz się nad tym zastanawiać, ponieważ odczuwał zbyt dużą ulgę.
- Przepraszam - wymamrotał w podłogę. - Następnym razem zostanę, obiecuję. Tak bardzo...
- Skoro tak bardzo chcesz iść, to po co tu jeszcze stoisz? - warknął Severus, nie odwracając głowy od kominka i nie spoglądając na niego.
Harry zagryzł wargę. Chyba lepiej będzie się ulotnić, zanim Severus się rozmyśli. Najwidoczniej niepotrzebnie aż tak bardzo się obawiał.
- To... do zobaczenia - mruknął i odwrócił się do drzwi. Kiedy znalazł się za nimi, odetchnął głęboko. Nie poszło tak źle, jak sądził. Myślał, że Snape będzie mu wypominał to wyjście z Ginny, ale może w końcu sam stwierdził, że przesadza. Chociaż w świetle tego, co się wydarzyło, kiedy Harry założył krawat od niej, takie spokojne podejście do tematu w ogóle było do Severusa niepodobne.
Harry dotarł do drzwi prowadzących na korytarz, zarzucił na siebie pelerynę i otworzył je, jednak zanim wyszedł, zawahał się, kiedy przypomniał sobie dziwny ton głosu mężczyzny.
Było w nim coś takiego... coś, co Harry wyczuwał podświadomie, ale nie potrafił tego nazwać ani określić. Ale nie dawało mu to spokoju. Czy Severus nie zareagował jednak za spokojnie? Może powinien zawrócić i... zapytać go o to. Wyznać, że wolałby spędzić ten wieczór z nim, bo w końcu wcale mu tego nie powiedział...
Trzasnął drzwiami i zawrócił. Zdążył jednak zrobić tylko kilka kroków, kiedy usłyszał głośny, przerażający huk. Podskoczył i zatrzymał się w miejscu, wpatrując się z osłupieniem w drzwi prowadzące do komnat Severusa.
To brzmiało tak... tak jakby... jakby ktoś roztrzaskał butelkę o drzwi.
Przełknął ślinę.
Może jednak lepiej będzie... nie wracać. Wcale nie miał teraz ochoty na kolejną... bitwę.
Na palcach wycofał się do drzwi i otworzył je najciszej jak potrafił, po czym zamknął z taką samą ostrożnością.
Później porozmawia z Severusem i wyjaśni mu kilka kwestii. Teraz nie miał na to ani zapału, ani sił. Tak, później...
***
- Och, Harry, szkoda, że nie lubisz tańczyć - westchnęła Hermiona, opadając obok niego na stojącą pod ścianą kanapę. Była zaczerwieniona z wysiłku, a jej gęste włosy były rozwiane. Przez ostatnie piętnaście minut szalała z Neville'em, który wydawał się być chyba jedynym chłopakiem w całym towarzystwie, który potrafił tańczyć. Zresztą Seamus, Dean i cała reszta wyglądali i zachowywali się tak, jakby w ich butelkach z kremowym piwem znowu pojawił się jakiś "dodatek". Muzyka była tak głośna, że Harry ledwie słyszał własne myśli. Miał wrażenie, że w Pokoju Wspólnym stłoczył się chyba cały Gryffindor. A przynajmniej wszyscy od trzeciej klasy wzwyż. To były ostatnie urodziny Angeliny i Katie, ponieważ obie za rok opuszczały Hogwart, więc najwidoczniej postanowiły urządzić tak huczną urodzinową imprezę, o której jeszcze przez długi czas wszyscy będą sobie opowiadać. Harry zastanawiał się, jak udało im się przekonać do niej McGonagall.
Ron i Hermiona nadal się do siebie nie odzywali. Ron bawił się po drugiej stronie Pokoju Wspólnego z Lee Jordanem i innymi siódmorocznymi, Ginny w połowie imprezy gdzieś zniknęła, zapewne znowu wymknęła się na schadzkę ze swoim chłopakiem, a Harry przez większość czasu po prostu siedział na kanapie popijając piwo kremowe "z dodatkiem", które sam nawet nie wiedział jak, znalazło się w jego rękach, i obserwując coraz bezwstydniej migdalące się po kątach pary.
- Pić mi się chce - mruknęła Hermiona, wyjmując mu piwo z ręki i pociągając solidny łyk. Jej policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej, ale nic nie powiedziała, kiedy oddawała butelkę Harry'emu. - Na pewno nie chcesz zatańczyć? - zapytała, przyglądając mu się uważnie.
- Nie, dzięki. Wygodnie mi tutaj. Cieszę się, że dobrze się bawisz. - Uśmiechnął się sztucznie.
- Naprawdę tego potrzebowałam - odpowiedziała promiennym uśmiechem. - Dzięki, że ze mną przyszedłeś. - Pochyliła się i pocałowała go w policzek. - To idę. Jak będziesz miał ochotę, to możesz do nas dołączyć. - Po tych słowach zerwała się i podbiegła do podskakującego niczym swoja własna ropucha Neville'a.
Harry westchnął. Miał już dosyć hałasu, roześmianych ludzi i obściskujących się par. Myślał, że będzie fajnie, że znowu spędzi przyjemny czas z przyjaciółmi, ale tak naprawdę to czuł się tutaj niezwykle wręcz obco. Jakby już dawno przestał należeć do tego świata. Odchylił głowę do tyłu, kładąc ją na oparciu kanapy i zapatrzył się w sufit. Przez kolejne pół godziny po prostu siedział w ten sposób i pił, aż w końcu sufit zaczął rozmazywać mu się przed oczami. Kiedy skończyła mu się kolejna butelka, opuścił głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu, walcząc z zawrotami głowy. Z głośników dobiegała jakaś ballada i większość osób tańczyła przyciśnięta do siebie, a liczba migdalących się po kątach par podwoiła się. Harry przeszukał wzrokiem tłum, próbując dostrzec Hermionę, ale nigdzie jej nie widział. Wstał ostrożnie, odstawił butelkę na stolik i ruszył do przodu, przedzierając się przez tańczących. Kiedy znalazł się po drugiej stronie Pokoju Wspólnego, zatrzymał się nagle.
Znalazł Hermionę. Siedziała z Ronem na kanapie i całowała się z nim. Cóż, najwidoczniej w końcu się pogodzili... Czyli chyba... nie był już potrzebny.
Westchnął ciężko i odwrócił się, zastanawiając się, co ze sobą zrobić.
Pójdzie do Severusa. Tak. Może jeszcze nie jest za późno. I tak nikt nie zauważy, że go nie ma. Wymknie się tylko na chwilę, tylko, żeby go zobaczyć.
Wszedł do dormitorium, zabrał z kufra pelerynę niewidkę, ukrył ją w kieszeni i zszedł na dół. Udało mu się wymknąć niezauważonym i kiedy znalazł się na korytarzu, zarzucił na siebie pelerynę i ostrożnie ruszył schodami prosto do lochów. W połowie drogi uświadomił sobie, że zapomniał zabrać Mapę Huncwotów. Miał tylko nadzieje, że nie natknie się nagle na Filcha albo na jakiegoś nauczyciela patrolującego korytarze.
Na szczęście udało mu się dotrzeć pod drzwi gabinetu Severusa bez większych przeszkód. Zatrzymał się przed nimi i wyciągnął rękę, aby ich dotknąć, lecz... nie poruszyły się. Zmarszczył brwi i sięgnął do klamki. Nacisnął ją kilka razy, ale drzwi pozostały zamknięte.
Najwyraźniej Severusa nie było. Może znowu musiał iść na jakąś misję. Szkoda... Tak bardzo chciał go zobaczyć. Powiedzieć mu, że to była jedna wielka pomyłka, że powinien był z nim zostać, że niepotrzebnie zgodził się iść na tę imprezę.
Westchnął i odwrócił się. Ruszył w drogę powrotną, powłócząc nogami i zastanawiając się, czy Severus nadal jest na niego zły... Wdrapał się już na piąte piętro, ale wtedy schody ruszyły w przeciwną stronę i musiał nadłożyć drogi. Kiedy jednak wyszedł zza zakrętu korytarza, musiał się tak gwałtownie zatrzymać, że niemal potknął się i upadł. Prawie nadepnął na panią Norris. Kotka prychnęła i odskoczyła, fukając wściekle.
Harry rozejrzał się po korytarzu, szukając Filcha, ale na szczęście nigdzie w pobliżu go nie było. Wiedział jednak, że musi jak najszybciej się stąd zwinąć, jeżeli nie chce, aby to przeklęte kocisko podniosło alarm.