Выбрать главу

Na szczęście razem z nim nadpływała także ulga. Ból ustępował, kawałek po kawałku wypuszczając ze swoich szponów kolejne partie ciała, pozostawiając jedynie drżące od nadmiernego wysiłku mięśnie. Pot spływał mu strumieniami po czole i plecach, a serce waliło jak oszalałe. Nogi trzęsły się pod nim tak bardzo, iż był przekonany, że jeżeli spróbuje zrobić choćby krok, to upadnie. Głowa pulsowała boleśnie i wydawało mu się, że zaraz coś ją rozerwie. I na dodatek było mu niedobrze.

Bardzo powoli otworzył oczy. Światło już nie bolało. Bolał za to widok Severusa. Siedzącego wygodnie w fotelu z założoną nogą i obserwującego go spod wpółprzymkniętych powiek. Na jego twarzy nie było nawet cienia uczucia. Harry spodziewałby się satysfakcji. Zadowolenia. Czegokolwiek. Ale nie było absolutnie niczego.

Tak samo, jak w nim.

Był tak oszołomiony, że przez kilka chwil po prostu stał i wodził pustym wzrokiem po pomieszczeniu. Spojrzał w bok i zobaczył stojącą w samym rogu pomieszczenia myślodsiewnię.

I w ułamku sekundy przyszło mu do głowy rozwiązanie.

Oderwał się od regału i zrobił krok w tamtą stronę, ale nogi ugięły się pod nim i upadł na podłogę. Podniósł się na kolana i przez chwilę oddychał ciężko z głową ukrytą w ramionach, próbując zebrać w sobie chociaż odrobinę siły. Miał wrażenie, że wszystkie mięśnie w jego ciele popękały z wysiłku. Po chwili westchnął ciężko i podniósł się z trudem. Na uginających się nogach ruszył w stronę myślodsiewni. Czuł na sobie śledzące go ciemne spojrzenie. Oparł się rękami o krawędź misy i sięgnął po różdżkę.

Jeszcze nigdy tego nie robił, ale widział, jak używali jej Dumbledore oraz Snape i nie wydawało się to zbyt trudne.

Przyłożył różdżkę do skroni i zaczął sobie przypominać. Cały wczorajszy i przedwczorajszy dzień. Wyjście z Ronem i Ginny, prośbę Hermiony, znudzenie podczas imprezy, pójście do Snape'a, wpadnięcie na Ginny, schowek...

Kiedy był pewien, że pomyślał już o wszystkim, odciągnął różdżkę od skroni i strząsnął srebrnobiałą mgiełkę do misy. Spojrzał w wirującą substancję i zacisnął usta.

Schował różdżkę do kieszeni, powoli odwrócił się od myślodsiewni i ruszył w kierunku drzwi, nawet na chwilę nie spoglądając na mroczną sylwetkę Snape'a. Z największym trudem pochylił się i podniósł z podłogi swoją pelerynę. Kiedy znalazł się przy drzwiach i dotknął klamki, zawahał się na moment.

Nie wiedział, na co czeka. Ale czekał. Na cokolwiek.

Kiedy jednak nic się nie wydarzyło, powietrza nie przecięło żadne słowo, nawet jeden szelest, nacisnął na klamkę i wyszedł.

Nie wiedział, co ma robić. Nie wiedział, gdzie iść, poza tym, że głowa pulsowała mu tak bardzo, że nie mógł już wytrzymać i z każdym krokiem robiło mu się coraz bardziej niedobrze.

Zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i szedł przed siebie, powłócząc nogami. Nie chciał o niczym myśleć. Nie chciał przypominać sobie tego cierpienia, ani wzroku Severusa... Ponieważ sam nie wiedział, co było dla niego większą męką.

Na pierwszym piętrze zrobiło mu się już tak niedobrze, że wpadł do pierwszej z brzegu łazienki i zwymiotował do umywalki. Czuł nieznośne uderzenia gorąca, które opanowywały całe jego ciało. Pot znowu zaczął spływać mu po ciele grubymi kroplami. Cały się trząsł.

Musi iść do skrzydła szpitalnego. Nie... nie wytrzyma tego.

Opłukał twarz zimną wodą i wyszedł z łazienki, kierując się prosto do skrzydła szpitalnego. Kiedy w końcu tam dotarł, był już tak spocony, że ubranie lepiło się do niego. Na migi pokazał pielęgniarce, że nie może mówić i kiedy rzuciła na niego Finite Incantatem, wymamrotał coś o tym, że podczas kolacji ktoś musiał mu dodać czegoś do posiłku, po czym zwymiotował jej pod nogi. Pielęgniarka wlała w niego kilka eliksirów, złorzecząc na uczniów i ich durne zabawy i przysięgając, że musi poważnie porozmawiać z dyrektorem i poprosić go o ukrócenie takich praktyk, bo w końcu może dojść do prawdziwej tragedii.

Harry nie mógł powiedzieć, żeby eliksiry za wiele mu pomogły. Głowa nadal mu pękała i było mu niedobrze, ale przynajmniej przestał się tak pocić i trząść. Pomfrey chciała zostawić go na noc w skrzydle szpitalnym, ale skłamał, że czuje się już znacznie lepiej. Wymamrotał podziękowania i wyszedł. Na korytarzu oparł się na chwilę o ścianę, próbując odegnać tańczące mu przed oczami ciemne plamy i wtedy to usłyszał... odległe, znajome kroki. Zbliżały się.

W panice wyciągnął z kieszeni pelerynę i zarzucił ją na siebie. Udało mu się to zrobić w ostatnim momencie. Zza zakrętu wyłonił się Snape. Zbliżał się do niego w długich, zamaszystych krokach, a peleryna łopotała za nim, kiedy sunął przez korytarz, utkwiwszy spojrzenie w drzwiach szpitala. I kiedy przechodził obok, Harry'emu wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz, aby wiedzieć:

Zobaczył wspomnienia!

Nie było już na niej pustki. Wręcz przeciwnie. Emanowała takim wzburzeniem, jakiego Harry jeszcze nigdy nie widział. Jednak zanim zdążył przyjrzeć się dokładniej, mężczyzna zniknął za drzwiami szpitala i Harry usłyszał jego podniesiony głos:

- Był tutaj Potter?

- Och, profesorze Snape... muszę z panem poważnie porozmawiać! Tak, był tutaj, wyszedł dosłownie przed chwilą! Gdyby pan widział, co uczniowie pańskiego domu mu zrobili! Znowu dosypali mu czegoś do posiłku! Wyglądał wprost okropnie! Wymiotował i... proszę się do mnie nie odwracać plecami, kiedy do pana mówię! Profesorze Snape! Profes...

Harry podskoczył, kiedy drzwi otworzyły się z rozmachem i wypadł zza nich Snape. Rozejrzał się po korytarzu błędnym wzrokiem. Harry mocniej przywarł do ściany, wstrzymując oddech.

Mężczyzna podszedł o krok w jego stronę. Harry cofnął się nieznacznie, próbując nie wydać żadnego dźwięku. Przez chwilę Severus przyglądał się ścianie obok miejsca, w którym stał Harry, a po chwili znowu zbliżył się o krok i jego nozdrza zadrgały.

Harry wpatrywał się w jego zmrużone oczy, uważnie badające przestrzeń i wiedział tylko jedno: nie chce mieć z nim teraz nic wspólnego. Absolutnie nic. Nie po tym...

Może sobie pójdzie... Może stwierdzi, iż tylko mu się wydawało, że poczuł jego zapach...

Ale wtedy Harrym targnęły torsje. Przycisnął dłoń do ust, próbując powstrzymać wymioty, ale i tak wydał z siebie dziwny, bulgoczący odgłos.

Oczy Snape'a rozszerzyły się i przesunął głowę nieco w bok, spoglądając dokładnie w to miejsce, w którym znajdował się Harry, a wyraz jego twarzy zmienił się. Pojawiło się na nim coś dziwnego. Coś, co kazało Severusowi zagryźć wargę i zmarszczyć brwi, jak gdyby walczył z czymś. Jak gdyby walczył ze sobą. Harry wpatrywał się wprost w jego błyszczące oczy, widząc w nich całą gamę barw i nie mając pojęcia, skąd się tam wzięły, ponieważ w korytarzu było zbyt ciemno, aby mogło to być odbijające się światło.

Przez chwilę po prostu stali tak, niczym zawieszeni w czasie, a wtedy Severus odwrócił wzrok i odsunął się, ruszając w głąb korytarza. Harry wpatrywał się w jego oddalające się plecy i zastanawiał się...

Co teraz?