Выбрать главу

Zacisnął mocno powieki i skulił się w pozycji embrionalnej.

Teraz chciał po prostu zasnąć. I chociaż na chwilę zapomnieć. Jutro... może będzie lepszy dzień. Może spojrzy na wszystko z innej perspektywy. Może to nie będzie aż tak bolało. Tam w środku.

Nie wiedział jednak, że jutro... jego świat roztrzaska się na kawałki.

* "Sorry seems to be the hardest word" by Blue feat. Elton John

--- rozdział 49 ---

49. Silently broken

I heard the words come out

Then you look at me

You're not shouting anymore

You're silently broken

I'd give anything now

To kill those words for you*

Kiedy Harry Potter, uczeń szóstego roku Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, obudził się tego mroźnego, zimowego poranka, nie spodziewał się, że nadchodzący dzień... będzie dniem, w którym wszystko się zmieni. Nic nie zwiastowało tego, co miało nadejść. Nie wydarzyło się nic szczególnego.

Ani razu się nie potknął, nie zapomniał książek ani hasła do Pokoju Wspólnego, nie pomylił drogi, nie spóźnił się na żadną lekcję, nie miał pecha podczas zajęć.

Rano, przed wyjściem z dormitorium, spojrzał jeszcze raz na zielony kamień, ale nie było na nim żadnej wiadomości. Przez ułamek sekundy poczuł wyrzuty sumienia, że wysłał wczoraj Severusowi taką litanię żalów, ale bardzo szybko się ich pozbył. Należało mu się! Najpierw wyobraził sobie, że on i Ginny robili w schowku "wiadomo-co", później nie chciał nawet wysłuchać jego wyjaśnień, a jeszcze później... zrobił to, co zrobił. I najwyraźniej nawet nie miał zamiaru przeprosić!

To było najgorsze. Ta świadomość, że po tym wszystkim, co razem przeszli, i przeszkodach, które pokonali, Severus nie mógł mu zaufać choćby na tyle, żeby Harry mógł wyjaśnić mu, co zaszło... I ta myśl sprawiała, że czuł w sobie buzujące rozgoryczenie, które od samego rana pożerało mu wnętrzności i nie chciało wypuścić go ze swych szponów.

A dzisiaj czekała go lekcja Eliksirów... Naprawdę nie miał pojęcia, jak ją przeżyje. Był w takim stanie, że jeżeli tylko Snape coś zrobi albo powie... to nie będzie potrafił się powstrzymać i odpysknie mu.

W takim właśnie, niezbyt dobrym humorze, zszedł na śniadanie. Nie spodziewał się, że zobaczy znajomą, ciemną sylwetkę po drugiej stronie sali. To go trochę zaskoczyło i pozbawiło animuszu. Ale postanowił, że nie da tego po sobie poznać, i dumnym krokiem ruszył do stołu Gryffindoru, ku siedzącym już przy nim Ronowi i Hermionie. Usiadł i przyciągnął do siebie półmisek z jajecznicą, a następnie zabrał się za jedzenie z taką werwą, jakby nie miał w ustach niczego od tygodnia. Właściwie tak się trochę czuł po tym, jak wczoraj zwymiotował wszystko, co miał w żołądku, łącznie z sokami trawiennymi. Eliksir, który otrzymał od Snape'a, natychmiast złagodził wszystkie skutki uboczne. Ale to, że mu go przysłał, wcale nie znaczyło, że Harry mu tak łatwo wybaczy. O, nie...

Kiedy był w połowie śniadania, nie wytrzymał i ciekawość zwyciężyła. Rzucił szybkie, ukradkowe spojrzenie w kierunku stołu nauczycielskiego. Severus nic nie jadł. I nie patrzył na niego. Siedział po prostu i wpatrywał się w odległy punkt na przeciwległej ścianie.

Harry zmarszczył brwi. Co też to mogło oznaczać? Spodziewał się raczej, że mężczyzna będzie mu rzucał nieprzychylne spojrzenia, które nie zwiastowałyby niczego dobrego.

Przy następnym zerknięciu musiał aż zamrugać. Snape siedział ze spuszczoną głową i wpatrywał się w swoje śniadanie. W prawej ręce trzymał kieliszek, którym nerwowo uderzał o blat stołu. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.

Harry powrócił do swojego posiłku, całkowicie zaskoczony dziwnym zachowaniem mężczyzny. Najbardziej znamienne było jednak to, że Snape nie spojrzał na niego ani razu, od kiedy tylko Harry zjawił się na śniadaniu. Tak jakby wcale nie zauważył jego obecności.

Chłopak odwrócił głowę po raz trzeci i zauważył, że Severus... zniknął. Rozejrzał się po sali i dostrzegł czarną pelerynę znikającą za drzwiami znajdującymi się za stołem nauczycielskim. Z kiełkującym w sercu niepokojem i zaciekawieniem, dokończył śniadanie i wraz z Ronem ruszył na Wróżbiarstwo.

Nie potrafił się jednak na niczym skupić. Wciąż przypominał sobie wczorajszy dzień, ogromny ból, o którym nie chciał pamiętać, a także wzrok Severusa... Leżał w iluzorycznej trawie z rękami podłożonymi pod głową, wpatrywał się w usiane gwiazdami sklepienie, lecz nie widział ani gwiazd, ani planet, ani ich zależnych wobec siebie ruchów... widział jedynie pozbawioną wszelkich uczuć twarz i zastanawiał się, czy kiedyś uda mu się wyrzucić ten obraz z głowy, czy też będzie on go prześladował już do końca.

- Mars płonie niezwykle jasno - dotarł do niego tajemniczy głos Firenzo. - Widzicie, jak emanujący z niego blask tworzy języki ognia? Jest niespokojny. Zapowiada wielkie zmiany. Zmiany, które dotkną nas wszystkich.

Leżący obok Harry'ego Ron zachrapał i gdzieś po lewej stronie rozległy się oburzone szepty Lavender i Parvati, ale Harry w ogóle nie zwracał na to uwagi, ponieważ jego myśli wciąż krążyły zupełnie gdzie indziej.

Nie miał pojęcia, jak udało mu się przetrwać pierwsze dwie lekcje. Przez cały czas był tak zamyślony, że w ogóle nawet nie pamiętał, co robili na Transmutacji. Kiedy dotarł na obiad, rzucił tylko jedno krótkie spojrzenie na stół nauczycielki i widząc, że nie ma przy nim Snape'a, odetchnął z ulgą. Zaraz po obiedzie miały być Eliksiry i Harry na samą myśl o tym, że będzie musiał spotkać się dzisiaj z tym draniem, czuł dziwny uścisk w żołądku, który nie pozwolił mu przełknąć ani kęsa.

Po obiedzie zabrał swoją torbę i wraz z Ronem i Hermioną ruszył na dół do lochów. Klasa już była otwarta. Przybywający na lekcję uczniowie wchodzili do środka i siadali przy swoich ławkach. Harry pozwolił, aby Ron i Hermiona go wyprzedzili i weszli pierwsi,

a sam zatrzymał się tuż przed drzwiami, czując nagły, niewytłumaczalny strach. Dziwne przeczucie, które sprawiło, że się zawahał i przez kilka chwil zastanawiał się, czy powinien wejść... Już miał kiedyś takie przeczucie. W dniu, w którym Snape zmusił go do wypicia eliksiru Desideria Intima... Wtedy je zignorował i skończyło się... cóż, trudno określić, jak. Ale na pewno tamta decyzja zmieniła wszystko...

- Wchodzisz, czy zamierzasz tak stać jak kołek? - rozległ się za jego plecami głos Zabiniego.

Harry wzdrygnął się i potrząsnął głową.

Nie, to było głupie. Co jeszcze gorszego mogłoby się stać?

Wziął głęboki oddech i... wszedł do klasy.

Snape stał już przy swoim biurku, przerzucając nerwowo jakieś leżące na nim papiery. Harry usiadł w ławce, czując dziwne napięcie w okolicach żołądka. Wyjął swój kociołek, mosiężną wagę, odważniki oraz książki i ustawił wszystko na stoliku, starając się w ogóle nie spoglądać na majaczącego w drugim końcu sali mężczyznę, ponieważ za każdym razem, kiedy jego wzrok przypadkowo muskał ciemną, wysoką sylwetkę, coś się w nim szarpało gwałtownie do przodu i miał problem z zapanowaniem nad tym.

Po pewnym czasie, kiedy w klasie nadal panował niewielki szum związany z przygotowywaniem się uczniów do lekcji, Snape nagle trzasnął dłonią w biurko z taką siłą, że wszyscy podskoczyli i spojrzeli na niego z przestrachem.

- Cisza! Nie życzę sobie żadnych szmerów ani szeptów na dzisiejszej lekcji. Każdy, kto odezwie się bez pytania, zostanie ukarany. Już dość wam pobłażałem. Koniec z tym!

Uczniowie popatrzyli po sobie z zaskoczeniem. Snape zawsze był surowy na lekcjach, ale dzisiejsza zapowiadała się wyjątkowo... męcząco.

Ron pochylił się do Harry'ego i wyszeptał:

- A możemy w ogóle oddychać?

- Albo ja mówię niewyraźnie, Weasley, albo jesteś zbyt tępy, aby zrozumieć najprostszą instrukcję - warknął Snape, wbijając w Rona ostre spojrzenie. - Gryffindor traci dziesięć punktów.