Выбрать главу

Ron poczerwieniał i natychmiast się wyprostował, a od stołu Ślizgonów dobiegł rozbawiony chichot Pansy Parkinson. Tnące spojrzenie mężczyzny przeniosło się na dziewczynę.

- Pani również to dotyczy, panno Parkinson. Slytherin traci dziesięć punktów.

Wyrazy twarzy Gryfonów można było opisać jedynie jako wyrażające całkowite osłupienie. Zresztą Ślizgoni wyglądali na jeszcze bardziej wstrząśniętych. Szczególnie Pansy, która zacisnęła usta i wpatrywała się w Snape'a z takim niedowierzaniem, jakby właśnie oświadczył jej, że Mikołaj nie istnieje.

Siedzący po obu stronach Harry'ego Ron i Hermiona wymienili zdumione spojrzenia.

"Co w niego wstąpiło?" - pomyślał Harry, całkowicie zaskoczony zachowaniem Snape'a. Severus wydawał się być wściekły na cały świat. Dlaczego? To przecież Harry powinien być wściekły. Nic się tu nie zgadzało.

- Czy jest jeszcze ktoś, kto nie zrozumiał polecenia? - zapytał mężczyzna, przesuwając wzrokiem po oszołomionych twarzach uczniów. Harry nie wiedział, jak Snape to zrobił, ale w jakiś niezwykły sposób... ciemne spojrzenie ominęło go. Na pewno dotarło do siedzącej obok Hermiony, ale później natychmiast przeniosło się na Rona, tak jakby Harry był tylko powietrzem. - Doskonale - warknął nauczyciel, wyciągając różdżkę i machając nią w stronę tablicy. - Eliksir odmładzający. Ingrediencje i sposób przyrządzania macie na tablicy. Sprawdzę wasze wyniki pod koniec zajęć. A teraz zabierajcie się do roboty. Jeżeli poziom waszych eliksirów będzie tak samo żałosny, jak podczas ostatniej lekcji, znajdę sposób, aby wyegzekwować waszą poprawę. I to nie będzie przyjemne. - Po tych słowach opadł na krzesło i przysunął do siebie gruby plik pergaminów.

Uczniowie przez jakiś czas po prostu spoglądali na siebie w ciszy, zanim z wahaniem zaczęli wstawać i udawać się po składniki eliksiru. Nikt nie rozmawiał. Jeżeli chciał o coś zapytać, to wolał pokazać to na migi niż narazić się na utratę punktów.

Harry siekał korzenie imbiru z taką złością, że zrobił z nich niemal miazgę. Denerwowało go zachowanie Severusa. Denerwowało go, ponieważ kompletnie nie wiedział, co o nim myśleć. Dlaczego, do diabła, przez cały dzień nic mu nie odpowiedział przez kamień? No, ale w końcu Harry kazał mu się "odwalić". I wyglądało na to, że chyba po raz pierwszy Snape naprawdę się "odwalił". Czy to dlatego był taki wściekły?

Nóż wypadł z dłoni Harry'ego i z brzękiem wylądował na podłodze. W panującej w klasie ciszy ten dźwięk wydał się tak głośny, że wszyscy rozejrzeli się, zdezorientowani, w poszukiwaniu jego źródła.

- Cholera! - zaklął pod nosem Harry, schylając się i podnosząc nóż z podłogi. Słyszał, jak stojąca obok Hermiona wciąga gwałtownie powietrze, ale miał to gdzieś.

"Niech tylko spróbuje mi coś powiedzieć..." - pomyślał, podwijając rękawy, tak jakby szykował się do pojedynku i powracając do siekania korzenia. Ale Mistrz Eliksirów nie odezwał się. Harry widział kątem oka, jak Snape opuszcza głowę i ponownie spogląda na leżące przed sobą pergaminy.

- Może mu już przeszło - szepnął cicho Ron, pochylając się do Harry'ego.

- Gryffindor traci dziesięć punktów, Weasley - odezwał się Snape, nawet nie podnosząc głowy.

Uszy Rona zrobiły się czerwone, a Hermiona zmarszczyła brwi. Harry jeszcze mocniej ścisnął trzymany w ręku nóż.

"Co on sobie wyobraża?" - pomyślał ze złością. - "Dlaczego nie zwrócił mi uwagi?"

Harry nie potrafił tego rozgryźć. Kusiło go, by przekonać się, co mógłby zrobić i jak daleko się posunąć, zanim Snape okazałby, że w ogóle dostrzega jego obecność. Ale nie miał zamiaru tego sprawdzać. Wolał nie ryzykować. Nie na lekcji.

Nie chciał się do tego przed sobą przyznać, ale czuł... rozczarowanie. Głęboko w najdalszym zakamarku serca wyobrażał sobie ten dzień zupełnie inaczej. Myślał, że Snape będzie... miał wyrzuty sumienia albo coś takiego. Że w jakikolwiek sposób, choćby najmniej widoczny... okaże skruchę za to, co zrobił. A może nawet... chociaż spróbuje go przeprosić.

Ale nie. On postanowił zachowywać się jak skończony dupek! Jakby kompletnie mu nie zależało.

Harry dopiero po kilku chwilach zorientował się, że wpatruje się w swój kociołek nieobecnym wzrokiem i że już dawno powinien dodać do wywaru posiekany imbir. Jednak zanim zdążył nadrobić zaległości, usłyszał, jak krzesło Snape'a odsuwa się, a nauczyciel wstaje i rusza na obchód pomiędzy ławkami. Wszyscy uczniowie natychmiast pochylili się nad swoimi kociołkami tak nisko, jakby to, co właśnie robili, pochłaniało ich bez reszty.

Harry kątem oka widział, że Snape uważnie zagląda do każdego mijanego kociołka i spiął się cały, kiedy pomyślał, że zaraz dotrze również do niego.

- Radzę ci się wziąć do roboty, Longbottom - wycedził mężczyzna, rzucając okiem na eliksir Neville'a i krzywiąc się z niesmakiem. - Chyba, że znowu masz ochotę się czegoś napić?

Chłopiec zbladł i zacisnął drżące usta, wbijając rozbiegany wzrok w mętny wywar, który bulgotał w kociołku.

Harry słyszał, jak Severus rzuca kąśliwe uwagi niemal każdej osobie, do której podchodzi, aż w końcu zatrzymał się za plecami Rona i pochylił nad jego eliksirem.

- Całkowita porażka, Weasley - mruknął Snape, wyciągając różdżkę. - Evanesco. Proszę zacząć od początku.

Ron otworzył usta i z osłupieniem wpatrywał się w swój pusty kociołek. Harry nie mógł uwierzyć, że Snape usunął jego pracę. Przecież eliksir Rona wcale nie był gorszy od jego. Wręcz przeciwnie. Był znacznie lepszy.

Harry zacisnął zęby i wrzucił do swojego wywaru posiekany korzeń. Wiedział, że jest na to za późno. Jego eliksir był już całkowicie spartaczony.

Skoro Snape tak potraktował Rona, to co dopiero powie o jego wywarze... Jednak, ku osłupieniu Harry'ego, mężczyzna ominął go, w ogóle nie zatrzymując się przy jego kociołku. Ba, nawet nie spoglądając w stronę Harry'ego! Jednak zanim chłopak zdążył przetrawić tę sytuację, Snape zatrzymał się już przy Hermionie.

Harry zauważył, że kolor wywaru Gryfonki był nieco zbyt jasny, ale poza tym był przyrządzony niemal perfekcyjnie. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy nauczyciel wyciągnął różdżkę i wycedził:

- Źle! Evanesco! Proszę zacząć od nowa. Kto by pomyślał, że taka prymuska woli marnować czas na bezowocne imprezowanie zamiast się uczyć?

To był cios poniżej pasa, pomyślał Harry, spoglądając na całkowicie oszołomioną przyjaciółkę. Hermiona wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać. Snape jeszcze nigdy nie wyczyścił jej kociołka.

- Na co czekacie? - warknął mężczyzna, widząc że zarówno Ron, jak i Hermiona po prostu stoją i zszokowani wpatrują się w swoje puste kociołki. - Jazda po składniki! - Po tych słowach odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem do swojego biurka.

Harry starał się unikać zdumionego wzroku przyjaciela, kiedy Ron bez słowa ruszył do składziku, odprowadzany równie zaskoczonymi spojrzeniami pozostałych uczniów, lecz Hermiona pozostała na miejscu. Nie patrzyła już jednak w swój kociołek, ale na Harry'go. I na Snape'a. I wyglądała tak, jakby się nad czymś głęboko zastanawiała.

"Tylko nie znowu to!", pomyślał z rozpaczą Harry. Wcale nie miał ochoty przechodzić przez to po raz kolejny. Na szczęście po chwili Hermiona spuściła głowę i ruszyła za Ronem do składziku, a Harry odetchnął z ulgą. Przynajmniej na chwilę.

Wiedział, dlaczego Snape to zrobił... a przynajmniej domyślał się. To przecież częściowo przez nich wydarzyło się to wszystko. Ale żeby potraktować ich z tego powodu w taki podły sposób? Snape naprawdę przechodził dzisiaj samego siebie!