Harry zagryzł wargę i podniósł głowę, spoglądając na siedzącego przy biurku i skrobiącego po pergaminie mężczyznę.
Ze Snape'em działo się coś naprawdę niedobrego. Harry widział to w każdym jego geście, słyszał w każdym słowie, ale nie potrafił tego określić. Myślał, że Severus jest po prostu zły, ale to było coś innego...
Zmrużył oczy i dokładniej przyjrzał się dłoniom mężczyzny. Wydawały się pewne, kiedy sunęły po pergaminie, ale teraz widział, że to tylko pozory. Drżały. I wydawało się, że Snape nie do końca panuje nad ruchami... Tak jakby coś go bardzo niepokoiło albo może...
Czując, że jego serce przyspiesza, spojrzał wyżej, na pochyloną nad biurkiem twarz mężczyzny. Była spięta, a cienkie usta zaciśnięte tak bardzo, że wydawały się sklejone ze sobą w jedną, bladą linię. Czarne oczy nie śledziły tekstu. Były rozbiegane, tak jakby Severus nie wiedział, w którą stronę patrzeć. W pewnym momencie spojrzał na Harry'ego kątem oka i natychmiast ponownie spuścił wzrok. Jego ruchy stały się jeszcze sztywniejsze. Przez kilka chwil po prostu stukał piórem w jedno i to samo miejsce na pergaminie, po czym odrzucił je i zaczął przekładać papiery, jakby sam do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Harry jeszcze raz spojrzał na jego dłonie. Długie palce zwierały się i rozprostowywały.
Snape wyglądał jak ktoś... jak ktoś...
Oczy Harry'ego rozszerzyły się.
Nie, to niemożliwe...
Czyżby Snape miał wyrzuty sumienia? Dlaczego w ogóle na niego nie patrzy i zachowuje się tak, jakby Harry nie istniał? Omija go, nie zwraca na niego uwagi i nie potrafi w ogóle mu spojrzeć w oczy... Czyżby to z powodu tego, że... o bogowie! ...że najprawdopodobniej nie chce sobie przypominać krzywdy, którą mu wyrządził? O to właśnie chodzi? Teraz, kiedy tak na to spojrzał, wydawało się to oczywiste... Myślał, że Snape jest wściekły i tak... był wściekły, ale z powodu tego, że chyba po raz pierwszy w życiu czuł coś takiego, jak wyrzuty sumienia. A przynajmniej tak to wyglądało.
Harry po prostu czasami zapominał, że Severus to nie jest... ktokolwiek. Trzeba go mierzyć inną miarką. To nie jest Ron, który, gdy czuje się winny, po prostu chodzi ze spuszczoną głową i mamrocze przeprosiny. Severus jest kimś, kto nie potrafi przeprosić, kto nie wie, jak przeprosić... będzie to raczej w sobie dusił, będzie reagował wściekłością i wyżywał się na wszystkich wokół, nie potrafiąc określić tego dziwnego uczucia, które nim miota.
Ale... czy on w ogóle jest zdolny do takich uczuć?
To było zbyt zagmatwane! A jeżeli to nie tak? Jeżeli po prostu wmawia sobie, że tak jest, ponieważ chciałby, żeby tak było?
Harry spuścił głowę. Przed jego oczami znowu pojawiła się pozbawiona jakichkolwiek emocji twarz i ciemne oczy wpatrujące się w niego bez śladu uczucia.
To dziwne, ale teraz, kiedy przynajmniej domyślał się powodów takiego zachowania Snape'a, czuł coś na kształt satysfakcji.
Dobrze mu tak! Niech zobaczy, jak to jest! Należy mu się! Niech tym razem to on trochę... pocierpi! Przynajmniej przez chwilę!
Ron i Hermiona wrócili ze składziku i ponownie zabrali się za przygotowywanie eliksiru, chociaż w ich ruchach była jedynie rezygnacja. Wiedzieli, że nie zdążą uwarzyć wywaru przed końcem zajęć, i nawet się nie starali. Hermiona stała przygnębiona nad swoim kociołkiem, a Ron co chwilę rzucał Mistrzowi Eliksirów wściekłe spojrzenia i Harry, obserwując zachowanie swoich przyjaciół, czuł coraz większą złość na Snape'a. Nieważne jakie pobudki nim kierowały, nie powinientak traktować jego przyjaciół.
Skoro chce się wyżywać, to proszę bardzo, równie dobrze może wyżyć się na nim. W końcu już się do tego przyzwyczaił...
- Czas dobiegł końca - zabrzmiał donośny głos Mistrza Eliksirów. Mężczyzna podniósł się z miejsca i ruszył na obchód. Niemal każdy, do kogo podchodził, kończył z "Nędznym" i wyczyszczonym kociołkiem, co w przypadku Ślizgonów było najgorszym wynikiem w historii. Najniższą oceną, którą zazwyczaj otrzymywali, był "Zadowalający". Nie byli również przyzwyczajeni do złośliwych komentarzy, którymi obdarzał ich nauczyciel. Pansy Parkinson, kiedy Snape wyczyścił jej kociołek, była tak wstrząśnięta, że po prostu stała przez kilka dobrych chwil i wyglądała tak, jakby ktoś przypadkiem trafił ją zaklęciem paraliżującym.
Gryfoni, widząc co się dzieje, spoglądali po sobie z przerażonymi minami. Skoro Snape traktował tak Ślizgonów, to co dopiero będzie, kiedy dotrze do nich...
- Thomas, to, co znajduje się w twoim kociołku, nie nadaje się nawet do wylania do ścieku. "Troll" i minus piętnaście punktów. Evanesco!
Dean zagryzł buntowniczo wargę i wbił spojrzenie w ławkę.
- Finningan... Skoro coś tak banalnego jak proste trzymanie się instrukcji jest zbyt dużym wyzwaniem dla twoich zdolności pojmowania, zaczynam żywić poważne wątpliwości co do sensu twojej dalszej edukacji w tej szkole. Być może będziesz musiał w najbliższym czasie rozejrzeć się za zajęciem bardziej dla siebie adekwatnym... Filch nie radzi już sobie z obowiązkami i przydałby mu się pomocnik. Czy mam mu przekazać, że jesteś zainteresowany?
Seamus zarumienił się i zacisnął pięści. Wyglądał tak, jakby chciał coś odpowiedzieć, ale świdrujące spojrzenie, które wbijał w niego nauczyciel, skutecznie powstrzymało go od tak nierozważnego kroku.
- Brown... rozumiem, że nauka Eliksirów nie jest dla ciebie aż tak pasjonującym zajęciem jak malowanie paznokci, jednak nalegam, abyś się do niej przyłożyła, w przeciwnym razie nie zechce cię nawet ktoś pokroju Longbottoma.
Lavender była tak czerwona, iż wydawało się, że z jej włosów unosi się para.
Harry patrzył na to wszystko i po prostu nie mógł uwierzyć... Snape jeszcze nigdy nie był aż tak chamski. Z jego ust sączył się jad, przeżerając wszystko, z czym tylko miał kontakt. Wyglądał tak, jakby kompletnie nad sobą nie panował. Jakby ten gniew, który czuł, ta burza, która w nim szalała, unosiła go na swych falach i wypływała z niego w potoku kąsających słów, którymi obrzucał każdego, kogo tylko mógł nimi dosięgnąć.
I Harry domyślał się powodu takiego zachowania, ale, do diabła, wcale nie zamierzał na to pozwalać! To była sprawa pomiędzy nimi! Snape nie miał prawa wciągać w to innych i wyładowywać na nich swojej frustracji!
- Longbottom! - Ostry głos Snape'a przerwał rozmyślania Harry'ego, ściągając jego wzrok ku ławce Neville'a, przed którą zatrzymał się nauczyciel. Zobaczył autentyczny strach w oczach chłopaka, a wyraz okrucieństwa, który widział na twarzy Mistrza Eliksirów, sprawił, że Harry'ego ogarnęły bardzo złe przeczucia. - Co to ma być? - wycedził Snape.
- Eliksir... od-odmładzają-jący - wymamrotał chłopiec.
- To ma być eliksir? W takim razie chyba nigdy żadnego nie widziałeś. To są pomyje, a nie eliksir. Kolejna porażka, Longbottom. Mam dosyć twojej nieudolności. Jesteś najbardziej żałosnym uczniem, jaki kiedykolwiek trafił do Hogwartu! - Słowa uderzały jak bicz i po każdym smagnięciu Neville kulił się coraz bardziej, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok.
Harry usłyszał, jak siedząca obok niego Hermiona wciąga z oburzeniem powietrze, ale niemal to do niego nie dotarło. W jego sercu wzbierała twarda, zimna masa, którą ostre słowa i zachowanie Snape'a ociosywało w gotową do wystrzelenia strzałę. Napięte jak cięciwy łuku nerwy z trudem utrzymywały ją na miejscu.
- Twoja głupota i nieudolność już dawno przekroczyły jakiekolwiek dozwolone normy. Okrywasz hańbą naszą szkołę. Okrywasz hańbą cały czarodziejski świat - ciągnął okrutnie Severus, wpatrując się w skulonego chłopca wzrokiem przepełnionym lodowatą nienawiścią i absolutną pogardą. - Nie będę dłużej tolerował twojej ignorancji i skrajnego imbecylizmu. Najwidoczniej jedynym sposobem, aby cię czegokolwiek nauczyć, jest pozwolenie, abyś na własnej skórze przekonał się o konsekwencjach swojej głupoty. Wypijesz te pomyje, które uwarzyłeś. Może kiedy kolejny raz zakosztujesz swojej porażki, zaczniesz używać mózgu zgodnie z jego przeznaczeniem. Oczywiście jeżeli go w ogóle posiadasz, a mam co do tego poważne wątpliwości. - Mistrz Eliksirów uśmiechnął się pogardliwie, widząc skrajne przerażenie, malujące się na twarzy ucznia.